Czwórrocznicowo - Czy WiWo ma jak żyć?

Prośba o wsparcie
~ Można go udzielać
na przykład wpłacając bitcoiny
na adres podany na pasku
po prawej stronie
naszej strony.

Drodzy Czytelnicy!

Jesteśmy z Wami już cztery lata. Z nami grubo ponad dwa tysiące wpisów. Staraliśmy się troszczyć o ich jakość i regularność.

Dwukrotnie zwracaliśmy się do Was z pisemną prośbą o wsparcie. Dziś czynimy to po raz trzeci i... Możemy powtórzyć prawie bez zmian słowa pierwszego skierowanego do Was apelu:

Obecny koszt funkcjonowania WiWo kształtuje się w okolicach ¼ uncji złota miesięcznie [w przeliczeniu na waluty wirtualne stanowi to obecnie równowartość plus minus 0,5 bitcoina (BTC), czyli w przybliżeniu 1.400 PLNów].



Jeżeli, Drodzy Czytelnicy, chcielibyście widzieć WiWo w dotychczasowej formule i z podobną jak dotychczas częstotliwością publikacji, będziemy wdzięczni za wysłanie nam – razem z innymi sygnałami wsparcia – sygnału w postaci wsparcia finansowego.

Idolologia

Czyli naszych bojów z Tradycją odsłona kolejna – tym razem bardziej osobista

Z pełnym wdzięczności uśmiechem przyjmujemy uwagi kierowane pod adresem publikowanych przez nas tekstów (np. https://wirtualnewydawnictwowiwo.wordpress.com/2017/10/24/kwestia-zaufania-a-matter-of-trust/)
przez współczesną odmianę Myśli Katolickiej oraz należącego (według wszelkich znaków na ziemi) do ścisłego trzonu redakcji MK pana Pelagiusza. Dają one rzeczywiście do myślenia, bywają przekonujące, a wyjaśnieniom Pana Pe dotyczącym kwestii małżeństwa bylibyśmy nawet skłonni przyznać słuszność.


Tematy bezpieczne nie bardzo

Czy jednak Pelagiusza Asturyjskiego oraz Myśl Katolicką kropkę org interesuje prawda, cała prawda i tylko prawda (tak im dopomóż Bóg)? Czy byliby gotowi omówić na swoich łamach zagadnienia takie jak:

1. Artykuł pt.

THE DUBIETY OF ORDINATION CONFERRED WITH ONE HAND

[O wątpliwej ważność święceń, których biskup [nie] udziela poprzez włożenie na diakona jednej tylko ręki – tekst obalający mit uczoności x. A. Cekady i stawiający pod znakiem zapytania tożsamość bpa (?) Daniela L. Dolana oraz wyświęconych (?) przez niego osób. To byłby doprawdy pyszny (choć raczej na słodko-kwaśno) "kawał", gdyby w istocie okazało się (choćby dopiero na Sądzie Ostatecznym), że czołowe autorytety {bo nie o samego Dolana tylko chodzi} pewnej określonej grupy sedewakantystów za duchownych tylko uchodziły...]. Powyższy artykuł domaga się pilnego tłumaczenia na język polski.

2. Opinii wspomnianych wyżej Dolana i Cekady oraz Donalda Sanborna dotyczących sądowego morderstwa Terri Schiavo. Jak mogę (w jakiejkolwiek sprawie?) ufać ludziom, którzy w jawny sposób głoszą fałsz w dziedzinie wchodzącej bez wątpienia w zakres wiary i moralności? Co więcej, kurczowo trzymają się swoich (no właśnie:) opinii. Nie są gotowi przyznać, że się pomylili lub nie zbadali sprawy odpowiednio dokładnie. Zamiast tego usiłują zachować pozory (własnej, bo nie papieskiej przecież – papież się w sprawie Terri Schiavo nie wypowiedział) nieomylności. Idą w zaparte. A potężniejsi z nich marzą o władzy nad galaktyką... I wciąż znajdują się ludzie, którzy im ufają...

3. Opinia bpa Pivarunasa oraz oficjalne stanowisko jego CMRI (zaprezentowane również w telewizji) w sprawie przeszczepu organów nieparzystych.

4. Hipokryzja tych, którzy formułują faryzejskie zasady (np. dotyczące stosownego ubioru), a następnie sami je łamią – i wcale się z tym nie kryją (na zdjęciu poniżej Daniel Dolan pozuje w towarzystwie uroczyście zakazanych niewiast w spodniach):


Wstydu nie mają?

5. Skandal w szkole pod auspicjami kaplicy św. Gertrudy. Została mu poświęcona znakomita strona pod adresem: http://sggscandal.com/. Znakomitość witryny polega na tym, że zawiera w większej części po prostu kopię korespondencji między uczestnikami dramatu (autentyczności rzeczonej korespondencji nikt nie podważa). Lektura przedstawionych na stronie materiałów dosyć szybko pozwala uczciwemu czytelnikowi wyrobić sobie zdanie na temat niektórych kreatur kreujących się na "gwiazdy sedewakantyzmu".

6. Cyrografy, które każe podpisywać SSPV, dotyczące nieuczęszczania do kaplic, w których posługują sedewakantyści uznani przez Bractwo św. Piusa V za wątpliwie/nieważnie wyświęconych/z innych powodów "niewskazanych", a raczej "zakazanych". Każda (niemal?) z sedewakantystycznych grup (podobnie zresztą jak SSPX) przypisuje sobie kompetencje odmawiania wiernym sakramentów na podstawie sformułowanych przez siebie opinii.

No właśnie: opinii. Dopóki w danej sprawie nie wypowie się Ojciec Święty lub kompetentna watykańska dykasteria (a takich dziś brak zupełnie), taką właśnie wagę mają nawet najuroczyściej formułowane przez każdego z/każdą z grup sedewakantystów "własne [no właśnie!] zasady".

Któż zatem – szczególnie spośród polskich sedewakantystów – podejmie się otwartego omówienia w/w zagadnień i zaprezentowania ich Drogim Odbiorcom?

Obawiamy się, że takimi "wariatami" jesteśmy być może tylko my...

Kwestia zaufania

W tych czasach powszechnego zamieszania warto z wielką roztropnością podchodzić do tego, komu się zaufa. Nie rzucać się ślepo w objęcia tego czy tamtego duchownego, mimo że każdy normalny katolik czuje głęboką potrzebę korzystania z posługi duszpasterza i życia sakramentalnego. Podobnie każdy normalny ksiądz czuje potrzebę zwierzchnictwa nad sobą, więc tak trudno pozostać kapłanem "niezależnym" – nawet sedewakantyście. Ale być może w dzisiejszych niełatwych czasach zaufać księdzu "niezależnemu" to najlepsze, najpraktyczniejsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie. (Na zarzut "wybierania sobie", powtórzymy: w obecnej sytuacji, gdy brak papieża, kompetentnych władz kościelnych oraz sprawujących terytorialną władzę biskupów, każdy chcąc nie chcąc "sobie wybiera").

"Sedewakantyzmów" jest pewnie tyle, ilu sedewakantystów – których tu roboczo i najszerzej jak to możliwe definiujemy jako osoby przyjmujące stanowisko, że w chwili obecnej nie ma papieża. Trudność (specyficznie?) polska polega na tym, że spośród "starej wiary", tj. (jeśli wciąż żywych, to obecnie już leciwych) duchownych formowanych w seminariach "po staremu", "tradycyjnie" – wszyscy zdradzili. Niewielu z nich trwa aż dotąd (pozostali zaś zasnęli) – lecz do dziś nie znalazł się wpośród nich ANI JEDEN sprawiedliwy, który publicznie powiedziałby, że "nowy porządek" to błąd, odstępstwo od Wiary i że papam ~ niestety ~ non habemus.


Komu więc (spośród duchownych) ufać?

A może odwróćmy pytanie: komu nie ufać? Temu, kto kłamie i gra. Coś ważnego ukrywa albo przeinacza. Co innego przedstawia jako prawdę publicznie, a co innego – prywatnie.

Komu zaufać? Jako warunek minimum zaproponujemy: komuś, komu starcza odwagi, by głośno powiedzieć to, co autentycznie rozpoznaje jako prawdę – kto postępuje w zgodzie z własnym sumieniem.
Czy oznacza to, że w Polsce dziś przypada mi (przynajmniej na razie) los pozbawionego dostępu do sakramentów home alonera – "samotnika"?


RKSV

P.S. Serdecznie polecamy lekturę blogów The Lay Pulpit oraz Pistrina Liturgica, z którymi warto się zapoznać również ze względu na wysoką wartość językową. Prowadzący je opowiadają się za decydującym wpływem świeckich na życie danej wspólnoty wiernych oraz posługującego jej kapłana. Być może w czasach dzisiejszych najroztropniejsze rozwiązanie polega na tym, by wybudować przy/we własnym domu kaplicę i poprosić zaufanego księdza o sprawowanie tam posługi? Tym sposobem zarówno kapłan, jak i udzielający miejsca do celebry staliby się swoimi "współzakładnikami" (wiernym zależałoby na dostępie do kapłańskiej posługi, księdzu zaś na wsparciu ze strony wiernych), co mogłoby skutecznie zniechęcić do prób niesprawiedliwego wykorzystania "drugiej strony". Przy braku zaś oficjalnej hierarchii pokusa jest wielka...

Było ci malarzy wielu... Niebo i kapliczka