Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruce marshall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruce marshall. Pokaż wszystkie posty
Wstyd córki królewskiej?
Zdjęcia zrobione w nawiązaniu do fotografii Jana Wincentego F. ilustrującej Chwałę córki królewskiej Bruce'a Marshalla.
Czasy współczesne. Brak witraży. Archtektura bunkrowa. Brzydota i pustota. Jakby jej autorzy chcieli powiedzieć Panu Bogu: "Nie damy Ci wszystkiego, co najlepsze". Ad minorem Dei gloriam. QED.
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (35)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXXV
Kanonik Smith lubił płonące
kaganki, które zakonnice miały w rękach, gdy kanonik Muldoon
przynosił mu do łóżka komunię świętą. Lubił myśleć o
kałużach bursztynu, którymi odbijały się w połyskującej
podłodze korytarzy, bo to właśnie ten rodzaj poblasku Najświętszy
Sakrament rzucał na dusze ludzi, gdy podnoszono Go ponad niedolę
świata. Lubił myśleć o habitach zakonnic, prześlizgujących się
bezszelestnie po klasztorze i o starym przygarbionym kanoniku
Muldoonie, podążającym za nimi z welonem naramiennym owiniętym
wokół drogocennego Ciężaru – ponieważ była to sącząca się
nieprzerwanie szemrzącą strużką Boża poezja.
Sprawiało mu też radość,
gdy był namaszczany, wciąż widząc za oknem niebo i drzewa. Gdy
kanonik Muldoon udzielał jego utrudzonemu ciału ostatniego
pocieszenia, w oddali, wzdłuż łuku skręcających torów
kolejowych, gdzie spotykały się pole golfowe i posiadłość sir
Dugalda Ippecacuanhy, nad drzewami pojawiła się chmurka dymu, a po
nasypie potoczyła doprawdy malusieńka, miniaturowa dżdżownica
pociągu. Kanonik Smith lubił na niego patrzeć, bo zdawał się on
również częścią Bożej poezji. Leżał, myśląc o rytmie pór
roku i o tym, jak wielką słuszność miał kanonik Bonnyboat, gdy
porównał liturgię Kościoła do kwiatów i liści, które Bóg co
roku na nowo malował kolorami.
– Buon
giorno, reverendo padre mio, e come sta? –
powiedziała Elvira, wchodząc do środka w mundurze podporucznika
służby terytorialnej i klękając koło łóżka, choć ze sposobu,
w jaki się do niego uśmiechnęła, poznał, że nie oczekuje od
niego odpowiedzi, a poza tym kanonik Muldoon wypowiadał już głośno
wspaniałe, groźne słowa modlitwy, na których musi wkrótce
pożeglować jego dusza: „...w imię Aniołów i Archaniołów; w
imię Tronów i Zwierzchności; w imię Księstw i Potęg; w imię
Mocy, Cherubinów i Serafinów; w imię Patriarchów i Proroków...”.
Wielebna Matka również klęczała koło jego łóżka, mając twarz
pełną zmarszczek i mądrości; wzięła w obie ręce dłoń
kanonika i przycisnęła ją, a on wiedział, iż żegna się z nim w
Chrystusie Jezusie, ich Panu. Nowe młode zakonnice również były
obecne; miały piękne czerwone twarze rumiane jak jabłka i oczy,
które nigdy się nie zestarzeją, ponieważ zakonnice są
oblubienicami Chrystusa. Była też lady Ippecacuanha, wydająca z
gardła głośne gulgoczące dźwięki; był polski kapelan i nowy
biskup oraz stary zasuszony radny Thompson, który mówił niegdyś o
Kościele Bożym tak straszne rzeczy.
„...W imię świętych
Zakonników i Pustelników...”. Zobaczy wkrótce całkiem sporo
starych przyjaciół, jeśli Bóg okaże mu łaskę i wyląduje po
właściwej stronie parkanu. Angusa McNaba, Biskupa, majora lubiącego
zaglądać do kieliszka, starego marynarza, monsignore O’Duffy’ego,
matkę de la Tour, matkę Leclerc, Annie Rooney i cały zastęp
innych, którzy regularnie pojawiali się w kalendarzu jego modlitw.
Zastanawiał się, czy w niebie będą kwiaty dla matki de la Tour,
czy Angusowi będzie wolno nosić wstęgę Medalu za Wyjątkowe
Zasługi i czy Annie Rooney będzie lubiła śpiewać Magnificat
teraz, gdy Bóg
wszystko już jej wyjaśnił. Bo tym właśnie była naprawdę
śmierć: uczynieniem spraw jasnymi, rozbłyskiem prawdy zza
samolotów bombowych i reklam syropu figowego.
I wtem, gdy tak leżał,
poznał odpowiedź na wszystkie pytania: jak chromi i chorzy zostaną
uzdrowieni; jak ubodzy zostaną nagrodzeni; jak to się dzieje, że
święci Boży mogą jeść groszek nożem; jak bankier może być
ostatni, a nierządnica – pierwsza; jak ręce kapłana nigdy nie
mogą zawieść – niezależnie od tego, jak nudno by mówił; jak
Kościół jaśnieje chwałą córki królewskiej, bo niesiony
przezeń ciężar uzdrawia wszystkie jego rany; dlaczego Bóg często
wybiera brzydkich tępych ludzi do wykonywania zadań aniołów;
dlaczego Bóg jest cierpliwy i dlaczego księża też muszą być
cierpliwi; jak wielkie jest ich powołanie i jak pewne namaszczenie
ich na kapłanów; i jak to się dzieje, że od odpowiedzi, jakiej
każdy człowiek udziela Chystusowi w cichości swojej duszy, zależy
zieloność jutrzejszych pastwisk. To wszystko było naprawdę tak
proste i chciał im to powiedzieć, zanim odejdzie, lecz oddalał się
już od linii brzegowej, jaką tworzyli zgromadzeni wokół jego
łóżka, i czasu starczyło mu tylko na to, by krzyknąć do
polskiego kapelana:
– Niech ksiądz nie zapomni
powiadomić ich, że msza będzie w niedzielę na targu rybnym!
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (34)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXXIV
Gdy kanonik Smith, dwa dni
przed tym, jak biskup miał konsekrować kościół Najświętszego
Imienia, usłyszał w środku nocy, jak odzywa się to, co większość
jego parafian nazywała syrenami, nie czuł zaniepokojenia, bo już
wcześniej odzywały się one często i nic się nie stało. Cierpiał
jednak z powodu reumatyzmu; bolały go zesztywniałe nogi, więc
leżąc w ciemności i czekając na dźwięk oznaczający, że alarm
zostaje odwołany, ofiarował swoje cierpienie wszechmogącemu Bogu,
aby przyjął je jako przyjemne zadośćuczynienie za jego i świata
zapomnienie o Nim. Ale dźwięk odwołujący alarm nie odezwał się;
zamiast tego słychać było huk i wybuchy, i jeszcze więcej
wybuchów, coraz bliżej i bliżej.
Kanonik Smith nie był
odważnym człowiekiem; przynajmniej nie sądził, że nim jest, bo
wiedział, że dużo bardziej wolałby umrzeć w naturalny sposób w
swoim łóżku niż zostać powieszony, pozbawiony wnętrzności i
spalony jako męczennik; pomyślał też, że spłonięcie żywcem
wskutek nalotu musi być jeszcze gorsze, bo nie ma tu mowy o żadnej
większej chwale Bożej. Jego żołądek poczuł się zatem całkiem
nieswojo, gdy przy coraz głośniejszym huku i trzasku okutał się w
ubranie i pośpieszył schodami w dół do kościoła, zastanawiając
się, czy grzechem byłoby gasić bombę zapalającą wodą święconą,
i żałując, że nie może zasięgnąć w tym względzie rady
kanonika Bonnyboata.
Nie miał w owych dniach
wikarego, ponieważ młody ksiądz Burt wyjechał z highlandersami z
Argyll i Sutherlandu jako kapelan, i żywił nadzieję, że jeśli
wybuchnie ogień, sam zdoła go ugasić. Ale gdy otworzył drzwi
plebanii i wyszedł w noc, huk nagle ustał, a gwiazdy ponad jego
głową na niebie tchnęły spokojem.
Gdy dotarł do kruchty
kościoła, zastał ją zapełnioną parami, które migdaliły się i
opychały rybą z frytkami. Musiał kilka razy wyjaśniać, kim jest,
zanim się przesunęli i pozwolili mu przejść. Wahał się, czy
powinien ich przepędzić, ale przypomniał sobie to, co kanonik
Dobbie powiedział trzynaście lat wcześniej na pierwszym spotkaniu
kapituły, w którym uczestniczył: że łaska Najświętszego
Sakramentu może dotknąć ich dusz i zmienić ich usposobienie
względem Boga, więc pozwolił im zostać tam, gdzie są.
Wewnątrz kościoła panowały
ciemności; paliła się tylko jak rubin wieczna lampka. Przez kilka
minut kanonik klęczał i modlił się,
aby wkrótce
nadeszła chwila, w której noc
znów będzie należeć do mnichów i zakonnic, wychwalających Boga
przez wieki. Potem zapalił na głównym ołtarzu dwie świeczki
używane do mszy czytanych, bo choć wszystkie okna zostały
zaciemnione, sądził, że najbezpieczniej będzie, jeśli widoczne
będzie tak mało światła, jak to możliwe. Ołtarz przygotowany do
porannej mszy zdawał się coraz bardziej niknąć, gdy kanonik siadł
w pierwszej ławce i spoglądał nań, więc zamknął oczy, a gdy je
znów otworzył, ołtarz nadal stał na swoim miejscu.
Odezwał się odgłos
wystrzałów, który wybuchł nad miastem wielkim grzmotem; odezwały
się też inne odgłosy: świsty i ryki, po których nastąpiły
wybuchy, choć nie wydawało się, żeby ktokolwiek był faktycznie
bombardowany. Kanonik przypomniał sobie, że czytał w „Heroldzie
Highlandzkim”, zaraz pod wzmianką o złu, jakim są niedzielne
koncerty dla żołnierzy, że ci, którzy podczas nalotów przebywali
na ulicy, mogli zostać z łatwością zranieni odłamkiem pocisku
przeciwlotniczego, więc poszedł z powrotem do drzwi kościoła i
otworzył je. Zakochani nie migdalili się już, ale z konsternacją
i przerażeniem wpatrywali w niebo na skraju miasta; niebo, które
było teraz czerwone i gorzało. Kanonik zaprosił ich, by weszli do
środka, mówiąc, że sądzi, iż to niebezpiecznie, aby pozostawali
na zewnątrz. Potulnie weszli. Większość z nich stanowili
żołnierze i marynarze w towarzystwie ladacznic z klubu tanecznego
Port Said. Większość ladacznic nie nosiła kapeluszy, więc
kanonik Smith powiedział im, aby włożyły na głowę chustki,
ponieważ święty Paweł orzekł, iż niestosownym jest, aby kobieta
przebywała w domu Bożym z odkrytą głową1.
Jeden z marynarzy powiedział, że przypomina sobie, jak czytał w
gazecie, że arcybiskup Canterbury2
powiedział, iż dziewczęta mogą teraz wchodzić do świątyń bez
kapeluszy; kanonik Smith odpowiedział jednak, że jeśli o niego
chodzi, znaczenie ma to, co powiedział święty Paweł. Ladacznice
włożyły zatem na głowy chustki – zupełnie prostacko, jak
kuchenne ścierki; kanonik pokazał im jednak, jak spowodować, żeby
dobrze się trzymały – robiąc na czterech rogach węzły – i
pożyczył swoją własną chustkę wielgachnej rozmemłanej Jezebel
z doków, która powiedziała, że nie nosi ze sobą chustki, bo
sądzi, że to niegrzeczne dmuchać nos w klubach nocnych.
Na to jeden z żołnierzy
roześmiał się głośno, a potem gwałtownie zasłonił sobie usta
dłonią i przeprosił kanonika, mówiąc, że zapomniał, iż
znajduje się w kościele; kanonik powiedział jednak, że wcale nie
ma potrzeby, aby przepraszał, ponieważ Bogu bynajmniej nie
przeszkadzają ludzie śmiejący się w kościele – pod warunkiem,
że śmieją się z właściwego rodzaju żartu. Na to żołnierz
stwierdził, że zawsze uważał, iż religia katolicka jest naprawdę
bardzo w porządku, jeden z marynarzy zaś powiedział, że jest tego
samego zdania i że sam już dawno temu zostałby katolikiem, tylko
nie był w stanie zrozumieć tego o nieochrzczonych niemowlętach
smażących się w piekle przez całą wieczność, podczas gdy to
naprawdę nie było ich winą, że nie zostały ochrzczone.
Kanonik powiedział, że
marynarz głęboko się myli i że dusze nieochrzczonych niemowląt
wcale nie smażą się w piekle oraz że, jeśli wszyscy usiądą,
powie im o tym, jakie jest prawdziwe nauczanie Kościoła na ten
temat, a może ułatwi im to odciągnięcie myśli od nalotu. Wszyscy
usiedli zatem w dwóch ławkach z tyłu, a kanonik stanął w ławce
przed nimi i opowiedział im wszystko o sakramencie chrztu. Dwie
spośród ladacznic wyglądały na raczej znudzone, a inna nie
przestawała puszczać oka do jednego z żołnierzy, ale kanonik
Smith nie zwracał na to uwagi, bo musiał koncentrować się na
mówieniu tak głośno, by przebić się ponad odgłos nalotu.
Kanonik powiedział, że
sakrament chrztu został ustanowiony przez samego Pana Jezusa jako
konieczny do zbawienia – gdy powiedział On, że jeśli ludzie nie
zostaną ochrzczeni w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, nie
odziedziczą Królestwa Bożego3.
Może się to nam wydawać warunkiem niedorzecznym, ale bądź co
bądź Pan Jezus mówił w imieniu samego wszechmogącego Boga, który
posiada najlepsze kwalifikacje do oceny, jakie wymogi trzeba spełnić,
by dostać się do Jego Raju, oraz wydać opinię dotyczącą ich
uzasadnienia. Jest zatem prawdą, że dusze nieochrzczonych niemowląt
nie mogą wejść do nieba, ponieważ sam Bóg powiedział, że nie
mogą; ale nie znaczy to, że idą do piekła. Taka nauka byłaby
faktycznie wysoce niedorzeczna, ponieważ niemowlęta nie mogą
grzeszyć, bo brak im do tego świadomości, a zatem nie potrafią
obrazić Boga ze złej woli. Prawda jest taka, że dusze
nieochrzczonych niemowląt trafiają do innego miejsca, zwanego
Limbusem, gdzie nie ma cierpień i do którego zstąpił sam Syn Boży
po swojej śmierci na krzyżu, a przed powstaniem z martwych. Limbus
nie jest, oczywiście, niebem, ale nie jest również piekłem i
kanonik obawia się, że to wszystko, co może w tej sprawie
powiedzieć, ponieważ to jest wszystko, co na ten temat objawił
Kościołowi Bóg wszechmogący.
Gdy kanonik to powiedział,
nastąpił głośny wybuch, a marynarz, dla którego pożytku
udzielał wyjaśnień dotyczących chrztu, otworzył oczy. Siedząca
obok niego ladacznica dała mu łokciem kuksańca i spytała, czy nie
zamierza podziękować wielebnemu księdzu za to, że tak pięknie
opowiedział im wszystkim o chrzcie. Marynarz wstał więc i
powiedział, że teraz, gdy już rozumie, że dusze nieochrzczonych
niemowląt nie idą do piekła, lecz do Kimberley, bardzo poważnie
zastanowi się nad tym, czy nie zostać katolikiem. Był pewien, że
teraz również wszyscy pozostali bardzo poważnie zastanowią się
nad tym, czy nie zostać katolikami, gdy wiedzą już, że dusze
nieochrzczonych niemowląt idą do Kimberley.
Kanonikowi Smithowi nie
starczyło czasu, by poprawić marynarza i powiedzieć mu, że to do
Limbusa, a nie do Kimberley idą dusze nieochrzczonych niemowląt,
ponieważ nastąpił wybuch głośniejszy niż wszystkie poprzednie,
cały kościół zatrząsł się, zaś kanonik, żołnierze,
marynarze i ladacznice wszyscy padli plackiem na ziemię. Gdy na
powrót się podnieśli, byli tak przestraszeni, że całkiem
zapomnieli o duszach nieochrzczonych niemowląt. Wielgachna
rozmemłana Jezebel z doków zapytała kanonika, czy nie zaśpiewaliby
może jakiejś pieśni, i zasugerowała Abide
With Me4,
lecz kanonik powiedział, że jego zdaniem Praise
to the Holiest in the Height5
będzie lepsza, ponieważ napisał ją bardzo świątobliwy człowiek
zwany Johnem Henrym kardynałem Newmanem.
Wszyscy piali na całe gardło,
gdy przez dach wpadła do kościoła bomba zapalająca i spowodowała,
że kotary za głównym ołtarzem stanęły w ogniu. Kolejna bomba
spadła na przednie ławki i spowodowała, że i one się zapaliły;
kanonik Smith nie wiedział jednak o bombie zapalającej na komodzie
z szatami, dopóki nie pośpieszył do zakrystii, by włożyć stułę
i zabrać z głównego ołtarza Najświętszy Sakrament. Znalazł
stułę, wiszącą na tylnej stronie drzwi; znalazł też kluczyk do
tabernakulum, lecz gdy dotarł do jego drzwiczek, były one tak
gorące, że niemal nie był w stanie ich dotknąć. Marynarze,
żołnierze i ladacznice usiłowali go odciągnąć, ale uwolnił się
z ich rąk i powiedział, aby zabierali się z kościoła, jeśli nie
chcą żywcem spłonąć. Odparli jednak, że nie opuszczą kościoła
aż do momentu, gdy on tego nie zrobi, bo postąpił tak miło,
opowiadając o tym, że dusze nieochrzczonych niemowląt idą do
Kimberley. Twarz kanonika była tak obolała od płomieni, że nie
mógł im odpowiedzieć, ale zdołał wydobyć z tabernakulum puszkę,
w której nosi się Eucharystię chorym, oraz cyborium.
Wszyscy byli bardzo
rozgorączkowani, stojąc na zewnątrz i patrząc na pożar, ale
kanonik powiedział, że nie powinni z nim rozmawiać, ponieważ
niesie w swoich rękach wszechmogącego Boga.
Gdy w końcu nadjechał wóz
straży pożarnej, całe miasto wydawało się stać w płomieniach,
a kanonik wyruszył, aby zanieść Najświętszy Sakrament do
klasztoru. Wielgachna rozmemłana Jezebel z doków poszła razem z
nim, powiedziała bowiem, że chciałaby się z nim zaprzyjaźnić.
Kanonik odpowiedział, że z wielką przyjemnością powita jej
towarzystwo; powtórzył tylko, że nie powinna z nim rozmawiać i
próbował wyjaśnić jej, jak bardzo święte jest to, co robią, i
że w normalnych warunkach dla oddania Bogu czci niesiono przed
Najświętszym Sakramentem zapalone świece, ale były takie chwile,
gdy nawet Boga trzeba było ograbić z Jego ceremoniału. Wielgachna
rozmemłana Jezebel z doków powiedziała, że być może zamiast
świec wystarczą płonące wszędzie wokół nich budynki, lecz
kanonik odparł, iż nie sądzi, aby Bóg tak to widział, bo płonące
budynki stanowią widomy znak człowieczej niedoli, Boga zaś nie
czci się ludzką udręką.
Nalot wciąż trwał, gdy
dotarli do klasztoru, w którym Wielebna Matka i wszystkie zakonnice
były na nogach i w habitach. Gdy zobaczyły, że kanonik Smith
niesie Najświętszy Sakrament, przyniosły zapalone świece i
ustawiły się w procesji, a rozmemłana Jezebel, która podążyła
za nimi do kaplicy, pomyślała, że w całym swoim życiu nie
widziała czegoś tak pięknego. Gdy kanonik chował puszkę i
cyborium do tabernakulum, zakonnice uklękły i zaśpiewały Laudate
Dominum. Gdy
kanonik doszedł do siebie – po tym, jak zemdlał – pochylała
się nad nim nowa młoda zakonnica o nieznanej mu twarzy.
2
Arcybiskupstwo Canterbury powstało w 587 roku jako katolickie; w
wyniku schizmy Henryka VIII stało się archidiecezją anglikańską.
Marynarz powołuje się więc na opinię jej protestanckiego
włodarza.
4
Abide With Me (ang.)
– Zostań ze mną;
pieśń religijna napisana przez szkockiego anglikanina Henry’ego
Francisa Lyte’a w 1847 r.
5
Praise to the
Holiest in the Height (ang.)
– Chwała
Najświętszemu na wysokości;
pieśń napisana w roku 1866.
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (33)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXXIII
Nowy biskup obliczył, że od
czasu przybycia Polaków częstotliwość popełniania
najpopularniejszego spośród grzechów śmiertelnych wzrosła o
243,75%; stosownie do sytuacji nakazał więc, by polskim kapelanom
wojskowym przy każdej sposobności umożliwiano wysłuchiwanie
spowiedzi we wszystkich kaplicach i kościołach. Kanonik Smith był
z tego zarządzenia szczególnie zadowolony, nie był bowiem pewien,
czy jego nowi penitenci rozumieją zalecenia w języku francuskim –
od tego dnia, gdy świeżo rozgrzeszony polski major powiedział doń
w drzwiach kościoła: „Moja dziewczyna urodzi dziecko. To bardzo
miło. A po wojnie moja żona będzie bardzo zadowolona, gdy wezmę
dziecko z powrotem do Polski i powiem: «Zobacz, Wando, oto prezent
dla ciebie»”. Poza tym polski ksiądz zazwyczaj był w stanie
odprawiać zamiast niego poranną mszę w niedziele, co stanowiło
dla kanonika wielką pomoc, jako że był tak stary, a o młodych
wikarych było tak trudno.
Pewnego sobotniego popołudnia
we wrześniu 1942 roku kanonik Smith wyszedł ze swego konfesjonału,
podczas gdy polscy penitenci wciąż rozciągali się rzędami przed
konfesjonałem księdza Lidzowskiego. Stało też kilka rzędów
francuskich marynarzy, ustawionych w biało-niebieskie kolumny przed
konfesjonałem francuskiego księdza, jako że z Dunoon przybył
kapelan generała de Gaulle’a, bo w porcie znajdował się okręt
Wolnej Francji1.
Kanonik przez kilka minut przyglądał się z przyjemnością temu,
jak twardzi mężczyźni klękają, a potem wszedł na plebanię, aby
się przebrać, ponieważ obiecał kanonikowi Bonnyboatowi, że
odwiedzi go w Domu Księży Emerytów.
Wyszedłszy z kościoła,
twardzi mężczyźni już nie klęczeli, gdyż wespół z
dziewczętami w trapezowatych spódniczkach siłą torowali sobie
drogę do kolejki stojącej przed kinem signora Sarno, które obecnie
reklamowało dwie damy zwane Veronica Lake oraz Greer Garson2.
Cena za miejsce na parterze wynosiła teraz szylinga i dziewięć
pensów, na balkonie zaś – dwa szylingi i sześć pensów, a całe
kino znajdowało się w posiadaniu bardziej brytyjskim niż
kiedykolwiek, gdyż signor Sarno był teraz sierżantem Gwardii
Narodowej3
i maszerował za dudami kołyszącym krokiem doprawdy
charakterystycznym dla mieszkańców Ecclefechan4.
Ale gdy kanonik przechodził, signore
nie stał na schodach; kiedy natomiast ksiądz zaszedł do lodziarni,
aby nabyć przysługującą mu oraz kanonikowi Bonnyboatowi rację
czekolady, napotkał signore
za ladą; wydawał on przydziałową czekoladę mężczyznom w
jasnoniebieskich garniturach i dziewczętom w różowych bluzkach.
– Widzi wielebny ksiądz,
nie mogę być w dwóch miejscach naraz – wyjaśnił signor Sarno,
wręczając kanonikowi dwanaście tabliczek przydziałowej czekolady
Cadbury. – Per
Bacco, non sono facili le cose in questo tempo di guerra e di lotta5.
Dla sir Dugalda Ippecacuanhy
sprawy również zdawały się przybierać niełatwy obrót w owym
czasie wojny i walki – jak się okazało, gdy kilka minut później
kanonik wpadł na niego, gdy ten rozpłaszczał akurat twarz na
witrynie drogerii, omiatając łapczywie wzrokiem kostkę mydła
Palmolive.
– Narobił się piekielny
bałagan – powiedział kanonikowi. – Całe to gadanie o tym, co
zamierzamy zrobić po wojnie, jest niedorzeczne. Najpierw wygrajmy
wojnę, a potem będziemy mówić o tym, co zamierzamy zrobić. A
moim zdaniem jest na to tylko jeden sposób, który polega na tym,
aby zbombardować szkopów i makaroniarzy że ha – mężczyzn,
kobiety i dzieci.
Kanonik wymamrotał coś w
wymijającej odpowiedzi, bo bardziej nie wiedział już, co sądzić
o bombardowaniu kogokolwiek, niż był przekonany, że pan Stalin
nieświadomie broni doktryny o Niepokalanym Poczęciu; wiedział
jednak, że serdecznie nie znosi tanich przycinków i drwin,
kierowanych pod adresem wroga przez tę samą popularną prasę,
która w roku 1938 z entuzjazmem przyjęła Monachium, a w roku 1936
krzyczała: „unikać
kontynentalnych uwikłań”,
i z pewnością z taką samą zażartą ciemnotą propagowałaby
kolaboranctwo, gdyby w roku 1940 Hitler podbił Wielką Brytanię. W
rzeczy samej, jako uzupełnienie swojej argumentacji sir Dugald
pokazał mu egzemplarz bieżącego wydania „Trąbki Codziennej”,
która krzyczała w jednym z nagłówków: „teraz
im odpłaciliśmy”;
a w innym: „w
miastach na wschodnim wybrzeżu jest mnóstwo czekolady i fajek”.
W owych dniach ludzie musieli
czekać na tramwaje w kolejkach. Kanonik Smith ustawił się za matką
z dwójką dzieci. Połaskotał dzieciaki tak, że się roześmiały,
a matce zdawało się to nie przeszkadzać, chociaż z pewnością
wiedziała, że jest księdzem. „To jedna z zalet starzenia się –
pomyślał kanonik – ludzie przyjmują cię takim, jakim zawsze
byłeś; nawet kapłanom łatwiej przychodzi zachowywać się
publicznie w sposób świątobliwy, gdy są podeszli w latach”.
W tramwaju, który nadjechał,
panował tłok, ale konduktorka pozwoliła kanonikowi Smithowi stanąć
z tyłu i dzwonić zamiast niej dzwonkiem: jeden dzwonek –
przystanek; dwa dzwonki – ruszamy; trzy dzwonki – przejeżdżamy
pędem koło następnego przystanku, gdy nie możemy zabrać więcej
pasażerów. Konduktorka od zawsze wielce podziwiała katolików –
tak twierdziła – i ma w Glasgow przyjaciółkę, która zawsze
chodzi do kościoła ojców pasjonatów – tak jej się wydaje, że
się nazywają6
– i może kiedyś kanonik będzie tak dobry, by przybyć do
zajezdni i chlupnąć jej tramwaj wodą święconą – tak po prostu
na szczęście.
Kanonikowi bardzo podobało
się dzwonienie dzwonkiem, bo stanowiło tak wielką odmianę w
stosunku do jego codziennych obowiązków, lecz konduktorka
wyjaśniła, że na przystanku obok dworca nie wolno mu dzwonić na
znak, że tramwaj ma ruszyć, gdyż to zadanie należy do
zwrotniczego i jeśli nie pozwoli mu się zagwizdać gwizdkiem,
wybuchnie cholernie poważna awantura. Zaiste, dobrze, iż tak
właśnie było, bo kanonik i tak zapomniałby zadzwonić dzwonkiem,
ponieważ po przybyciu na stację okazało się, iż na bocznicy stoi
wagon pełen owiec, wydających z siebie dźwięki do złudzenia
przypominające śmiech profesora Joada w programie Trust
mózgów7;
i faktycznie, gdy tramwaj oddalił się z przystanku, zdawały się
mówić coś o „poszukiwaniu Absolutu”.
W owych dniach kanonik dzielił
swoich przyjaciół i znajomych na dwie kategorie: horyzontalnych i
wertykalnych. Horyzontalnymi byli ci, których znał tylko przez
krótki czas, wertykalnymi zaś – ci, których znał od dawna.
Pierwszoplanowymi osobami należącymi do drugiej z tych kategorii
byli Wielebna Matka i kanonik Bonnyboat – do obojga wpadał raz na
tydzień z wizytą, ponieważ lubili rozmawiać o tym samym, co i on;
bardziej współczuł jednak kanonikowi Bonnyboatowi niż Wielebnej
Matce, ponieważ biedny kanonik Bonnyboat mógł tylko kuśtykać o
lasce, podczas gdy Wielebna Matka była wciąż dziarska jak
dzierlatka.
Kanonika Bonnyboata zastał
siedzącego w skulonej pozycji w salonie Domu Księży Emerytów z
mnóstwem innych starych kapłanów, zbyt niedołężnych i
chromawych, aby nadal odprawiać mszę, chyba że przed ołtarzem nie
było stopni. Wszyscy starzy księża siedzieli, wyzierając
łapczywie na kanonika Smitha zazdrosnymi oczami, bo był on wciąż
na tyle sprawny, by chodzić tu i tam, udzielając sakramentów,
podczas gdy oni musieli siedzieć razem w zamknięciu, wysłuchując
wzajemnie swoich opowieści i czytając publikowaną przez „Tubę
Katolicką” powieść w odcinkach.
– I jak radzi sobie nowy
biskup? – spytał jeden z księży.
– Doskonale – powiedział
kanonik Smith. – Cieszy się dużą popularnością. Tak się
składa, że konsekruje mój kościół w przyszłym miesiącu.
Budynek jest już ukończony.
– W moich czasach
chłopaczków nie robiono biskupami – powiedział inny stary
ksiądz. – Biskupi zaś nie starali się o popularność.
Przeciwnie: im mniej byli popularni, tym pewniejsi, że pełnią wolę
Bożą.
– Biskupi zeszli na psy,
tak jak wszystko inne – powiedział kolejny stary kapłan.
– Pamiętam, że gdy byłem
młodym wikarym w County Cork8,
spotkałem wspaniałego biskupa, a miał on zaledwie trzydzieści
pięć lat i oczy niebieskie jak stworzony przez Boga firmament oraz
wielkie silne ramię, które z miejsca potrafiło podnieść z ziemi
konia z dwukółką – o, tak! – zaiste to potrafił –
powiedział pierwszy ze starych księży.
– Przyniosłeś czekoladę?
– zapytał kanonik Bonnyboat, łyskając łapczywie okiem, gdy
tylko znalazł się z kanonikiem Smithem na osobności w rogu salonu,
mając przed sobą planszę do chińczyka. Kanonik Smith wiedział,
że pytanie to tkwiło w głowie kanonika Bonnyboata przez ostatnie
dziesięć minut, ale nie chciał go zadawać, by nie ryzykować, że
będzie musiał podzielić się czekoladą z innymi księżmi. Bo od
kiedy kanonik Bonnyboat się zestarzał, stał się jednocześnie
zachłanny i tabliczka śmietankowej czekolady Fry’s znaczyła dla
niego więcej niż książka, którą miał pisać na temat obrzędów
Kościołów unickich.
– Coś ci powiem: zagramy o
nią – rzekł kanonik Bonnyboat, rozglądając się dla upewnienia,
że żaden z innych księży się nie przysłuchuje. – Ile
tabliczek jest w tym miesiącu? Sześć? W porządku, jeśli ja
wygram, dostaję nie tylko moje tabliczki, ale i twoje – razem
dwanaście; ale jeśli ty wygrasz, ty dostajesz dwanaście.
– Tak naprawdę nie
przepadam szczególnie za czekoladą, więc możesz wziąć moje
tabliczki bez grania o nie – powiedział kanonik Smith.
– Bzdura: zagramy o nie –
odrzekł kanonik Bonnyboat.
Zagrali o nie zatem i z
początku kanonik Smith zdawał się wygrywać, bo wyrzucał głównie
szóstki. Twarz kanonika Bonnyboata przybrała wyraz zaiste zbolały
i tylko coś burknął, gdy kanonik Smith spytał go o radę
dotyczącą organizacji celebry, gdy biskup przybędzie, by
konsekrować kościół Najświętszego Imienia; ale ostatecznie to
kanonik Bonnyboat zaczął wyrzucać same szóstki i nawet zbił
wszystkie cztery pionki kanonika Smitha, odsyłając je do bazy, tak
że ostatecznie wygrał dwanaście tabliczek czekolady. Kanonik Smith
ucieszył się, że kanonik Bonnyboat wygrał, bo od razu stał się
bardziej dawnym sobą i opowiedział kanonikowi Smithowi, jak pewnego
Bożego Narodzenia był w Hiszpanii na uroczystej mszy o świcie
odprawianej przez kardynała w rycie mozarabskim9.
1
Wolna Francja – utworzony w 1940 roku francuski ruch
polityczno-wojskowy kontynuujący walkę z hitlerowskimi Niemcami po
kapitulacji władz Francji; skupiony wokół generała Charlesa de
Gaulle’a.
2
Veronica Lake (właśc. Constance Frances Marie Ockleman)
(1922–1973) – amerykańska aktorka filmowa, teatralna i
telewizyjna; Greer Garson (1904–1996) – amerykańska aktorka.
3
W angielskim oryginale: Home Guard; w 1944 roku przekształciły się
w nią Ochotnicze Lokalne Oddziały Obrony.
7
C.E.M. Joad (1891–1953) – angielski filozof; popularyzował
filozofię m.in. w radiowym programie Brains
Trust, nadawanym
przez BBC w latach 40. XX wieku.
9
Ryt mozarabski, zwany również wizygockim lub hiszpańskim
stosowany był powszechnie na Półwyspie Iberyjskim do końca XI
wieku; obecnie żywy jest głównie w Toledo i Salamance.
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (32)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXXII
Biskup zostawił po sobie w
spadku sto siedziemdziesiąt osiem funtów, trzy szylingi i cztery
pensy i powierzył całą tę sumę kanonikowi Scottowi, „aby ten
użył jej w celu nawrócenia Szkocji na Prawdziwą Wiarę”.
Większość kanoników sądziła, że do załatwienia tej sprawy
potrzebna będzie nieco większa suma, ale umieścili nazwisko
kanonika Scotta na pierwszym miejscu wśród trzech, które wysłali
do Rzymu, a papież zgodził się z tym, że powinien on zostać
nowym biskupem, choć liczył sobie dopiero trzydzieści cztery lata,
a wszyscy odczuli wielkie zadowolenie, bo wiedzieli, że takie było
życzenie Biskupa, ponieważ w innym przypadku nie zostawiłby
młodemu człowiekowi wszystkich tych pieniędzy.
Hałaśliwi ulicznicy, dla
których monsignore O’Duffy nadmuchiwał balony w roku 1927,
umierali w Libii, gdy nowy biskup został konsekrowany w prokatedrze
w uroczystość świętych Filipa i Jakuba roku 1942 coram1
lady Ippecacuanhy w zielonym mundurze WVS2.
Konsekratorem był biskup Iony i Lochs, a także kuzyn kanonika
Smitha z Anglii, który był snobem; konsekratorów musiało być
dwóch, aby mieć pewność, że Duch Święty zostanie przekazany
właściwie.
Później miał miejsce
wystawny obiad w Carlton-Elite, bo, choć trwała wojna, nie co dzień
zdarzało się, aby młody, trzydziestoczteroletni człowiek zostawał
biskupem. Sędziwy James Scott siedział przy głównym stole,
wciśnięty między biskupa Iony i Lochs a snobistycznego sędziwego
biskupa z Anglii, który był snobem, tylko że tym razem nie musiał
mieć na sobie munduru tramwajarza, ponieważ nie pełnił funkcji
zwrotniczego już od dwóch lat, a zresztą i tak prawdopodobnie
pozwolono by mu na dzień urlopu. Pani Scott także siedziała przy
głównym stole, ale nie zdążyła kupić sobie nowego kapelusza, bo
nie wiedziała odpowiednio wcześnie, że jej syn ma zostać
biskupem, i pozwoliła, aby skończyły jej się kartki3.
Obecnych było także kilku umundurowanych polskich, francuskich i
czechosłowackich oficerów, ponieważ Kościół lokalny był w tych
dniach bardzo międzynarodowy. Nie był jednak obecny biedny kanonik
Bonnyboat, który mieszkał teraz w Domu Księży Emerytów, bo trzy
miesiące wcześniej przeszedł udar; bardzo nieszczęśliwie się
złożyło, że właśnie wtedy, a mógł przecież zapobiec
popełnieniu przez ich wielebności całkiem sporej liczby lapsusów
podczas konsekracji. Obecna była za to Elvira, bardzo ładniutka w
mundurze podporucznika służby terytorialnej, bo zrezygnowała z
występowania w filmach i wróciła do domu, by zaciągnąć się do
ATS. Kanonik Smith siedział koło Elviry i myślał, że wygląda
piękniej niż kiedykolwiek, ale ona wciąż twierdziła, że nigdy
nie wyjdzie za mąż; powiedziała jednak, że po zakończeniu wojny
może zostanie zakonnicą, jeśli dojdzie do wniosku, że
wystarczająco kocha Boga.
Mielonka konserwowa była
znakomita i kanonik Smith czuł się świetnie, gdy wstał, by
wznieść toast za zdrowie nowego biskupa i życzyć mu: ad
multos annos4.
Zaczął od stwierdzenia, że sądzi, iż ma szczególne prawo
wznieść toast, ponieważ trzydzieści cztery lata wcześniej
osobiście ochrzcił jego wielebność, a nie każdy kapłan może
chlubić się tym, że widział jak dzieci przemieniają się w
biskupów. Nie muszą się jednak obawiać: nie ma zamiaru wygłaszać
długiej przemowy, bo nie ma takiej potrzeby, ponieważ zalety nowego
biskupa są wszystkim bardzo dobrze znane. Wszystko, co ma zamiar
powiedzieć, to to: ich poprzedni biskup był wspaniałym i mądrym
zarządcą, a jego główną troskę stanowiło, aby diecezja, którą
tak bardzo kocha, miała wspaniałego i mądrego zarządcę, gdy
umrze. To jedynie w tym znaczeniu chrześcijanin miał prawo mieć
ambicje: ambicje wykonania pracy, nie zaś ambicje osobiste.
Prawdziwy poeta troszczy się tylko o to, aby pisano wspaniałą
poezję, nawet jeśli to nie on sam miałby ją pisać. Tak samo jest
z kapłanami. Dobrzy kapłani troszczą się tylko o to, aby migocący
płomień przekazywano dalej, odpalając od siebie kolejno świeczki,
nie zaś o to, aby oni sami mieli być tymi świeczkami. Biskupi są
wybranymi świeczkami Boga, latarniami, które przez wieki rozpalał
On Duchem Świętym i które potem przekazują ten płomień innym.
Jest pewien, że nowy biskup będzie miał tę świadomość, idąc
procesjonalnie w purpurze i złocie nawami ich kościołów;
świadomość, że on sam obróci się w proch, ale chwała Boża,
którą dźwiga na swoich barkach, będzie jaśniała po wieki. Czuł,
że jest jeszcze coś, co powinien powiedzieć, ale nie potrafił na
to wpaść, więc tylko życzył nowemu biskupowi długiego i
szczęśliwego życia, a potem usiadł.
– Mój drogi Tomaszu, nie
miałem pojęcia, że taki z ciebie orator – powiedział
snobistyczny kuzyn kanonika, gdy stali w szatni, zapinając płaszcze.
– Prawdę mówiąc, mój drogi stary, marnujesz się w tych
barbarzyńskich stronach. Powinieneś był przyjechać do Anglii:
zaszedłbyś o tyleż dalej.
– Chcę, aby to Kościół
zaszedł daleko – powiedział kanonik Smith, a potem zmienił
temat; nie chodziło mu wszak o to, by robić snobistycznemu
biskupowi afront.
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (31)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXXI
Jakub Michał Gabriel, z łaski
Bożej i woli Stolicy Apostolskiej Jego Wielebność Biskup Diecezji,
umierał w swoim pałacu, który stanowiła willa-bliźniak na ulicy
Johna Knoxa. Otrzymał rozgrzeszenie i przyjął komunię świętą.
Jego zmęczone stare ręce, stopy, uszy, oczy, usta i nos zostały
namaszczone świętymi olejami, które sam pobłogosławił we
własnej katedrze w Wielki Czwartek. Skrzeczącym głosem wyrecytował
po raz ostatni Credo,
wyznając, że wierzy w święty Kościół katolicki, grzechów
odpuszczenie i żywot wieczny. Wokół jego łóżka klęczeli
kanonicy w swoich wielkich butach, a kanonik Muldoon czytał głośno
modlitwy za konających. Wszyscy kanonicy byli teraz również
starymi ludźmi; mieli pofałdowane zmarszczkami twarze, a z uszu
wyrastały im kępki włosów – oczywiście, za wyjątkiem Józefa
Dominika Alojzego Kanonika Scotta, który, mimo że liczył sobie
dopiero trzydzieści trzy lata, był prawdziwym księdzem na schwał.
„W imię Aniołów i Archaniołów; w imię Tronów i
Zwierzchności; w imię Księstw i Potęg; w imię Mocy, Cherubinów
i Serafinów; w imię Patriarchów i Proroków”... Gdy kanonik
Smith słuchał kanonika Muldoona, wypowiadającego z ciężkim
szkockim akcentem grzmiące słowa Kościoła, zastanawiał się, ile
czasu jeszcze minie, zanim te same słowa wypowiedzą nad nim. Potem
Biskup wyszeptał z łóżka, że chciałby ich wszystkich przed
śmiercią pobłogosławić, więc kanonicy jeden za drugim
podchodzili i klękali, podsuwając głowy pod jego dłoń.
– Ego
te benedico in nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti1
– powiedział Biskup do kanonika Poustiego. – Franciszku Ksawery,
idź w pokoju. – Oczy kanonika Poustiego były tak zamglone łzami,
że wracając na swoje miejsce, niemal potknął się o kanonika
Dobbiego, ale kanonik Dobbie całkowicie to rozumiał, bo sam też
płakał.
Dla większości zgromadzonych
Biskup miał również specjalne przesłanie, jak dla kanonika
Bonnyboata, któremu powiedział: „Krzysztofie, idź w pokoju. Być
może w przyszłym świecie lepiej pójdzie mi noszenie mitry niż w
tym i dziękuję ci, że tak często mnie poprawiałeś”.
Kanonikowi Muldoonowi powiedział: „Idź w pokoju, Alojzy Patryku
Franciszku; mam nadzieję, że znajdą się pieniądze na te nowe
organy”. Kanonikowi Sellarowi powiedział: „Idź w pokoju,
Jakubie. Przykro mi, że nie będę mógł przewodniczyć
czterdziestogodzinnemu nabożeństwu w twoim kościele”. Kanonikowi
Dobbiemu powiedział: „Idź w pokoju, Piotrze; mam nadzieję, że
nowy kij golfowy dobrze się sprawi”. Kanonikowi Smithowi
powiedział – tak jakby ich dyskusja o poezji toczyła się
wczoraj, nie zaś trzydzieści trzy długie, pokryte kurzem, owiane
zapachem benzyny lata temu – „Idź w pokoju, Tomaszu Edmundzie.
Aby świat był bezpieczny, młodzieniec musi żyć swoją poezją,
jak również ją szeptać; dziękuję ci za to, że tak często
miałeś rację, gdy ja się myliłem”. Ale to kanonikowi Scottowi
powiedział najwięcej; po tym jak go pobłogosławił, położył
rękę na ramionach młodego człowieka i mówił mu o wielu
sprawach, które istotnie musiały być bardzo świątobliwe,
ponieważ szeptał je tak cicho, że nikt inny nie zdołał ich
usłyszeć.
– Deus misericors, Deus
clemens...2
– zaczął się ponownie modlić kanonik Muldoon, gdy Biskup
skończył mówić, lecz Biskup wyszeptał, że nie jest jeszcze
całkiem gotów, by umrzeć, i chciałby powiedzieć do nich
wszystkich parę słów.
Po pierwsze, poprosił
zgromadzonych o przebaczenie wszelkiej opryskliwości,
niesprawiedliwości oraz braku zrozumienia, jakimi mógł zawinić,
mówiąc, że czasami nie jest łatwo być biskupem, bo choć biskup
ma do pomocy Ducha Świętego, w większości spraw pozostaje zwykłym
człowiekiem skłonnym do popełniania błędów, ponieważ taka jest
Boża droga budowania Kościoła: wznoszenie go z chybotliwych
ludzkich desek i rozrzuconych kawałków drewna, które Pan Bóg
znajduje po świecie. Po drugie, powierzył ich pieczy, myśli i
miłości diecezję, którą kochał i zarządzał przez ponad
trzydzieści pięć lat. W szczególności nałożył na nich
obowiązek szukania pomocy niebios w kwestii wyboru swojego następcy,
ponieważ jego zadanie będzie trudne w świecie, który zdawał się
nie rozumieć, że znajduje się w stanie wojny tylko dlatego, iż
ludzie nie byli gotowi dalej praktykować tej powściągliwości,
umiaru i posłuszeństwa, z których wyrosła ich cywilizacja. Po
trzecie, poprosił ich o wytrwanie w ich własnym powołaniu. W
obliczu olbrzymiej obojętności ludzi trudno było niekiedy poczuć,
że to, co człowiek mówi z ambony, na coś się zdaje. Gdy
pomyślało się o wszystkich kazaniach, jakie głoszono każdej
niedzieli na całym świecie, i zważyło na panujące dziś w
ludzkich sercach zgorzkniałość i nienawiść, istniała pokusa
dojścia do wniosku, że Kościół Boży zawiódł. Lecz Kościół
Boży nie zawiódł, ponieważ Bóg obiecał, że nawet bramy
piekielne go nie zwyciężą3,
a poza tym jego misja została ustanowiona w wieczności, nie zaś w
czasie. To prawdopodobnie oni zawodzili jako kaznodzieje, nie zaś
świeccy jako słuchacze. Być może prawda była dla nich za wielka
i przedstawiali ją swymi wargami nieporadnie. Biskup miał pewność,
że przynajmniej jego stary przyjaciel kanonik Smith zrozumie, co ma
na myśli, cytując zdanie, które przeczytał niegdyś w książce
autorstwa człowieka nazwiskiem Thornton Wilder4,
w którym stwierdzał on, że religię zgubiła retoryka. Być może
myśleli i przemawiali, posługując się zbyt często formułkami,
opakowując Chrystusową prawdę w werbalne frazesiki, zamiast samemu
przykrawać i dopasowywać pojedyncze wymowne słowa. Niech pozwolą,
że da im przykład z języka świeckiego. Pierwszy dzikus, który
ukuł zwrot „biały jak śnieg”, był zarówno oryginalnym
myślicielem, jak i poetą, ale tysiące milionów powtórzeń tego
porównania w wykonaniu ludzi bezmyślnych pozbawiło je nie tylko
piękna, ale również znaczenia. To samo dotyczy spraw świętych.
Świeccy tak bardzo przyzwyczaili się do wysłuchiwania, jak
bombarduje się ich pewnymi zwrotami, że mogą siedzieć i słuchać
nieporuszeni. Albo, co gorsza, obycie z tymi słowami, monotonia
łączenia ze sobą tych samych dźwięków pobudzały ich do
obojętności na religię i uśmiercały jakiekolwiek pragnienie
współdziałania z łaską uświęcającą. Nie będzie ich prosił,
aby zostali poetami, bo cyzelowanie, formowanie i ustawianie słów w
doskonałym szyku było szczególnym darem od Boga, i to takim, który
nie udziela się kapłanom jednocześnie z nałożeniem na
konsekrowanego rąk; ma jednak zamiar zasugerować im, aby pisali
swoje kazania słowo po słowie zamiast zwrot po zwrocie. Nie może
przepisać im w tym względzie żadnych prawideł, lecz chciałby
doradzić, żeby w pewnych sytuacjach mówili raczej „Kościół”
zamiast „nasza święta matka Kościół”, „miłosierdzie”
zamiast „nieskończone miłosierdzie”, „Wielki Post” zamiast
„pokutny okres Wielkiego Postu”, co będzie o wiele bardziej
znaczące, ponieważ przymiotniki mogą nie tylko precyzować, ale
paraliżować znaczenie rzeczowników. Na koniec podziękował im za
to, że są tak dobrymi kapłanami, w dyskretny sposób
odzwierciedlającymi męczeństwo Chrystusa w surowości swojego
codziennego życia. Poprosił, aby modlili się za niego, gdy umrze,
ponieważ nie ma cienia wątpliwości, że czeka go niezła dawka
czyśćca, ponieważ w chwilach nieuwagi bywał często gnuśny i
światowy.
– Deus misericors, Deus
clemens... –
zaczął się ponownie modlić kanonik Muldoon, ale zanim doszedł do
końca modlitwy, Biskup już nie żył.
2
Fragment modlitwy przy konających: „Deus
misericors, Deus clemens, qui secundum multitudinem miserationum
tuarum peccata poenitentium deles, et praeteritorum criminum culpas
venia remissionis evacuas: respice propitius super hunc famulum tuum
Jacobum et remissionem omnium peccatorum suorum tota cordis
confessione poscentem deprecatus exaudi. Renova
in eo, piissime Pater, quidquid terrena fragilitate corruptum, vel
quidquid diabolica fraude violatum est: et unitati corporis
Ecclesiae membrum redemptionis annecte. Miserere Domine gemituum,
miserere lacrimarum ejus: et non habentem fiduciam, nisi in tua
misericordia, ad tuae sacramentum reconciliationis admitte. Per
Christum Dominum nostrum. Amen.”
(łac.) – „Boże miłosierny, Boże łaskawy, Boże, który
według wielkości miłosierdzia Swego gładzisz grzechy
pokutujących i łaską przebaczenia niweczysz winy minionych
występków, wejrzyj łaskawie na sługę Swego Jakuba i daj mu
odpuszczenie wszystkich grzechów, o co Cię błaga, wyznając je
całym sercem. Ojcze najłaskawszy, odnów w nim wszystko, co przez
ziemską ułomność zostało skażone lub naruszone przez podstęp
szatański, i przyłącz go jako jeden z odkupionych członków do
jedności ciała Kościoła. Ulituj się, Panie, nad jękiem, ulituj
się nad łzami jego, a ponieważ ufność swą pokłada jedynie w
miłosierdziu Twoim, racz go dopuścić do tajemnicy pojednania z
Tobą. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen”.
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Bruce Marshall "Chwała córki królewskiej" (30)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
XXX
Gdy w wigilię uroczystości
świętego Efrema Syryjczyka1,
diakona, wyznawcy i doktora Kościoła, roku 1940 kanonik Smith udał
się do klasztoru, aby wysłuchać spowiedzi zakonnic i odmówić pod
drzewami oficjum, po ulicach chodziło coraz więcej dojrzałych
ludzi, których nie znał, ale signora Sarno znał bez wątpienia;
wychodził on właśnie kołyszącym się krokiem ze swojego kina w
mundurze Ochotniczych Lokalnych Oddziałów Obrony2
i w szkockiej furażerce przekrzywionej na neapolitańskie oko, tak
jakby urodził się w Pittenweem3.
Plakaty oblepiające kino mówiły teraz coś o człowieku nazwiskiem
Tyrone Power4,
ale wisiał też inny plakat, niemal tak samo duży, który głosił:
„to
kino jest własnością brytyjczyka”.
– Buon giorno, reverendo
padre mio –
przywitał się signor Sarno. – E
come sta per questo bel tempo?5.
Wielebny księże, miał
ksiądz słuszność, wielką słuszność. Ten Mussolini to łajdak
i, och, do tego strasznie nadęty zarozumialec. Żeby zaatakować
Francję w takim momento.
Wielebny księże, to powoduje, że moja szkocka krew gotuje się we
mnie, ale to okropnie się gotuje, bo jestem teraz, wielebny księże,
Prytyjczykiem i z ochotą oddam swoje niegodne życie w obronie
demokracji, wolności i psięknego fioletowego wrzosu. A Elvira myśli
tak samo jak ja, bo przysyłała mi z Ameryki list, aby powiedzieć,
że nie będzie już kręcić żadnych filmów, ale wraca do domu, by
walczyć o prawdę razem z bohaterskimi i dzielnymi kobietami z ATS6,
choć ho
completamente dimenticato7,
co oznacza ten skrót.
Gdy kanonik Smith wysłuchał
już spowiedzi zakonnic, poszedł przejść się wśród kwiatów
matki de la Tour, ponieważ Wielebna Matka udzieliła mu zezwolenia
na odmawianie tam oficjum. Chodził w jedną i drugą stronę, a
drzewa rzucały piękny cień na czerwone i czarne łacińskie słowa
w jego brewiarzu. „Excelsus
super omnes gentes Dominus: et super caelos gloria eius”8.
Kanonik czuł
się winny, że może mówić tak piękne słowa w letnim ogrodzie,
podczas gdy w tej samej chwili tak wielu młodych ludzi umierało we
Francji w tak bolesny sposób. Gdy dziękował Bogu za szczęśliwe
zrządzenie Jego opatrzności, podeszła do niego Wielebna Matka, aby
z nim porozmawiać. Wygląd jej oczu podpowiedział kanonikowi, że
płakała z powodu Francji, więc zaczął mówić o czymś innym.
– Idąc tutaj, minąłem
dwóch pomocników grabarza, maszerujących ulicą w bezpłciowych
melonikach wciśniętych głęboko na uszy, i pomyślałem, jakie to
okropne, że nawet katolicy oddają swoich zmarłych pod opiekę
takim straszydłom – powiedział. – Już od dawna jestem zdania,
że zmarli powinni być obmywani, odziewani i powierzani ziemi przez
tych, którzy znali ich ciała przez dłuższy czas i wskutek
łączących ich ze zmarłymi więzi i miłości doszli do
przekonania, że istotnie są oni świątynią Ducha Świętego; lecz
gdyby to się nie udało, zmarłych należałoby powierzać pod
opiekę zakonu, którego członkowie ze czcią dokonywaliby
przygotowania zmarłego do ostatniej drogi, bo mieliby świadomość,
że nawet ciało nikczemnika jest święte, kiedy jest martwe,
ponieważ jest cieniem duszy, której los w budzącym trwogę stopniu
zależy od Chrystusowego miłosierdzia. A przecież – jak
powiedział kardynał Manning – nawet święci byli niegdyś tacy,
jak my – mieli ręce, stopy, uszy i oczy. Wielebna Matko, matka
mnie nie słucha – powiedział.
– Je pense à mon pauvre
pays, si terriblement meurtri9
– powiedziała Wielebna Matka. – Och, wiem dobrze, że Francja
zgrzeszyła, że targały nią wielkie żądze i wielkie namiętności,
ale przynajmniej to były wielkie
żądze i wielkie
namiętności. I
wiem, że prześladowała Kościół i wypędziła zakonników i
zakonnice, ale to pokazało przynajmniej, że nie jest na religię
obojętna, a nienawiść tak często może zostać przemieniona w
miłość. I niech ksiądz pomyśli o wszystkich świętych, którzy
przemierzali francuskie drogi i kochali wszechmogącego Boga pod
strzechami jej domów. To niesprawiedliwe, monsieur
le chanoine10,
to niesprawiedliwe.
– Kanonik Scott powiedział
niedawno coś bardzo mądrego – odezwał się kanonik Smith. –
Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób sądzi, iż wyznaczenie
na zarządcę katedry człowieka tak młodego było ze strony Biskupa
trochę nieroztropne, lecz kanonik Scott okazał wiele dowodów
swojej mądrości. Dla przykładu: miał słuszność w sprawie
hiszpańskiej wojny domowej, podczas gdy większość z nas,
pozostałej części duchowieństwa, się myliła. Otóż powiedział
mi niedawno, że jego zdaniem Duch
Święty o opóźnionym zapłonie jest o wiele niebezpieczniejszy niż
bomby o opóźnionym zapłonie. Innymi słowy, zbieramy teraz żniwo
przekładania na niesprecyzowane jutro obowiązku odpowiadania na
łaskę uświęcającą, który należy realizować niezwłocznie. I
nawet dziś, kiedy niesprecyzowane jutro stało się sprecyzowanym
dziś, słyszymy
tylko spokojny, cichy głosik.
– Ale Paryż – powiedziała
Wielebna Matka. – Jak pomyśleć o wszystkich tych plugawych
buciorach w Paryżu. Ale z pewnością gdzieś ich powstrzymają.
Może na Loarze. Może radio już niesie nam wiadomości o tym, że
szczęście obróciło się na naszą stronę.
Gdy jednak weszli do środka,
by posłuchać radia matki de la Tour, pobudzało ono do wojny o
wolność, prawość, prawdę i demokrację tylko jękiem:
I
love the sound of the chapel bells,
I love
the dancing in the good hotels11.
Kanonik Smith słuchał z
cierpkim wyrazem twarzy, ale Wielebna Matka nadstawiła ucha,
przykładając do niego rękę, bo czuła, że jakieś ważne
wiadomości mogą nadejść lada chwila. Gdy w końcu nadeszły, a
bezosobowy głos obwieścił, że marszałek Pétain12
poprosił Naczelne Dowództwo Niemiec, by określiło warunki, na
jakich byłoby gotowe zgodzić się na zawieszenie broni, zamknęła
oczy i stanęła sztywno wyprostowana.
– De
profundis clamavi ad te, Domine13
– powiedziała. – Księże kanoniku, jest coś, w czym bardzo
chciałabym, aby ksiądz mi pomógł.
Pół godziny później, gdy
kanonik Smith wyszedł z klasztoru, u jego bramy na wysokości połowy
masztu powiewała flaga – tylko tym razem nie była to biała flaga
Francji, ale Tricolore.
6
ATS – Pomocnicza Służba Terytorialna (ang. Auxiliary Territorial
Service); kobieca gałąź armii brytyjskiej w trakcie drugiej wojny
światowej.
8
Excelsus
super omnes gentes... (łac.)
– „Wysoki nad wszystkie narody Pan / a nad niebiosa chwała
jego” (Ps 112, 4).
11
I love the sound...
(ang.) –
„Uwielbiam dźwięk kościelnych dzwonów, / Uwielbiam taniec w
dobrych hotelach”.
12
Philippe Pétain (1856–1951) – francuski żołnierz i polityk,
szef kolaborującego z Hitlerem rządu Vichy.
Tłumaczenie: Łukasz Makowski
Projekty okładek: Sztukmistrz
(górna z wykorzystaniem zdjęcia
autorstwa Jana Wincentego F.)
-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------
Subskrybuj:
Posty (Atom)






