Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NCWC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NCWC. Pokaż wszystkie posty

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - UKORONOWANIE MARYI NA KRÓLOWĄ NIEBA I ZIEMI

Fot. MDK

Pamiętam jak często w dzieciństwie, gdy coś nabroiłem, a nie dało się tego ukryć, prosiłem Maryję o pomoc w załatwieniu sprawy z Tatą. Dopiero po latach zrozumiałem, że to nie z Tatą było coś nie w porządku, tylko ze mną. Więcej! Jak bardzo musiał mnie kochać, skoro brał udział w tej grze.

Nie potrafię powstrzymać łez, gdy myślę o tej Tajemnicy w tym kontekście. Jakbym mało otrzymał będąc stworzonym i odkupionym! - Pan śpieszy zawczasu na ratunek mojej małości, dając mi Maryję za Orędowniczkę i Pośredniczkę. Ten, który powołuje mnie do swej Nieskończoności, bierze poprawkę na moją ograniczoność.

Do tego jeszcze w jaki sposób! Tam, gdzie się boję, posyła Matczyne Ciepło. Tam, gdzie się buntuję - Matczyną Cierpliwość. Tam, gdzie opadam z sił - Matczyną Wytrwałość. Mów, co chcesz, ale nie widzę w sobie grzechu, na który odpowiedzi nie stanowiłaby postawa Matczynej Miłości.

A ja? No cóż... jestem.


NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - WNIEBOWZIĘCIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

Fot. MDK


Wspomniałeś kiedyś, że patrzysz na tę Tajemnicę zawsze w perspektywie Zwiastowania. Chyba wreszcie rozumiem, co miałeś na myśli. Faktycznie, "Fiat" brzmi teraz zupełnie inaczej. Robi mi się bardzo ciepło na sercu, gdy uświadamiam sobie, jaką cenę zapłaciła Maryja za dochowanie wierności. Ale nie takie zgorzkniałe zacietrzewienie, ale prawdziwą, pełną Miłości wierność. Jak złoto wypróbowaną w ogniu. W ogniu męczeństwa. W ogniu strapienia. W ogniu trudu. W ogniu monotonii...

Oczywiście, że w naturalny sposób chcę się przyjrzeć mojej wierności. Cóż... Jakże często zdarza się jej zgorzeć i to wcale nie od wielkiego płomienia.

Nie chcę jednak powracać do koncentrowania się na sobie. Tym bardziej, że mam kolejny powód, aby w dalszym ciągu wpatrywać się w niebo - przykład Ukochanej Matki. Przykład doskonały. Chcę właśnie tak jak Ona pozwalać Panu działać w moim życiu. Każdego dnia powtarzać "Fiat". Odchodzić od mojego ograniczonego patrzenia i w zaufaniu pozwalać się prowadzić. Tym bardziej, że bliski mi Człowiek-Maryja, tego już dokonał.

Jakże jestem wdzięczny za Jej nieustanne pociąganie mnie do siebie. I niezważanie na moje dziecięce opieranie się...

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

Fot. MDK

Wiesz, że lubię być sam. Wydaje mi się, że dlatego, iż nigdy nie jestem samotny. Nie jest to moja zasługa. Nie zawsze tak było...

Potrafię (przynajmniej tak mi się wydaje) doskonale wczuć się w to, co odczuwali Apostołowie od Wniebowstąpienia. Nie raz zostawałem samotny z moim lękiem. Ze znikomością... Z niewiernością... Nie było to przyjemne doświadczenie. Jednak zamknięte drzwi Wieczernika mają pewna wielką zaletę - nie pozwalają uciec - w tym wypadku tak naprawdę od siebie samego.

Czy nadal próbuję uciekać? Oczywiście! Im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej na drodze wiodącej do Pana, diabelskie podszepty stają się tym bardziej wyrafinowane, subtelniejsze i mniej oczywiste.

Czekam jednak na Kogoś o wiele potężniejszego niż to wszystko. Pan daje mi siebie, więc nie jestem samotny. Nie usuwa lęku w sposób magiczny, ani nie udziela wiedzy wlanej. Co więcej, mam czasami wrażenie jakby zapominał rozgrzewać oziębłe serce. Dlatego bardziej przemawia do mnie obraz szumiącego wiatru niż ognistego języka. Tym bardziej, że, aby móc mu się poddawać, trzeba najpierw opuścić gardę. A to boli za każdym razem mniej. Chodź i sam zobacz...

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - WNIEBOWSTĄPIENIE PANA JEZUSA

Fot. MDK

Stoję teraz z Apostołami i wpatruję się w niebo. Wciąż jestem pełen radości i nadziei. Chciałbym, aby takie nastawienie towarzyszyło mi, gdy doświadczam trudności. Bo tak łatwo zwracam wzrok z powrotem na ziemię. Tak łatwo lęk wypiera radość, a rezygnacja nadzieję.

Jednak wciąż wpatruję się w górę. Tam właśnie przenosi w wieczność to, co zmienne. Udoskonala niedoskonałe. Umacnia słabe. Świętym czyni grzeszne. Czerpię tak zachłannie, bo nie jest to jedynie obietnica, a namacalna rzeczywistość. Czy z takim przewodnikiem nadal będę się lękał?

Spójrz, jaki paradoks. Abym mógł spokojnie wpatrywać się w górę, Pan sprawia, że stoję pewnie na ziemi. Chcę wypowiedzieć moją wdzięczność za Jego tak hojnie udzielane światło. Dzięki niemu potrafię realnie patrzeć na siebie. Znam swoje słabości i mocne strony. Upadki i wzloty. Potrafię spojrzeć dalej niż moje emocje i chwilowe zachcianki.

Co więcej, Pan uczy mnie tej równowagi każdego dnia. Cierpliwie. Krok po kroku, jak małe dziecko uczące się chodzić.

Tak, stać pewnie na ziemi, aby wzrok utrzymać w górze. Wpatrywać się w Niego.


NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA

Fot. MDK

"By wykupić niewolnika, wydałeś Swego Syna". To właśnie ten fragment stanowi dla mnie swego rodzaju esencję wszystkich myśli, które przychodzą mi do głowy, gdy medytuję tę Tajemnicę.

Moje serce napełnia pokój. Nie żeby nagle nie było mojej przewrotności, małości czy grzeszności. Po prostu wreszcie dociera do mnie, że to nie ona stanowi istotę. Potrafię wreszcie bez lęku spojrzeć w kierunku Pana - nie tylko Celu, ale najbliższego Towarzysza, który jest bliżej mnie niż ja sam.

Siedzę teraz w pustej grocie. Dotykam teraz zimnego kamienia. Cieszę się ciepłem promienia wpadającego przez otwór pozostały po kamieniu. No właśnie, tylokrotnie chciałem go sam osobiście odwalić. Dla siebie, dla Ciebie, dla wielu osób... Śmieję się teraz z tego. Z tego, jak się napinałem, jak sapałem. Dziwne, ale nie mam do siebie pretensji. Czasami potrzebuję zmęczyć się na próżno, aby opadając z sił zacząć słuchać. A słyszę teraz wyraźnie jak Chrzest włącza mnie w Zmartwychwstanie. I cieszę się na nie. Mam na nie nadzieję nie ze względu na moje zdolności. Nie ze względu na moje siły. Nie ze względu na moje czyny. Ale ze względu na Tego, który mnie do tej rzeczywistości powołuje.

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - DROGA KRZYŻOWA

Fot. MDK

Wiesz, zupełnie nie potrafię połączyć upadków naszego Pana z moimi. Za każdym razem, gdy słyszę to porównanie, czuję wewnętrzny sprzeciw. Tak strasznie kłuje mnie w oczy zestawienie Jego Miłości z moją przewrotnością.

Patrzę jak cierpliwie dźwiga sromotne drzewo, jak nie zważa na ból, jak potyka się i boleśnie upada. Co to ma wspólnego ze mną? Ja krzyż swój ciągnę niechętnie po ziemi i doskonale wiem, gdzie znajduje się występ, który należy ominąć. Są tysiące powodów, dla których tego nie robię: lenistwo, zniechęcenie, egoizm. Bólu doświadczam dopiero, gdy zaczyna mnie wszystko przygniatać. Zresztą podnoszę się bardzo często; nie po to, aby znów zdążać do Pana, ale dlatego, że wcale nie jest mi dobrze leżeć. Powiedziałeś mi kiedyś, abym więcej patrzył na Niego niż na siebie. Dobrze...

Chcę czuć na sobie Jego spojrzenie. Bolesny grymas przy uderzeniu o ziemię nie jest wyrzutem. Grymas przy wstawaniu nie jest wstrętem.

Przy kolejnej tak dobrze znanej mi pokusie będę teraz pamiętał o gorącym pragnieniu zastąpienia Szymona z Cyreny. Choć wiem, że tak naprawdę to nie ja pomagam Jemu, tylko odwrotnie.

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ŚMIERĆ PANA JEZUSA NA KRZYŻU

Fot. MDK


Nie wiem dlaczego, ale myślę, że Pan chciałby, abym przytrzymał Mu głowę. Ujmuję ją zatem, chcę być delikatny, nie sprawiać dodatkowego bólu poruszaniem cierniowych kolców. Delikatnie ścieram strużki krwi zalewające oczy. Widzę to tak plastycznie chyba dlatego, że nigdy nie potrafię wydobyć z siebie słowa, gdy myślę, że Pan składa Ofiarę cierpiąc za moje przewiny. Dziękuję? Przepraszam? Więcej nie będę? Postaram się bardziej? Śmieszne.

Stoję teraz pod Krzyżem razem z Maryją. Z Tą, która w pełni doświadczyła Męki Jezusowej. Ona nigdy mnie nie zawodzi. Dlatego wiem, że uprosi mi łaskę, aby Krzyż stał się dla mnie rzeczywistością. Abym wyraźnie widział zależność moich czynów od Jezusowego bólu. Związek dobrych czynów z drobną ulgą. Grzechów z przysparzaniem dodatkowych cierpień.
Bo nie chcę pozostawać jedynie na poziomie zwykłego wzruszenia, żałości, smutku. Od Matki Najświętszej będę uczył się głębokiego przeżywania Męki Pańskiej - tak, aby całkowicie przeniknęła moje życie.

W tej Męce jest moja siła. Ja tymczasem, przykładając czoło do Najświętszego Oblicza, chcę coś Mu powiedzieć. Dziękuję! Przepraszam! Naprawdę postaram się bardziej!

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - CIERNIEM UKORONOWANIE

Fot. MDK

Patrzę teraz na oblicze mojego Zbawiciela. Króla, któremu przynależy prawdziwa korona. Przenika mnie Jego ból oraz smutek z szyderstwa, tak strasznie dotykającego Królewskiej Natury. Spuszczam wzrok. Nie czuję się przez Jezusa oskarżany, jednak nie potrafię nie wspomnieć w tej chwili moich występków. Tak często czynię przecież karykatury, traktuję najważniejsze sprawy jako coś naturalnego. Nie poświęcam im należnej uwagi, nie walczę o przestrzeń dla Pana Wielokrotnie staram się nie płacić ceny wyrzeczenia, zaparcia się siebie, pozostając na powierzchownej warstwie, zewnętrznym obrzędzie. Wiesz, zastanawiam się, o ile bardziej karykatura czyniona przeze mnie sprawia Panu ból. Czuję się potwornie zdając sobie sprawę, że to ja szarpię i rozrywam skórę na królewskiej głowie. Że to właśnie ja srogo wbijam kolce w czaszkę. A jednak to spojrzenie skrwawionego Oblicza mnie nie potępia. Dzięki jego poruszeniu po policzkach ciekną mi łzy i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się Panu poddać tak, bym nimi mógł obmyć strużki krwi tak obficie spływające po Jego obliczu. Słuchaj, to przedziwne, ale Pan patrzy na mnie z miłością, pomimo sromoty, którą Mu uczyniłem. Ja jeszcze tak nie potrafię.

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - BICZOWANIE PANA JEZUSA

Fot. MDK

Z drżeniem zbliżam się ku Panu uwiązanemu do słupa. Dotykam zbroczonych krwią ran. Nie potrafię jednak zasłonić Jezusa własnym ciałem. Powiedz, czy Twoim zdaniem wzdrygam się bardziej na Jego ból, czy na myśl, że być może będę musiał sam siebie aż do tego stopnia się zaprzeć? Przecież z tak wielkim trudem odmawiam sobie nawet drobnych rzeczy... A może chcę udawać bohatera? Porwać się na coś wielkiego, co będzie mogło stać się moim "tematem zastępczym"? Nie! Nie będę odwracał wzroku. Chcę obserwować każdą strużkę krwi spływającą po plecach Zbawiciela. Uklęknąć przed Miłością, która pobudza do takich czynów, do zaparcia się siebie. Uczyć się płacenia najwyższej ceny za wierność. Widząc zbolałe Oblicze chcę mocno postanowić, że wreszcie odrzucę lęk oddalający mnie od Pana. Zanurzając rękę w kałużę krwi pod słupem będę wiedział, że Pan chce, aby przeniknęła wprost do mojego serca; aby ciało, które tak często mi ciąży i prze wbrew Łasce i woli, stało się narzędziem niekończącej się chwały. Aby wola tak zmienna zjednoczyła się z Jego świętą i niezmienną Wolą.

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - MODLITWA PANA JEZUSA W OGRÓJCU

Fot. MDK

Tak, masz rację. Targuję się z Panem Bogiem o każdy milimetr moich pomysłów. Zupełnie tak jakbym zamiast "bądź wola Twoja" chciał powiedzieć "aby moja wola stała się Twoją". Dlatego w gruncie rzeczy jestem Mu wdzięczny za liczne doświadczenia Ogrójca w moim życiu. Za Jego cierpliwość i pedagogikę małych wyrzeczeń. Zwłaszcza z perspektywy czasu widzę jak znikoma była moja trwoga wobec owoców, jakich Pan pozwala mi teraz zakosztować. Dlatego pomimo rozdzierającego serce smutku patrzę na modlitwę Jezusa z nadzieją. Z nadzieją, że przemieni moje serce tak, aby należało całkowicie do Niego. Nie ma jednak drogi na skróty. Dlatego chcę teraz zbliżyć się do mojego Pana. Odgarnąć Mu z czoła kosmyk włosów sklejony krwawym potem. Przytulając się, poczuć drżenie, które nie ma nic wspólnego z zimnem. Pomimo tego umęczenia chcę nasycić duszę obrazem oczu przepełnionych miłością, bo tym razem, gdy Pan zaprowadzi mnie do mojego Ogrójca, nie chcę już z niego uciec. Nie chcę uciekać w pozory, aktywność... Chcę tym razem wytrwać... I w końcu wytrwam. Mam najlepszego Nauczyciela!

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ODNALEZIENIE PANA JEZUSA

Fot. MDK

Też wielokrotnie mniemałem, że Pan Jezus jest gdzie indziej. Nawet nie zawsze była to moja przewrotność. Łatwo przestaję zwracać uwagę na Boże Sprawy. Myślę, że przez tę scenę Pan chce mi powiedzieć przede wszystkim, abym przyjrzał się jak postępuję, gdy spostrzegam, że Go zagubiłem. Przed oczami staje mi Maryja z Józefem. Udają się na poszukiwania. Czynią to uważnie, wytrwale, z troską. Przyznam Ci się szczerze, że bardzo często zdarza mi się, że zaczynam biadać nad sobą, oskarżać się, dokładać sobie... Znów - zamiast na Bogu - skupiam się na sobie. Tak jakbym bardziej chciał poczuć się usprawiedliwiony niż odnaleźć Pana. Tymczasem patrzę na Świętą Rodzinę. Zapada zmrok, nadchodzi chłód, a ona nie zaprzestaje poszukiwań. Jeszcze kilometr, jeszcze jedni krewni do przepytania. Chcę razem z ojcem i matką Jezusa przemierzać ulice Jerozolimy i uczyć się wytrwałości, wychodzenia poza siebie. Chcę również usłyszeć pytanie: "Czemuście mnie szukali?". Wiem, że nie ma w nim wyrzutu, ani oskarżenia. Gdy wyobrażam sobie tę scenę, widzę delikatny uśmiech na twarzy Jezusa, tak jakby pytał: "Skończyłeś? To teraz pójdź za Mną".

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - OFIAROWANIE PANA JEZUSA W ŚWIĄTYNI

Fot. MDK

Mam dużo pobożności do tej Tajemnicy. Z jednej strony widzę w niej sens mojego życia - oddawanie Panu wszystkiego. Patrzę na Maryję niosącą Dzieciątko. Trzyma delikatnie w ramionach Owoc swojego całkowitego zawierzenia. To właśnie jej pokora budzi we mnie nadzieję, bo z drugiej strony widzę jak bardzo chciałbym pójść na skróty. Tak często przecież nie potrafię spojrzeć na codzienne wyrzeczenia w szerszej perspektywie. Pragnę ofiarować Panu Bogu coś wielkiego, zupełnie jakbym był w stanie uczynić coś sam. Łatwiej mi raz na jakiś czas pokusić się o herozim miast cierpliwie współpracować z Łaską. Dlatego tak bardzo chcę naśladować Matkę Bożą. Nie ona sama, lecz Bóg jest w centrum. Nie cena jaką płaci, lecz Dzieło, do którego została powołana... Nie chcę się gorszyć sobą; wiem, że nie tędy droga. Chcę na nowo spróbować. Patrzę na dalszą część sceny. Zapowiedź Symeona może zmrozić serce. Dla Maryi nie stanowi ona jednak powodu do wycofania swojego zaangażowania. Wiem zatem, że Matka tak doświadczona ofiarowuje mi wspaniałe wsparcie; im więcej widzę swoich słabości, tym bardziej prosić chcę o pomoc.

NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - NARODZENIE PANA JEZUSA

Fot. MDK

Jakoś nie potrafię kupić sielankowej intrepretacji tej sceny. To chyba nie tak miało być... Przecież odpowiadam na Boże Prowadzenie... Chyba wspólnie odczuwamy swoisty kontrast – Bóg w nędznej stajni. Jakoś nie chcę się na to zgodzić. O wiele łatwiej jest mi powiedzieć „fiat voluntas tua”, gdy ewidentnie odpuszczam walkę. Co za paradoks: przeciw Panu walczę do upadłego, a gdy chodzi o grzech i słabości, nie chcę nawet podnieść rękawicy. Tymczasem staję przez obrazem Świętej Rodziny. Po ludzku Rodzice zrobili wszystko, aby zapewnić Zbawicielowi jak najlepsze warunki. Teraz wpatruję się w Dzieciątko. I to jest chyba klucz do wszystkiego. Odczuwam pokój tej sceny, bo to Jezus jest w centrum. Nagle przestają być ważne wszelkie trudności, niepokoje, przyszłe wyzwania... Próbuję sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni po prostu wpatrywałem się w Pana tak jak Matka Boża. Nic nie mówiąc, z wielką miłością, z zadziwieniem, z radością, ze łzami w oczach... Chyba znów jestem spokojny. Wiem, że Maryja uprosi mi łaskę, abym częściej wpatrywał się w Jej Syna niż w siebie samego.

NCWC

WIELKA ROZMOWA. CYPRIAN NORWID O ROZUMIE I WIERZE


Z SERII Śladem naszych publikacji.
W nawiązaniu do tekstu NCWC pt. Rozważania różańcowe: Zwiastowanie


Słusznie Pani utrzymuje, że u nas i same Chrześcijaństwo jest na stanowisku entuzjazmu i mazurka. Niestety: Rozum uprzedza prawdziwą wiarę – zawsze – zawsze.
Jest to teologiczny i historyczny pewnik. Któż? wiarę miał wyższą i doskonalszą od Matki Zbawiciela... a przecież cóż? rzekła Aniołowi – czyliż nie zapytała się, wedle rozumu ludzkiego, jakże to być może?? I dopiero skoro Anioł Jej na to zapytanie odpowiedział, skłoniła się wielką wiarą swoją. Dlatego to rozum wiarę uprzedza.
Czy dość wystarczający dowód?
(Ale co to kogo dziś obchodzi i kto się tam takimi rzeczami zajmuje.)

List do Joanny Kuczyńskiej, [Paryż, koniec października – początek listopada 1867], PW IX, 319

___________________________________________________________

Kto podobne myśli formułuje w liście, musi traktować list inaczej niż w potocznym sensie. Wiadomości o zdarzeniach z własnego życia, aktualności polityczne lub towarzyskie, bieżące interesy – to wszystko, owszem, jest obecne w listach Norwida. Lecz trudno wśród nich znaleźć taki, który by nie przekraczał tych granic. Każdy lub niemal każdy jest częścią Wielkiej Rozmowy o sprawach najważniejszych – toczącej się przez kilkadziesiąt lat (a także przez niezliczone lata z „bliskimi” już nie obcującymi z poetą w świecie widzialnym bezpośrednio, także z nami). Dedykacja Vade-mecum pośrednio potwierdza, że właśnie rozmowa jest „wspólnym mianownikiem” literackich monologów i dialogów Norwida – lirycznych, epickich, epistolograficznych.
W rozmowie, którą Norwid prowadzi z osobami spotykanymi osobiście, z adresatami swoich listów i z nami, ton poufałej zwyczajności łączy się zwykle z nutą patosu. Myślowy skrót: „Niestety” (niestety, mylą się chrześcijanie, których wiara „jest na stanowisku entuzjazmu i mazurka”), powtórzenie: „zawsze – zawsze”, pytanie: „co to kogo dziś obchodzi” mogą służyć za przykład owej zwyczajności. Tak się mówi, nie przemawia. „Skłoniła się wielką wiarą swoją” – to z kolei zdanie zabarwione tonem uroczystym. Norwid łączy sprzeczne tendencje stylistyczne, bo ma do wypowiedzenia prawdy wielkiej wagi, lecz zarazem chce poświęcony im dialog uczynić chlebem powszednim spotkań z rozmówcami.
„Chlebem powszednim” – lecz nigdy czymś banalnym. Przeciwnie: w listach – tak samo jak w poezji – uczy oryginalności myślenia. „Któż? wiarę miał wyższą i doskonalszą od Matki Zbawiciela... a przecież [...] zapytała się, wedle rozumu ludzkiego, jakże to być może?”. Scena Zwiastowania nie przestaje tu być w oczach Norwida najwznioślejszym przykładem wiary. Jednak z pytania: „jakże to być może?” wydobywa on mniej oczywisty aspekt: najdoskonalsze upoważnienie i zobowiązanie dla ludzkiego rozumu – argument potrzebny mu w krytyce wiary stojącej „na stanowisku entuzjazmu i mazurka” – ograniczającej się do uczuć, a uzasadniający wiarę „uprzedzoną rozumem”.

Stanisław Falkowski

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - NAWIEDZENIE ŚWIĘTEJ ELŻBIETY


Fot. MDK 

Powiem Ci szczerze, że na miejscu Matki Bożej wcale nie chciałoby mi się ruszać z miejsca. Sytuacja wcale nie jest łatwa. Wytłumaczyć świętemu Józefowi, co nastąpiło, przygotować się do nowych wyzwań, droga długa i trudna... Bardzo wzrusza mnie autentyczność, szczerość i prostota miłości Maryi. To, jak nie zważając na siebie zostawia wszystko i udaje się służyć krewnej. Nie zawsze tak potrafię. Mówiąc szczerze, przychodzi mi to z wielkim trudem. Wolę polegać na sobie, własnych zdolnościach i talentach niż całkowicie zawierzyć Bogu, niż dać coś z siebie. Patrząc na dalszy przebieg sceny Nawiedzenia robię się jeszcze bardziej zawstydzony. Cudowność wydarzeń, wewnętrzne poruszenia przy spotkaniu. Na czym polega ten paradoks, że u innych dostrzegam z łatwością Boże Prowadzenie, a u siebie zdaję się być ślepy. Nie mam wątpliwości, że Pan innych umacnia, a sam czuję się opuszczony. Dlatego tak bardzo chcę wpatrywać się w Maryję. Widzieć jej delikatność, gdy posługuje Elżbiecie, gdy poświęca jej czas na rozmowy, ociera pot z jej czoła... Nie ma w niej nic z niepokoju, zniecierpliwienia. Tak bardzo skupiona jest na doczesnej posłudze, a jednocześnie tak szeroko otwarta na Boże Prowadzenie.

 NCWC

Medytacje różańcowe (List do Przyjaciela) - ZWIASTOWANIE

Fot. MDK



Dosyć późno uświadomiłem sobie, że „Fiat” Matki Bożej wcale nie było oczywiste. W końcu Niepokalane Poczęcie, Anioł itd. Jednak coraz bardziej dociera do mnie dramatyzm sceny Zwiastowania. Zwłaszcza, gdy przypomnę sobie niezliczone sytuacje, w których skrewiłem. Maryja nie czyni czczej deklaracji pod wpływem chwilowego uniesienia. Ja natomiast tak często potrzebuję „trzęsienia ziemi”, a i tak zapału starcza mi najwyżej do przyszłego wtorku. Ona jednak widzi całą sprawę przy zachowaniu pokory – i to podwójnej. Z jednej strony pokornie staje wobec wielkości dzieła, do którego jest zapraszana. Z drugiej: nie upatruje w tym zaproszeniu swej wielkości. Patrzy na rzeczywistość trzeźwo – zdaje sobie sprawę z trudności – odpowiedź na Boże Wezwanie nie będzie pasmem mistycznych uniesień. Najczęściej stygnę właśnie w tym momencie. Zaczynam racjonalizować, szukać wymówek, przecież porażka tak bardzo boli... Maryja natomiast nie wpatruje się w siebie. Chociaż wypowiedzenie słowa „Fiat” trwa tylko krótką chwilę, to tak naprawdę będzie je ona wypowiadać codziennie przez najbliższe trzydzieści trzy lata. Co więcej: pod Krzyżem wypowie je również z taką samą Miłością. Wiesz, stanowi to dla mnie wielką pociechę, że mam taką Orędowniczkę. I mimo że przegram jeszcze nie raz, tym razem może dam się podtrzymać nawet do środy... Albo do ostatniego tchnienia...

NCWC

Medytacja na Niedzielę Palmową

A.D. 2015



Mt 21, 1–9
Onego czasu:
Gdy się przybliżali ku Jeruzalem, i przyszli do Bethphage, do góry oliwnéj, tedy Jezus posłał dwu uczniów,
Mówiąc im: Idźcie do miasteczka, które jest przeciwko wam, a natychmiast najdziecie oślicę uwiązaną i oślę z nią; odwiążcie i przywiedźcie mi.
A jeźliby wam kto co rzekł, powiedzcie, iż Pan ich potrzebuje: a zarazem puści je.
A to się wszystko stało, aby się wypełniło, co jest powiedziano przez proroka mówiącego:
Powiedzcie córce Syońskiéj: Oto król twój idzie tobie cichy, siedzący na oślicy i na oślęciu, synu podjarzemnéj.
Szedłszy tedy uczniowie, uczynili, jako im rozkazał Jezus.
I przywiedli oślicę i oślę i włożyli na nie odzienia swoje, a jego wsadzili na nie.
A rzesza bardzo wielka słali szaty swoje na drodze, a drudzy obcinali gałązki z drzew i na drodze słali.
A rzesze, które uprzedzały, i które pozad szły, wołały mówiąc: Hosanna synowi Dawidowemu! błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach!


-> Dominus hic opus habet
Czy potrafię precyzyjnie powiedzieć, czego Bóg oczekuje ode mnie na obecnym etapie życia? Jak często pytam Boga, jaka jest Jego wola? Czy dla Jego woli gotów jestem cokolwiek „stracić”?

-> Euntes autem discipuli fecerunt sicut praecepit illis Jesus
Gdzie się podziała moja gorliwość w życiu po Bożemu? Czy jest ona stała i niezależna od moich aktualnych nastrojów? Jak często targuję się z Bogiem o brzemię, które mam ponieść?

-> Hosanna filio David
Jak przywitam Boga w tę Wielkanoc? Jak wykorzystałem czas tego Postu? Czy plan na Wielki Tydzień ułożyłem pod kątem życia liturgicznego? Czy nie zostawiłem spowiedzi na ostatnią chwilę?

NCWC

Medytacja na Niedzielę Męki Pańskiej

A.D. 2015


J 8, 46–59
Onego czasu: Mówił Jezus rzeszom żydowskim:
46 Kto z was dowiedzie na mię grzechu? Jeźli prawdę mówię, czemu mi nie wierzycie?
47 Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; dlatego wy nie słuchacie, że nie jesteście z Boga.
48 Odpowiedzieli tedy Żydowie i rzekli mu: Izali my nie dobrze mówiemy, żeś ty jest Samarytan i czarta masz?
49 Odpowiedział Jezus: Ja czarta nie mam, ale czczę Ojca mego; a wyście mnie nie uczcili.
50 A Jać nie szukam chwały swej: jest, który szuka i sądzi.
51 Zaprawdę, zaprawdę mówię wam: Jeźli kto zachowa mowę moje, śmierci nie ogląda na wieki.
52 Rzekli tedy Żydowie: Teraześmy poznali, że czarta masz. Abraham umarł i prorocy, a ty powiadasz: Jeźliby kto strzegł mowy mojej, nie skosztuje śmierci na wieki.
53 Izaś ty jest większy nad ojca naszego Abrahama, który umarł? i prorocy pomarli; czem się sam czynisz?
54 Odpowiedział Jezus: Jeźli się Ja sam chwalę, chwała moja nic nie jest. Jest Ojciec mój, który mię uwielbia: którego wy powiadacie, iż jest Bogiem waszym.
55 A nie poznaliście go, ale Ja go znam: i jeźlibych rzekł, że go nie znam, będę podobnym wam kłamcą; ale go znam i mowy jego strzegę.
56 Abraham, ojciec wasz, z radością żądał, aby oglądał dzień mój: i oglądał i weselił się.
57 Rzekli tedy Żydowie do niego: Piącidziesiąt lat jeszcze nie masz, a Abrahamaś widział?
58 Rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę mówię wam: Pierwej niż Abraham się stał, Jam jest.
59 Porwali tedy kamienie, aby nań ciskali; lecz Jezus zataił się i wyszedł z kościoła.

-> Ego autem nos quaero gloriam meam
W czym upatruję swojej chwały? Czy łatwo przychodzi mi pozostawienie czynów dobrych w ukryciu? Jak często dla wierności Bogu rezygnuję z pychy świata?

-> Et non cognovistis eum
Jak często własnymi wyobrażeniami zniekształcam obraz Boga? Jak na ów obraz wpływają mój strach, rozżalenie, złość, nieuporządkowane pragnienia...? Co czynię, aby poznać Boga takim, jaki jest?

-> Tulerunt ergo lapides, ut jacerent in eum
Co sprawia, że nie potrafię przyjąć prawdy o sobie samym? Czy jestem gotów odrzucić samego Boga, aby zachować dobre samopoczucie? Ile razy w ciągu tego Postu odmówiłem czegoś Bogu?

NCWC

Medytacja na IV Niedzielę Wielkiego Postu

A.D. 2015


J 6, 1–15
Onego czasu:
Jezus odszedł za morze Galilejskie, które jest Tyberyadskie.
I szła za nim rzesza wielka, iż widzieli znaki, które czynił nad tymi, co chorzeli.
Wszedł tedy Jezus na górę i siedział tam z uczniami swymi.
A była blizko Pascha, dzień święty Żydowski.
Podniósłszy tedy oczy Jezus, ujrzawszy, iż wielka rzesza idzie do niego, rzekł do Filipa: Zkąd kupimy chleba, żeby ci jedli?
A mówił to, kusząc go; bo on wiedział, co miał czynić.
Odpowiedział mu Filip; Za dwieście groszy chleba nie dosyć im będzie, żeby każdy mało co wziął.
Rzekł mu jeden z uczniów jego, Andrzej, brat Symona Piotra:
Jest tu jedno pacholę, co ma pięcioro chleba jęczmiennego i dwie rybie; ale co to jest na tak wielu?
10 Rzekł tedy Jezus: Kaźcie ludziom usięść. A było trawy wiele na miejscu. A tak usiadło mężów w liczbie jakoby pięć tysięcy.
11 Wziął tedy Jezus chleb, a dzięki uczyniwszy, rozdał siedzącym, także i z ryb, ile chcieli.
12 A gdy się najedli, rzekł uczniom swoim: Zbierzcie, które zbyły ułomki, aby nie zginęły.
13 Zebrali tedy i napełnili dwanaście koszów z pięciorga chleba jęczmiennego, które zbywały tym, co jedli.
14 Oni tedy ludzie ujrzawszy cud, który Jezus uczynił, mówili: Iż ten jest prawdziwie prorok, który miał przyjść na świat.
15 Tedy Jezus poznawszy, iż mieli przyjść, aby go porwali i uczynili królem, uciekł zasię sam jeden na górę.


-> Et sequebatur eum multitudo magna, quia videbant signa
Jak dużo ludzkich naleciałości jest w moim chodzeniu za Bogiem Prawdziwym? Czy pozwalam Bogu oczyszczać moją motywację? Czy nie szukam zbyt często „cukierków” duchowych?

-> Hoc autem dicebat tentans eum
Na czym polegała moja ostatnia próba wiary? Jak zmieniła moje życie? Czy posiadam choć odrobinę entuzjazmu do mierzenia się z wyzwaniami? Czy przynajmniej po czasie potrafię być wdzięczny za próby mające umożliwić mi wzrastanie w wierze?

-> sed haec quid sunt inter tantos?
W czym odczuwam niedostatek? Czy jest to brak przyjęty jako ofiara dla Boga, czy moje zniechęcenie w walce o to, co cenne? Czy potrafię obfitować równie dobrze jak niedostawać na Chwałę Bożą?

NCWC

Medytacja na III Niedzielę Wielkiego Postu

A.D. 2015


Łk 11, 14–28
Onego czasu:
14 Wyrzucał Jezus czarta, a on był niemy; a gdy wyrzucił czarta, przemówił niemy: i dziwowały się rzesze.
15 A niektórzy z nich mówili; Przez Beelzebuba, książęcia czartowskiego, wyrzuca czarty.
16 A drudzy kusząc, domagali się znaku od niego z nieba.
17 A on skoro ujrzał myśli ich, rzekł im: Wszelkie królestwo, przeciw sobie rozdzielone, będzie spustoszone, i dom na dom upadnie.
18 A jeźliż i szatan rozdzielon jest przeciw sobie, jakoż się ostoi królestwo jego? gdyż powiadacie, iż Ja przez Beelzebuba wyrzucam czarty.
19 A jeźliż Ja przez Beelzebuba wyrzucam czarty, synowie wasi przez kogo wyrzucają? dlatego oni sędziami waszymi będą.
20 Lecz jeźli palcem Bożym wyrzucam czarty, zaisteć na was przyszło królestwo Boże.
21 Gdy mocarz zbrojny strzeże dworu swego, w pokoju jest to, co ma.
22 Ale jeźli mocniejszy nadeń nadszedłszy, zwycięży go, odejmie wszystkę broń jego, w któréj ufał, i korzyści jego rozdał.
23 Ktoć nie jest ze mną, przeciw mnie jest, a kto nie zgromadza ze mną, rozprasza.
24 Gdy duch nieczysty wynidzie od człowieka, chodzi po miejscach bezwodnych, szukając odpoczynku: a nie nalazłszy, mówi: Wrócę się do domu mego, skądem wyszedł.
25 A przyszedłszy, najduje go umieciony i ochędożony.
26 Tedy idzie i bierze z sobą siedmi innych duchów gorszych nad się, a wszedłszy, mieszkają tam, i stawają się pośledniejsze rzeczy człowieka onego gorsze, niźli pierwsze.
27 I stało się, gdy to mówił, podniósłszy głos niektóra niewiasta z rzesze, rzekła mu: Błogosławiony żywot, który cię nosił, i piersi, któreś ssał.
28 A on rzekł: I owszem, błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go.


-> Et alii tentantes, signum de coelo quaerebant ab eo
W czym do końca nie potrafię Bogu zaufać? Co zmniejsza moją pewność? Jakiś doznany zawód? Poczucie opuszczenia przez Boga? Czy do pełnego życia wiarą nie stawiam Bogu warunków? Przed czym mają mnie chronić wszystkie bariery, które stawiam Bogu?

-> Qui non est mecum contra me est
Czy nie zatrzymałem się na wskazówce negatywnej: „nie być przeciw”? Co pomaga mi wznosić się ponad przeciętność? Czy widzę, w jaki sposób Bóg pomaga mi odwracać się od zła i zwracać ku dobru? Jak za to Jego prowadzenie będę w najbliższym czasie dziękować?

-> Beatus venter qui te portavit, et ubera quae suxisti.
Co w moim życiu uważam za źródło prawdziwej radości? Czy potrafię się nią dzielić przynajmniej z najbliższymi? Czy patrząc na własne odbicie w lustrze, widzę człowieka radosnego?


NCWC