małe litery w podręcznikach

Świętego Piotra z Werony, Męczennika, A.D. 2015

 fot. adept

Jest całkiem jasne, że dziecku w procesie nauki należy dostarczać narzędzia najlepszej jakości. Dobrze też pozwolić młodemu człowiekowi na działanie względnie swobodne. Lepiej niech dziecko zabierze się do zadania z rozmachem i, popełniwszy trzy razy błąd, za czwartym razem zrobi już dobrze i zapamięta naukę na całe życie – niż gdyby miało wykonać coś szablonowo i niestarannie, otrzymać zaliczenie od „klucznika” ustalającego arkusze rozwiązań i żadnych pożytecznych wiadomości nie pozyskać.

System jest pomyślany tak, aby co roku wypuszczać nowe wydania podręczników i zmuszać rodziców do niedobrowolnego a regularnego finansowania określonych producentów, którzy, by odwołać się do opowiadania Dicka, stworzyli sobie swój własny zniewolony rynek. Jest to skandal i niesprawiedliwość.

Po omówieniu sprawy zasadniczej, przystępujemy do innego ważnego zagadnienia związanego z podręcznikami.

Znajdujemy w nich zadania do wypełnienia (wstaw odpowiednie wyrazy w luki itd.). Miejsca na odpowiedzi jest za mało!!! Jak dziecko ma się skoncentrować na udzieleniu dobrej, inteligentnej odpowiedzi, skoro lwią część swojej uwagi skupia na tym, aby dwumilimetrowej wielkości literki upchnąć jakoś na przeznaczonym do tego celu obszarze?


tekst: z.g.

Latarnia i drzewo

Świętego Pawła od Krzyża, Wyznawcy, A.D. 2015

Fot. Praktykant

– Czekałem na pana – rzekł Gregory. – Czy zechce pan ze mną chwilę porozmawiać?
– Oczywiście. Ale o czym? – spytał Syme tonem lekkiego zdziwienia.
Gregory uderzył laską najpierw o słup latarni, potem o pień drzewa.
– O tym i o tym! – krzyknął. – O porządku i o anarchii. Oto pański szacowny porządek: ta sucha, żelazna latarnia, szpetna i jałowa. A oto anarchia: bogata, żywa i płodna! Oto anarchia, wspaniała w zieleni i złocie.
– A jednak – cierpliwie odparł Syme – w tej chwili może pan oglądać drzewo tylko dzięki światłu latarni.

Gilbert Keith Chesterton, Człowiek, który był Czwartkiem

_____

Komentarz Zdrowego Wariata: Bohaterowie Chestertona dyskutują o anarchii definiując ją jako przeciwieństwo porządku; nie stosują zaś klucza dobrowolność kontra niedobrowolność. W sensie ścisłym spór dotyczy zatem raczej cywilizacji porządku oraz chaosu.

Bliźniaki, czyli naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa

Świętego Piotra Kanizjusza, Wyznawcy i Doktora Kościoła, A.D. 2015

Ludziom zdarza się wpadać na zbliżone pomysły niezależnie od siebie. Tak było w przypadku rysunku „DobroWolność jest kluczem”, który opiera się na podobnej koncepcji co „DobroWolność a nie przemoc” z twarzaka tzw. Partii Libertariańskiej (swoją drogą, pyszny oksymoron ta „Partia Libertariańska”).

Bywa również tak, że artyści czerpią bezpośrednio jeden od drugiego.

Jeden z zamysłów serii „Bliźniaki” polega na tym, aby zilustrować, jak twórcy wzajemnie się inspirują. Odwołują się do siebie, dyskutują ze sobą ponad wiekami i pokoleniami. Niekiedy wprost kopiują swoje rozwiązania.

To jest zdrowe, normalne, twórcze i ciekawe. O niebo zdrowsze, normalniejsze, bardziej twórcze i ciekawsze niż oburzanie się na to, że ktoś inny spojrzał na rzeczywistość w ten sam co my sposób, że odwołał się do naszego dzieła albo że bezpośrednio z niego cytuje.

Rysunek i tekst: Sztukmistrz



Komentarz prewencyjny ---> Uprzedzając malkontenckie uwagi redakcja wyjaśnia: tak, niekiedy w „Bliźniakach” chodzi li tylko o zabawne skojarzenia.




Rojalistyczne rojenia, czyli do przyjaciół monarchistów

III Niedziela po Wielkanocy, A.D. 2015

Król jest nagi – rys. Sztukmistrz

W opowiadaniu Rafała Ziemkiewicza Pięknie jest w dolinie znajdujemy taką charakterystykę przedstawiciela nowego pokolenia mafii:

„Już nie gość z opiłowaną dubeltówką, ściągający upizzu z burdeli i kasyn, nie przemytnik heroiny, nawet nie organizator wielkiego, międzynarodowego handlu wszystkim, bez czego demokratyczne państwa nie mogły się obejść, a czym handlować oficjalnie nie śmiały. Nowe pokolenie mafii nie różniło się niczym od potomków starych arystokratycznych rodów – zlało się z nimi. Byli elitą menedżerów, obracali bilionami, kontrolowali ponadpaństwowe kartele, bywali na proszonych audiencjach u najważniejszych mężów stanu, zabiegających o ich łaski. Powyżej pewnych sum przestępstwo już przestaje istnieć – pozostaje tylko polityka.
Zresztą, kimże był Karol Wielki? Bezwzględnym analfabetą, jak Toto Riina, walczącym wszelkimi metodami o pomnożenie rodzinnych dóbr. Kim, do cholery, byli tacy Chrobry albo Krzywousty? Chciwymi facetami, rozlewającymi bez cienia skrupułów krew, gotowymi mordować rodzonych braci i wykłuwać im oczy, byle jak najwięcej zagarnąć pod siebie. Wielkie i szczytne uzasadnienia przyszły całe wieki potem. Pewnie oni sami by się z nich zdrowo uśmiali.” [tekst nieznacznie poprawiony – Red.]

Ucisk ze strony monarchy – zgodnie z analizą Hansa-Hermanna Hoppego przedstawioną w książce Demokracja – bóg, który zawiódł – bywa zazwyczaj mniej dotkliwy niż ucisk stosowany przez porewolucyjne państwo demokratyczne. Jednak istota władzy króla, dyktatora, prezydenta, posła – słowem: funkcjonariusza państwowego – pozostaje taka sama. Prerogatywy, jakie przyznają sobie owe indywidua można sprowadzić do dwóch zasadniczych punktów: 1) prawo ostatecznego rozstrzygania sporów na danym terytorium, czyli monopol sądowniczy; 2) prawo do zabierania ludziom pewnej części ich własności (podatki) pod groźbą użycia wobec nich przemocy fizycznej i związany z tym monopol na jej stosowanie.

Monarchię ludzką należy atakować nie od strony demokratycznej, rewolucyjnej – ale wręcz przeciwnie: trzeba reprezentować jednocześnie podejście antymonarchistyczne i antyrewolucyjne. Zawsze pozostaje do naszej dyspozycji droga zdrowego rozsądku, droga wolności i odpowiedzialności – nigdy nie jest za późno, aby na nią wejść; tylko im później zaczniemy to robić, tym trudniejsze może się to okazać.

Drodzy Monarchiści! W sensie ideologicznym i politycznym wasza walka o restaurację królów jest przegrana; jedyne, co możecie robić, to pocieszać się, że choć umieracie – to powoli.

Zdrowy Wariat


(Notka prewencyjna adresowana do Czytelników, którzy wezmą powyższy tekst za wodę na młyn sił rewolucyjnych, tak celnie charakteryzowanych przez Jerzego Juhanowicza, i określą autora mianem „pożytecznego idioty”. W imię doczesnych niepewnych korzyści nie wolno nam kłamać. I tyle.)

Czaruś i Karusia. Rymy imion i sytuacji w „Przedwiośniu” Żeromskiego

Świętego Marka, Ewangelisty, A.D. 2015

Fot. MDK

W radosny wieczór powrotu ocalałych młodych bohaterów z wojny ksiądz Nastek przed toastami dowiaduje się, jak ma na imię przyjaciel Hipolita („Właśnie chciałem zapytać, bo to bez tego nieporęcznie” [140]). Zaraz to imię wypowiada, a po nim drugie – jak niedokładne echo:

– No to panie Czaruś – nasze! Ładne imię, prawda, Karusia? Podoba ci się? (140)

Czaruś – Karusia... Przyjacielskie porozumienie („sztama”), pocałunki, wielkie, wzgardzone uczucie – to wszystko wkrótce zwiąże Karusię z Czarusiem mocniej niż gra brzmień, w której czai się jakby niespokojna wróżba.  
           
– [...] Bądź zdrów, Czaruś... (255) 

– to będą ostatnie słowa umierającej Karoliny. Po nich ksiądz, który pierwszy złączył ich imiona, połączy ręce obojga: okręcając je stułą „nie znoszącym przeczenia” „gestem”, w gruncie rzeczy karykaturującym obrzęd zaślubin.

W chwilę później Cezary:

Patrzał na śniadą, prawie czarną twarz Karoliny. Śniło mu się, że już dawno taką samą twarz widział, gdy wywoził trupy z Baku. Tak samo do niego jedna wołała, choć już jej słów słychać nie było. (256)

Sumienie młodego Baryki nie świeci wzorem wrażliwości. Nie minie wiele czasu, a sam powie hardo (do księdza spotkanego na grobie Karoliny; znów ten sam trójkąt osób):

– Moje sumienie nic mi nie wyrzuca. (276)

Lecz w chwili, gdy patrzy na zamordowaną Karolinę, przynajmniej niewyraźnie czuje, że coś ją łączy z zamordowaną Ormianką z Baku, której zwłoki wiózł do grobu i której okrutna śmierć skłoniła go do rozmyślań o potwornościach ludzkich czynów. I że jego coś upodabnia do oprawców zabitej!

Żeromski mnoży symetrie i antysymetrie.

Po drodze do Nawłoci Cezarego wita widok Leńca – Hipolit wskazuje mu „biczyskiem” „ładny pałacyk” pani Laury (136). I ten sam widok – zdobytej i utraconej stolicy rozkoszy, skąd go wygnano – nie batem wprawdzie, lecz szpicrutą – pożegna bohatera na odjezdnym z Nawłoci i wyciśnie mu z oczu łzy (294). 

Te „rymy sytuacji” coś ważnego znaczą. „Nie zrozumiałeś wcześniejszej przestrogi. Nie jesteś niewinny” – mówi Cezaremu wspomnienie zabitej Ormianki. I jeszcze: „Niejedna jest zbrodnia na świecie, gdzie depce się najpiękniejsze kwiaty”.  

A pierwsze i ostatnie spotkanie z Karusią – i pierwszy i ostatni widok Leńca? Mówią mu: Za rozkoszami ziemskimi wlecze się cień. Radość obraca się w łzy. Ty wprawiasz koło w ruch”.                   

Stanisław Falkowski


_____
Liczby w nawiasach oznaczają numery stron w wydaniu: Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1974 (Dzieła w oprac. St. Pigonia, t. 19).

Społeczeństwo leniwych niewolników

Świętego Fidelisa z Sigmaringen, Męczennika, A.D. 2015

„Tutaj zawsze jest piątek” – czyli nigdy nie serwujecie burgerów, żeberek, ani steków?
(Fot. E.S.)

Byle nie robić – każda okazja jest dobra. Tak zwane „długie weekendy*” stały się wyglądanym z nabożną niecierpliwością świeckim świętem. Pracować albo uczyć się w piątek po święcie Bożego Ciała byłoby właściwie grzechem. „Piąteczek”, „piątunio” to synonimy „wolności”.
Poniedziałek to, oczywiście, najgorszy dzień tygodnia – takiemu postrzeganiu rzeczywistości dzielnie sekundują bohaterowie kultury popularnej, na przykład kot Garfield.

Skąd bierze się takie podejście?

Żyjemy w społeczeństwie o charakterze niewolniczym: niemiłosiernie duszeni podatkami, wpędzani w kierat pracy najemnej, zmuszani do wykonywania zadań, które stoją w sprzeczności z naszym sumieniem i zdrowym rozsądkiem.
Architekci i funkcjonariusze systemu przedstawiają go nam jako ideał i dobrodziejstwo. Ponieważ jednak zdają sobie sprawę z możliwych objawów niezadowolenia, wymyślili pewien wentyl bezpieczeństwa: zezwalają niewolnikom na oczekiwane z utęsknieniem chwile wytchnienia.

Realizują przy okazji inny, perfidniejszy jeszcze cel: tworzą nową świecką „religię”. To zrozumiałe, że człowiek, który przez kilkadziesiąt godzin tygodniowo kręci się jak szczur w kołowrotku, jest zmęczony. Ale zamiast dążyć w kierunku zniesienia niewoli, utrzymuje się ją, jednocześnie usiłując uczynić „długi weekend” naszym współczesnym złotym cielcem.

Czym innym jest ciężka praca w pocie czoła, której owoce trafiają do robotnika; praca dająca satysfakcję; praca, która stanowi spełnianie swojego powołania; praca, po wykonaniu której człowiek odczuwa zmęczenie i odpoczywa (tak jak zamyślił to Pan Bóg) – czym innym system niewolniczy, który wypruwa z ludzi żyły, ale od czasu do czasu pozwala im się lenić i robi z tego religię.

Adept

_____
* Słowo „weekend” jest zresztą zazwyczaj używane nieściśle; oznacza bowiem „koniec tygodnia”, a przecież niedziela jest jego pierwszym dniem.

Mur

Świętego Anzelma, Biskupa, Wyznawcy i Doktora Kościoła, A.D. 2015


Fot. DeTe

Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom. Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć, dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.


Zbigniew Herbert

O, matko!

Poniedziałek po II Niedzieli po Wielkanocy, A.D. 2015

Fot. Terminator

Sakramentalny związek z mężczyzną to jedno, ale wychowywanie pięciu mężczyzn to całkiem inna para kaloszy. Pamiętam, jak ponad dziesięć lat temu z niedowierzaniem gapiłam się na mojego odzianego w niebieską piżamę brzdąca i czułam wzbierające poczucie przerażenia. Córka – to było znajome terytorium, ale jakie miałam pojęcie o wychowywaniu jednego z takich stworzeń?

Nauczyłam się jednak – przez praktykę. Dowiedziałam się nie tylko czegoś o tym, jakie są te młode męskie istoty, ale również czegoś o samej sobie: nawet jeśli nie zawsze pojmuję, jak funkcjonuje ich psychika, nawet jeśli nigdy nie przekonam się do ich szczególnej fascynacji nożami sprężynowymi, kocham chłopców. Kocham ich chłopięce pasje, ich płynącą ze szczerego serca hojność, ich nieznające kompromisów poczucie sprawiedliwości. To poprzez moją rodzinę Bóg rzuca mi wyzwanie – abym wzrastała, zmieniała się i coraz pełniej doceniała wielkość Jego stworzenia.

Pewnego razu zanim wyszłam z domu na codzienną przebieżkę, Dan zademonstrował mi, jak otwierać nóż sprężynowy. Wiecie, gdyby zaatakował mnie bandzior.

– No dobrze – zgodziłam się. – A teraz pokaż mi, jak go zamknąć.

– Tego nie potrzebujesz wiedzieć – brzmiała pełna logiki odpowiedź mojego małego mężczyzny. – Zostawisz go w jego ciele.

Danielle Bean

(tłum. Łukasz Makowski)

Żeby Francja była Francją

II Niedziela po Wielkanocy, A.D. 2015

Fot. MDK

Jakiś czas temu przetoczyły się przez Europę tak zwane „marsze solidarności z Francją”. Nazwa tych masówek skłania do tego, aby postawić pytanie: Co to jest Francja?

Obecnie to pogańska pustynia z nielicznymi oazami normalności. Te oazy to, oczywiście, miejsca, w których została wiernie zachowana wiara katolicka.

Aby Francja była Francją, aby stała się taką, jaka ma być w Bożym zamyśle, trzeba nawrócenia. Potępienia nie „zamachów” (bo zamachy same się nie dokonują) i „terroryzmu”, ale fałszywych religii, które ze swej natury prowadzą do niesprawiedliwych aktów przemocy.  Brania wreszcie na serio prośby kierowanej do Pana Jezusa w akcie poświęcenia rodzaju ludzkiego Jego Najświętszemu Sercu:
Królem bądź tych wszystkich, którzy jeszcze błąkają się w ciemnościach pogaństwa lub islamizmu, i racz ich przywieść do światła i królestwa Bożego.

Kacper Tomasz Lidzki


Fotografie, które były

Wspomnienie NMP w sobotę po Niedzieli Przewodniej, A.D. 2015

Jak równy z równym (fot. Paweł Schulta)

Czyli: życie jest osobliwsze od fikcji

Spośród zamieszczanych na WiWo fotografii na palcach jednej ręki można by policzyć takie, które poddano komputerowej obróbce. Zasadniczo publikujemy zdjęcia bez retuszu; z rzadka zdarza się nam się je kadrować. Potwierdza to obserwację, że prawdziwe jest najlepsze.

Paweł Antoniewicz


____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na dzisiejsze spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Fotografie, których nie było

Czwartek po Niedzieli Przewodniej, A.D. 2015

Zdjęcie ilustrujące utwór Michaela Brooka pt. Ultramarine próbował zrobić Praktykant

Niektóre – jak powyższe – wyszły niewyraźnie. Z innymi spóźniliśmy się o pół sekundy; sytuacja uległa już zmianie, nie było czego fotografować. Niekiedy nie mieliśmy przy sobie żadnego aparatu. W ten sposób ominęły nas prawdziwe kąski. Egzemplum: przystanek komunikacji miejskiej o nazwie URZĄD MIEJSKI (z informacją uzupełniającą: STREFA PODMIEJSKA). Albo ogłoszenie o treści: „strzyżenie trawników – w cenę wliczony bezpłatny dojazd”.

Z drugiej strony: nie wszystko trzeba sfotografować. Może fakt, że nie wszystko udało się zdjąć chroni w jakiś sposób przed niebezpieczeństwem, że z nadmierną częstotliwością będę wyciągał aparat i strzelał zeń? Że przestanę żyć, a skoncentruję się na rejestrowaniu?


F.L.Z.F.

____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Bliźniaki: Francisco de Quevedo i Groucho Marx

Czwartek po Niedzieli Przewodniej, A.D. 2015





____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

WiWo in vivo: Skrzynka, czyli przypomnienie



Środa po Niedzieli Przewodniej, A.D. 2015

Fot. MDK

Serdecznie przypominamy o zajęciach poświęconych Arturowi Grottgerowi
&
prosimy o poinformowanie nas mailem
(wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com)
o zamiarze uczestnictwa.
Pomoże to w przygotowaniu materiałów dla Uczestników spotkania.



Wirtualne Wydawnictwo Wiwo
serdecznie zaprasza Drogich Czytelników i Wszystkich Chętnych
na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone cyklom rysunków Polonia oraz Lithuania Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski.

Zajęcia odbędą się w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Spotykamy się o godzinie 13 przy kasie w budynku muzeum.

Do zobaczenia!!
Redakcja


„Ziele na kraterze” – reportaż, tren i hymn

Świętego Justyna, Męczennika, A.D. 2015

Rys. Sztukmistrz

Ziele na kraterze, pisane z wykorzystaniem reporterskich technik – narracyjnego czasu teraźniejszego, dialogu, „scenariuszowego” montażu obrazów – jest reportażem z życia narodu między rokiem 1918 a 1945 i przede wszystkim z życia własnej rodziny Melchiora Wańkowicza, pełną pysznych anegdot gawędą i wzruszającą kroniką rodzinną, z setkami scen z życia dwóch córek autora, od niemowlęctwa do śmierci jednej z nich i od niemowlęctwa do macierzyństwa drugiej.

Pierwszą ojciec „Zastał raz w bibliotece [...] pochyloną nad albumem Wyspiańskiego”. „Tatusiu, jakie to piękne – podniosła oczy”. „Siedli przy kominku, rozpatrując album”. Scenę kończą dwa zdania: „Album spłonął. Krysi nie ma”. Z uroczystą powagą trenu (rytm: al-bum spło-nął Kry-si nie-ma) łączy się w nich uczuciowa powściągliwość.

Pisarz usprawiedliwia się: „Ta książka przeprasza, że co pewien raz rozdzierają się jej pogodne na razie karty” – lecz dobrze wie, dlaczego w wesołą konferansjerkę opowieści o cudach niemowlęctwa, dziecięctwa i dorastania dwóch panien, traktowanych przez ojca jak dwaj weseli kumple, wplata niemal od początku nuty żałoby i grozy. Tłumaczy bowiem w Zielu na kraterze, w jaki sposób człowiek wrasta w świat, to znaczy w przestrzeń, w krajobraz, język i pomiędzy bliskich, w nieprzebrane bogactwo kultury domowej, narodowej i ogólnoludzkiej, wreszcie w sam byt w jego wymiarze biologicznym i metafizycznym – lecz równocześnie, przywołując niebywałe okrucieństwa i nieszczęścia epoki, pyta, czy jakiekolwiek ziele życia, braterstwa i ładu może w ogóle zakiełkować na dymiących kraterach. I stwierdza, że mimo wszystko – tak.

Młodsza córka Wańkowicza, dziewiętnastoletnia pielęgniarka w szpitalu wojennym w 1939 roku, pyta swojego rówieśnika, pacjenta-Niemca: „czy nie jest panu [...] żal tego, coście zrobili w Polsce?” Szokująca odpowiedź: „Nie, siostro. Nie jest mi ani przez chwilę żal” stawia ją oko w oko z tajemnicą nienawiści i zła. Dlatego późniejszą wiadomość o wewnętrznej przemianie młodego Niemca była pielęgniarka traktuje jako źródło wielkiej radości – dodajmy: ponadosobistej, bo dotyczącej pytania, kim są ludzie dla siebie nawzajem: mordercami czy braćmi? Jeżeli możliwe są cuda nawrócenia, to mimo śmierci Krystyny, której matka-Niobe przemierza ruiny Warszawy w poszukiwaniu ciała poległej córki, „stąpając po stacjach powstania” – jak po stacjach Drogi Krzyżowej, mimo wszystkich wojennych potworności, życie nie jest absurdem i chaosem. Jest tajemnicą, cudem i zadaniem.

Potwierdza to motyw nie przypadkiem zamykający całą kompozycję: narodziny Anny-Krystyny, wnuczki autora i imienniczki poległej bohaterki. „Ogarnęło mnie uczucie pijanego, nieprzytomnego szczęścia, którego nie umiem i nikomu nie potrafię wytłumaczyć. Myślę, że Pan Bóg musi się tak czuć cały czas” – pisze jej szczęśliwa matka. „Sama się dziwię” – dodaje – „skąd mi się bierze tyle cierpliwości i jak mi nie ciąży obrządzanie jej czy wstawanie w nocy. Mądrze to Pan Bóg urządził jakoś”.

To jest ostatnie zdanie książki. Trudno wątpić, że sam Wańkowicz podpisuje się pod tym cichym hymnem. Zastąpienie własnej deklaracji cytatem z listu córki i owo „jakoś” dalekie od przemądrzałej pewności to nie unik ze strony autora, lecz raczej wyraz wspomnianej już powściągliwości uczuć i pokory wobec tajemnicy i cudu.


Stanisław Falkowski


____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Piękny język polski: Przeglądarka

Św. Hermenegilda, Męczennika, A.D. 2015




„Przeglądarka” to po prostu wieszak na ubrania.


Fot. Adept

____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Ksiądz Brown w Brideshead (Evelyn Waugh i Gilbert Keith Chesterton)

Niedziela Przewodnia, A.D. 2015 

Fot. MDK

W powieści Powrót do Brideshead Cordelia cytuje Charlesowi fragment Dziwnych kroków Chestertona. Bohater opowiadania, ksiądz Brown, mówi: „Złapałem go (złodzieja) na niewidzialny haczyk i niewidzialną nitkę, która jest na tyle długa, że może on zawędrować aż na koniec świata, ale wystarczy jedno szarpnięcie nitki, aby sprowadzić go z powrotem”.

Cordelia pyta Charlesa, czy pamięta okoliczności, w których jej matka głośno czytała opowiadanie Chestertona. Opis tej lektury znajdziemy trzy rozdziały wcześniej: lady Marchmain „[m]iała piękny głos i wspaniałe wyczucie tekstu. Tego wieczoru czytała urywek z Mądrości księdza Browna”.
Ciekawy szczegół: Dziwne kroki stanowią w rzeczywistości część zbioru opowiadań pod tytułem Niewinność księdza Browna. Czy pomylił się autor powieści, Evelyn Waugh? Może źle pamiętała Cordelia? A może błąd zrobił główny bohater? – bądź co bądź to on jest bogobojnych i bluźnierczych wspomnień kapitana Charlesa Rydera” narratorem.


Godfryd Komeda



____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Łzy podleśnego Guńkiewicza (Kto i po co płacze w „Echach leśnych” Stefana Żeromskiego?)

Sobota Wielkanocna, A.D. 2015

Fot. Adept

Echa leśne Żeromskiego, najlepsza nowela w polskiej literaturze,  zawiera syntezę problematyki narodowej ofiary.

Nieszczęśliwy Jan Rozłucki, dezerter z pułku stryja, dla spełnienia powstańczej powinności łamiący żołnierską przysięgę i z wyroku sądu polowego ginący  od salwy wczorajszych podkomendnych z fotografią synka w rękach, to przecież Wallenrod, Kordian, Ordon i Sowiński w jednej osobie – i jeszcze ojciec Janka Bohatyrowicza z powieści Orzeszkowej, z którym ostatnie pożegnanie tak niezatartym piętnem odcisnęło się w pamięci siedmioletniego wówczas synka.

Tragedia zdrady i patos heroicznej śmierci mieszają się tu z samotnością bojownika, o którym „wyrok wydał wróg potężny”, i z żalem ojca, pozostawiającego po sobie, i to w rękach wrogów, bezbronnego sierotę. Powstańcza decyzja młodego Jana Rozłuckiego spotyka się po latach z szyderczą repliką w drwiącym komentarzu stryja-odstępcy: „znaleziono kartę na stole z zawiadomieniem [...],«że wierny obowiązkowi dla swej ojczyzny» - i tym podobne brednie”1. Tym pogardliwym frazesem, który mógłby służyć za streszczenie argumentacji stronników „rozsądku” wszystkich pokoleń, generał Rozłucki zagłusza wyrzuty wytrwałego sumienia; strategia jego „autoterapii” w tym względzie zasługiwałaby może na osobną analizę.

Postacie i losy stryja i bratanka oczywiście skupiają na sobie uwagę czytelnika. A jednak Żeromski nie przypadkiem nadał narracji kształt dwustopniowy, a generałowi występującemu w roli narratora przydał grono słuchaczy w najwyższym stopniu reprezentatywnych i szczegółowo scharakteryzowanych. Warto się nimi zainteresować, podobnie jak całą sytuacją narracyjną związaną z opowiadaniem generała.

Wybór miejsca łatwo zrozumieć; zostaje on zresztą w tekście wprost wyjaśniony:

Echa ciosów [słyszalne na leśnej polanie, gdzie wokół ogniska zgromadzili się słuchacze Rozłuckiego] mknęły od góry do góry, od kniei do kniei, w dal czarną, w noc, we mgłę. Odbite, wypędzone, dalekie głosy drżały kędyś za światem i zza świata wołały. [...] Wszystek las łamał się i rozpadał, huczał wszystkimi drzewami świadectwo niezapomniane i żywym głosem z ciemności wzywał... [86-87]

Atmosfera nocnego biwaku stwarza idealny impuls do historyczno-osobistych wspomnień, a leśna świątynia nastraja do zadumy nad losem narodowego męczennika i do cichych rachunków sumienia. Słuchacze generała stają oko w oko z historycznym faktem i z prawdą o sobie samych, a my obcujemy z narodzinami i utrwalaniem się legendy. Tymczasem jednak pozostawmy na boku ten kapitalny problem, by skupić się na zachowaniach słuchaczy.

Dobre pojęcie o roli tych zachowań w konstrukcji noweli zyskalibyśmy czytając wyłącznie wyjęte z tekstu opisy póz, gestów i poruszeń osób zgromadzonych wokół ogniska. Oto początkowy ład audytorium ulega stopniowej destrukcji (wyróżnienia moje – SF):

Pan Generał Rozłucki siedział uroczyście na stołku składanym. [...] Po drugiej stronie ogniska, na pniaku z wzorową starannością zasłanym pledem, w gumowym płaszczu do samej ziemi, niby w ruchomym namiocie, kurczył się i wykrzywiał wzmiankowany wyżej geometra Knopf. Obok niego w rosochatych gałęziach wykrota przyniesionego przez strzelca niewygodnie tkwił podleśny Guńkiewicz piastując z pieczołowitością szklaneczkę araku z dodanymi dla pozoru dwiema łyżeczkami herbaty. [83]

Wzajemną hierarchię osób w obrębie tej statycznie upozowanej sceny podkreśla sposób traktowania obecnych przez generała:

Pisarza i wójta przy tej improwizowanej wieczerzy prawie nie dostrzegał [...]. Guńkiewicza zaszczycał od czasu do czasu słowem generalskim, z Knopfem – rozmawiał. [86]

Cały ten układ w zakończeniu noweli został zburzony. Po wysłuchaniu opisu egzekucji Jana nie kto inny, tylko niedostrzegany pisarz gminny indaguje generała: „...gdzie na przykład jest teraz ten mały syneczek, ów wtedy sześcioletni Piotruś?”. Knopf tymczasem jakby zapomniał o obecności dygnitarza, który przecież poprzednio z nim jednym rozmawiał, „zdjął czapkę i coś tam suchymi wargami do siebie szeptał”. Guńkiewicz zaś „grzebał patykiem w popiele ogniska, jakby pragnął pozakopywać sowite, pijackie łzy kapiące z jego oczu” [96].

Opowieść generała podziałała na zgromadzonych niczym gwałtowny podmuch, który by każdego rzucił w inną stronę. Początkowo dodawali do niej własne uwagi, pozwalające się zorientować, że każdy z nich miał swój udział w wydarzeniach powstania, teraz: „Zapanowała cisza” (przerwie ją dopiero pytanie pisarza). W tej ciszy każdy ze słuchaczy staje sam na sam wobec własnych wspomnień i wobec losu bohaterskiego „Rymwida”. I przynajmniej jeden na myśl o tym losie – płacze.

Nauczyciele nieraz polecają uczniom, by dopisali lub dopowiedzieli hipotetyczny dalszy ciąg losów postaci literackiej – lub w inny sposób doraźnie przekształcili dzieło pisarza.  W wypadku Ech leśnych podobne zadanie szczególnie dobrze odpowiadałoby strukturze tekstu. Zapytajmy na przykład, co by wynikło z zastąpienia znanej nam dobrze grupy słuchaczy generała przez inne osoby. Przypuszczenie, że mógłby on swój monolog skierować na przykład do grupy dam zgromadzonych w dworskim salonie, nie wydaje się bezsensowne: sytuacja przypominałaby wówczas tę, którą znamy z Grottgerowskich Żałobnych wieści.

 Artur Grottger, Polonia 1863. Żałobne wieści

Któraś z panien mogłaby efektownie zemdleć, w momencie opisu egzekucji rozległby się czyjś szloch... Rozwiązanie zupełnie logiczne. Ale Żeromski wybrał jeszcze logiczniejsze. Płacz wrażliwej panny byłby czymś zwyczajnym. Dopiero łzy twardego, mężczyzny-prostaka tworzą miarę wstrząsu doznanego przez słuchaczy. Opowieść generała poruszyła do głębi pijaka Guńkiewicza, żarłoka Olszakowskiego, dwuznacznego wójta Gałę...

Zapisała się też trwale w pamięci małoletniego wówczas narratora – skoro po latach pragnie i umie ją powtórzyć.

Bojownicy narodowej sprawy mogą ginąć – zdaje się mówić Żeromski – ale nie świadomość narodowego losu. Jej depozytariuszami są, chcą czy nie chcą, świadomie lub nie, wszyscy Polacy – szlachetnie urodzeni i prostacy, starzy i małoletni, bohaterowie i zdrajcy. W odkryciu tego znaczenia noweli pomagają pytania o gesty rąk, grymasy ust, jadłospis nocnej uczty i listę jej uczestników.

Stanisław Falkowski

1 S. Żeromski, Dzieła. Nowele. Powieści. Dramaty, oprac. tekstu S. Pigoń, t. 4, Warszawa 1973, s. 90. Dalsze cytaty według tego wydania (w nawiasie kwadratowym – numery stron).

Tekst jest zmienioną wersją szkicu z książki „Szlagiery” – inaczej (Warszawa 1991).

____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.