Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z.G.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z.G.. Pokaż wszystkie posty

Wszyscy zgadzają się ze sobą...

...a będzie nadal tak, jak jest?

Panuje powszechne przekonanie, że produkowane współcześnie samochody mają niemal identyczny wygląd zewnętrzny. Na pytanie: "Jakim autem odjechał przestępca?" można by usłyszeć odpowiedź: "Takim samym jak wszystkie inne".

Niby nam się ta sytuacja nie podoba. Niby mamy wpływ na to, aby ją zmienić. Ale czy o braku wolnego rynku (a jednocześnie braku naszego zaangażowania w zmianę sytuacji) nie świadczy to, że, narzekając i pomstując, kupujemy jednak te nowe bezcharakterne auta?

 Jeszcze z czasów,
gdy volvo oznaczało volvo,
mercedes mercedesa,
a citroen miał przykryte tylne koła:
Das Auto,
czyli
(Fot. Z.G.)


Corvette: Samochód z charakterem (Fot. Z.G.)

A teraz: Wołga to czy nie wołga? (Fot. G.)

To na "H", i to na "H" - a oba holernie nieoryginalne
(fotografia ucięta ze złości na identyczność pojazdów)
(Fot. Z.G.)

A jaki samochód będzie prowadził w przyszłości ten człowiek?
(Fot. MDK)

Tekst: Praktykant
Współpraca: Łukasz Kowalski

KĄCIK MALKONTENTA: Dysoperacja

Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę po V Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015

W warszawskiej Królikarni wystawiono na dworze huśtawki. Po stronie jednego z siedzących huśtawka jest cała biała. Po drugiej: czarna. Siedzących dzieli duże lustro; każdy ze współużytkowników może oglądać swoją fizjonomię i resztę ciała. Jest to instalacja. Nazywa się Kooperacja. „Rzeźby interaktywne” to inna, „naukowa” nazwa owych czarno-białych huśtawek. Trudno o dobitniejszy portret współczesnych destrukcyjnych trendów – niby rzeźba, ale „interaktywna”; niby to ma być artyzm, ale brzydkie jak noc; niby nosi tytuł Współpraca, ale w istocie huśtacze są od siebie oddzieleni. Egoizm i wpatrzenie w samego siebie. Świat postawiony na głowie. Może on zostać postawiony na głowie w sensie zupełnie dosłownym po spadnięciu z huśtawki. Korzystamy z niej bowiem, jak głosi napis, „na własną odpowiedzialność”.

Tekst: MLK
Zdjęcie: Z.G.

Kościół zamknięty

Św. Andrzeja Boboli, Męczennika, A.D. 2015

 Szkoda, że
z zakrytym brzuchem,
bez dużego dekoltu,
w dłuższym niż mini i szorty odzieniu,
które ma rękawy,
nie jest przezroczyste
i nie zbyt obcisłe,
też do środka się nie dostaniemy

Śladem naszych publikacji: śladem tekstu Kacpra Tomasza Lidzkiego Kościół otwarty


Warszawa, rok 2015, dzień pracy, godzina nieszporna

Z bliska widzimy, że chodzi o odpowiedni strój. Z daleka –


– wydaje się, że napis może odnosić się do niemożności odwiedzenia Pana Boga w ogóle. Bingo! Wasz reporter drzwi zastał zamknięte.

Z.G.

P.S. Zdjęcie z ogłoszeniem kwalifikowałoby się właściwie również do rubryki PIĘKNY JĘZYK POLSKI: nikt normalny nie chce nikomu zabraniać wstępu do Kościoła; najwyżej do kościoła.

Cóż, to jest prawda...

Środa po IV Niedzieli po Wielkanocy, A.D. 2015

Fajka? (Rys. Sztukmistrz)

Pouczające i smutne doświadczenie spotkało mnie w pewnym zakładzie fotograficznym.

Na ścianie wisiały tam zdjęcia znanych osób. Zamówiły one niegdyś w zakładzie swoje wizerunki, a ich odbitkę pozwoliły umieścić w widocznym miejscu. Fotografie pełnią zarówno funkcję pamiątki ważnego dla właścicieli wydarzenia („Taaaaaka persona u nas się pojawiła...”), jak swego rodzaju autoreklamy.

Wśród prezentowanych facjat moją uwagę zwróciła ta należąca do człowieka, który publicznie zawstydzał Polaków. Podawał się za naszego reprezentanta, a w oficjalnych okolicznościach pojawiał pijany.

Postanowiłem zaindagować jednego z pracowników zakładu:
– Czy nie wydaje się panu niewłaściwe, że na ścianie wisi zdjęcie człowieka, który nas publicznie zawstydza?
Pracownik zrazu nie pojął, o co chodzi. Wyjaśniłem więc, co mam na myśli, przypominając o alkoholowych przygodach wspomnianego polityka.
– Wie pan – brzmiała reakcja – to jest kwestia poglądów. [Sic!]

Odpowiedź pracownika zakładu w bolesny sposób uświadamia nam jedną z głównych chorób (kto wie, czy nie najgłówniejszą) toczącą współczesny świat. Schorzenie owo objawia się twierdzeniem, że „nie ma Prawdy, są tylko poglądy” i niedowierzaniem własnym zmysłom. Jest to podejście w najwyższym stopniu nieteologiczne, bezrozumne i nienaukowe.
Mój rozmówca został dotknięty dolegliwością do tego stopnia, że nie wahał się zaprzeczać oczywistym faktom. Czyż bowiem upojenie alkoholowe to pogląd, czy rzeczywistość?

Pracownik zakładu decyzję o umieszczeniu wspomnianej fizjonomii w widocznym miejscu usiłował uzasadniać również stwierdzeniem, iż „[...] jest osobą rozpoznawalną”.
– Nie da się ukryć – odparłem. – Ale rozpoznawalną z czego?
Pytanie okazało się retorycznym.

Dlaczego w ogóle zareagowałem, czemu zwróciłem pracownikowi uwagę na niestosowność wystroju miejsca? Otóż w tym świecie, którego książę już tak wiele osób zdołał zarazić totalnym relatywizmem, potrzeba budować świadomość, że istnieją ludzie, którym naprawdę nie jest wszystko jedno. Jeśli dogmatykowi względności wszystkiego nie przemawiają do rozumu argumenty, jeśli przeczy on temu, co widzi na własne oczy – może początkiem otrzeźwienia będzie obserwacja, że są tacy, którzy swoim zmysłom dowierzają. Temu służył wysłany pracownikowi sygnał.

Jeżeli nic innego do relatywistów nie przemówi, zawsze mamy jeszcze do dyspozycji sprawiedliwą, piękną i skuteczną broń w postaci bojkotu. Poznajmy siłę oddziaływania naszego (czasem bardziej realnego, czasem bardziej wirtualnego) pieniądza!
Warto, aby właściciel i pracownicy firmy, którą bojkotujemy, mieli świadomość, dlaczego tak robimy i pod jakimi warunkami wznowimy współpracę. Ja w każdym razie do momentu zdjęcia ze ściany podobizny osobnika, który mnie publicznie zawstydza, z usług wspomnianego zakładu fotograficznego korzystał nie będę.


Z.G.

małe litery w podręcznikach

Świętego Piotra z Werony, Męczennika, A.D. 2015

 fot. adept

Jest całkiem jasne, że dziecku w procesie nauki należy dostarczać narzędzia najlepszej jakości. Dobrze też pozwolić młodemu człowiekowi na działanie względnie swobodne. Lepiej niech dziecko zabierze się do zadania z rozmachem i, popełniwszy trzy razy błąd, za czwartym razem zrobi już dobrze i zapamięta naukę na całe życie – niż gdyby miało wykonać coś szablonowo i niestarannie, otrzymać zaliczenie od „klucznika” ustalającego arkusze rozwiązań i żadnych pożytecznych wiadomości nie pozyskać.

System jest pomyślany tak, aby co roku wypuszczać nowe wydania podręczników i zmuszać rodziców do niedobrowolnego a regularnego finansowania określonych producentów, którzy, by odwołać się do opowiadania Dicka, stworzyli sobie swój własny zniewolony rynek. Jest to skandal i niesprawiedliwość.

Po omówieniu sprawy zasadniczej, przystępujemy do innego ważnego zagadnienia związanego z podręcznikami.

Znajdujemy w nich zadania do wypełnienia (wstaw odpowiednie wyrazy w luki itd.). Miejsca na odpowiedzi jest za mało!!! Jak dziecko ma się skoncentrować na udzieleniu dobrej, inteligentnej odpowiedzi, skoro lwią część swojej uwagi skupia na tym, aby dwumilimetrowej wielkości literki upchnąć jakoś na przeznaczonym do tego celu obszarze?


tekst: z.g.

Od kołyski aż po net

W święto św. Euzebiusza, Biskupa i Męczennika, A.D. 2014

Ilustracja: Sztukmistrz

Zdjęcia niemowlaków i dzieci wrzucane do internetu. Rozkoszne maluchy. Upublicznione piękne chwile rodzinne.

Bo tak jest szybciej. Wygodniej. Bo można całemu światu bezzwłocznie obwieścić najnowsze wieści z życia naszych skarbeńków.

Gdyby zdjęć nie wrzucać... Ludzie chcący zobaczyć się z dzieckiem musieliby się z nami spotkać in vivo. Może pofatygować do naszego domu.

Ale to nie wszystko.

Przede wszystkim, zanim umieścimy zdjęcie dziecka w sieci, powinniśmy odpowiedzieć na pytanie: A czy moja córka, mój syn chcą tego? czy nie mają nic przeciwko?

– No jak to? – odpowiemy zdumieniem – przecież szkrab urodził się dopiero dwa dni/miesiąc/pięć tygodni temu! Skąd mam wiedzieć, czy kochany berbeć chce, aby publikować jego wizerunek w necie?

No właśnie! W imię czego udzielamy zatem w imieniu dziecka pozytywnej odpowiedzi na postawione dwa akapity wyżej pytanie?

Z.G.

Schemat

W święto św. Katarzyny Aleksandryjskiej, Dziewicy i Męczennicy, A.D. 2014

Fot. Z.G.

Z życia pasażera warszawskiego metra

Na początku był schemat. Schemat „sieci metra”. W wagonach. Na ścianach.

Potem zorientowano się, że trochę głupio to wygląda i nalepiono, zatytułowany równie dużymi literami, schemat „linii metra”.

Ostatnio w wagonach pojawił się schemat „komunikacji szynowej”, który badającemu go niezbyt dokładnie oku może się jawić jako plan rozlicznych stacji i węzłów kolei podziemnej; utrzymano go w stylu map znanych z innych metropolii. Spojrzenie na „schemat” ma chyba wywołać wrażenie, jakby metrem dało się dotrzeć z jednego krańca miasta na drugi, a właściwie to nawet na opłotki. A tu niespodzianka! Stacji jest niewiele więcej (za to pociąg ma jechać pod rzeką, której wody kapią na dachy wagonów!), zaś „schemat” uwzględnia oprócz kolei podziemnej również naziemną oraz tory tramwajowe (niektóre wciąż w budowie).

Field research: Praktykant