Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poza systemem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poza systemem. Pokaż wszystkie posty

Jak skutecznie konkurować z systemem: My jesteśmy anarchią

My tego używamy - więc zakaz nas nie dotyczy

Jakże zmieniłby się świat, gdyby każdy człowiek - bez oglądania się na to, co przewidują stanowione przez funkcjonariuszy państwowych przepisy - czynił to, do czego posiada moralne prawo!/?

Funkcjonariusz państwowy a funkcjonariusz państwowy



W tekście pt. Drogie narzędzie Mike Gogulski kieruje oskarżenie o współudział w tworzeniu niesprawiedliwego systemu etatystycznego pod adresem wszystkich dokładających doń jakąkolwiek cząstkę.

Czy dostrzegamy jednak różnicę między bardziej bezpośrednim sprawcą istnienia systemu a tym, który - starając się uczciwie i sumiennie spełniać w danych okolicznościach powierzone sobie obowiązki - przyczynia się do podtrzymywania go w istnieniu w sposób nieporównywalnie mniejszy?

Mimo wszystko - inna odpowiedzialność za zrzucenie bomb na niewinnych obciąża mechanika utrzymującego w sprawności bombowiec, inna - wydającego rozkaz, inna - człowieka wciskającego guzik bezpośrednio powodujący zrzucenie bomb.

Różnica dotyczy w szczególności kobiet. Z natury rzeczy większość z nich raczej dokładnie wykona powierzoną sobie pracę - zamiast walczyć o zmianę systemu jako całości. Będą się piekliły, wskazywały na jego "niedoskonałości" - choć należałoby je nazwać wprost: wpisaną weń niesprawiedliwością - ale w jego ramach spełnią wyznaczone obowiązki.

Płynie stąd przypuszczenie, że cały koncept zmuszania większości kobiet do pracy zarobkowej na cudze potrzeby stanowi istotny element dążeń pewnej grupy mężczyzn - której zależy na kontrolowaniu i trzymaniu pod butem jednostek, rodzin i całych społeczeństw.

Oczywiste, że istotnym krokiem w kierunku stępienia systemowi kłów i pazurów jest stronienie od zatrudniania się w tzw. sektorze państwowym - samozatrudnienie, wyłącznie dobrowolna współpraca, wspieranie dobrowolnie finansowanych lokalnych inicjatyw - z pewnością zaś wyjątkowo naganna moralnie jest "praca" polegająca na fizycznym egzekwowaniu przepisów narzucanych przez funkcjonariuszy państwowych.

Jednocześnie warto pamiętać, że zasadniczo to do mężczyzn należy troska i walka o całościową zmianę świata w kierunku zgodnym z powołaniem każdego człowieka - i baczenie na to, by pamiętać, iż staramy się nie o trochę znośniejsze warunki niewoli, ale o zdrowe zasady.

Łukasz Kowalski

Gdy rządzi nami system...



Rządzą nami procedury. Rządzą nami postawieni wyżej obcy ludzie. A my wyżywamy się na petentach, którzy przychodzą do nas nie dlatego, że tego chcą i potrzebują, ale dlatego - że gdyby tego nie zrobili - podjęto by przeciw nim tzw. "kroki prawne" - innymi słowy: zaczęto by ich niesprawiedliwie prześladować.

System to nie tylko funkcjonariusze państwowi.

Rządzą nami procedury. Rządzą nami postawieni wyżej obcy ludzie. A my wyżywamy się na klientach...
- Dzień dobry, chciałbym zwrócić pastę...
- Niestety, nie można. Przepisy.
- Proszę spojrzeć: paragon, nienaruszone zamknięcie...
- Przykro mi. Nie mogę. Gdyby chciał pan zwrócić zaraz po kupieniu, bezpośrednio po zapłaceniu w kasie, to może jeszcze...
- Kupiłem zaledwie wczoraj...
- Rozumie pan: chcę pracować.

A w prywatnym sklepie w Piasecznie bez kłopotu zwróciłem nieodpowiadający mi produkt: sprzedawczyni wierzy mi na słowo (a może pamięta?), że kupowałem u niej, oddaje gotówkę od ręki, bez problemów, bez wstukiwania czegokolwiek do systemu...

A w prywatnym zakładzie na bazarze przy Wałbrzyskiej w Warszawie dwukrotnie wymieniałem nieodpowiadający mi produkt: sprzedawca wierzy mi na słowo (a może pamięta?), że kupowałem u niego, wymienia towar od ręki, bez problemów, bez wstukiwania czegokolwiek do systemu...

Jak skutecznie konkurować z systemem


Zakaz ludzi - ideał, do którego dążą funkcjonariusze systemu

Skoro sklep osiedlowy i położony nieopodal korporacyjny supermarket mają w sprzedaży te same produkty, nie dziwota, że większość konsumentów wybierze ofertę tańszą - zazwyczaj supermarketową.

Gdyby postarać się o realizację idei niezależności (wyrażającej się oferowaniem w sprzedaży produktów własnych, lokalnych, innych od tych, które proponuje okoliczny market) - mogłoby okazać się, że nabywcy wolą towar sprawdzony, kupowany od zaufanego sprzedawcy, wytwarzany przez kogoś, kogo znają - słowem: lokalny - nawet jeśli w przeliczeniu na pieniądze okazałby się trochę "droższy". (Czy można powiedzieć, że towar A (kosztujący, załóżmy, 2 gramy złota), trzykrotnie lepszy od towaru B ((kosztującego, załóżmy, 1 gram złota), jest od towaru B "droższy"?).
Istnienie i rozwój małych fabryczek, warsztatów, działalność niezależnych producentów na skalę lokalną zdaje się istotnym czynnikiem zmiany rzeczywistości na bardziej Bożą, a tym samym bardziej ludzką.

Gotówka zamiast przelewu

Semper paratus

A gdyby tak zrezygnować z
(tak częstego)
oddawania się w ręce bankokratów
i posługiwać
(niemal)
wyłącznie gotówką?

Jak na razie chyba większość z nas używa peelenów. Jakby nie dość było tego, że korzystamy z papierków, których "wartość" "gwarantuje" "państwo", a nie stojący za nimi majątek rzeczowy (mienie fizyczne), gros władzy nad owym środkiem płatniczym oddajemy obcym nam instytucjom... W podwójny sposób usiłuje się pozbawić nas wpływu na pieniądz.

Może spróbować odzyskać choć część suwerenności - na początek posługując się częściej gotówką?

Współcześni funkcjonariusze państwowi i sprzymierzeni z nimi banksterzy usilnie starają się nas do gotówki zniechęcić. Dlaczego?

Czy za normalne uznajemy raczej społeczeństwo, w którym umiejący się bronić i uzbrojeni ludzie posługują się bez obaw gotówką, czy takie, w którym rozbrojeni i apatyczni "obywatele" pozwalają się państwowo-bankowemu systemowi robić na szaro?

Jak by tu zrobić system na złoto? Albo na kryptowalutowo? Albo na barterowo? Albo na...

ROZWAŻALNIK NIECODZIENNY: Poza systemem

Św. Paulina, Biskupa i Wyznawcy, A.D. 2015

System jest dziurawy (oprac. Sztukmistrz)

W nawiązaniu do Rubryki kontrrewolucyjnej

W niektórych kręgach karierę robi obecnie słowo „antysystemowy”. „Antysystemowość” „antysystemowców” nie polega jednak, niestety, na wrogości wobec systemu jako takiego; oni chcieliby zniszczyć system obecny i na jego miejscu wznieść własny.

Dlatego lepiej mówić o potrzebie działania POZA SYSTEMEM. Pozasystemowość.
Aby uniknąć tworzenia własnego systemu, w którego szufladki chciałbym upchnąć poszczególnych ludzi, powinienem skupić się na przekształcaniu rzeczywistości wokół siebie, na odpowiednią skalę. Jak pokazuje nam przykład sławetnego studenta z Rejsu, istnieje niebezpieczeństwo tworzenia sobie czegoś takiego jak własny intymny świat – ale w naszym przypadku nie musi się tym skończyć. Można zbudować coś sensownego i trwałego wśród najbliższych, przyjaciół, znajomych... i umieć się ograniczyć. Co to znaczy?

Aby nie tworzyć własnego systemu – ale własną niezależną działalność; aby realizując z powodzeniem zadanie budowania świata bardziej Bożego (i przez to bardziej ludzkiego) w takim zakresie, w jakim przewidział to Stwórca, potrafić się pohamować i powiedzieć: „Mój lokalny sklepik odnosi sukcesy; mam stałych klientów, znam ich, potrafię im podpowiedzieć,  co nabyć, dbam o jakość towarów – sklepik cieszy się popularnością. Nie, nie założę kolejnej filii; nie zdołałbym być w obu miejscach równocześnie, ucierpiałyby na tym relacje z klientami, zacząłbym się koncentrować wyłącznie na maksymalizacji sprzedaży zamiast pamiętać o jakości produktów”. A więc skupiam się na solidnym wykonywaniu moich zadań w tym zakresie, w jakim otrzymałem je od Pana Boga, odkładając między bajki megalomańskie sny o potędze światowej i mając w pamięci, że było już Napoleonów wielu, ale zdrowy na umyśle chyba żaden.

W wyniku takiego samoograniczenia się” i wykwitnięcia tysięcy lokalnych inicjatyw, powstaje porządek oparty o liczne naczynia połączone cieszące się dużym stopniem niezależności.
W takich warunkach łatwiej o kolejne działania pozasystemowe.

Pewien polityk stwierdził niegdyś, odnosząc się do demonstracji niezadowolonych Amerykanów: „Niech sobie maszerują, ile chcą – dopóki płacą podatki”.
Trafił w sedno. Zwrócił naszą uwagę na to, co najsilniej uderza w system: nie – krzyczenie o jego niesprawiedliwości, nie – manifestacje, nie – setki najbardziej naukowych i przekonujących publikacji i wystąpień; ale odcięcie jego funkcjonariuszy od środków umożliwiających im działanie. Gdy uda się to osiągnąć, te dotychczasowe darmozjady będą zmuszone podjąć pracę ocenianą przez wolny rynek jako potrzebna (pomyłka: wcale nie „zmuszone”; zdrowy, zdolny do pracy człowiek może się wałkonić – ale w społeczeństwie wolnorynkowym poważnie grozi mu śmierć z głodu).

I tu pytanie: czy nie jest czasem tak, że półgębkiem krzyczę przeciw systemowi, ale pełną gębą korzystam z państwowych dotacji i nie widzę w tym sprzeczności, a nawet jest mi z tym dobrze? Że oddaję systemowi to, czego system niesprawiedliwie się domaga, a swoje prawdziwe pasje – prawdziwe powołanie – realizuję „po godzinach”?

Jak to zrobić, aby dało się żyć i zarabiać na tym, co jest moim powołaniem, a nie stawać się trybikiem w machinie systemu, rzeczy faktycznie wartościowe robiąc jakby pokątnie?

Przede wszystkim wierzyć i mieć szerokie horyzonty. Zamyślać przedsięwzięcia na 5, 10, 20, 50 lat – myśleć długowzrocznie. W niedawnej rozmowie wysunąłem tezę, że sposób na naprawę Polski polega na tym, że w setce, tysiącu, stu tysiącach miejsc naszej ojczyzny pojawiają się zdrowe, oddolne inicjatywy.


Zapał w dążeniu do normalności mógłby podpowiadać nam, że trzeba zdobyć władzę polityczną, a następnie odgórnie wprowadzić mądre rozwiązania. Nic z tego. Nie da się. Z natury rzeczy wynika, że proces przywracania normalności rozpoczyna się od poziomu każdego człowieka, rodziny, społeczności lokalnej – dopiero później mamy naród i społeczeństwo. A zatem: Nie próbujmy w sztuczny i niesprawiedliwy sposób przyspieszać owego procesu. Sancte Ioseph, speculum patientiae, ora pro nobis!

(Bolączką czasów dzisiejszych jest powszechne lekceważenie znaczenia czasu; krótkowzroczności myślenia sprzyja niestabilność prawa i państwowo-bankowy kartel fałszerzy pieniądza, w zasadniczy sposób zaburzający wolny rynek).

W odpowiedzi na tezę przedstawioną trzy akapity wyżej słyszałem niejednokrotnie:  „Bądź realistą”; „To się nie uda”; „Trzeba by na to tysiąca lat”. Tysiąca? Niekoniecznie. Modlitwa, trud i ofiarność przynoszą błogosławione owoce – nieraz o wiele szybciej niż byśmy się tego po ludzku spodziewali.

Wbrew temu, co twierdził Cyryl Parkinson, jest coś bardzo ważnego w stwierdzeniu: „Wszystko zależy od Ciebie”. Oczywiście, trzeba wziąć poprawkę na to, że nie należy rozumieć go na sposób pogański – tak jakbyśmy stanowili o sobie na zasadach wyłączności, z pominięciem Pana Boga i bliźnich – ale jako wezwanie do mądrego przekształcania rzeczywistości i pamiętania o tym, że NASZE CZYNY MAJĄ SWOJE ZNACZENIE I KONSEKWENCJE.

Niewiele jest rzeczy boleśniejszych niż usłyszeć od kogoś bliskiego: „nie uda ci się” – zamiast choćby słowa zachęty albo propozycji konkretnej pomocy.

Właśnie dlatego chwilowo zdajemy się przegrywać. Lekce sobie ważymy własny wpływ na rzeczywistość („Cóż ja na to poradzę?”; „Nic się nie zmieni”; „Dalej tak będzie” i podobne malkontenctwa).

Chciałoby się zakrzyknąć: ludzie, poznajcie siłę swojego działania! UŻYJCIE NARZĘDZI, KTÓRE MACIE DO DYSPOZYCJI! SAMI TWÓRZCIE ZDROWE ŚRODOWISKO WZROSTU DLA WASZYCH RODZIN! NIECH DZIECI UCZĄ SIĘ ŻYCIA, A W STOSOWNYM CZASIE WYFRUWANIA Z DOMU, OD BLISKICH – NIE ODDAWAJCIE ICH DO ŻŁOBKA ANI DO PRZEDSZKOLA! W ODPOWIEDNIEJ CHWILI SAMI ZNAJDUJCIE DLA NICH SENSOWNYCH NAUCZYCIELI! GDY TYLKO SIĘ DA, UNIKAJCIE KORZYSTANIA Z PAŃSTWOWEGO „PIENIĄDZA” (kiedy na targu warzywnym po raz pierwszy usłyszę w odpowiedzi na pytanie o cenę pyrów: „pół grama złota” – będzie to widomy znak, że zaszły realne zmiany)! WOBEC WROGICH WAM PRZEDSIĘWZIĘĆ ZASTOSUJCIE PIĘKNE I SKUTECZNE NARZĘDZIE W POSTACI BOJKOTU! ZAŁÓŻCIE WŁASNY WARSZTAT PRACY!
Takim mniej więcej trybem (rozkazującym) krzyczą do nas barwne reklamy – których styl niekoniecznie chcemy naśladować; nie o reklamę tu jednak idzie, ale o życie.
Pamiętamy równocześnie, że nie same hasła zmienią człowieka – do zmian każdy potrzebuje dojrzeć we własnym wnętrzu.

Jak zatem walczyć z systemem? Każda zdrowa oddolna inicjatywa, nawet niedoskonała, jest krokiem w dobrym kierunku.
Kiedy znajomy mówił o tym, jak organizuje niezależny od władz państwowych egzamin maturalny, zwracano się do niego z pytaniem: „A kiedy zorganizuje Pan taki egzamin u nas?”. Otóż dowcip polega na tym, że TO WY SAMI POWINNIŚCIE TAKI EGZAMIN U SIEBIE ZORGANIZOWAĆ! Nie oglądając się na „centralę” (typowy, a jakże niszczący dla zdrowo rozumianej niezależności odruch), zastosować w praktyce metodę „oporu bez przywódcy”. Samemu. Na własną rękę. Oddolnie.

A system? Systemowi należy oddać to, co należy do systemu – podobnie jak cezarowi to, co należy do cezara. A co do nich należy? Nic.

Miron Ściegienny