Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktykant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktykant. Pokaż wszystkie posty

Wszyscy zgadzają się ze sobą...

...a będzie nadal tak, jak jest?

Panuje powszechne przekonanie, że produkowane współcześnie samochody mają niemal identyczny wygląd zewnętrzny. Na pytanie: "Jakim autem odjechał przestępca?" można by usłyszeć odpowiedź: "Takim samym jak wszystkie inne".

Niby nam się ta sytuacja nie podoba. Niby mamy wpływ na to, aby ją zmienić. Ale czy o braku wolnego rynku (a jednocześnie braku naszego zaangażowania w zmianę sytuacji) nie świadczy to, że, narzekając i pomstując, kupujemy jednak te nowe bezcharakterne auta?

 Jeszcze z czasów,
gdy volvo oznaczało volvo,
mercedes mercedesa,
a citroen miał przykryte tylne koła:
Das Auto,
czyli
(Fot. Z.G.)


Corvette: Samochód z charakterem (Fot. Z.G.)

A teraz: Wołga to czy nie wołga? (Fot. G.)

To na "H", i to na "H" - a oba holernie nieoryginalne
(fotografia ucięta ze złości na identyczność pojazdów)
(Fot. Z.G.)

A jaki samochód będzie prowadził w przyszłości ten człowiek?
(Fot. MDK)

Tekst: Praktykant
Współpraca: Łukasz Kowalski

Jak Maryja widzi miasto

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny, A.D. 2015


[Maryja] tak widzi miasto: nie jako anonimową aglomerację, lecz plejadę tych wszystkich, których Bóg zna osobiście po imieniu, pojedynczo, i wzywa nas, abyśmy jaśnieli Jego światłem.

Józef Ratzinger, 8 XII 2010,
Osservatore Romano”, nr 2 (330), 2010, s. 32

Fot. Praktykant

ROZWAŻALNIK NIECODZIENNY: Na bazarze w dzień targowy

Św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty, A.D. 2015 


(Prawie) wolny rynek w działaniu

Gdyby na bazarze ktoś wypisał na kartce z ceną, że kilogram koszteli kosztuje dwa złote dziewięćdziesiąt dziewięć groszy, zostałby wyśmiany. A idę o zakład, że gdyby dodał złoty dziewięćdziesiąt dziewięć za szczypiorek i wystawił klientowi rachunek na cztery złote dziewięćdziesiąt osiem groszy, nie utrzymałby się długo na rynku.

Właśnie: na rynku; bo bazar w Polsce ma wciąż wiele wspólnego z wolnym rynkiem. Do ideału trochę mu brakuje, ale w porównaniu z koncesjonowanymi sieciami supermarketów, sklepami wyposażonymi w baterie kas fiskalnych etc. – jest bardzo swobodny.

Nie ma czasu na oszukiwanie się i głupie gierki: towar kosztuje dwa złote, trzy złote, cztery pięćdziesiąt albo trzydzieści. Można się – jak sama nazwa miejsca wskazuje – targować.

Klienci znają sprzedawców.

Transakcje z ręki do ręki pozwalają uniknąć tłumaczenia się trzeciej, nieproszonej stronie, czyli funkcjonariuszom państwowym.

Płaci się gotówką.

Ludzie to kupują.
Bezwiednie (w sensie: nie zawsze do końca świadomie) kupują wolny rynek.

Gdyby tak na większą skalę zastosować zasady obowiązujące na bazarze… Gdyby tak w innych dziedzinach…

Fałszywe reklamy

Tak, na bazarze można napotkać też (teoretycznie) oszustów – ale w marketach jesteśmy oszukiwani systemowo, z zasady; na targu trzeba by chyba wykazać się sporą naiwnością, aby zostać oszwabionym.
Jak oszukują i kręcą korporacje?
Ano tak na przykład:
Zestawienie cen z wielkimi liczbami 5 i 4 .
Oczywiście, z „technicznego” punktu widzenia wszystko jest w jak najlepszym porządku; ale intencja jest jasna: stworzyć wrażenie, jakby kupienie 300 gram produktu było znacznie bardziej opłacalne niż nabycie dwustu – poprzez napisanie „00” i „99” mniejszą czcionką. Drobne cwaniaczki!
Inni mądralińscy umieścili na stacjach metra taką reklamę:
Jasne, wakacje za 200 „złotych” (które wcale nie są złote, tak na marginesie)…

Któż mi czas powróci?

Policzono mi o kilkadziesiąt złotych więcej niż powinienem zapłacić. Zorientowałem się przy lekturze paragonu już po zapłaceniu w kasie. „Błędna cena”. Ale gdybym sam nie spostrzegł i się nie upomniał, zostałbym po prostu oszukany i cześć! A do tego jeszcze proces odzyskiwania „złotych” – obliczony na to, żeby klienta maksymalnie zniechęcić – jak w ogóle śmie upominać się o swoje. Pani z działu obsługi klienta (bo przecież nie pani w kasie: „To nie moja sprawa; ja tylko wstukałam w kasę – proszę iść do działu obsługi klienta!”) idzie „na market” z telefonem, żeby sprawdzić, czy klient czasem nie konfabuluje; wraca ze zdjęciem produktu i jego ceny – żeby nie było! W końcu wypisuje sążnisty dokument zwrotu pieniędzy. Ileż zachodu! Bezosobowość maszynerii, w której, nieszczęsna, biedne panie są tylko trybikami… I jeszcze jedno: któż mi stracony na odzyskiwanie „złotych” czas powróci?

Jeszcze jeden przyczynek do tego, aby wspierać solidną rodzimą i rodzinną przedsiębiorczość w postaciach pracowitych Polaków, którzy sami produkują i sami sprzedają to, co wytworzyli. Bez urzędników państwowych, bezpośrednio, bez „systemu” – za to sprawiedliwie, w wolności i z sensem.


Tekst: Miron Ściegienny
Zdjęcia: Praktykant

Antykatolicki koncern medialny przedstawia: Święty Jan Nepomucen

Środa Suchych Dni po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015


W ramach działu: Święty z sąsiedztwa

Tuż obok figury patrona dobrej spowiedzi pysznią się nad wejściem do siedziby korporacji wielkie litery – jej nazwa. A święty Jan ze spokojem wpatruje się w Ukrzyżowanego.

Koncern przyszedł, koncern przeminie...

Sancte Ioanne, ora po nobis!

Tekst: Kacper Tomasz Lidzki
Zdjęcie: Praktykant

Dynamika zdjęcia: Opel Kadett

Świętego Floriana, Męczennika, A.D. 2015

W serii NOVA et VETERA prezentujemy dziś:
VETERA – Opel Kadett B
(model produkowany w latach 19651973)

Z przodu liceum...

...z tyłu muzeum. A może na odwrót?

Auto sfotografował Praktykant.

Bliźniaki: Ławka pod stałą obserwacją kamer, czyli rok 1984

Św. Piusa V, Papieża i Wyznawcy, A.D. 2015


FOR YOUR PROTECTION = DLA TWOJEGO BEZPIECZEŃSTWA
CURFEW = GODZINA POLICYJNA
BENCHES ARE FOR B CITIZENS ONLY = ŁAWKI TYLKO DLA OBYWATELI KATEGORII B

"Cóż... przynajmniej nie musimy się już obawiać anarchii..."

Zdjęcie: Praktykant
Współpraca: Zdrowy Wariat

Latarnia i drzewo

Świętego Pawła od Krzyża, Wyznawcy, A.D. 2015

Fot. Praktykant

– Czekałem na pana – rzekł Gregory. – Czy zechce pan ze mną chwilę porozmawiać?
– Oczywiście. Ale o czym? – spytał Syme tonem lekkiego zdziwienia.
Gregory uderzył laską najpierw o słup latarni, potem o pień drzewa.
– O tym i o tym! – krzyknął. – O porządku i o anarchii. Oto pański szacowny porządek: ta sucha, żelazna latarnia, szpetna i jałowa. A oto anarchia: bogata, żywa i płodna! Oto anarchia, wspaniała w zieleni i złocie.
– A jednak – cierpliwie odparł Syme – w tej chwili może pan oglądać drzewo tylko dzięki światłu latarni.

Gilbert Keith Chesterton, Człowiek, który był Czwartkiem

_____

Komentarz Zdrowego Wariata: Bohaterowie Chestertona dyskutują o anarchii definiując ją jako przeciwieństwo porządku; nie stosują zaś klucza dobrowolność kontra niedobrowolność. W sensie ścisłym spór dotyczy zatem raczej cywilizacji porządku oraz chaosu.

Fotografie, których nie było

Czwartek po Niedzieli Przewodniej, A.D. 2015

Zdjęcie ilustrujące utwór Michaela Brooka pt. Ultramarine próbował zrobić Praktykant

Niektóre – jak powyższe – wyszły niewyraźnie. Z innymi spóźniliśmy się o pół sekundy; sytuacja uległa już zmianie, nie było czego fotografować. Niekiedy nie mieliśmy przy sobie żadnego aparatu. W ten sposób ominęły nas prawdziwe kąski. Egzemplum: przystanek komunikacji miejskiej o nazwie URZĄD MIEJSKI (z informacją uzupełniającą: STREFA PODMIEJSKA). Albo ogłoszenie o treści: „strzyżenie trawników – w cenę wliczony bezpłatny dojazd”.

Z drugiej strony: nie wszystko trzeba sfotografować. Może fakt, że nie wszystko udało się zdjąć chroni w jakiś sposób przed niebezpieczeństwem, że z nadmierną częstotliwością będę wyciągał aparat i strzelał zeń? Że przestanę żyć, a skoncentruję się na rejestrowaniu?


F.L.Z.F.

____

Serdecznie przypominamy
i zapraszamy na spotkanie pod tytułem
DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
poświęcone twórczości Artura Grottgera.
Zajęcia poprowadzi nasz Autor Stanisław Falkowski,
a rozpoczną się one
w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 o godzinie 13
w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
o zamiarze przybycia.

Hela autobusistka

Czwartek po I Niedzieli Wielkiego Postu, A.D. 2015

Autobus mknie na złamanie karku
– podrasowane zdjęcie artystyczne
(fot. i obróbka Praktykant)

Gościnny wpis Łukasza Kowalskiego

Czym różni się socjalizm od kapitalizmu*? Wiadomo: w socjalizmie jeden człowiek wykorzystuje drugiego, a w kapitalizmie jest dokładnie na odwrót.

O ile socjalizm w wydaniu peerelowskim przynajmniej w swojej propagandzie usiłował wprząc kobiety do pracy w zawodach typowo męskich, o tyle współczesny kapitalizm faktycznie zaczyna to osiągać. Widok taksówkarki nie jest jeszcze codziennością, ale kobietę-kierowcę autobusu zdarza się zauważać coraz częściej.

Zupełną porażkę stanowi natomiast policjantka czy żołnierka. I to jest w dużej mierze nasza porażka, panowie.

Łukasz Kowalski

_____
* Kapitalizmem  określam system etatystyczno-korporacyjny, panujący obecnie m.in. w krajach tzw. Zachodu. Przeciwieństwem zarówno socjalizmu, jak kapitalizmu, jest wolny rynek. Za porządkowanie pojęć w tej materii szczególną wdzięczność winniśmy Kevinowi Carsonowi.

Pod natchnieniem szatana (Bułhakow i Ewangelia)

W święto św. Łucji, Dziewicy i Męczennicy, A.D. 2014


Szatańskie podszepty – instalację Sztukmistrza,
poprzedzoną performansem bez udziału publiczności,
sfotografował nasz redakcyjny Praktykant

Bułhakow łączy w swojej powieści dwa jaskrawo różne wątki. W Moskwie, w latach dwudziestych lub trzydziestych, pisarz zwany „Mistrzem” stworzył dzieło poświęcone Jezusowi z Nazaretu; wrogie religii władze uwięziły autora w szpitalu psychiatrycznym. Małgorzata, ukochana prześladowanego twórcy, wydobywa go z rąk dręczycieli, ale dopiero z pomocą szatana Wolanda: zgodziwszy się zostać czarownicą.

Pomiędzy dwadzieścia osiem rozdziałów opowieści o perypetiach obojga zakochanych (i o kilkudniowych dziejach groteskowo potwornych wybryków Wolanda oraz jego piekielnych asystentów) Bułhakow wpisał cztery inne, przedstawiające sąd Piłata, drogę krzyżową, epizody losów Mateusza Ewangelisty i śmierć Judasza – najwyraźniej zaczerpnięte z powieści Mistrza.

Powieść Mistrza pozostaje w rażącej sprzeczności z Ewangelią św. Mateusza i w ogóle z Ewangeliami. Jeszua prosi w niej Piłata-sędziego: „...może byś mnie wypuścił, hegemonie” [1], Mateusz skrada się z nożem za skazanym na śmierć Jeszuą, by skrócić jego cierpienia, Juda[sz] ginie od skrytobójczego ciosu zadanego z rozkazu Piłata, a nie z własnej ręki – to wszystko oczywiście kłóci się z przekazem ewangelicznym. Wolno przypuszczać, że Bułhakow miał w tej sprzeczności jakiś swój artystyczny cel. Jaki?

Odpowiedź nie okaże się zbyt skomplikowana, jeśli zadamy sobie jeszcze jedno pytanie: dlaczego w ogóle Mistrz obiera za temat swego utworu sąd Piłata i Mękę Pańską?

Mistrz żyje w świecie, w którym pojedynczy człowiek jest igraszką w ręku mrocznych, zbrodniczych sił władających państwem: „potrzeba niewiele wyobraźni i wiedzy o tym, co się działo dokoła, co mówiono i pisano, kogo aresztowano, zgładzano i potępiano – by odtworzyć sobie powszednią tkankę tego życia i poczuć, że było straszliwe, nawet jeśli jego groza była ukryta w pseudonormalności, lub zwłaszcza dlatego. Także wówczas, jeśli niejedno udawało się obrócić w żart”[2].

Fatalne mieszkanie numer pięćdziesiąt, zanim trafiło w ręce Berlioza, a po jego nagłej śmierci w szpony szatańskiej szajki Wolanda, należało do jubilera, o którym słuch zaginął; potem zajmowała je jubilerowa-wdowa, aż i ona w jakiś sposób zniknęła. Oboje z pewnością zasłużyli sobie w oczach komunistów jako „posiadacze” na los „wrogów ludu”; zginęli więc zapewne w jakiejś policyjnej izbie tortur lub w syberyjskim obozie, dokąd wysłano ich, rzecz jasna, bez zbędnych formalności. Tego wszystkiego czytelnik niby nie dowiaduje się wprost, raczej domyśla się z półsłówek i porozumiewawczych mrugnięć narratora, ale przecież wystarczą one, żeby odczuł „grozę ukrytą w pseudonormalności”. Udając, że o tym nie wiedzą, bohaterowie Bułhakowa żyją w katowni, w kraju zamienionym w wielkie, okrutne więzienie.

Życie w takim świecie to niewątpliwie dostateczny powód, by zadać sobie pytanie o sens wszystkich zaznawanych i obserwowanych cierpień, krzywd i zbrodni, o to, czy ostatecznym wymiarem rzeczywistości nie jest chaos lub – co gorsza – władza diabelskich potęg – pytanie Konrada z Dziadów, pytanie Słowackiego z Kordiana.

Jeżeli Bóg istnieje, jeżeli Ewangelia mówi prawdę, to można szydzić z podobnych obaw i nie załamać się nawet w obliczu najdzikszych wybryków zbrodniczej władzy: cierpienia niewinnych dobiegną bowiem kresu, nagroda nie minie sprawiedliwych, a kara – oprawców, zdrajców i tchórzy. Dlatego pytanie, czy Bóg istnieje, czy Ewangelia mówi prawdę, czy Chrystus umarł i zmartwychwstał, i odkupił świat, jest dla udręczonych ofiar i widzów zbrodni najważniejsze. Dlatego Mistrz pisze powieść o Jezusie. Berlioz poucza w początkowej scenie utworu swego młodszego kolegę Iwana Bezdomnego, że Jezus nigdy nie istniał – Mistrz zaś twierdzi właśnie, że zarówno istniał, jak spotkał się z Piłatem, został przezeń skazany i umarł na krzyżu.

Sama wiara w istnienie Jezusa nie wystarcza jednak jako źródło pocieszenia i nadziei. Jeszua Mistrza to nie jest w odróżnieniu od Chrystusa Ewangelii niezłomny głosiciel prawdy, lecz podsądny nieśmiało ubiegający się u Piłata o ułaskawienie; Mateusz to jego jedyny uczeń – jedyny i widać niezbyt pojętny, skoro towarzysząc swojemu nauczycielowi na miejsce kaźni, rozmyśla głównie o tym, by ciosem noża skrócić mękę skazańca – niewiele widać zrozumiał z jego nauk; a o zmartwychwstaniu w ogóle nie ma mowy.

Jeszua Mistrza, wcielenie łagodności, mędrzec pochwalający miłość i przebaczenie, wykładający zdumionemu Piłatowi, że nawet okrutny centurion Marek Szczurza Śmierć jest „dobrym człowiekiem”, to – owszem – głosiciel pięknej filozofii, zyskujący sobie natychmiast współczucie, sympatię i podziw „piątego prokuratora Judei” – ale nie Bóg, nie Pan Zastępów, nie Sędzia i Król świata. Zadawszy sobie pytanie, co można przeciwstawić przerażającemu złu szalejącemu w stalinowskiej Moskwie – i w ludzkiej historii w ogóle, Mistrz odpowiada: miłość głoszoną w Ewangeliach; cóż z tego jednak, skoro poza tą miłością nie stoi siła, a jej głosiciel jest tylko samotnym wędrownym filozofem, nie zaś Bogiem, przed którym kiedyś zadrży każdy mocarz? Jeśli Jezus istniał, lecz był tylko człowiekiem, to związana z Nim nadzieja stanowi jedynie piękne marzenie. Poszukiwania skończone; swoją powieścią Mistrz wyraził rozpacz. Warto zauważyć, że w całej książce Bułhakowa Mistrz ani razu się nie uśmiecha czy tym bardziej nie śmieje; na jego twarzy widzimy smutek i znużenie. Mistrz wierzy w to, co napisał.

Lecz to nie znaczy, że musi wierzyć czytelnik.

Czytelnik poznaje powieść Mistrza w urywkach, wypełniających rozdziały: drugi (słowami powieści historię sądu Piłata opowiada dwóm literatom Woland), szesnasty (Iwanowi Bezdomnemu śni się egzekucja na Golgocie), dwudziesty piąty i dwudziesty szósty (wzruszona Małgorzata odczytuje fragmenty poświęcone pogrzebaniu skazańców i śmierci Judy z Kiriatu). Powieść Mistrza jest więc obecna w świadomości przynajmniej trzech innych osób, i to obecna w niezwykły lub wręcz nadprzyrodzony sposób. Małgorzata wprawdzie jej tekstu nie śni, jak Iwan, lecz jej kontakt z ukochanym maszynopisem Mistrza i ze światem przez niego przedstawionym ma w sobie także coś niezwykłego:

Nie chciało jej się spać. Pieszczotliwe głaskała maszynopis, jak głaska [!] się ulubionego kota, obracała go w dłoniach, oglądała ze wszystkich stron [...]. [...] Nic nie niknęło, wszechmocny Woland był rzeczywiście wszechmogący i Małgorzata mogła, ile tylko chciała, chociażby do samego świtu, szeleścić stronicami brulionów, przyglądać się im, całować je i czytać raz jeszcze słowa: Ciemność, która nadciągnęła znad Morza Śródziemnego, okryła znienawidzone przez procuratora miasto... [3]


Woland natomiast po prostu zna tekst na pamięć:

– Nie trzeba żadnych świadectw – odpowiedział konsultant i jął mówić niezbyt głośno, przy czym jego cudzoziemski akcent nie wiadomo dlaczego znikł: – Wszystko jest bardzo proste – w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika, posuwistym krokiem kawalerzysty, wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan... [4]

Czy przeczytał powieść i tekstu się nauczył? Dla szatana to byłaby fraszka. Ale pytanie warto odwrócić. Może nie Woland poznał ją ze słów Mistrza, tylko na odwrót: Mistrz z podszeptów Wolanda?! Ten sam szatan, który mówi, że przed wiekiem jadł śniadanie z Immanuelem Kantem, równie dobrze przed dziewiętnastu wiekami mógł być – jak zresztą sam twierdzi – świadkiem Wielkiego Piątku w Jerozolimie. Ponadto Mistrz zna Wolanda! – a w każdym razie dobrze wie, jak go poznać: to on w klinice profesora Strawińskiego tłumaczy Iwanowi Bezdomnemu, że opisanym przezeń nieznajomym „konsultantem” napotkanym na Patriarszych Prudach był właśnie szatan we własnej osobie („...nawet ta twarz, którą mi pan opisał, te oczy, z których każde jest inne, te brwi!” [5]). Mistrz zna szatana tak, jak się zna postać często spotykaną na jawie lub we śnie; może od dawna znajdować się w orbicie jego wpływów. Mistrz stworzył swoją powieść, swoją „anty-Ewangelię” pod natchnieniem szatana.

Ale jeżeli tak, to owa powieść kłamie! Szatan bowiem kłamie, chce ludzi wprowadzić w błąd. To on, który sam dobrze wie, co się stało przed wiekami w Jerozolimie, chce, żeby ludzie wierzyli, iż Chrystus nie jest Bogiem i nie zmartwychwstał – ponieważ chce ludziom odebrać nadzieję, chce ich wpędzić w rozpacz. Mistrza zaś, artystę, którego powieść mogłoby przeczytać wielu ludzi, obrał sobie za narzędzie rozpowszechniania kłamstwa.

Bułhakow nie napisał powieści o tym, że Jeszua (Jezus) nie jest Bogiem i że na Niego nie można liczyć. Bułhakow napisał powieść o człowieku, który napisał powieść z taką tezą. A przede wszystkim o tym, że tę myśl podsunął mu szatan.  Oczywiście więc nie należy jej ufać.

Wszystko jest więc na odwrót niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Jezus zmartwychwstał, a szatan kłamie. Bułhakow z zacięciem satyryka przedstawił straszno-śmieszny świat stalinowskiego komunizmu w Rosji, przede wszystkim jednak sformułował problem najwyższej wagi, niepokojące pytanie XX wieku: zapytał, czy ludzie krzywdzeni przez zbrodniczą przemoc mają podstawy do nadziei. I odpowiedział: tak, mają (a co najmniej: niewykluczone, że mają) – a o jej zniszczenie stara się usilnie szatan, tym groźniejszy, iż potrafi przybierać łudząco sympatyczną postać.

Stanisław Falkowski

_____
PRZYPISY

[1] M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, tłum. I. Lewandowska i W. Dąbrowski, Warszawa 1973, s. 40.
[2] A. Drawicz, Mistrz i diabeł, Kraków 1990, s. 295.
[3] M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, op. cit., s. 348.
[4] Ibidem, s. 23.
[5] Ibidem, s. 171.

Koza, czyli wolny rynek w praktyce

W środę po II Niedzieli Adwentu, A.D. 2014

Fot. Paweł Schulta

W polskich górach mieszka sobie nauczycielka języka obcego. Udziela lekcji dzieciom z okolicznych wiosek. Wynagrodzenie przyjmuje w naturze. Raz – dlatego że rodzice jej uczniów dysponują raczej dobrami takimi jak kura czy kawał prosiaka niż papierowy pieniądz. Dwa – dlatego że ma zaufanie do jakości tego, czym płacą jej klienci. Gdyby wynagradzano ją papierkami, cóż by z nimi zrobiła? Pojechała do supermarketu i zamieniła je na kurę albo kawał prosiaka – tyle że nie wiadomo jakiego pochodzenia, jakości  i zawartości.

To, co robi nauczycielka, jest naturalne. Normalne. Pozytywnie porażające w swojej prostocie oraz logice. I antysystemowe.

Z usługi, którą świadczy, i z wynagrodzenia, które otrzymuje, system nie ma NIC. Jej współpraca z uczniami oraz ich rodzicami to przykład wolnego rynku w działaniu. Handel wymienny bez użycia emitowanego przez państwo pieniądza papierowego to mocny oręż w walce z systemem.

Tylko że niektórzy z nas już o tym zapomnieli...

Po usłyszeniu ode mnie powyższej historii, dwaj znajomi słuchacze zareagowali (życzliwym, ale jednak) śmiechem, a jeden dodał jeszcze komentarz:
– A twoi klienci też ci pewnie kozy będą przyprowadzać?

Wyjaśnijmy sobie parę faktów.

Pieniądz (złoto, bitcoin, czy papier, którego wiarygodność gwarantują goście „Sowy i przyjaciół”) jest towarem na wymianę; tak jak kura, prosiak, koza, czy książka.

System wmówił wielu z nas, że posiadacze kur, prosiaków, kóz, książek, czy krzeseł – nie dysponujący za to szczególnie wielką ilością pieniądza papierowego – są biedni. A bogatymi zwykliśmy nazywać tych, którzy mogą przelać komuś innemu dużo zer ze swojego konta bankowego. Jakaż naiwność!

Usilne dążenie systemu do tego, aby ludzie stronili od bezpośrednich wolnorynkowych transakcji, ujawnia, jak silną stanowią one broń. W miarę jak postępowanie opisanej nauczycielki upowszechnia się, system dysponuje coraz szczuplejszymi środkami; całe bogactwo (kura, prosiak, złoto etc.) zostaje w rękach tych, którzy prowadzą ze sobą dobrowolną wymianę.

Mawiają, że do tryumfu zła wystarczy obojętność ludzi dobrych.

Do tryumfu, a przynajmniej znacznego posunięcia do przodu sprawy dobra i wolności, przyczyniają się ludzie tacy jak opisana wiejska nauczycielka.

Drodzy Czytelnicy, uprzejmie Was proszę: przeczytajcie ten wpis dokładnie i uczciwie. Nie, nie postuluję, aby natychmiast przejść wyłącznie na barter. Postuluję za to, aby w drodze do wolnorynkowej gospodarki, w której funkcjonuje również pieniądz (za którym stoi realne bogactwo), nie deprecjonować i nie wyśmiewać konstruktywnego działania pewnej pracowitej kobiety, które – w świadomy i zamierzony lub nieświadomy i niezamierzony sposób – do tej zdrowej rzeczywistości nas przybliża.

Praktykant

Schemat

W święto św. Katarzyny Aleksandryjskiej, Dziewicy i Męczennicy, A.D. 2014

Fot. Z.G.

Z życia pasażera warszawskiego metra

Na początku był schemat. Schemat „sieci metra”. W wagonach. Na ścianach.

Potem zorientowano się, że trochę głupio to wygląda i nalepiono, zatytułowany równie dużymi literami, schemat „linii metra”.

Ostatnio w wagonach pojawił się schemat „komunikacji szynowej”, który badającemu go niezbyt dokładnie oku może się jawić jako plan rozlicznych stacji i węzłów kolei podziemnej; utrzymano go w stylu map znanych z innych metropolii. Spojrzenie na „schemat” ma chyba wywołać wrażenie, jakby metrem dało się dotrzeć z jednego krańca miasta na drugi, a właściwie to nawet na opłotki. A tu niespodzianka! Stacji jest niewiele więcej (za to pociąg ma jechać pod rzeką, której wody kapią na dachy wagonów!), zaś „schemat” uwzględnia oprócz kolei podziemnej również naziemną oraz tory tramwajowe (niektóre wciąż w budowie).

Field research: Praktykant