Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TŁM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TŁM. Pokaż wszystkie posty

Colin Ward „Społeczeństwo samozatrudnionych”



Rozdźwięk miedzy życiem a pracą to prawdopodobnie największy obecnie problem społeczny. Nie można oczekiwać od ludzi odpowiedzialnej postawy, ani wykazywania się inicjatywą w życiu codziennym, skoro całe doświadczenie zawodowe pozbawia ich sposobności do wykazywania się inicjatywą i odpowiedzialnością. Osobowości nie da się skutecznie poszufladkować; niebezpieczna jest nawet próba zrobienia tego. Jeśli człowieka nauczy się polegać na paternalistycznej władzy w ramach fabryki, będzie gotów polegać na niej poza fabryką. Jeśli uczyni się go nieodpowiedzialnym w miejscu pracy pozbawiając szans na wzięcie za coś odpowiedzialności, będzie nieodpowiedzialny również poza nim. Współczesny trend społeczny w kierunku scentralizowanego, paternalistycznego i autorytarnego społeczeństwa tylko odzwierciedla warunki, które już istnieją w ramach fabryki.


Powieściopisarza Nigela Balchina zaproszono kiedyś do wygłoszenia przemówienia na temat „czynników mobilizujących” w przemyśle. Balchin zauważył, że „osoby zajmujące się psychologią pracy powinny przestać zaprzątać sobie głowy tworzeniem zawiłych i zmyślnych programów bonusowych, a zamiast tego zbadać, dlaczego po dniu ciężkiej pracy człowiek wraca do domu i z przyjemnością kopie we własnym ogródku”.


Ale czyż jeszcze tego nie wiemy? Człowiek lubi wracać do domu i kopać w swoim ogródku, bo tam jest wolny od brygadzistów, menadżerów i przełożonych. Jest wolny od monotonii i niewolnictwa spowodowanych wykonywaniem dzień w dzień tego samego i panuje nad całą pracą od początku do końca. Mają swobodę decydowania, jak i kiedy się do niej zabierze. Nie odpowiada przed nikim innym niż sobą samym. Pracuje, bo chce, a nie dlatego, że musi. Robi to, co lubi. Jest panem samego siebie.


Pragnienie „bycia swoim własnym szefem” jest rzeczywiście bardzo powszechne. Pomyślmy o wszystkich tych ludziach, których ukryte marzenie albo niespełniona ambicja to prowadzić rodzinne gospodarstwo czy też sklepik albo na własną rękę założyć firmę – nawet jeśli miałoby to oznaczać pracowanie dzień i noc oraz niewielką szansę na finansowe powodzenie. Niewielu spośród tych ludzi ma nastawienie tak optymistyczne, by sądzić, że zbiją w ten sposób fortunę. Tym, czego chcą ponad wszystko, jest poczucie niezależności i panowania nad własnym losem.


Fakt, że w dwudziestym wieku produkcja i dystrybucja dóbr oraz usług to sprawa o wiele zbyt skomplikowana, by prowadziły ją miliony jednoosobowych firm, nie zmniejsza u ludzi tego pragnienia samostanowienia o sobie, a politycy, menadżerowie oraz ogromne międzynarodowe korporacje wiedzą o tym. Właśnie dlatego proponują wszelkiego rodzaju programy mające na celu „uczestnictwo pracowników”, „wspólne zarządzanie”, „dzielenie się zyskiem”, „współpracę branżową”, w istocie wszystko – od skrzynek na propozycje po rady pracownicze – by dać zatrudnionemu poczucie, że jest czymś więcej niż trybikiem w pracującej na masową skalę machinie; jednocześnie dokładają wszelkich starań, by faktyczna kontrola nad wytwórczością nie znalazła się w rękach pracownika z hali produkcyjnej.


W istocie wspomniani menadżerowie są jak bogacz z bajki Tołstoja: zrobią dla pracownika wszystko z wyjątkiem odczepienia się od niego. W każdym kraju uprzemysłowionym i prawdopodobnie w każdym kraju rolniczym idea kontroli nad własnym miejscem pracy przejawiała się w tym, czy innym momencie w formie żądania, aspiracji, programu lub marzenia. By ograniczyć się do jednego tylko wieku i kraju: idea ta stanowiła fundament dwóch ruchów działających równolegle w Wielkiej Brytanii około pierwszej wojny światowej – syndykalizmu oraz socjalizmu spółdzielczego. Te dwa ruchy obumarły na początku lat dwudziestych, ale od tamtego czasu podejmowano sporadyczne i okresowe próby wskrzeszenia ruchu na rzecz kontroli pracownicznej.


Z pewnych przyczyn zwolennicy pracownicznej kontroli mieli dużo więcej powodów do optymizmu w roku 1920 niż dziś. W owym roku odrzucony został raport Sankey'a (większościowy raport Komisji Królewskiej), postulujący „wspólną kontrolę” i państwową własność branży wydobywczej w Wielkiej Brytanii – rząd odrzucił raport jako zbyt radykalny, przedstawiciele robotników zaś jako niewystarczająco radykalny. Kiedy kopalnie zostały faktycznie po niemal trzydziestu latach znacjonalizowane, nawet tak łagodne rozwiązanie jak wspólna kontrola nie zostało zaproponowane, ani nie domagano się tego. Również w roku 1920 gildiebudowlane rozpoczęły swój krótki, lecz pełen sukcesów żywot. W dzisiejszych czasach jest nie do pomyślenia, aby rozrośnięte władze lokalne zawarły kontrakty budowlane na duże sumy z gildiami robotniczymi albo żeby finansował je ruch spółdzielczy.


Koncepcja, że pracownicy powinni mieć cokolwiek do powiedzenia w sprawie zarządzania firmami, w których pracują, została wtedy przyjęta w sposób, w jaki już później tego nie zrobiono. Niemniej jednak ruch związkowy jest dziś nieporównanie silniejszy niż w czasach, gdy powszechnie domagano się kontroli pracowniczej. To, co się wydarzyło, to to, że ruch pracowniczy jako całość przyjął założenie, że więcej zyskuje się nie żądając od razu wszystkiego.


Jak zauważył Anthony Crossland, w większości zachodnich krajów, związki „którym bardzo pomogły pomyślne zmiany na tle politycznym i ekonomicznym, zyskały skuteczniejszą kontrolę stosując niezależnie od siebie metodę negocjacji zbiorowych niż zdołałyby kiedykolwiek osiągnąć żądając bezpośredniego zarządu pracowniczego (pociągającego za sobą praktyczne trudności, z powodu których wszystkie wcześniejsze tego typu eksperymenty upadły). Faktycznie, możemy zaryzykować ogólne stwierdzenie, że im większa siła związków, tym mniejsze zainteresowanie zarządem pracowniczym”.


Powyższe obserwacje są prawdziwe, nawet jeśli niemożliwe do strawienia dla tych, którzy chcieliby widzieć związki zawodowe lub jakiś rodzaj nastawionego bardziej syndykalistycznie związku branżowego jako narzędzie kontroli pracowniczej. Wielu zwolenników kontroli pracowniczej widziało związki jako organy, za pomocą których ma ona być sprawowana, najwyraźniej zakładając, że osiągnięcie przez pracowników kontroli doprowadzi do całkowitej jedności interesów w branży przemysłowej i że ochronna rola związków nie będzie już więcej potrzebna. (To jest, oczywiście, założenie, którym kierowało się w organizacji związków zawodowych imperium sowieckie).


Myślę, że ten pogląd to wielkie uproszczenie. Przed pierwszą wojną światową Webbowie zauważyli, że „decyzje wybranych w najbardziej demokratyczny sposób komitetów wykonawczych w kwestii wynagrodzeń, godzin pracy oraz warunków zatrudnienia poszczególnych sekcji własnych kolegów z pracy nie zawsze zadowalają tych drugich, a nawet nie wydają im się sprawiedliwe”. Jugosłowiański uczony, Branko Pribicevic, w swojej historii ruchu przedstawicieli robotników w Wielkiej Brytanii podkreśla tę kwestię krytykując poleganie na koncepcji sprawowania kontroli przez związki przemysłowe: „Kontrola nad całą branżą stoi w dużej sprzeczności z charakterem związku jako dobrowolnego zrzeszenia pracowników, stworzonego głównie po to, by chronić ich i reprezentować ich interesy. Nawet w najbardziej demokratycznym systemie przemysłowym, tj. systemie, w którym pracownicy mieliby udział we władzy, nadal byłaby potrzeba istnienia związków. […] Otóż jeśli założymy, że menadżerowie będą odpowiedzialni za kolektyw pracowniczy, nie możemy wykluczyć, że dojdzie do pojedynczych przypadków niesprawiedliwości oraz błędów. Takimi przypadkami związek musi się zająć. […] Wydaje się bardzo nieprawdopodobne, by związek mógł wypełnić z powodzeniem te zadania, jeżeli będzie także organem zarządu firmy lub, innymi słowy, gdyby zaistnieje obowiązek przynależności do niego. […] To prawdziwe nieszczęście, że ideę kontroli pracowniczej utożsamiono niemal wyłącznie z ideą kontroli związkowej […]”.
Cały czas było oczywiste, że związki sprzeciwią się każdej koncepcji mającej na celu tworzenie w ramach danej branży struktury przedstawicielskiej dokładnie odpowiadającej strukturze związkowej. Tak naprawdę w jedynych znanych nam brytyjskich przedsiębiorstwach, nad którymi częściową lub całkowitą kontrolę sprawują pracownicy, struktura związku zawodowego została całkowicie odseparowana od zarządu firmy nikt nigdy nawet nie sugerował, że powinno być inaczej. Co to za przykłady? Cóż, istnieją partnerskie kooperatywy, które produkują na przykład obuwie sprzedawane detalicznie w sklepach społecznych kooperatyw. Są one w pewnym stopniu prawdziwymi przykładami kontroli pracowniczej (nie potrzeba mówić, że nie chodzi mi o fabryki zarządzane przez Co-operative Wholesale Society według czysto kapitalistycznych zasad), nie mają potencjału rozwojowego, ani nie są w stanie wywrzeć żadnego wpływu na przemysł jako całość. Są rybacy z Brixham w Devonie i górnicy z Brora na wybrzeżu Sutherland w Szkocji. Kopalnię w Brora miano zamknąć, ale zamiast tego górnicy przejęli ją od National Coal Board i stworzyli własną firmę. Są również takie przedsiębiorstwa, w których do pewnej formy kontroli pracowniczej dążą idealistyczni pracodawcy. (Myślę tu o firmach takich jak Scott Bader Ltd., and Farmer and Co. – nie o tych silnie paternalistycznych wytwórcach czekolady albo fałszywych kooperatywach). Istnieją też pojedyncze małe warsztaty takie jak fabryczki Rowen Engineering Company w Szkocji oraz Walii.


Wspominam o tych przykładach nie dlatego, aby miały szczególne znaczenie gospodarcze, lecz z tego względu, iż w powszechnej opinii kontrola pracownicza nad daną branżą to idea piękna, ale z powodu jakiejś nieokreślonej wady całkowicie niepraktyczna. Wadę ma nie idea, lecz ludzie określani mianem „robotników” […] kontrola pracownicza to piękny pomysł, lecz bez cienia wątpliwości niemożliwy do realizacji ze względu na skalę i złożoność współczesnego przemysłu.


[…]


Przemysłem nie rządzi wiedza techniczna, lecz menedżer do spraw sprzedaży, księgowy oraz wielki finansista, którzy nigdy w życiu nie zrobili niczego innego poza robieniem pieniędzy. Nielicznym praca daje radość ze względu na samą siebie, lecz liczba tych szczęśliwców maleje, w miarę jak praca staje się coraz bardziej zmechanizowana, a zadania podzielone na coraz mniejsze podzespoły. [...]


Nasze doświadczenie jako konsumentów często przypomina nam, że w naszym społeczeństwie produkty przemysłowe wykonuje się w ten sposób, aby prędko się starzały, a po określonym czasie psuły się. Oferowane nam towary nie są tym, co w istocie chcielibyśmy kupować. W społeczeństwie, w którym robotnicy sprawują kontrolę nad wytwórczością, nie opłacałoby się im produkować artykułów z celowo ograniczoną trwałością, ani niemożliwych do naprawienia. Sposób działania produktu byłby jawny – podobnie jak metody jego naprawy. Gdy Henry Ford wprowadzał na rynek Model T, dążył do stworzenia takiego samochodu, który zdoła zreperować z użyciem ledwie młotka i klucza „dowolny kmiotek na wiejskiej drodze”. Wskutek wyznaczenia sobie takiego celu doprowadził swoją firmę na granicę bankructwa; ale społeczeństwo anarchiczne wyrażałoby zapotrzebowanie na taki właśnie rodzaj produktów – produktów, których sposób działania jest znany i których naprawy może się podjąć bez szczególnych trudności każdy ich użytkownik. W książce pt. Robotnik w zasobnym społeczeństwie Ferdynand Zweig czyni zabawną obserwację: „Całkiem często zdarza się, że robotnik przychodzi w poniedziałek do pracy wyczerpany tym, co robił w sobotę i niedzielę, szczególnie w ramach majsterkowania. Spora liczba robotników mówi, że te dni to najtrudniejsza i najbardziej wymagająca część tygodnia, w porównaniu z którą poniedziałkowy poranek w fabryce to relaks”. Prowadzi nas to do pytania – które dotyczy nie przyszłego, a naszego obecnego społeczeństwa – czym jest praca, a czym odpoczynek, skoro ciężej pracujemy w trakcie nominalnych chwil odpoczynku niż w „pracy”? Fakt, że jedno ze wspomnianych zajęć jest opłacane, a drugie wykonywane za darmo, może wyglądać na przypadek. A to prowadzi nas do zadania kolejnego pytania.


Paradoksy współczesnego kapitalizmu doprowadziły do pojawienia się licznych zastępów tych, których pewien amerykański ekonomista nazywa „nie-ludźmi” – armii bezrobotnych, których dominujący we współczesnej produkcji przemysłowej nonsensowny system zmechanizowanego niewolnictwa albo sam odrzuca, albo który z przekonania odrzucają oni sami. Czy zdołaliby zarobić dziś na życie w spółdzielczym warsztacie? Jeśli pod pojęciem takiego warsztatu rozumiemy jedynie usługę społeczną dla potrzeb „twórczego spędzania wolnego czasu”, odpowiedź będzie prawdopodobnie brzmiała: to wbrew zasadom. Członkowie takiego warsztatu mogliby skarżyć się, że ten a ten łamie reguły wykorzystując go do celów „komercyjnych”. Lecz jeśli warsztat zaprojektowanoby z większą wyobraźnią niż którykolwiek z dotychczasowych, drzemiący w nim potencjał mógłby umożliwić zdobycie środków do życia w najprawdziwszym sensie tego słowa. Na przykład w kilku spośród brytyjskich „nowych miast” za potrzebne, a nawet konieczne uznano wybudowanie zespołów małych warsztatów – jednooosobowych oraz przeznaczonych dla małych firm – zajmujących się naprawą sprzętów elektrycznych, czy też samochodowych karoserii, stolarką i wytwarzaniem drobnych części do urządzeń. Spółdzielczy warsztat poszerzyłby się też o szereg oddzielnych stanowisk, które pracowałyby „dla zysku”.


Czyż taki warsztat nie mógłby stać się spółdzielczą fabryką, oferującą dorywcze zajęcie lub stałe zatrudnienie każdemu człowiekowi w okolicy, który chciałby w ten sposób pracować? – oferującą je nie jako dodatkową możliwość ekonomiczną dostępną w społeczeństwie zasobnym, które odrzuca coraz większą część swoich członków, ale jako jeden z warunków wstępnych tworzenia kontrolowanej przez samych pracowników gospodarki przyszłości? Odwołajmy się znów do Keitha Patona, który w dalekowzrocznej broszurze skierowanej do członków Związku Zasiłkobiorców wzywał ich do tego, by – zamiast konkurować ze sobą w walce o niedorzecznego typu stanowiska pracy w systemie gospodarczym, który uznał ich za zbędnych – użyli swoich umiejętności w służbie własnej społeczności. (Jedną z charakterystycznych cech świata zasobnego jest uniemożliwianie ubogim, by na własną rękę żywili się, ubierali, zdobywali lokum i środki potrzebne do życia im samym oraz ich rodzinom – mają zamiast tego pobierać niechętnie udzielane im państwowe zasiłki). Paton wyjaśnia:
„Gdy mówimy o «pracy na własną rękę», nie nawołujemy do parania się wyłącznie rękodziełem. Taka byłaby jedyna możliwość w latach trzydziestych [XX wieku]. Ale od tego czasu elektryczność oraz «zasobność» dały zwykłym społecznościom robotników powszechny dostęp do maszyn tworzących produkty pośrednie, niektórych bardzo zaawansowanych technologicznie. Nawet jeśli pracownicy nie są maszyn posiadaczami (jak w przypadku wielu zasiłkobiorców), mogą pożyczyć je od sąsiadów, krewnych, czy dawnych kolegów z pracy. Do wspomnianej kategorii zaliczają się maszyny służące do dziergania i szycia, elektronarzędzia oraz inny sprzęt do majsterkowania na własną rękę. Garaże można przekształcić w małe warsztaty; popularność zdobywają domowe zestawy warzelnicze; stare samochody oraz gadżety mogą posłużyć za źródło części i mechanizmów sterujących. Wykwalifikowani metalurgowie i mechanicy, dostrzegłszy swoją szansę, mogliby zająć się zaawansowanymi technikami odzyskiwania surowców z przetworzonych odpadów metalowych, wyrzucanych przez społeczeństwo konsumpcyjne – i ponownie użyć uzyskanych w ten sposób materiałów, nawet jeśli dla klienta sklepu nie miałyby one żadnej wartości. Wielu hobbystów mogłoby w nowym świetle spojrzeć na to, co im się opłaca.
Potrzebujemy wzajemnie siebie samych, a także olbrzymich pokładów energii oraz morale, które leżą odłogiem w każdym getcie, w każdej dzielnicy miejskiej i każdej posiadłości ziemskiej”.


To paradoksalne, że mówiąc o kwestii pracy z anarchistycznego punktu widzenia, najpierw pada następujące pytanie: „A co zrobilibyście z człowiekiem leniwym, takim, który nie chce pracować?”. Jedyna możliwa odpowiedź brzmi: wszyscy utrzymujemy takich ludzi od wieków. Problem stojący przed każdym człowiekiem i każdym społeczeństwem z osobna jest innej natury: Jak dostarczyć ludziom tej szansy, której tak bardzo pragną – szansy, by zrobili coś pożytecznego?


[1973]


Tłum. TŁM, Maxx & BS
Fot. PA







Marty Robbins „Wielka spluwa”



Dnia pewnego obcy wjechał do miasta Agua Fria
Milczał raczej, bo za dużo nie miał do powiedzenia
Po co przybył – nie pytano, bo nikt nie odważył się
Przybysz miał ze sobą gnata – wielką spluwę na biodrze
Wielką spluwę na biodrze

Do miasteczka wjechał rano – wcześnie było to jeszcze
A przyjechał od południa rozglądając wolno się
„To bandyta na wolności” – z każdych ust dobiegał szept
Jest tu, żeby coś załatwić wielką spluwą na biodrze
Wielką spluwą na biodrze

W mieście tym mieszkał bandyta – nosił imię Texas Red
Wielu chciało go pochwycić – wszystkich ich spotkała śmierć
Lat dwadzieścia cztery ledwie – ludzi moc zamordował
A na swoim pistolecie nacięć już dwadzieścia miał
Już dwadzieścia miał

Przybysz w końcu zaczął mówić – wszystkim jasno mówi to
Jest rangerem z Arizony, nie zabawi tu długo
Jest tu, by złapać bandytę – żyw lub martwy być może
Rzekł, że nie ma to znaczenia – Texas Reda dopaść chce
Texas Reda dopaść chce

Bardzo szybko się dowiedział o tym wszystkim Texas Red
Ale wcale się nie martwił; śmiałków już zabijał wnet
W sumie było ich dwudziestu, wszyscy pomylili się
A następnym będzie ranger z wielką spluwą na biodrze
Z wielką spluwą na biodrze

Ranek prędko tak przeminął – pora już, by zmierzyć się
Było prawie pół do dwunastej, gdy wyszli na ulicę
Ludzie z okien się gapili; wszyscy dech też wstrzymali
Ranger zaraz straci życie – o tym dobrze wiedzieli
Dobrze wiedzieli

Dzieli ich czterdzieści kroków, gdy pierwszy wystrzał pada
A o szybkości rangera do dziś krąży legenda
Red nie zdążył dobyć kolta, kiedy kula świsnęła
A leciała bardzo celnie z wielkiej spluwy rangera
Z wielkiej spluwy rangera

Mgnienie oka wszystko trwało, wokół trupa tłum stoi
A przed nimi ciało Reda rozpostarte na ziemi
Jeden tylko błąd popełnił: z rangerem się mierzyć chciał
A ten zabił go swą spluwą, co to ją na biodrze miał
Co to ją na biodrze miał

Spluwa, spluwa
Gdy z rangerem chciał się mierzyć, co spluwę na biodrze miał
Spluwę na biodrze miał

[1959]

Tłum. TŁM & Z.K.

Jedzenie z męskiej perspektywy

Słowa mądrości dla młodych żon od człowieka z dużym stażem małżeńskim

Nie podawaj gorącej zupy w gorący dzień!
•
Pieczeń wołowa oraz ziemniaczanym puree z zawiesistym sosem i dobre piwo zawsze świetnie smakują po długim dniu fizycznej pracy.
•
Kiedy twój mąż wraca do domu po dwunastogodzinnej zmianie i dwóch godzinach jazdy, nie czekaj ubrana w najlepsze ciuchy i nie mów: „Chodźmy na obiad!”.
•
Tak naprawdę nie spodziewaj się, że będziecie kiedykolwiek gdzieś wychodzić. Jeśli zaś faktycznie zdarzy się, że wyjdziecie, będziesz mile zaskoczona.
•
Dieta to wyraz, który często gubi się między słowami wypowiadanymi przez kobietę a słyszanymi przez mężczyznę.
•
Cztery grupy żywniościowe to: wołowina, kurczak, wieprzowina i ryby. Warzywa? - co to jest?
•
Jeśli twój mąż mówi, że coś było dobre, ale „trzeba nad tym jeszcze trochę popracować”, oznacza to, że byłby bardzo zadowolony, gdyby ta potrawa pojawiała się na stole regularnie.
•
Najkrótsza droga do serca mężczyzny wciąż prowadzi przez jego żołądek.


Tłum. TŁM & Matjas


https://altarandhearthmagazine.files.wordpress.com/2014/06/altar-hearth-issue-6-done2.pdf

Mark Knopfler „Szczęście mieć”


Lepiej pracuję mięśniami
Niźli buzią gadam
Latem zbieram owoce
I pracuję na targach

A gdy chłodny wiatr poczuję
Za dobrą pogodą podążam
Pakuję sprzęt na drogę, z jaskółkami wyruszam

Czasem szczęście mogę mieć
Trochę wygrywasz, czasem szczęście możesz mieć
Wygrywasz trochę

Budzę się zawsze rano
Pilnuję, ile wydałem
O jedzeniu muszę myśleć
I o komornym też

Zawsze szczerze mnie to śmieszy
Bez wyjątku tak to jest
Nad szczęściem i pieniędzmi myślę
Powiedz to ubogim

Lecz czasem szczęście można mieć
Wygrać trochę, czasem szczęście można mieć
Coś wygrać

Teraz wesół jak skowronek przez tę łąkę włóczę się
Myślę: „Pod tym starym drzewem się po prostu położę”
Cały czas przez świat wędrujem
Masz psa na trufle? Możesz więc iść na trufle

Lecz czasem szczęście można mieć
Wygrać trochę, czasem szczęście można mieć
Coś wygrać

[2009]

Tłum. Martyna P. & TŁM

Scouting For Girls „Bondem chciałbym być”


007 [najlepszy nasz agent] – licencję na zgon ma
Dziewczyny i emocje w pracy swej miesza

W kinie widziałem cię, od zawsze uwielbiałem
Od czasów swych chłopięcych jak Roger Moore być chciałem
Dziewczyna w każdym porcie, gadżety zaś w rękawie
Świat dla nas obu za mały – tak mi się zdaje

Więc Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać

Dzień dobry, panie Bond, tak jak się spodziewałem:
W pańskiej dłoni martini; brwi też oczekiwałem
Nie zrozum tego źle, choć – wiem – dziwaczne to
Ja zajmę twoje miejsce, nadaję się – ot co

Więc Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać
I Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać

Mam licencję, mam licencję, mam licencję na emocji dawanie
Mam licencję, mam licencję, mam licencję – także na zabijanie
Mam licencję, mam licencję, mam licencję na emocji dawanie
Mam licencję, mam licencję, mam licencję – także na zabijanie

Chciałem tobą być – kim innym niżem jest
Chciałem tobą być – kim innym niżem jest
I Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać
I Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać
I Bondem chciałbym być choćby przez dzień
Dziewczyny całować, bandziorów załatwiać
Roger i Sean i Timmy i George i Pierce, a może kiedyś ja*

[2007]

Tłum. Paweł M. & TŁM

_____
* a może i ja

P.O.D. (Payable on Death) „Młodość narodu”


Ostatni dzień reszty życia mego
Żałuję, że nie wiedziałem
Bo mamy na pożegnanie nie pocałowałem

Ni słowa, jak ją kocham i jak mi zależy
Ani tacie „dziękuję” za wszystkie
Rozmowy i mądrość, którą się dzielił

Nie wiedziałem, po prostu zrobiłem co zawsze
Dzień w dzień to samo
Nim do szkoły na desce ruszę

Kto przewidział, że ten dzień nie będzie jak inne
Zamiast testu w klatę
Kule dostałem dwie

Nazwij mnie ślepym, ale się nie spodziewałem
Wszyscy uciekali
A ja nic nie słyszałem

Prócz strzałów – tak nagle to stało się
Właściwie nie znam dzieciaka
Choć w ławce z nim siedzę

Może ten dzieciak miłości szukał
Lub też kim jest
Na chwilę zapomniał
Może po prostu na uścisk czekał
Cokolwiek to było
Ja to wiem, bo

Myśmy to my-y młodością narodu

Mała Suzy – ledwie dwanaście lat
Przed sobą – cały świat
Chcesz się wybić – droga otwarta

Razem z chłopcami; historii ich słucha
Może jest trochę dumna
Lecz szacunku wciąż szuka

Nie tam, gdzie trzeba, miłość znajduje ciągle
Te same sytuacje
Inne tylko twarze

Trochę zwolniła od kiedy tatuś jej odszedł
Słabo, że nie powiedział
Że zasługuje na więcej \ Zasługiwała na więcej*

Johnny zawsze błazna odstawiał
Wszystkie zasady łamał
Byś za ziomala go miał

Zawsze był outsiderem
Nieważne, jak by się starał
Często o samobójstwie myślał

Życie trudne, gdy przyjaciół się nie ma
Więc swe życie zakończył
Zapamiętają go teraz

Przekraczasz granicę i odwrotu już nie ma
Powiedział światu, co czuje
Zadźwięczała giwera

Myśmy to my-y młodością narodu

Kto winien istnień ginących tragicznie
Nieważne, co powiesz
Ból i tak pozostanie

Ból, który czuję w sobie, kłamstwa te męczą mnie
Czy nikt tego nie wie
Ślepy ślepego wiedzie

Taka chyba kolej rzeczy już
jest
Czy ktoś dostrzeże tu sens
Ktoś odpowiedź znać musi

Życie to musi być coś więcej niż to
Jakiś większy sens musi mieć wszystko
W istnienie czego wierzyłem

Myśmy to my-y młodością narodu

_____
* W zależności od tego, kto mówi: ojciec czy narrator.

[2001]

Tłum. BS & TŁM

Willy DeVille „(Bo) Broń zakazana jest”


Mój tatuś rzekł mi kiedyś: „Za mężczyznę nie miej się
Tylko dlatego, że broń masz, a kulę w broni swojej”

Zakazana teraz broń, tylko bandzior miewa ją
Na ulicy zaś bezpiecznie już nie czujesz się
Jedynie złodzieje, na patrolu gliniarze
Bezpiecznie czują się - czy to nie dziwne?
Bo broń zakazana jest

Pokaż mi jak tańczysz, o-oo
Pokaż mi jak tańczysz
Pokaż mi jak tańczysz
Tańcz, ty mój partnerze, czy to nie jest dziwne upaść tak na ziemię?
Bo broń zakazana jest

W tej krainie mlekiem, miodem - z trudem zdobyliśmy ją
Masz poczucie, że masz wybór
Żyjąc uczciwie, długo – długo...

Chodzi o siłę perswazji – mogą złamać ci nogę
W ciemne więc uliczki nie wchodź
Tracisz, wszystko, co twoje

Jedynie złodzieje, na patrolu gliniarze
Bezpiecznie czują się, czy to nie dziwne?
Bo broń zakazana jest

Pokaż mi jak tańczysz, o-oo
Pokaż mi jak tańczysz
Pokaż mi jak tańczysz
Mój do tańca partnerze, czy to nie jest dziwne upaść tak na ziemię?
Bo broń zakazana jest

W tym kraju naszym cudnym – tak, wreszcie dorośliśmy
Potem, mięśniami, podsłuchem kraj ten zbudowaliśmy

Jedynie złodzieje, na patrolu gliniarze
Bezpiecznie czują się, czy to nie dziwne?
Bo broń zakazana jest

Pokaż mi jak tańczysz, o-oo
Pokaż mi jak tańczysz
Pokaż mi jak tańczysz
Tańcz, ty mój partnerze, czy to nie jest dziwne upaść tak na ziemię?
Bo broń zakazana jest

[1987]

Tłum. Jan Olchawski & TŁM

Sammy Hagar "Jeździć 90 nie mogę"


Lewa noga na hamulcu, prawa zaś na gazie, hej!
Ruch za duży, więc nie zdołam powyprzedzać – nie, o nie!
Więc najlepszego mego nielegala próbuję
Radiowóz przyjeżdża i nastrój mi psuje – znów

Dalej, spiszcie mnie za kilosów dwieście*
Ogłoście, że mnie poszukujecie
Prawko mi zabierzcie, wszystkie te brednie
Jeździć 90 nie mogę...

Więc na dwudziestce czwórce podpisałem się – hej!
Sędzia rzekł: "Jeszcze raz, chłopcze
To do paki wsadzę cię".
W oczy mi spojrzał i rzekł: "Kapujesz?"
Ja na to: "O tak, jasne".

Dalej, mandat duży mi przywalcie*
Ogłoście, że mnie poszukujecie
Prawko mi zabierzcie, wszystkie te brednie
Jeździć 90 nie mogę...

Gdy jadę tak wolno, trudno się kieruje
Wrzucić trójki nie da się
Trasa dwugodzinna dzień mi zajmuje
Do LA 16 h jechałem, he

etc.
...

[1984]

_____
* W zależności od tego jak przetłumaczymy wyrażenie: „write me up for 125”

Tłum. Mikołaj O. & TŁM

Ray Davies / The Kinks „(Chciałbym latać jak) Supermen”


Zaraz kichnąłem, gdy z rana dziś wstałem
Fajka wypaliłem, herbatę wypiłem
Rzut oka w lustro; co tam zobaczyłem?
Sześćdziesiąt kilo słabizny z wystającym kolanem
Przysiady, pompki – palców u stóp sięgnąłem
Nos wydmuchałem, bo znowu kichnąłem
Na gołębią mą klatkę w lustrze spojrzałem
Musiałem się ubrać, bo w depresję już wpadałem
Jest z pewnością sposób
Bym zmienił swą formę
Niezadowolony – oto, czymem jest
A lepszym być chcę

Supermen, Supermen – chciałbym latać jak Supermen
Supermen, Supermen – chcę ja być jak Supermen
Chcę ja być jak Supermen
Supermen, Supermen – chciałbym latać jak Supermen

Zbudziłem się rano, co zobaczyłem?
Dużą czarną chmurę nad głową zoczyłem
Prawie padłem trupem, gdy radio włączyłem
Wiadomości tak złe\Dzieje się tak źle, że z łóżka aż spadłem
Gazownicy strajkują i nafciarze strajkują i tirowcy strajkują i piekarze strajkują
[Tylko\Jeno] Supermeni przetrwają
Za gaz rachunki, za komorne rachunki, za telefon rachunki i do tego podatki
Jestem wrakiem – lecz żyję wciąż

Patrzę w gazetę – i co tam widzę?
Kradzieże, przemoc, szaleństwo – obłęd

Hej, moja mała, uciekajmy stąd
Gdzieś musi być coś lepszego niż to
Potrzebuję cię, lecz tego\twego stanu nie znoszę
Odlecielibyśmy w dal, gdybym był Supermen
Zmienić świat chciałbym naprawdę
Naprawić bałagan, jaki panuje
Jestem za słaby, tak chudy jestem
Latać bym chciał, a pływać nie umiem

Supermen, Supermen – jak Supermen latać chcę
Supermen, Supermen – chciałbym latać jak Supermen
Supermen, Supermen – chciałbym latać jak Supermen
Supermen, Supermen – jak Supermen być ja chcę
Supermen, Supermen – jak Supermen latać chcę

[1979]

Tłum. Paweł M. & TŁM

Dave Matthews Band „Mógłbyś umrzeć próbując”

By zmienić świat
Zrób pierwszy krok
Choć mały jest
To najtrudniejszy też

Gdy znajdziesz swoją drogę
Wejdziesz pewnym krokiem
Rzekłeś: Nie próbowałem
Bo umrzeć byś mógł
Bo mógłbyś umrzeć próbując
Bo byś...

Jeśli zamkniesz oczy
Bo dom w płomieniach stoi
Myślisz: Kroku nie zrobię
Aż nie zgaśnie ogień
To, czego nie zrobiłeś
Och, bo umrzeć byś mógł
Bo mógłbyś umrzeć próbując
Na nic byś się nie zdał
Bo umrzeć byś mógł
Bo mógłbyś umrzeć próbując

Gdy dawać zaczynasz, życie nowe masz
Gdy dawać zaczynasz, życie nowe masz
Zaczynasz – i świat zdobywasz
Jeśli dajesz, dawać zaczynasz
Świat zdobywasz, świat zdobywasz
Gdy dawać zaczynasz, życie nowe masz

Mógłbyś umrzeć próbując
Och, mógłbyś umrzeć próbując
Tak, mógłbyś umrzeć próbując

To, czego nie zrobiłeś
Bo mógłbyś umrzeć próbując
Równie dobrze mógłbyś być martwy
Nigdy nie zrobiłeś

[2005]

Tłum. Julia O. & TŁM

Mieczysław Fogg "The Very Last Sunday" ("To ostatnia niedziela" po angielsku)

It’s no time to look for excuses
This is really the end
Today came another richer and better
And with you has stolen my joy
I have one request maybe the last one
The first in many years
Give me this Sunday
Our last Sunday
And then let the world fall apart

That’s the very last Sunday
Today we’ll separate
Today we’ll go our own ways
For all the times
That’s the very last Sunday
So spare me this Sunday
Look at me with tenderness
For the last time

You’ll yet have enough of these Sundays
And what will be with me – who can say

That’s the very last Sunday
My dreams I’d imagined
Happinesss which I craved so
It’s finished now

Ask me what I’ll do and where I’m going
Where should I go, I know
Today there’s one answer for me
I know of no other
This answer’s... well, never mind
One thing’s important you must be happy
Don’t worry ‘bout me again
But ‘fore all this is finished
Before fate separates us
This one Sunday – give me

That’s the very last Sunday
Today we’ll separate
Today we’ll go our own ways
For all the times
That’s the very last Sunday
So spare me this Sunday
Look at me with tenderness
For the last time

You’ll yet have enough of these Sundays
And what will be with me – who can say

That’s the very last Sunday
My dreams I’d imagined
Happinesss which I craved so
It’s finished now

[1935]

Tłum. Mikołaj Zieliński & TŁM


Five For Fighting „Michael Jordan”



Koszulę, kapelusz, książki me
Do zoo wycieczkę
Mą kanapę, pilota – o tak! – i dużą kolę
Upadłbym na kolana, mój Boże
Gdybym mógł

Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Oddałbym, by tobą być

Pracę, auto, gotówkę
Mój na wzgórzu dom
Fortepian – spaliłbym na popiół (ta je)
Na kolana bym upadł, mój Boże
Gdybym mógł

Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Wszystko oddałbym
Oddałbym, by tobą być

Mój głos, płyty\mowę\zasługi* i żonę moją
Pierworodne dziecko albo i dwoje
Dałbym nóż, mój Mike'u, gdybym tylko...
Powstrzymaj mnie
Mój Boże (mój Jordanie)

Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym wszystko
Dałbym, by tobą być\żeby być tobą**

[2000]

_____
* Zależnie od tego, czy w tekście oryginalnym występuje słowo worm, word czy worth.
** Zależnie od tego, czy bardziej zależy nam na rymie czy na rytmie.

Tłum. Martyna P. & TŁM

Roxette „To musiała być miłość”


Złóż swój szept na mej poduszce
Na ziemi zaś zostaw chłód
Budzę się sama, ciszę czuję
W sypialni – wszędzie wokół
Dotknij mnie, oczy zamykam i odpływam w marzeń świat


To musiała być miłość, lecz skończyła się
To musiało być dobre, ale zgubione jest
To musiała być miłość, lecz skończyła się
Od chwili dotyku – aż czas nasz skończył zasię


Wmawiam sobie, żeśmy razem
Że twe serce mnie chroni
Lecz wewnątrz, zewnątrz jużem wodą
Jako łza na twej dłoni
To ciężki zimowy dzień, uciekam w sny


To musiała być miłość, lecz skończona już jest
Wszystko, czego pragnęłam – teraz bez niej żyję
To musiała być miłość, lecz skończona już jest
Jest tam, gdzie wiatr dmucha, gdzie woda płynie
Jest tam, gdzie wiatr dmucha

[1992]

Tłum. XXX & TŁM


MARK KNOPFLER „Korsarzować”


Oto mój okręt
Patrz, jaki zadbany
Każdemu jego szczęście
Każdemu też łupy
Żyję, by oceanić
Opływać cały świat
Troszeczkę poplądrować
I słyszeć odgłos dział
By sypiać z pięknościami
Oraz Maderę pić
Słuchać jak o brzeg nie mój
Fale będą bić

Korsarzować popłyniem
Jo ho ho – jam korsarzem
Korsarzować – o to, to
Jo ho ho, jo ho ho

Ludzi na twym okręcie
Jak śmieci traktujesz
Ja moich nie chłoszczę
A znam takich – to wiesz
Płyń ze mną do Barbarii
Rejsy tam zrobimy
Nie do końca wcale
W służbie Korony
By sypiać z pięknościami
Oraz Maderę pić
Słuchać jak o brzeg nie mój
Fale będą bić

Korsarzować popłyniem
Jo ho ho – jam korsarzem
Korsarzować – o to, to
Jo ho ho, jo ho ho

Spójrz, mój okręt mały
Lecz żądlić potrafi
Może zdobywać łupy
Bo ma królewski list
Ulice i tawerny
Pięknych obcych miast kocham
Damom o ciemnych oczach
Kapelusza uchylam
Gdy wypad wraz robimy
To tu, to tu, to tam
By sypiać z pięknościami
Oraz Maderę pić
Słuchać jak o brzeg nie mój
Fale będą bić

Korsarzować popłyniem
Jo ho ho – jam korsarzem
Korsarzować – o to, to
Jo ho ho, jo ho ho

Korsarzy Brytanii trzeba
Na każdą jej wojnę
Śmierć jej wrogom – chociaż
Łup bardziej liczy się
Płyń ze mną do Barbarii
Rejsy tam zrobimy
Nie do końca wca-
Le w służbie Korony
By sypiać z pięknościami
Oraz Maderę pić
Słuchać jak o brzeg nie mój
Fale będą bić

Korsarzować popłyniem
Jo ho ho – jam korsarzem
Korsarzować – o to, to
Jo ho ho, jo ho ho

[2012]

Tłum. M&M & TŁM