Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różaniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różaniec. Pokaż wszystkie posty
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - UKORONOWANIE MARYI NA KRÓLOWĄ NIEBA I ZIEMI
Fot. MDK
Pamiętam jak często w dzieciństwie, gdy coś nabroiłem, a nie dało się tego ukryć, prosiłem Maryję o pomoc w załatwieniu sprawy z Tatą. Dopiero po latach zrozumiałem, że to nie z Tatą było coś nie w porządku, tylko ze mną. Więcej! Jak bardzo musiał mnie kochać, skoro brał udział w tej grze.
Nie potrafię powstrzymać łez, gdy myślę o tej Tajemnicy w tym kontekście. Jakbym mało otrzymał będąc stworzonym i odkupionym! - Pan śpieszy zawczasu na ratunek mojej małości, dając mi Maryję za Orędowniczkę i Pośredniczkę. Ten, który powołuje mnie do swej Nieskończoności, bierze poprawkę na moją ograniczoność.
Do tego jeszcze w jaki sposób! Tam, gdzie się boję, posyła Matczyne Ciepło. Tam, gdzie się buntuję - Matczyną Cierpliwość. Tam, gdzie opadam z sił - Matczyną Wytrwałość. Mów, co chcesz, ale nie widzę w sobie grzechu, na który odpowiedzi nie stanowiłaby postawa Matczynej Miłości.
A ja? No cóż... jestem.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - WNIEBOWZIĘCIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
Fot. MDK
Wspomniałeś kiedyś, że patrzysz na tę Tajemnicę zawsze w perspektywie Zwiastowania. Chyba wreszcie rozumiem, co miałeś na myśli. Faktycznie, "Fiat" brzmi teraz zupełnie inaczej. Robi mi się bardzo ciepło na sercu, gdy uświadamiam sobie, jaką cenę zapłaciła Maryja za dochowanie wierności. Ale nie takie zgorzkniałe zacietrzewienie, ale prawdziwą, pełną Miłości wierność. Jak złoto wypróbowaną w ogniu. W ogniu męczeństwa. W ogniu strapienia. W ogniu trudu. W ogniu monotonii...
Oczywiście, że w naturalny sposób chcę się przyjrzeć mojej wierności. Cóż... Jakże często zdarza się jej zgorzeć i to wcale nie od wielkiego płomienia.
Nie chcę jednak powracać do koncentrowania się na sobie. Tym bardziej, że mam kolejny powód, aby w dalszym ciągu wpatrywać się w niebo - przykład Ukochanej Matki. Przykład doskonały. Chcę właśnie tak jak Ona pozwalać Panu działać w moim życiu. Każdego dnia powtarzać "Fiat". Odchodzić od mojego ograniczonego patrzenia i w zaufaniu pozwalać się prowadzić. Tym bardziej, że bliski mi Człowiek-Maryja, tego już dokonał.
Jakże jestem wdzięczny za Jej nieustanne pociąganie mnie do siebie. I niezważanie na moje dziecięce opieranie się...
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
Fot. MDK
Wiesz, że lubię być sam. Wydaje mi się, że dlatego, iż nigdy nie jestem samotny. Nie jest to moja zasługa. Nie zawsze tak było...
Potrafię (przynajmniej tak mi się wydaje) doskonale wczuć się w to, co odczuwali Apostołowie od Wniebowstąpienia. Nie raz zostawałem samotny z moim lękiem. Ze znikomością... Z niewiernością... Nie było to przyjemne doświadczenie. Jednak zamknięte drzwi Wieczernika mają pewna wielką zaletę - nie pozwalają uciec - w tym wypadku tak naprawdę od siebie samego.
Czy nadal próbuję uciekać? Oczywiście! Im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej na drodze wiodącej do Pana, diabelskie podszepty stają się tym bardziej wyrafinowane, subtelniejsze i mniej oczywiste.
Czekam jednak na Kogoś o wiele potężniejszego niż to wszystko. Pan daje mi siebie, więc nie jestem samotny. Nie usuwa lęku w sposób magiczny, ani nie udziela wiedzy wlanej. Co więcej, mam czasami wrażenie jakby zapominał rozgrzewać oziębłe serce. Dlatego bardziej przemawia do mnie obraz szumiącego wiatru niż ognistego języka. Tym bardziej, że, aby móc mu się poddawać, trzeba najpierw opuścić gardę. A to boli za każdym razem mniej. Chodź i sam zobacz...
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - WNIEBOWSTĄPIENIE PANA JEZUSA
Fot. MDK
Stoję teraz z Apostołami i wpatruję się w niebo. Wciąż jestem pełen radości i nadziei. Chciałbym, aby takie nastawienie towarzyszyło mi, gdy doświadczam trudności. Bo tak łatwo zwracam wzrok z powrotem na ziemię. Tak łatwo lęk wypiera radość, a rezygnacja nadzieję.
Jednak wciąż wpatruję się w górę. Tam właśnie przenosi w wieczność to, co zmienne. Udoskonala niedoskonałe. Umacnia słabe. Świętym czyni grzeszne. Czerpię tak zachłannie, bo nie jest to jedynie obietnica, a namacalna rzeczywistość. Czy z takim przewodnikiem nadal będę się lękał?
Spójrz, jaki paradoks. Abym mógł spokojnie wpatrywać się w górę, Pan sprawia, że stoję pewnie na ziemi. Chcę wypowiedzieć moją wdzięczność za Jego tak hojnie udzielane światło. Dzięki niemu potrafię realnie patrzeć na siebie. Znam swoje słabości i mocne strony. Upadki i wzloty. Potrafię spojrzeć dalej niż moje emocje i chwilowe zachcianki.
Co więcej, Pan uczy mnie tej równowagi każdego dnia. Cierpliwie. Krok po kroku, jak małe dziecko uczące się chodzić.
Tak, stać pewnie na ziemi, aby wzrok utrzymać w górze. Wpatrywać się w Niego.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA
Fot. MDK
"By wykupić niewolnika, wydałeś Swego Syna". To właśnie ten fragment stanowi dla mnie swego rodzaju esencję wszystkich myśli, które przychodzą mi do głowy, gdy medytuję tę Tajemnicę.
Moje serce napełnia pokój. Nie żeby nagle nie było mojej przewrotności, małości czy grzeszności. Po prostu wreszcie dociera do mnie, że to nie ona stanowi istotę. Potrafię wreszcie bez lęku spojrzeć w kierunku Pana - nie tylko Celu, ale najbliższego Towarzysza, który jest bliżej mnie niż ja sam.
Siedzę teraz w pustej grocie. Dotykam teraz zimnego kamienia. Cieszę się ciepłem promienia wpadającego przez otwór pozostały po kamieniu. No właśnie, tylokrotnie chciałem go sam osobiście odwalić. Dla siebie, dla Ciebie, dla wielu osób... Śmieję się teraz z tego. Z tego, jak się napinałem, jak sapałem. Dziwne, ale nie mam do siebie pretensji. Czasami potrzebuję zmęczyć się na próżno, aby opadając z sił zacząć słuchać. A słyszę teraz wyraźnie jak Chrzest włącza mnie w Zmartwychwstanie. I cieszę się na nie. Mam na nie nadzieję nie ze względu na moje zdolności. Nie ze względu na moje siły. Nie ze względu na moje czyny. Ale ze względu na Tego, który mnie do tej rzeczywistości powołuje.
Moje serce napełnia pokój. Nie żeby nagle nie było mojej przewrotności, małości czy grzeszności. Po prostu wreszcie dociera do mnie, że to nie ona stanowi istotę. Potrafię wreszcie bez lęku spojrzeć w kierunku Pana - nie tylko Celu, ale najbliższego Towarzysza, który jest bliżej mnie niż ja sam.
Siedzę teraz w pustej grocie. Dotykam teraz zimnego kamienia. Cieszę się ciepłem promienia wpadającego przez otwór pozostały po kamieniu. No właśnie, tylokrotnie chciałem go sam osobiście odwalić. Dla siebie, dla Ciebie, dla wielu osób... Śmieję się teraz z tego. Z tego, jak się napinałem, jak sapałem. Dziwne, ale nie mam do siebie pretensji. Czasami potrzebuję zmęczyć się na próżno, aby opadając z sił zacząć słuchać. A słyszę teraz wyraźnie jak Chrzest włącza mnie w Zmartwychwstanie. I cieszę się na nie. Mam na nie nadzieję nie ze względu na moje zdolności. Nie ze względu na moje siły. Nie ze względu na moje czyny. Ale ze względu na Tego, który mnie do tej rzeczywistości powołuje.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - DROGA KRZYŻOWA
Fot. MDK
Wiesz, zupełnie nie potrafię połączyć upadków naszego Pana z moimi. Za każdym razem, gdy słyszę to porównanie, czuję wewnętrzny sprzeciw. Tak strasznie kłuje mnie w oczy zestawienie Jego Miłości z moją przewrotnością.
Patrzę jak cierpliwie dźwiga sromotne drzewo, jak nie zważa na ból, jak potyka się i boleśnie upada. Co to ma wspólnego ze mną? Ja krzyż swój ciągnę niechętnie po ziemi i doskonale wiem, gdzie znajduje się występ, który należy ominąć. Są tysiące powodów, dla których tego nie robię: lenistwo, zniechęcenie, egoizm. Bólu doświadczam dopiero, gdy zaczyna mnie wszystko przygniatać. Zresztą podnoszę się bardzo często; nie po to, aby znów zdążać do Pana, ale dlatego, że wcale nie jest mi dobrze leżeć. Powiedziałeś mi kiedyś, abym więcej patrzył na Niego niż na siebie. Dobrze...
Chcę czuć na sobie Jego spojrzenie. Bolesny grymas przy uderzeniu o ziemię nie jest wyrzutem. Grymas przy wstawaniu nie jest wstrętem.
Przy kolejnej tak dobrze znanej mi pokusie będę teraz pamiętał o gorącym pragnieniu zastąpienia Szymona z Cyreny. Choć wiem, że tak naprawdę to nie ja pomagam Jemu, tylko odwrotnie.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ŚMIERĆ PANA JEZUSA NA KRZYŻU
Fot. MDK
Nie wiem dlaczego, ale myślę, że Pan chciałby, abym przytrzymał Mu głowę. Ujmuję ją zatem, chcę być delikatny, nie sprawiać dodatkowego bólu poruszaniem cierniowych kolców. Delikatnie ścieram strużki krwi zalewające oczy. Widzę to tak plastycznie chyba dlatego, że nigdy nie potrafię wydobyć z siebie słowa, gdy myślę, że Pan składa Ofiarę cierpiąc za moje przewiny. Dziękuję? Przepraszam? Więcej nie będę? Postaram się bardziej? Śmieszne.
Stoję teraz pod Krzyżem razem z Maryją. Z Tą, która w pełni doświadczyła Męki Jezusowej. Ona nigdy mnie nie zawodzi. Dlatego wiem, że uprosi mi łaskę, aby Krzyż stał się dla mnie rzeczywistością. Abym wyraźnie widział zależność moich czynów od Jezusowego bólu. Związek dobrych czynów z drobną ulgą. Grzechów z przysparzaniem dodatkowych cierpień.
Bo nie chcę pozostawać jedynie na poziomie zwykłego wzruszenia, żałości, smutku. Od Matki Najświętszej będę uczył się głębokiego przeżywania Męki Pańskiej - tak, aby całkowicie przeniknęła moje życie.
W tej Męce jest moja siła. Ja tymczasem, przykładając czoło do Najświętszego Oblicza, chcę coś Mu powiedzieć. Dziękuję! Przepraszam! Naprawdę postaram się bardziej!
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - CIERNIEM UKORONOWANIE
Fot. MDK
Patrzę teraz na oblicze mojego Zbawiciela. Króla, któremu przynależy prawdziwa korona. Przenika mnie Jego ból oraz smutek z szyderstwa, tak strasznie dotykającego Królewskiej Natury. Spuszczam wzrok. Nie czuję się przez Jezusa oskarżany, jednak nie potrafię nie wspomnieć w tej chwili moich występków. Tak często czynię przecież karykatury, traktuję najważniejsze sprawy jako coś naturalnego. Nie poświęcam im należnej uwagi, nie walczę o przestrzeń dla Pana Wielokrotnie staram się nie płacić ceny wyrzeczenia, zaparcia się siebie, pozostając na powierzchownej warstwie, zewnętrznym obrzędzie. Wiesz, zastanawiam się, o ile bardziej karykatura czyniona przeze mnie sprawia Panu ból. Czuję się potwornie zdając sobie sprawę, że to ja szarpię i rozrywam skórę na królewskiej głowie. Że to właśnie ja srogo wbijam kolce w czaszkę. A jednak to spojrzenie skrwawionego Oblicza mnie nie potępia. Dzięki jego poruszeniu po policzkach ciekną mi łzy i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się Panu poddać tak, bym nimi mógł obmyć strużki krwi tak obficie spływające po Jego obliczu. Słuchaj, to przedziwne, ale Pan patrzy na mnie z miłością, pomimo sromoty, którą Mu uczyniłem. Ja jeszcze tak nie potrafię.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - BICZOWANIE PANA JEZUSA
Fot. MDK
Z drżeniem zbliżam się ku Panu uwiązanemu do słupa. Dotykam zbroczonych krwią ran. Nie potrafię jednak zasłonić Jezusa własnym ciałem. Powiedz, czy Twoim zdaniem wzdrygam się bardziej na Jego ból, czy na myśl, że być może będę musiał sam siebie aż do tego stopnia się zaprzeć? Przecież z tak wielkim trudem odmawiam sobie nawet drobnych rzeczy... A może chcę udawać bohatera? Porwać się na coś wielkiego, co będzie mogło stać się moim "tematem zastępczym"? Nie! Nie będę odwracał wzroku. Chcę obserwować każdą strużkę krwi spływającą po plecach Zbawiciela. Uklęknąć przed Miłością, która pobudza do takich czynów, do zaparcia się siebie. Uczyć się płacenia najwyższej ceny za wierność. Widząc zbolałe Oblicze chcę mocno postanowić, że wreszcie odrzucę lęk oddalający mnie od Pana. Zanurzając rękę w kałużę krwi pod słupem będę wiedział, że Pan chce, aby przeniknęła wprost do mojego serca; aby ciało, które tak często mi ciąży i prze wbrew Łasce i woli, stało się narzędziem niekończącej się chwały. Aby wola tak zmienna zjednoczyła się z Jego świętą i niezmienną Wolą.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - MODLITWA PANA JEZUSA W OGRÓJCU
Fot. MDK
Tak, masz rację. Targuję się z Panem Bogiem o każdy milimetr moich pomysłów. Zupełnie tak jakbym zamiast "bądź wola Twoja" chciał powiedzieć "aby moja wola stała się Twoją". Dlatego w gruncie rzeczy jestem Mu wdzięczny za liczne doświadczenia Ogrójca w moim życiu. Za Jego cierpliwość i pedagogikę małych wyrzeczeń. Zwłaszcza z perspektywy czasu widzę jak znikoma była moja trwoga wobec owoców, jakich Pan pozwala mi teraz zakosztować. Dlatego pomimo rozdzierającego serce smutku patrzę na modlitwę Jezusa z nadzieją. Z nadzieją, że przemieni moje serce tak, aby należało całkowicie do Niego. Nie ma jednak drogi na skróty. Dlatego chcę teraz zbliżyć się do mojego Pana. Odgarnąć Mu z czoła kosmyk włosów sklejony krwawym potem. Przytulając się, poczuć drżenie, które nie ma nic wspólnego z zimnem. Pomimo tego umęczenia chcę nasycić duszę obrazem oczu przepełnionych miłością, bo tym razem, gdy Pan zaprowadzi mnie do mojego Ogrójca, nie chcę już z niego uciec. Nie chcę uciekać w pozory, aktywność... Chcę tym razem wytrwać... I w końcu wytrwam. Mam najlepszego Nauczyciela!
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ODNALEZIENIE PANA JEZUSA
Fot. MDK
Też wielokrotnie mniemałem, że Pan Jezus jest gdzie indziej. Nawet nie zawsze była to moja przewrotność. Łatwo przestaję zwracać uwagę na Boże Sprawy. Myślę, że przez tę scenę Pan chce mi powiedzieć przede wszystkim, abym przyjrzał się jak postępuję, gdy spostrzegam, że Go zagubiłem. Przed oczami staje mi Maryja z Józefem. Udają się na poszukiwania. Czynią to uważnie, wytrwale, z troską. Przyznam Ci się szczerze, że bardzo często zdarza mi się, że zaczynam biadać nad sobą, oskarżać się, dokładać sobie... Znów - zamiast na Bogu - skupiam się na sobie. Tak jakbym bardziej chciał poczuć się usprawiedliwiony niż odnaleźć Pana. Tymczasem patrzę na Świętą Rodzinę. Zapada zmrok, nadchodzi chłód, a ona nie zaprzestaje poszukiwań. Jeszcze kilometr, jeszcze jedni krewni do przepytania. Chcę razem z ojcem i matką Jezusa przemierzać ulice Jerozolimy i uczyć się wytrwałości, wychodzenia poza siebie. Chcę również usłyszeć pytanie: "Czemuście mnie szukali?". Wiem, że nie ma w nim wyrzutu, ani oskarżenia. Gdy wyobrażam sobie tę scenę, widzę delikatny uśmiech na twarzy Jezusa, tak jakby pytał: "Skończyłeś? To teraz pójdź za Mną".
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - OFIAROWANIE PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI
Fot. MDK
Mam dużo pobożności do tej Tajemnicy. Z jednej strony widzę w niej sens mojego życia - oddawanie Panu wszystkiego. Patrzę na Maryję niosącą Dzieciątko. Trzyma delikatnie w ramionach Owoc swojego całkowitego zawierzenia. To właśnie jej pokora budzi we mnie nadzieję, bo z drugiej strony widzę jak bardzo chciałbym pójść na skróty. Tak często przecież nie potrafię spojrzeć na codzienne wyrzeczenia w szerszej perspektywie. Pragnę ofiarować Panu Bogu coś wielkiego, zupełnie jakbym był w stanie uczynić coś sam. Łatwiej mi raz na jakiś czas pokusić się o herozim miast cierpliwie współpracować z Łaską. Dlatego tak bardzo chcę naśladować Matkę Bożą. Nie ona sama, lecz Bóg jest w centrum. Nie cena jaką płaci, lecz Dzieło, do którego została powołana... Nie chcę się gorszyć sobą; wiem, że nie tędy droga. Chcę na nowo spróbować. Patrzę na dalszą część sceny. Zapowiedź Symeona może zmrozić serce. Dla Maryi nie stanowi ona jednak powodu do wycofania swojego zaangażowania. Wiem zatem, że Matka tak doświadczona ofiarowuje mi wspaniałe wsparcie; im więcej widzę swoich słabości, tym bardziej prosić chcę o pomoc.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - NARODZENIE PANA JEZUSA
Fot. MDK
Jakoś
nie potrafię kupić sielankowej intrepretacji tej sceny. To chyba
nie tak miało być... Przecież odpowiadam na Boże Prowadzenie...
Chyba wspólnie odczuwamy swoisty kontrast – Bóg w nędznej
stajni. Jakoś nie chcę się na to zgodzić. O wiele łatwiej jest
mi powiedzieć „fiat voluntas tua”, gdy ewidentnie odpuszczam
walkę. Co za paradoks: przeciw Panu walczę do upadłego, a gdy chodzi o
grzech i słabości, nie chcę nawet podnieść rękawicy. Tymczasem
staję przez obrazem Świętej Rodziny. Po ludzku Rodzice zrobili
wszystko, aby zapewnić Zbawicielowi jak najlepsze warunki.
Teraz wpatruję się w Dzieciątko. I to jest chyba klucz do
wszystkiego. Odczuwam pokój tej sceny, bo to Jezus jest w centrum.
Nagle przestają być ważne wszelkie trudności, niepokoje, przyszłe
wyzwania... Próbuję sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni po
prostu wpatrywałem się w Pana tak jak Matka Boża. Nic nie mówiąc,
z wielką miłością, z zadziwieniem, z radością, ze łzami w
oczach... Chyba znów jestem spokojny. Wiem, że Maryja uprosi mi
łaskę, abym częściej wpatrywał się w Jej Syna niż w siebie
samego.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - NAWIEDZENIE ŚWIĘTEJ ELŻBIETY
Fot. MDK
Powiem Ci szczerze, że na miejscu Matki Bożej wcale nie chciałoby mi się ruszać z miejsca. Sytuacja wcale nie jest łatwa. Wytłumaczyć świętemu Józefowi, co nastąpiło, przygotować się do nowych wyzwań, droga długa i trudna... Bardzo wzrusza mnie autentyczność, szczerość i prostota miłości Maryi. To, jak nie zważając na siebie zostawia wszystko i udaje się służyć krewnej. Nie zawsze tak potrafię. Mówiąc szczerze, przychodzi mi to z wielkim trudem. Wolę polegać na sobie, własnych zdolnościach i talentach niż całkowicie zawierzyć Bogu, niż dać coś z siebie. Patrząc na dalszy przebieg sceny Nawiedzenia robię się jeszcze bardziej zawstydzony. Cudowność wydarzeń, wewnętrzne poruszenia przy spotkaniu. Na czym polega ten paradoks, że u innych dostrzegam z łatwością Boże Prowadzenie, a u siebie zdaję się być ślepy. Nie mam wątpliwości, że Pan innych umacnia, a sam czuję się opuszczony. Dlatego tak bardzo chcę wpatrywać się w Maryję. Widzieć jej delikatność, gdy posługuje Elżbiecie, gdy poświęca jej czas na rozmowy, ociera pot z jej czoła... Nie ma w niej nic z niepokoju, zniecierpliwienia. Tak bardzo skupiona jest na doczesnej posłudze, a jednocześnie tak szeroko otwarta na Boże Prowadzenie.
NCWC
Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZWIASTOWANIE
Fot. MDK
Dosyć
późno uświadomiłem sobie, że „Fiat” Matki Bożej wcale nie
było oczywiste. W końcu Niepokalane Poczęcie, Anioł itd. Jednak
coraz bardziej dociera do mnie dramatyzm sceny Zwiastowania.
Zwłaszcza, gdy przypomnę sobie niezliczone sytuacje, w których
skrewiłem. Maryja nie czyni czczej deklaracji pod wpływem
chwilowego uniesienia. Ja natomiast tak często potrzebuję
„trzęsienia ziemi”, a i tak zapału starcza mi najwyżej do
przyszłego wtorku. Ona jednak widzi całą sprawę przy zachowaniu
pokory – i to podwójnej. Z jednej strony pokornie staje wobec
wielkości dzieła, do którego jest zapraszana. Z drugiej: nie
upatruje w tym zaproszeniu swej wielkości. Patrzy na rzeczywistość
trzeźwo – zdaje sobie sprawę z trudności – odpowiedź na Boże
Wezwanie nie będzie pasmem mistycznych uniesień. Najczęściej
stygnę właśnie w tym momencie. Zaczynam racjonalizować, szukać
wymówek, przecież porażka tak bardzo boli... Maryja
natomiast nie wpatruje się w siebie. Chociaż wypowiedzenie słowa
„Fiat” trwa tylko krótką chwilę, to tak naprawdę będzie je
ona wypowiadać codziennie przez najbliższe trzydzieści trzy lata. Co
więcej: pod Krzyżem wypowie je również z taką samą Miłością.
Wiesz, stanowi to dla mnie wielką pociechę, że mam taką
Orędowniczkę. I mimo że przegram jeszcze nie raz, tym razem może
dam się podtrzymać nawet do środy... Albo do ostatniego
tchnienia...
NCWC
Subskrybuj:
Posty (Atom)
