Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Wozinski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Wozinski. Pokaż wszystkie posty

Makowski vs. Wozinski: Powołanie

Środa po II Niedzieli Wielkiego Postu, A.D. 2015



Łukasz Makowski w odpowiedzi Jakubowi Wozinskiemu
Ciąg dalszy dyskusji o Deklaracji Wiary

Laudetur Iesus Christus!

Drogi Panie Jakubie!

Zmienić zawód każdy może – to prawda. Ale czy powinien?

Pewne zadania w życiu są każdemu człowiekowi „wyznaczone” – nie przez funkcjonariuszy państwowych, których działalności – podobnie jak Pan – szczerze nienawidzę; ale przez Pana Boga, Któremu i w Którego obaj wierzymy.


Pisze Pan:
Żaden pracownik urzędu skarbowego nie rodzi się urzędnikiem skarbowym, żaden poseł nie rodzi się posłem i tak samo żaden lekarz nie rodzi się lekarzem. Każdy z nas może zmieniać zawód: ja zmieniałem już kilkukrotnie. Prawdą jest, że wykonywanie zawodu lekarza wymaga dłuższego przygotowania, lecz gorąco apeluję o pozbycie się przekonania, iż w społeczeństwie istnieją osoby „przeznaczone do wykonywania zawodu lekarza” – to zwykły mit.

Otóż – z powołania Bożego – istnieją osoby „przeznaczone do wykonywania zawodu lekarza”. Ponieważ, podobnie jak my, funkcjonują w takiej właśnie, a nie innej rzeczywistości – w sytuacji konfliktu moralnego dotyczącego życiowej drogi (również zawodowej) decydują o tym, co jest lepsze i ważniejsze: czy realizacja POWOŁANIA Bożego do wykonywania danej pracy, czy powołania (również Bożego, jak mniemam) do budowania zdrowych, dobrowolnych, wyłącznie bezpaństwowych relacji z innymi ludźmi.

Pan również został przez Stwórcę do pewnych zadań powołany („przeznaczony” – w zdrowym, katolickim rozumieniu tego słowa). Być może między innymi do tego, aby Swoim pisarstwem otwierał Pan ludziom oczy na otaczającą ich rzeczywistość.
Rzeczywistość owa może obecnie skłaniać lekarza do podjęcia decyzji, że będzie (przynajmniej przez pewien czas) realizował swoje powołanie w ramach państwowego systemu medycznego. Dlaczego? Dlatego że za WIĘKSZE DOBRO uzna to, iż będzie bezpośrednio pomagał pacjentom, korzystając ze swojej wiedzy i umiejętności – niż to, że w (szlachetnej z pewnością i moralnie uzasadnionej) trosce o sprawiedliwość i budowanie społeczeństwa libertariańskiego, odrzuci powołanie do wykonywania lekarskiego fachu, zacznie pracować gdzie indziej, aby może po trzydziestu latach oszczędzania zacząć organizować własną, całkowicie prywatną klinikę. (Zdaje Pan Sobie również doskonale sprawę, że tych 30 lat braku styczności z chorymi na co dzień nie pozostanie bez wpływu na wiedzę i umiejętności tego doktora).

Zgoda co do tego, że „[ż]aden pracownik urzędu skarbowego nie rodzi się urzędnikiem skarbowym”, a „żaden poseł nie rodzi się posłem” – w tym sensie, że Pan Bóg nie obdarza nikogo powołaniem, które w swej istocie sprzeciwia się Jego przykazaniom. Ale w sensie Bożego powołania lekarz rodzi się, mając je już w siebie wpisane – gdyż istotą tego, do czego wzywa go Stwórca, jest leczenie ludzi, nie zaś (jak w przypadku urzędnika skarbówki albo posła) okradanie ich.
„Pierwéj, niźlim cię utworzył w żywocie, znałem cię: i pierwéj, niżeliś wyszedł z żywota, poświęciłem cię” (Jer 1, 5) – jak powiada Pismo.
A jak doskonale zdaje Pan sobie sprawę, każdy odpowie przed Panem Bogiem za to, czy powierzone sobie talenty pomnożył, czy zakopał w ziemi.


Dalej pisze Pan:
Proszę się nie bać: zmieniając swój zawód na inny, lekarze wcale nie przyczyniliby się do żadnej katastrofy. Załóżmy, że pewnego dnia wszyscy obecni polscy lekarze zostają przekonani do libertarianizmu i przenoszą się z dnia na dzień do innych zawodów. Taka sytuacja wcale nie pociągnęłaby za sobą katastrofy, lecz wymusiłaby konkretne zmiany. Państwo musiałoby zapewne zatrudniać lekarzy z innych krajów i, ponosząc przez to wyższe koszty, poważnie zastanowiłoby się nad całkowitym wycofaniem się z rynku zdrowotnego.

Gdyby państwo wycofywało się z nierentownych dziedzin własnej działalności, już całe wieki temu wycofałoby się ze wszystkiego i przywykło do nieistnienia jak Czmur z poematu Leśmiana. Jest dokładnie na odwrót. Państwo najpewniej powołałoby Ministerstwo Ocalenia Zdrowia z tysiącem nowych etatów...

To, czego się obawiam (i czego wyrazem jest nasza dyskusja), to niesprawiedliwe oskarżanie sygnatariuszy Deklaracji wiary o istotny (podkreślam to słowo, gdyż – jak sam Pan przyznaje – „[m]inimalną współpracę [z państwem] podejmuje każdy, gdyż wszyscy żyjemy w świecie zarządzanym totalitarnie przez państwo”) współudział w „jednym wielkim systemie eugeniczno-eutanazyjnym”.

I nie uwierzę, że mógłby Pan stwierdzić, iż lepiej postępuje człowiek, który decyduje się zatrudnić w prywatnej mordowni dzieci nienarodzonych (np. „klinice” zajmującej się in vitro; w Polsce obecnie takie działają) niż zatrudniony w państwowym szpitalu lekarz, który w swej pracy niezachwianie dochowuje wierności przysiędze Hipokratesa.


Twierdzi Pan, że
Polska wyszła z komunizmu właśnie dlatego, że ogromna część społeczeństwa nie poszła z państwem na współpracę: nie donosiła, nie pracowała dla bezpieki. W taki właśnie sposób należy walczyć z obecnością państwa na rynku zdrowia: ogłosić swoją secesję z niego. Przede wszystkim poprzez odmowę prac dla Lewiatana.

Otóż Polska z komunizmu nie wyszła, lecz tkwi w nim po uszy, chociaż ów komunizm przebrał się w garnitury, przesiadł do nowszych modeli samochodów i już nie tak jawnie i nie tak masowo morduje przeciwników.
Odmowa prac dla Lewiatana, secesja, możliwie duża samowystarczalność – to wszystko cenne i dobre moralnie kierunki działania. Istnieją jednak priorytety.


W jednej z poprzednich odsłon naszej polemiki napisał Pan:
Największy problem z Deklaracją wiary polega na tym, iż stwarza wrażenie jakoby największym problemem związanym z aborcją, eutanazją, czy też zabiegami in vitro było nie państwo, lecz te, czy inne ideologie wpływające na jego kształt. Sprawia to ostatecznie, że Deklaracja sama wpisuje się w ideologiczny spór o władzę w państwie, przesuwając linie frontu walki na odcinek wykorzystania środków przymusowo zabieranych obywatelom.

Tymczasem zarówno prawo naturalne, jak i prawo boskie wymagałyby, aby środki na usługi medyczne i zdrowotne wydawał każdy sam wedle własnego uznania. W społeczeństwie, o które walczą libertarianie, każdy człowiek sam wybierałby sobie lekarzy, a lekarze pracodawców, którzy spełnialiby określone normy światopoglądowe.

Pobudzony Pańskimi uwagami postanowiłem wrócić do korzeni naszego sporu i przeczytać Deklarację raz jeszcze. Otóż nie ma w niej o państwie ani słowa – bo nie tego ona dotyczy! Oczywiście, Deklaracja powstała w pewnych konkretnych okolicznościach – niemniej jednak jej lektura skłania po raz kolejny do stwierdzenia, że może ją podpisać każdy lekarz; zarówno zatrudniony w firmie państwowej, jak i prywatnej – zarówno w rzeczywistości skażonej etatyzmem, jak w anarchii.

(Nie wiem zresztą, czy doszukiwanie się niemal wszędzie i zawsze „państwa” nie jest czasem objawem lekkiej libertariańskiej obsesji – wskutek której zbyt często szukamy „państwa” tam, gdzie go nie ma, albo nadmiernie koncentrujemy się na jego szkodliwej działalności; zamiast poświęcać więcej energii rozpowszechnianiu dobrych nowin o tym, że komuś udaje się działać moralnie i skutecznie w zniewalanej dziś przez funkcjonariuszy państwowych rzeczywistości).

Sugeruje Pan, że „największym problemem związanym z aborcją, eutanazją, czy też zabiegami in vitro” jest państwo. Myli się Pan. Największym problemem związanym z aborcją, eutanazją, czy też zabiegami in vitro nie jest państwo, ale podejmowane przez poszczególnych ludzi decyzje dotyczące tego, czy przyjmują i respektują w tym zakresie Prawo Boże i naturalne, którego wyrazem jest nauka Kościoła, czy też je odrzucają.

Odpowie Pan może: „No właśnie – właściwie rozumiane Prawo Boże i naturalne skłaniają do zaniechania współpracy z państwem”. I w sensie idealnego kształtu relacji społecznych i moralnego wymogu wyłącznie dobrowolnego finansowania służby zdrowia absolutnie się z Panem zgodzę.

Zwrócę jedynie uwagę na to, że – dążąc do ideału – działamy realistycznie w świecie istniejącym. Dlatego podejmujmy roztropne decyzje „taktyczne” i nie zamykajmy oczu na najistotniejsze z punktu widzenia wiecznego losu każdego człowieka konsekwencje wyboru dobra lub zła (konsekwencje owe zaś to niebo albo piekło), skupiając się na niesłusznie wysuwanym na pierwszy plan schemacie „prywatne – państwowe”.

Czy naprawdę uważałby Pan za lepszą taką sytuację, gdy pracownicy szpitali działających na całkiem wolnym rynku dokonują w nich regularnie zamachów na życie człowieka (bo takie jest ideologiczne założenie ich właścicieli i pracowników) – ale wszystko jest prywatne!, czy taką, gdy przy współistnieniu szpitali prywatnych i państwowych indywidualne decyzje ich pracowników powodują, że nie morduje się nikogo?

Można starania o nawrócenie ludzi na jedyną prawdziwą wiarę oraz o wypływający z przykazań Bożych anarchistyczny ideał połączyć. Z pewnością jednak należy zdawać sobie sprawę z hierarchii spraw: anarchia – by powtórzyć za kolegą z łamów – nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna; łaska Boża i dobre uczynki w niedoskonałym świecie – owszem.

Właściwa kolejność jest taka: najpierw ludzie powinni się nawrócić i wskutek właściwego odczytania Bożych przykazań doprowadzić swoim postępowaniem do zaniku państwa; nie zaś doprowadzać do zaniku państwa (jako priorytetu), a potem się zobaczy.

Z punktu widzenia dziecka dalsza perspektywa libertariańskiej rzeczywistości, do której sprawiedliwie dążymy, ma wartość nieporównywalnie mniejszą niż to, czy dziś i teraz inni ludzie „pozwolą” mu się urodzić i samemu podejmować decyzje, które ostatecznie zaważą na tym, czy podczas sądu szczegółowego i ostatecznego znajdzie się po stronie owiec, czy kozłów.


Pisze Pan, iż odnosi wrażenie, jakbym lekceważył „prawdziwe konsekwencje istnienia państwowej służby zdrowia”, która stanowi „jeden wielki system eugeniczno-eutanazyjny”. Pańska obserwacja natury systemu jest zapewne słuszna; jednak w istocie słowa „system” czy „państwo” opisują pewne grupy ludzi decydujące się działać w określony sposób. Patrząc zaś na uczciwych lekarzy i ich codzienną pracę (również w szpitalach państwowych), trudno oprzeć się wrażeniu, że kieruje Pan w ich stronę ostrze zbyt ciężkiej krytyki; szczególnie że, jak sam Pan przyznaje, czynią to, co czynią, „chyba nieświadomie”.

Spójrzmy raz jeszcze na punkty czwarty i piąty Deklaracji:
4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie [podkr. ŁM] jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.
5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim

W świetle tych słów można właściwie Deklarację wiary nazwać roboczo Deklaracją Katolickiej Anarchii.
Może w związku z tym osoby, które ją podpisały zasługują raczej na nasze wsparcie i wyrazy szacunku z racji okazanego męstwa (wie Pan doskonale, z jaką nienawiścią spotkali się sygnatariusze ze strony wrogów Kościoła i etatystów) niż na stawianie ich w jednym rzędzie z mordercami?

(Jeszcze uwaga z zakresu praktyki działania: Czy zaradzimy złu, namawiając chirurgów, żeby zajęli się piekarstwem? Może też piekarzowi łatwiej się wyśliznąć spomiędzy macek systemu, bo wykonuje sto razy mniej skomplikowane działania?)


W Pańskim tekście czytamy:
Pyta Pan, czy jest mi obojętne to, kto będzie leczył mnie i moją rodzinę. Oczywiście, że nie jest mi to obojętne. Jednakże obawiam się, że dziś zwyczajnie nie mam wyboru. Od ok. 200 lat państwo sprawuje monopol w zakresie przyznawania licencji na prowadzenie działalności medycznej – w związku z tym każdy lekarz jest dziś, mniej lub bardziej, uwikłany w system.

Sformułuję jeszcze jedno pytanie: czy naprawdę nie widzi Pan różnicy między „uwikłanym w system” człowiekiem, który morduje ludzi (aborcje, transplantacje organów nieparzystych) i „bawi się” w Pana Boga (in vitro) – a (również „uwikłanym w system”) lekarzem-katolikiem, który powierzonych swej pieczy pacjentów leczy?
A może różnica ta jest w Pańskich oczach tak drobna, że właściwie niedostrzegalna i godna pominięcia?

Dzięki powstaniu i publicznemu ogłoszeniu Deklaracji ma Pan – podobnie jak każdy inny – wybór i jasną wskazówkę, czy osoba, której powierzy Pan zdrowie (a może i życie) Swoje lub Swoich najbliższych, będzie działać z dobrymi intencjami.
Jestem sygnatariuszom Deklaracji serdecznie wdzięczny za to, że dali nam taką możliwość.

Teraz, być może, nadszedł czas na rozpoczęcie nowej debaty: Jak stworzyć alternatywny rynek usług medycznych – i uniknąć aresztowania za działanie bez licencji? A może zamiast na ten temat dyskutować należałoby – w duchu agoryzmu – od razu zająć się tym w praktyce?

Z pozdrowieniami
Łukasz Makowski

P.S. Napisał Pan o Polsce jako „kraju, w którym odsetek wierzących jest tak znaczny”. Jeśli kraj katolicki zdefiniujemy jako taki, w którym ponad połowa mieszkańców wyznaje wiarę zgodnie z literą i duchem Tradycji Kościoła (czyli bez żadnych odstępstw), to w imię prawdy z bólem stwierdzamy, że Polska wcale nim nie jest.



DEKLARACJA WIARY
Lekarzy katolickich i studentów medycyny
w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej

Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku...

1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.
2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
- ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
- moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga.
Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.
3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.
4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.
5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim
- aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji,
- potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.
6. UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

„Wysokim uznaniem darzymy tych lekarzy i członków służby zdrowia, którzy w pełnieniu swojego zawodu ponad wszelką ludzką korzyść przenoszą to, czego wymaga od nich szczególny wzgląd na chrześcijańskie powołanie. Niech niezachwianie trwają w zamiarze popierania zawsze tych rozwiązań, które zgadzają się z wiarą i prawym rozumem oraz niech starają się dla tych rozwiązań zjednać uznanie i szacunek ze strony własnego środowiska. Niech ponadto uważają za swój zawodowy obowiązek zdobywanie w tej trudnej dziedzinie niezbędnej wiedzy, aby małżonkom zasięgającym opinii, mogli służyć należytymi radami i wskazywać właściwą drogę, czego słusznie i sprawiedliwie się od nich wymaga.”
Paweł VI, Humanae vitae, 27.


Dokument został opublikowany 5 marca 2014 przez Wandę Półtawską. Do 19 sierpnia 2014 r. podpisało go 3860 lekarzy i studentów medycyny.

Crossover: Między nami anarchistami/Akcje – redakcje – reakcje: Jakub Wozinski o służbie zdrowia raz jeszcze

Wtorek po Niedzieli Pięćdziesiątnicy, A.D. 2015


Ciąg dalszy dyskusji między Jakubem Wozinskim a Łukaszem Makowskim

Panie Łukaszu,

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Skłania mnie ona do zabrania głosu po raz kolejny.

Przede wszystkim, pozwolę sobie nie zgodzić się z twierdzeniem, iż „lekarze nie mają szans na realną konfrontację”. Otóż mają. Tak jak pozostałych państwowych urzędników, absolutnie nikt nie zmusza ich do pracy dla państwa. Żaden pracownik urzędu skarbowego nie rodzi się urzędnikiem skarbowym, żaden poseł nie rodzi się posłem i tak samo żaden lekarz nie rodzi się lekarzem. Każdy z nas może zmieniać zawód: ja zmieniałem już kilkukrotnie. Prawdą jest, że wykonywanie zawodu lekarza wymaga dłuższego przygotowania, lecz gorąco apeluję o pozbycie się przekonania, iż w społeczeństwie istnieją osoby „przeznaczone do wykonywania zawodu lekarza” – to zwykły mit.

Proszę się nie bać: zmieniając swój zawód na inny, lekarze wcale nie przyczyniliby się do żadnej katastrofy. Załóżmy, że pewnego dnia wszyscy obecni polscy lekarze zostają przekonani do libertarianizmu i przenoszą się z dnia na dzień do innych zawodów. Taka sytuacja wcale nie pociągnęłaby za sobą katastrofy, lecz wymusiłaby konkretne zmiany. Państwo musiałoby zapewne zatrudniać lekarzy z innych krajów i, ponosząc przez to wyższe koszty, poważnie zastanowiłoby się nad całkowitym wycofaniem się z rynku zdrowotnego.

Naszymi decyzjami o niepodejmowaniu pewnego rodzaju prac możemy zdziałać o wiele więcej, niż się nam wydaje. Jako przykład niech posłuży nam chociażby los Polski po II wojnie światowej. Polska wyszła z komunizmu właśnie dlatego, że ogromna część społeczeństwa nie poszła z państwem na współpracę: nie donosiła, nie pracowała dla bezpieki. W taki właśnie sposób należy walczyć z obecnością państwa na rynku zdrowia: ogłosić swoją secesję z niego. Przede wszystkim poprzez odmowę prac dla Lewiatana.

Co do „opływania w luksusy”, odnosiłem się do powszechnie znanego życia stanu lekarskiego ponad stan. To właśnie przez horrendalnie wysokie pensje lekarskie zadłuża się kolejne szpitale w Polsce. Oczywiście, znam także osobiście niejednego lekarza, który żyje relatywnie skromnie. Niemniej jednak uśredniając zarobki tej niewątpliwie uprzywilejowanej grupy zawodowej mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że lekarze opływają w luksusy.

Odnoszę także wrażenie, że całkowicie lekceważy Pan prawdziwe konsekwencje istnienia państwowej służby zdrowia. Od kilku dobrych lat głoszę publicznie tezę, iż państwowa kontrola w zakresie służby zdrowia to tak naprawdę jeden wielki system eugeniczno-eutanazyjny. Poprzez ograniczanie lub likwidowanie rynku w zakresie świadczenia usług, produkcji leków, udzielania pozwoleń, opłacania ubezpieczeń zdrowotnych oraz budowy placówek medycznych państwo tak naprawdę przyczynia się do setek, jeśli nie milionów zgonów oraz jeszcze większej liczby zachorowań rocznie. Jak pisał ekonomista Ludwig von Mises, każda interwencja w rynek skutkuje zakłóceniami w najbardziej efektywnej alokacji zasobów. Te błędy w alokacji zasobów, których przyczyną jest państwo, przekładają się na kolejki w szpitalach, gorszą jakość usług, braki kadrowe, przywileje branżowe itd. Państwowa służba zdrowia to wielka machina niosąca śmierć i chorobę – nieco więcej o tym napisałem w swojej najnowszej książce pt. To nie musi być państwowe.

Pyta Pan, czy jest mi obojętne to, kto będzie leczył mnie i moją rodzinę. Oczywiście, że nie jest mi to obojętne. Jednakże obawiam się, że dziś zwyczajnie nie mam wyboru. Od ok. 200 lat państwo sprawuje monopol w zakresie przyznawania licencji na prowadzenie działalności medycznej – w związku z tym każdy lekarz jest dziś, mniej lub bardziej, uwikłany w system. Pan zapewne odnosi się do aborcji i całkowicie Pana rozumiem. Ale czy zgony wszystkich tych, którzy odeszli przedwcześnie w wyniku zaniedbań i niszczenia rynku zdrowia przez państwo są mniej ważne?

Z pozdrowieniami
Jakub Wozinski

Między nami anarchistami: Wozinski vs. Makowski o „Deklaracji wiary”

W środę w Oktawie Bożego Narodzenia, A.D. 2014


Projekt i wykonanie logo: Sztukmistrz


Przedmiot naszej dyskusji:

DEKLARACJA WIARY
Lekarzy katolickich i studentów medycyny
w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej

Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku...

1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.
2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
- ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
- moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga.
Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.
3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.
4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.
5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim
- aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji,
- potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.
6. UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

„Wysokim uznaniem darzymy tych lekarzy i członków służby zdrowia, którzy w pełnieniu swojego zawodu ponad wszelką ludzką korzyść przenoszą to, czego wymaga od nich szczególny wzgląd na chrześcijańskie powołanie. Niech niezachwianie trwają w zamiarze popierania zawsze tych rozwiązań, które zgadzają się z wiarą i prawym rozumem oraz niech starają się dla tych rozwiązań zjednać uznanie i szacunek ze strony własnego środowiska. Niech ponadto uważają za swój zawodowy obowiązek zdobywanie w tej trudnej dziedzinie niezbędnej wiedzy, aby małżonkom zasięgającym opinii, mogli służyć należytymi radami i wskazywać właściwą drogę, czego słusznie i sprawiedliwie się od nich wymaga.”
Paweł VI, Humanae vitae, 27.

Dokument został opublikowany 5 marca 2014 przez Wandę Półtawską. Do 19 sierpnia 2014 r. podpisało go 3860 lekarzy i studentów medycyny.



Pusta deklaracja

Treść Deklaracji wiary odnosi się przede wszystkim do kwestii, które powszechnie uchodzą za najbardziej kontrowersyjne w lekarskim zawodzie. Wskazując, że to Bóg jest dawcą życia i śmierci, sygnatariusze Deklaracji stwierdzają, że nie zamierzają przyczyniać się do aborcji, eutanazji, czy też popierania antykoncepcji oraz zabiegów in vitro. Dokument stwierdza, iż lekarze-katolicy mają prawo do „sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem” oraz że mają prawo „wymagać szacunku dla swoich poglądów”.

Z wielu względów można się dziwić, że tego typu deklaracja powstała dopiero teraz, gdyż wspomniane w niej praktyki są niezwykle powszechne w kraju, w którym odsetek wierzących jest tak znaczny. Największy problem z Deklaracją pojawia się dopiero wówczas, gdy pada w niej sformułowanie, iż „prawo Boże posiada pierwszeństwo nad prawem ludzkim”, co nakazuje sygnatariuszom odrzucić „antyhumanitarne ideologie współczesnej cywilizacji”. W tym bowiem momencie nasuwa się pytanie, dlaczego wierzący lekarze czują się zobowiązani zastosować prawo Boże w dziedzinie aborcji czy też eutanazji, lecz całkowicie ignorują je np. w kwestii obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego, czy też istnienia państwowych jednostek tzw. Służby zdrowia.

W naszych czasach każde odwołanie do prawa Bożego (czy też naturalnego) cieszy podwójnie, gdyż niemal cała ludzkość żyje tak, jak gdyby prawo mogło stanowić wyłącznie państwo. Akceptacja dla Lewiatana stanowi jednak policzek wymierzony prawu naturalnemu, gdyż instytucja ta w samej swej istocie stanowi wykroczenie przeciwko prawu naturalnemu i boskiemu zarazem. Co prawda ludzie od zawsze tłumaczą sobie, że jest inaczej i że przy pomocy rozmaitych mechanizmów udziału we władzy mogą kształtować państwo zgodnie z wymogami wiecznych praw, lecz niezmiennie pozostaje to wyrazem myślenia życzeniowego.

Prawo „boskie”, do którego odwołuje się Deklaracja, nie znajduje niestety według jej autorów zastosowania do samego systemu państwowej służby zdrowia. Wierzących lekarzy – beneficjentów państwowego monopolu w dziedzinie przyznawania tytułów zawodowych – nie oburza, zdaje się, fakt, iż każdy pracujący człowiek w Polsce jest obłożony podatkiem na rzecz utrzymywania liczącej prawie milion osób kasty pracowników państwowych służb medycznych. Wierzących-lekarzy – beneficjentów utrzymywanego z podatków kompleksu szpitali i przychodni – nie oburza wcale fakt, iż połowa lekarzy zarabia nawet do dwukrotności średniej krajowej, a ich płace nie podlegają wycenie rynku.

Sygnatariusze oraz pomysłodawcy Deklaracji chyba nieświadomie całkowicie ignorują fakt, że tak naprawdę uczestniczą w wielkim projekcie eugenicznym. Pomimo deklarowania chęci wypełniania obowiązku strzeżenia ludzkiego życia i zdrowia, w rzeczywistości przyczyniają się nieustannie do zwiększonej liczby zachorowań, powikłań oraz zgonów wszystkich tych, którzy muszą korzystać z państwowej służby zdrowia. Wierzący lekarze najprawdopodobniej nie zdają sobie sprawy z tego, że pobierane przez państwo przymusowe składki przyczyniają się do ogromnego marnotrawstwa, nadużyć oraz sprawiają, że środki na usługi medyczne wykorzystywane są w nieefektywny sposób, gdyż Lewiatanowi nie jest dane skorzystać z dobrodziejstw rynkowej alokacji zasobów.

Deklaracja przywołuje „niehumanitarne ideologie współczesności”, lecz gdyby jej autorzy uważnie prześledzili dzieje usług zdrowotnych wówczas zorientowaliby się, iż państwowa służba zdrowia wywodzi się z czasów oświeceniowego absolutyzmu, który posiada niewiele cech wspólnych z nauką Chrystusa. Wielki system eugeniczny, którym jest państwowa służba zdrowia, pochłania co roku tysiące istnień ludzi czekających w kolejce na zabiegi lub też niewłaściwie leczonych ze względu na brak właściwych bodźców rynkowych, które w normalnym świecie nakazywałyby lekarzom prawdziwą walkę o życie i zdrowie pacjentów.

Największy problem z Deklaracją wiary polega na tym, iż stwarza wrażenie jakoby największym problemem związanym z aborcją, eutanazją, czy też zabiegami in vitro było nie państwo, lecz te, czy inne ideologie wpływające na jego kształt. Sprawia to ostatecznie, że Deklaracja sama wpisuje się w ideologiczny spór o władzę w państwie, przesuwając linie frontu walki na odcinek wykorzystania środków przymusowo zabieranych obywatelom.

Tymczasem zarówno prawo naturalne, jak i prawo boskie wymagałyby, aby środki na usługi medyczne i zdrowotne wydawał każdy sam wedle własnego uznania. W społeczeństwie, o które walczą libertarianie, każdy człowiek sam wybierałby sobie lekarzy, a lekarze pracodawców, którzy spełnialiby określone normy światopoglądowe.

Jakub Wozinski



List Łukasza Makowskiego do Jakuba Wozinskiego

Laudetur Iesus Christus!

Szanowny Panie!

Przeczytałem z zainteresowaniem i ze smutkiem Pański artykuł pt. Pusta deklaracja.

Zarzuca Pan sygnatariuszom Deklaracji wiary, że nie krytykują instytucji państwa jako takiej. Twierdzi Pan też, iż „uczestniczą w wielkim projekcie eugenicznym” i ocenia ich jako (nieświadomych może) współsprawców śmierci pacjentów.

Deklaracja, będąca publicznym wyznaniem wiary lekarzy katolickich, o państwie nie wspomina ani słowem i równie dobrze może zostać podpisana przez lekarzy prowadzących prywatną praktykę. Sygnatariusze odnoszą się do narzucanych obecnie przez funkcjonariuszy państwowych przepisów, licząc się z tym, jakie są realia, i domagają tego minimum, jakim jest prawo do odmowy uczestnictwa w bezpośrednim szkodzeniu pacjentom.

Proszę, aby uczciwie odpowiedział Pan na pytania:
Czy zdarza się Panu korzystać z państwowych dróg i chodników?
Czy zdarza się Panu jeździć komunikacją państwową?
Czy zarejestrował Pan Swoje dziecko w urzędzie państwowym?
Czy zdarza się Panu złożyć deklarację podatkową?
Czy zdarza się Panu kupić coś w sklepie, który współuczestniczy w sankcjonowanej przez państwo kradzieży poprzez dodawanie do cen podatku?
Czy Pańskie małżeństwo (które jest nim ze względu na to, że zatwierdził je swą powagą Kościół) zostało za Pańską wiedzą i zgodą zarejestrowane w urzędzie państwowym?

Czy udzielenie przez Pana odpowiedzi „tak” na którekolwiek z powyższych pytań stanowi wystarczającą podstawę do oskarżenia Pana o współudział w działalności najbardziej zbrodniczej organizacji w dziejach ludzkości, jaką jest państwo? Moim zdaniem nie.

Po prostu oprócz tego, że jesteśmy wolnościowcami i wiemy, jak powinno być – jesteśmy realistami i liczymy się z tym, jak jest. To oznacza, że potrafimy właściwie ustawić hierarchię wartości i w imię większego dobra oraz zdrowego rozsądku ponosić tymczasem jakąś ofiarę, właśnie licząc się z realiami.

Uczciwie pracujący w Polsce lekarz-katolik koncentruje się na tym, aby leczyć pacjentów – i zarzucanie mu uczestnictwa w „wielkim projekcie eugenicznym”, czyli właściwie oskarżanie o współudział w zbrodni, to błędna ocena sytuacji.

Jeśli chodzi o praktyczną stronę zagadnienia: zdaje Pan sobie sprawę, że gdyby lekarze-katolicy gremialnie odmówili np. jutro jakiejkolwiek formy współpracy z państwem, to jednak pacjentów poszkodowanych wskutek takiego kroku byłoby przypuszczalnie więcej, niż gdyby wszyscy ci lekarze z nagła nie zrezygnowali? (To argument z efektywności – absolutnie nierozstrzygający, niemniej pokazujący pewną rzeczywistość).

Pański artykuł to strzał do własnej bramki również pod względem „taktycznym”. Zamiast zachęcić osoby, które uznają „pierwszeństwo prawa Bożego przed prawem ludzkim” do głębszego przyjrzenia się konsekwencjom swojej deklaracji, dostrzec wagę oraz odwagę ich gestu w społeczeństwie tylko nominalnie katolickim i tym sposobem zrobić wstęp do zaprzyjaźnienia ich z ideami wolnościowymi, bezpardonowo je Pan atakuje, stawiając się, nolens volens, w szeregu wszystkich tych kapłanów nienawiści, którzy z furią się na nich rzucili (z innych powodów co prawda, ale jednak).

Podstawą sprawiedliwości i ładu społecznego jest wiara katolicka.

Tomasz Gabiś opisał w artykule Uporządkowana anarchia rozmaite rodzaje „polis” w ramach jednej z wizji społeczności wolnościowej:

[P]olis monokulturalne, zamieszkane wyłącznie przez ludzi o jednej, mocnej i „czystej” tożsamości oraz polis multikulturalne zamieszkane przez ludzi o różnych tożsamościach, polis homogeniczne pod względem kulturowym, narodowym, rasowym, religijnym, etnicznym, seksualnym etc. i polis zróżnicowane, pełne rasowych i narodowych „mieszańców”, światopoglądowych synkretystów, transseksualistów, ludzi o tożsamościach hybrydalnych, rozmytych i problematycznych, i wreszcie polis zamieszkane wspólnie i zgodnie przez „czystych” i „mieszańców”.

Wizja przedstawiona przez Gabisia pokazuje, że libertarianizm bez Kościoła i wiary prowadzi z łatwością do wieży Babel.

Tymczasem np. zamachom na życie człowieka trzeba się zawsze przeciwstawiać – jeśli potrzeba: z użyciem przemocy (nawet jeśli wszyscy mieszkańcy sąsiedniej polis akceptują np. zabijanie nienarodzonych).

Warunek minimum, który stanowiłby dobrą podstawę do dalszych wolnościowych przemian w każdym społeczeństwie, to powszechne uznanie, że nie wolno mordować niewinnych ludzi (aborcja, eutanazja, konsekwencje in vitro) – i to postulują sygnatariusze Deklaracji. Idą oni zresztą jeszcze dalej i głębiej: bo mówią słusznie o wrogości wobec dziecka (antykoncepcja); o tym, czym jest małżeństwo i rodzicielstwo.

W pierwszej bowiem kolejności należy skupić się na nawracaniu ludzi na prawdziwą wiarę. To właśnie czynią sygnatariusze Deklaracji, wskazując do czego wiara ich motywuje, a na co nie pozwala.

In Christo
Łukasz Makowski



Odpowiedź Jakuba Wozinskiego

Panie Łukaszu,

Dziękuję za Pańskiego maila oraz za wyrażone w nim uwagi odnośnie do mojego tekstu.

Pozwolę sobie się nie zgodzić z Pana argumentacją. Przede wszystkim, to, iż korzystam z państwowych chodników, ulic itd. świadczy tylko i wyłącznie o tym, że jestem tak naprawdę więźniem państwa, które nie umożliwia mi normalnego życia. Dokonuję także szeregu innych czynności, na które nie wyrażam zgody, lecz w chwili obecnej nie ma żadnych realnych szans na otwartą konfrontację z państwem. Dlatego właśnie podejmuję działalność publicystyczną i agitatorską na rzecz osłabienia państwa poprzez wspieranie wszelkiego rodzaju autonomii i ruchów separatystycznych. Właśnie w tym upatruję największą szansę na pokonanie wroga, czyli Lewiatana. 

Natomiast co się tyczy zakresu współpracy z Lewiatanem, możliwych jest szereg różnych rozwiązań. Minimalną współpracę podejmuje każdy, gdyż wszyscy żyjemy w świecie zarządzanym totalitarnie przez państwo. Natomiast istnieje różnica między korzystaniem w stopniu minimalnym, a opływaniem dzięki państwu w luksusach (lekarze to grupa bardzo uprzywilejowana, zarabiająca świetnie).

Niech Pan zwróci uwagę, że nikt lekarzy nie zmusza przecież do bycia lekarzami w państwowej służbie zdrowia. W Polsce można uprawiać szereg innych zawodów. Moją profesją jest publicystyka i filozofia, a jednak wcale nie czuję się zmuszony pracować na państwowym uniwersytecie, ani też pisać teksty wyrażające akceptację dla państwa w jednym z dobrze płatnych pism – w tej chwili robię to na zasadzie pół-wolontariatu, bo wierszówki w pismach, do których piszę, nie należą do wysokich. 
Według mnie złudzeniem jest myślenie, że ktoś urodził się, by być lekarzem lub profesorem, i dlatego musi pracować dla państwa. To bardzo wygodny sposób myślenia, ale nieprawdziwy. Od kilku lat pracuję w różnych branżach (od call center po biura nieruchomości itd.) i doskonale wiem, co to znaczy żyć w zgodzie ze swoimi poglądami i nikt mi nigdy nie powie, że jest „zmuszony” pracować dla państwa i przy okazji zbijać z tego powodu kokosy.

Problem z lekarzami podpisującymi Deklarację polega, tak jak napisałem, na tym, że sprzeciwiają się zabójstwom (aborcji, eutanazji, in vitro) tylko częściowo, bo państwowy system zdrowotny to jedno wielkie morderstwo. To właśnie od tego trzeba zacząć, żeby ludzie zrozumieli dlaczego prawo do życia jest tak nagminnie łamane. Bez zrozumienia kluczowej roli państwa możemy się bić w tym zakresie z lewicą przez całe wieki bez efektów. 

Wieży Babel się nie obawiam, bo ona dziś już istnieje. Proszę zwrócić uwagę, ilu bezbronnych ludzi się dziś morduje. Niestety, bardzo często przy współudziale wierzących, którzy nie rozumieją, że poza Bogiem nie może być żadnego bóstwa, którym jest dziś Lewiatan.

Pozdrawiam
Jakub Wozinski


I replika Łukasza Makowskiego:

> Dziękuję serdecznie za odpowiedź i przytaczam jeszcze kilka argumentów.

Pozwolę sobie się nie zgodzić z Pana argumentacją. Przede wszystkim, to, iż korzystam z państwowych chodników, ulic itd. świadczy tylko i wyłącznie o tym, że jestem tak naprawdę więźniem państwa, które nie umożliwia mi normalnego życia. Dokonuję także szeregu innych czynności, na które nie wyrażam zgody, lecz w chwili obecnej nie ma żadnych realnych szans na otwartą konfrontację z państwem.
> I tak samo bywa w przypadku wielu lekarzy, którzy nie mają realnych szans na otwartą konfrontację i zamiast tego koncentrują się na tym, aby leczyć.

Natomiast co się tyczy zakresu współpracy z Lewiatanem, możliwych jest szereg różnych rozwiązań. Minimalną współpracę podejmuje każdy, gdyż wszyscy żyjemy w świecie zarządzanym totalitarnie przez państwo. Natomiast istnieje różnica między korzystaniem w stopniu minimalnym, a opływaniem dzięki państwu w luksusach (lekarze to grupa bardzo uprzywilejowana, zarabiająca świetnie). 
> „Opływanie w luksusach” – co rozumie Pan pod tym pojęciem? Osobiście znam uczciwych lekarzy, którzy – według mojej oceny, bo potrzebujemy ustalić wspólne kryteria „opływania w luksusy” – w luksusy nie opływają; może właśnie dlatego, że są uczciwi.

Niech Pan zwróci uwagę, że nikt lekarzy nie zmusza przecież do bycia lekarzami w państwowej służbie zdrowia. W Polsce można uprawiać szereg innych zawodów.

> Istnieje coś takiego jak powołanie. Jest też powołanie do bycia lekarzem. Nie ma powołania do bycia lekarzem państwowym, ale są takie okoliczności, które przemawiają za tym, aby podjąć pracę na takim stanowisku zamiast np. dać rodzinie umrzeć z głodu. Ponadto: lekarz w imię fałszywie rozumianych zasad i mając błędną hierarchię wartości mógłby odrzucić swoje powołanie (które dał mu Pan Bóg) i mając do wyboru albo pracować jako lekarz państwowy, który jako katolik ratuje życie ludzkie i postępuje zgodnie z nauką Kościoła, albo, powiedzmy, w call center, wybrać call center.


Moją profesją jest publicystyka i filozofia, a jednak wcale nie czuję się zmuszony pracować na państwowym uniwersytecie, ani też pisać teksty wyrażające akceptację dla państwa w jednym z dobrze płatnych pism – w tej chwili robię to na zasadzie pół-wolontariatu, bo wierszówki w pismach, do których piszę, nie należą do wysokich. 
Według mnie złudzeniem jest myślenie, że ktoś urodził się, by być lekarzem lub profesorem, i dlatego musi pracować dla państwa. To bardzo wygodny sposób myślenia, ale nieprawdziwy. Od kilku lat pracuję w różnych branżach (od call center po biura nieruchomości itd.) i doskonale wiem, co to znaczy żyć w zgodzie ze swoimi poglądami i nikt mi nigdy nie powie, że jest „zmuszony” pracować dla państwa i przy okazji zbijać z tego powodu kokosy. 
> Nadal odnoszę nieodparte wrażenie, iż niezbyt orientuje się Pan w finansowych realiach życia uczciwego lekarza-katolika...

Problem z lekarzami podpisującymi Deklarację polega, tak jak napisałem, na tym, że sprzeciwiają się zabójstwom (aborcji, eutanazji, in vitro) tylko częściowo, bo państwowy system zdrowotny to jedno wielkie morderstwo. To właśnie od tego trzeba zacząć, żeby ludzie zrozumieli dlaczego prawo do życia jest tak nagminnie łamane. Bez zrozumienia kluczowej roli państwa możemy się bić w tym zakresie z lewicą przez całe wieki bez efektów. 
> Czy rozmawiał Pan z którymś z sygnatariuszy i jak odniósł się on do Pańskiej opinii na temat Deklaracji? 
> Czy zdarza się Panu albo Pana rodzinie korzystać z usług lekarza zatrudnionego przez państwo? Jest Panu wszystko jedno, czy będzie zapewniał Wam opiekę medyczną człowiek, który ma krew na rękach, czy nie; taki, który odnosi się do dziecka z wrogością (antykoncepcja), czy nie? A Deklaracja daje nam informację o tych lekarzach, którzy są katolikami.
> Libertarianizm i społeczeństwo libertariańskie nie są do zbawienia koniecznie potrzebne. Istnieją priorytety. Obrona życia człowieka tu i teraz – to jeden z nich. I Pan powie, że broni tego życia (działając na niwie publicystycznej) i będzie rzucał gromy na lekarzy, którzy występują w jego obronie czynnie – i pomyli się Pan.

Wieży Babel się nie obawiam, bo ona dziś już istnieje. Proszę zwrócić uwagę, ilu bezbronnych ludzi się dziś morduje. Niestety, bardzo często przy współudziale wierzących, którzy nie rozumieją, że poza Bogiem nie może być żadnego bóstwa, którym jest dziś Lewiatan.

> Podsumowując: mocno obawiam się, że w imię błędnie rozumianej wierności libertarianizmowi nie liczy się Pan z rzeczywistością i ocenia zbyt surowo tych, którzy uczciwie wykonują odpowiedzialną pracę i realizują swoje powołanie. Dodatkowo martwi, że Pan – katolik – przyłącza się do nagonki na sygnatariuszy Deklaracji WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE, gdy są oni wściekle i z nienawiścią atakowani przez wrogów wszystkiego, co Boże i ludzkie.

Pozdrawiam
Łukasz Makowski


Wymiana korespondencji miała miejsce w czerwcu 2014 roku.