Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty

Kraty mentalne i realne


Rozmowy dotyczące transakcji kupna-sprzedaży mieszkania. Potencjalni nabywcy spodziewają się narodzin dziecka.
- To miejsce ma liczne zalety. Dobre sąsiedztwo, w pobliżu przedszkole i żłobek...
- Niedaleko jest żłobek...
- Przedszkole kilkaset metrów stąd...

Temat przedszkola i żłobka pojawia się jak refren. Naprawdę wielu osobom naprawdę wydaje się, że żłobek i przedszkole to naturalna konieczność. System zdaje się zmuszać oboje rodziców do wychodzenia z domu i pracy najemnej na cudze potrzeby; wmawia im jednocześnie, że taki tryb życia, w którym mamy i taty zazwyczaj w domu nie ma, a dziecko powierza się pieczy obcych, jest najzupełniej normalny.

Otóż nie jest.

Żłobek, czyli dlaczego nie żal mi Etrusków


W żłobku leży...
Chesterton twierdził, że tak zwana realizacja tak zwanego przymusu szkolnego jest dla dziecka bezpieczna o tyle, że w ciągu pierwszych sześciu-siedmiu lat życia rodzice (szczególnie zaś matka) zdołali już przekazać mu najważniejsze wzorce, nauczyli je tego, co w życiu najistotniejsze.
Dziś jest podobnie.
Dlatego system stara się wprząc małych ludzi w swoje tryby od samego początku. Pierwsza i najważniejsza chyba metoda realizacji owego planu polega na próbie przekonania ludzi, że dzieci są obciążeniem: trudne, wymagające, nieopłacalne ekonomicznie, mają emocje, płaczą, przeszkadzają w karierze - same kłopoty! Zatem - trzeba się starać o to, aby dzieci nie mieć; potem: jeśli, niestety!, już są ("wpadka", "wypadek", "niechciana ciąża" - zdrowy, cywilizowany człowiek słusznie oburza się na każde z tych skandalicznych wyrażeń - jak można tak mówić o człowieku?!), trzeba się ich jakoś pozbyć; najlepiej przekazać je pod opiekę "specjalistów" - opiekunek do dziecka (najlepiej ukraińskich - bo tanie!), żłobkodawców, przedszkolanek...
Nawet jeśli (z naciskiem na słowo "jeśli") dzieckiem zajmie się ktoś najbardziej „profesjonalny” – któż mu czas niespędzony z rodzicami powróci?

Robert, bohater książki Rafała Ziemkiewicza pt. Pieprzony los kataryniarza, niejednokrotnie pyta sam siebie na kartach powieści: Dlaczego nie żal mi Etrusków? I w końcu znajduje odpowiedź: Bo nie jestem Etruskiem. Jestem Polakiem. Jestem stąd. To jest moja ojczyzna. Na niej mi zależy. O jej pomyślność się staram.
Dlaczego tak wielu współczesnym rodzicom nie żal DZIECI, KTÓRYM SAMI PRZEKAZALI ŻYCIE?

Świat Piotrusiów Panów


Obrazek pierwszy: tak zwany Zielony Wilanów (każda modna dzielnica jest obecnie "zielona"); dwie skośnookie kobiety wiozą i prowadzą grupkę malców, śpiewając z nimi po angielsku piosenkę Old Macdonald. Dzieci w wózku, jak kartofle. Gdzie są ich rodzice? Czy naprawdę sądzą, że ludzie, którym przekazali życie, nie mają prawa, aby to z ojcem i matką spędzali gros swojego dzieciństwa? Czy tak bardzo cenią rzekomy "profesjonalizm" obcych niebóg, że gotowi są powierzyć im pieczę nad własnymi pociechami, a właściwie to oddać dzieciństwo swojego potomstwa w ich ręce?
Przyznam szczerze, że, gdy obserwowałem tę scenę na żywo, zmroziło mnie. Jak można dzieciom coś takiego robić? Jak można być tak pozbawionym rozumu i wyobraźni?


Obrazek drugi: dzieci w kamizelkach odblaskowych. Warunkowanie od małego. Wszyscy tacy sami. Oczywiście, noszenie kamizelek jest nieodzowne i absolutnie uzasadnione: na placu zabaw czyhają na nas przecież tysiące niebezpieczeństw.

I wreszcie: clou programu, czy po co to wszystko? Rodzice wyrzekający się opieki nad swoimi dziećmi - świadomie czy bezwiednie - i powierzający lwią część ich dzieciństwa w ręce obcych przyczyniają się do tworzenia społeczeństwa ludzi wiecznie niedojrzałych i z łatwością dających się poszufladkować. Dziecko przyzwyczajone od maleńkości do reżimu nauki, planu zajęć, kierowników-kierowniczek-opiekunek staje się podatne na hasła świata, który chciałby zrobić z niego trybik w machinie państwa i korporacji. Właściwie od niemowlęctwa NIE ZNA NICZEGO INNEGO - to jest jego świat.
Człowiek, który wychowuje się w normalnej rodzinie, a zatem w wolności, jest dla architektów nowego wspaniałego świata znacznie trudniejszym łupem - a jeszcze może się odwijać i oddawać pięknym za nadobne.