Ministrantura: Missa lecta (Msza czytana)


Wychodząc z celebransem (C) z zakrystii, ministrant (M) dzwoni i podaje mu wodę święconą. Przed ołtarzem odbiera biret, pamiętając o pocałunkach liturgicznych.
Następnie przyklęka wraz z C po jego lewej stronie1, a potem klęka obok C przed najniższym stopniem ołtarza po stronie ewangelii i odmawia z nim modlitwy u stopni ołtarza.
C: In nómine Patris, † et Fílii, et Spíritus Sancti. Amen.
C: Introíbo ad altáre Dei.
M: Ad Deum qui lætíficat juventútem meam.
C: Júdica me Deus, et discérne causam meam de gente non sancta : ab hómine iníquo et dolóso érue me.
M: Quia tu es Deus fortitúdo mea : quare me repulísti, et quare tristis incédo, dum afflígit me inimícus?
C: Emítte lucem tuam, et veritátem tuam : ipsa me deduxérunt, et adduxérunt in montem sanctum tuum, et in tabernácula tua.
M: Et introíbo ad altáre Dei : ad Deum qui lætíficat juventútem meam.
C: Confitébor tibi in cíthara Deus, Deus meus : quare tristis es ánima mea, et quare contúrbas me?
M: Spera in Deo, quóniam adhuc confitébor illi : salutáre vultus mei, et Deus meus.
C: Glória Patri, et Fílio, et Spíritu Sancto.
M: Sicut erat in princípio et nunc, et semper, et in sǽcula sæculórum. Amen.
C: Introíbo ad altáre Dei.
M: Ad Deum qui lætíficat juventútem meam.
C: Adjutórium nostrum † in nómine Dómini.
M: Qui fecit cælum et terram. 
C: Confíteor Deo omnipoténti, beátæ Maríæ semper vírgini, beato Michaéli Archángelo, beáto Joánni Baptístæ, sanctis Apóstolis Petro et Paulo, ómnibus Sanctis et vobis fratres, quia peccávi nimis cogitatióne, verbo, et ópere : mea culpa, mea culpa, mea máxima culpa. Ideo precor beátam Maríam semper vírginem, beátum Michaélem Archán-gelum, beátum Joánnem Baptístam, sanctos Apóstolos Petrum et Paulum, omnes Sanctos, et vos fratres, oráre pro me ad Dóminum Deum nostrum.
M: Pochylając się lekko do C: Misereátur tui omnípotens Deus, et dimíssis peccátis tuis, perdúcat te ad vitam ætérnam.
C: Amen.
M: Pochylony głęboko ku ołtarzowi: Confíteor Deo omnipoténti, beátæ Maríæ semper vírgini, beato Michaéli Archángelo, beáto Joánni Baptístæ, sanctis Apóstolis Petro et Paulo, ómnibus Sanctis (Pochylając się do C na et tibi Pater) et tibi, Pater, quia peccávi nimis cogitatióne, verbo, et ópere : (uderzając się otwartą dłonią trzy razy w pierś na słowo MEA) mea culpa, mea culpa, mea máxima culpa. Ideo precor beátam Maríam semper vírginem, beátum Michaélem Archángelum, beátum Joánnem Baptístam, sanctos Apóstolos Petrum et Paulum, omnes Sanctos, (Pochylając się do C na et te, Pater) et te, Pater, oráre pro me ad Dóminum Deum nostrum.
C: Misereátur vestri omnípotens Deus, et dimíssis peccátis vestris, perdúcat vos ad vitam ætérnam.
M: Amen.
C: Wyprostowując się Indulgéntiam, † absolutiónem et remissiónem peccatórum nostrórum, tríbuat nobis omnípotens et miséricors Dóminus.
M: Amen.
C: Deus tu convérsus vivificábis nos.
M: Et plebs tua lætábitur in te.
C: Osténde nobis, Dómine, misericórdiam tuam.
M: Et salutáre tuum da nobis.
C: Dómine exáudi oratiónem meam.
M: Et clamor meus ad te véniat.
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
Kiedy C mówi: Orémus, M (jeśli potrzeba) pomaga mu wejść na stopnie, a następnie klęka na najniższym stopniu ołtarza po stronie ewangelii, przed rogiem ołtarza. Czyni z C znak krzyża na Introit. Potem odpowiada:
C: Kýrie eléison
M: Kýrie eléison
C: Kýrie eléison
M: Christe eléison
C: Christe eléison
M: Christe eléison
C: Kýrie eléison
M: Kýrie eléison
C: Kýrie eléison
M recytuje Gloria razem z C, na końcu czyniąc znak krzyża. Potem odpowiada:
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
Po Kolekcie (Oratio):
C: Per omnia saecula saeculorum.
M: Amen.
Po Lekcji (jeśli lekcja jest czytana cicho, C da znak, że skończył ją czytać):
M: Deo grátias.
Gdy C przejdzie na środek, M idzie po mszał, aby przenieść go na stronę ewangelii, przyklękając przed krzyżem. Stawia mszał i czeka:
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
C: Sequéntia (lub Initium) sancti Evangélii secúndum N.
M: Glória tibi, Dómine.
Na pierwsze imię Jezus M skłania się, idzie na stronę lekcji i staje zwrócony w stronę mszału. (Jeśli nie ma imienia Jezus, M zaraz po rozpoczęciu Ewangelii idzie na stronę lekcji bez skłonu). Na koniec Ewangelii odpowiada:
M: Laus tibi, Christe.
Po Ewangelii lub Credo odpowiada :
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
Po Offertorium M odbiera od C welon i składa go po stronie lekcji. Następnie idzie do kredensu po ampułki i podchodzi do rogu ołtarza (strona lekcji). Gdy C się zbliża, M pozdrawia go lekkim pochyleniem głowy, a następnie całuje ampułkę z winem i podaje ją C. Kiedy C nalewa wino, M całuje ampułkę z wodą; potem odbiera wino, całuje ampułkę z winem i prezentuje do błogosławieństwa wodę. Następnie odbiera wodę i całuje ampułkę; skłania lekko głowę i odnosi ampułki na kredens. Bierze ręczniczek, lawaterz i wodę do Lavabo i skłaniając lekko głowę do C (przed i po) obmywa palce C. Następnie odnosi wszystko na kredens i, niosąc dzwonek, idzie na swoje miejsce po stronie lekcji, klękając na najniższym stopniu przed rogiem ołtarza. Następnie odpowiada C:
C: Oráte, fratres… Patrem omnipotentem.
M: Suscípiat Dóminus sacrifícium de mánibus tuis ad laudem et glóriam nóminis sui, ad utilitátem quoque nostram, totiúsque Ecclésiæ suæ sanctæ.
C: Per ómnia sǽcula sæculórum.
M: Amen.
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
C: Sursum corda.
M: Habémus ad Dóminum.
C: Grátias agámus Dómino Deo nostro.
M: Dignum et justum est.
Kiedy C mówi Sanctus, M dzwoni trzy razy. M czyni z C znak krzyża podczas Benedictus.
Kiedy C wyciąga ręce nad kielichem na Hanc ígitur, M dzwoni jednokrotnie. Następnie idzie uklęknąć na najwyższym stopniu; tak, by mógł łatwo unieść skraj ornatu. Dzwoni jednokrotnie podczas każdego przyklęknięcia C przed i po podniesieniu. Dzwoni na podniesienie Hostii, a potem kielicha; za każdym razem trzykrotnie. Po zakończeniu obydwu podniesień, wraca na swoje miejsce przyklękając na środku dla uczczenia obecności Pana Jezusa.
Gdy C mówi Nobis quoque peccatóribus, M wraz z nim uderza się raz w pierś.
Pod koniec Kanonu, gdy C podnosi Hostię i kielich mówiąc omnis honor (małe podniesienie), M dzwoni raz. Odpowiada:
C: …per ómnia sǽcula sæculórum.
M: Amen.
C: Pater noster… et ne nos indúcas in tentatiónem.
M: Sed líbera nos a malo.
C: …per ómnia sǽcula sæculórum.
M: Amen.
C: Pax Dómini sit semper vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
Podczas Agnus Dei na każde NOBIS M uderza się otwartą dłonią w pierś.
M dzwoni po jednym razie na każde z trzech Dómine, non sum dignus C.
Gdy C komunikuje z kielicha, M wstaje, zanosi dzwonek na kredens i bierze patenę komunijną. Przyklęka przed stopniami ołtarza, a następnie idzie uklęknąć na najwyższym stopniu, aby przyjąć Komunię Św. Odmawia trzy razy Domine non sum dignus, za każdym razem bijąc się w pierś na słowo SUM. Następnie komunikuje, wstaje i towarzyszy kapłanowi przy rozdawaniu Komunii.
Po rozdaniu Komunii ministrant przekazuje patenę celebransowi lub kładzie ją na korporale; następnie klęka przy kredencji. Gdy C przyklęknie i zamknie tabernakulum, M wstaje, bierze ampułki z winem i wodą, podchodzi do C i na jego znak wlewa wino do kielicha. Potem idzie przed stopnie ołtarza po stronie lekcji, a gdy C podejdzie do rogu ołtarza, M kłania się i puryfikuje winem, a następnie wodą palce kapłana. Później odnosi wypuryfikowaną patenę komunijną na kredens.
Po puryfikacji palców M przenosi mszał na stronę lekcji, a welon na stronę ewangelii; kładzie welon na ołtarzu; trzyma otwartą bursę, aby C mógł włożyć do niej korporał; odkłada bursę; podaje C welon, a następnie bursę. Potem wraca na swoje miejsce po stronie ewangelii i klęka na najniższym stopniu.
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
C: Ite, missa est.
M: Deo grátias.
C: Benedícat vos omnípotens Deus, Pater, Fílius, † et Spíritus Sanctus.
M: Amen.
M wstaje.
C: Dóminus vobíscum.
M: Et cum spíritu tuo.
C: Sequéntia sancti Evangélii secúndum Joánnem.
M: Glória tibi, Dómine.
Po tym dialogu M idzie na swoje miejsce po stronie lekcji i odwraca się jak podczas ewangelii. Przyklęka z C na et verbum caro factum est.
Na koniec odpowiada:
M: Deo grátias.
Następnie przyklęka wraz z celebransem2 i, poprzedzając go, wraca do zakrystii, gdzie wraz z nim pozdrawia krzyż. Potem klęka, prosi o błogosławieństwo (Iube, domne, benedícere) i żegna się na słowa celebransa.

ZASADY OGÓLNE

Ministrant klęczy wyprostowany (wyjątek: skłon na Confiteor). Wstaje tylko wtedy, gdy czytana jest Ewangelia i gdy ma do wykonania zadanie. Może usiąść na czas homilii.
Ministrant znajduje się po przeciwnej stronie ołtarza niż mszał (chyba że ma do wykonania zadanie).
Ministrant przyklęka przed stopniami na środku tylko wtedy, gdy przechodzi na drugą stronę ołtarza (wyjątek: przyklęknięcie po konsekracji).

1 Jeśli C nosi biret, należy pamiętać o odebraniu go i pocałunkach liturgicznych.
2 Pamiętając o birecie i pocałunkach.

Było ci malarzy wielu... Niebo czy morze?



L7 (13) - Jak rozmawiać o wolności

-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
 wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------



Stefan Molyneux
Małżeństwo z przymusu,
fałszywa wolność

Pewnego ranka przychodzi do ciebie córka i mówi, że zaręczyła się z Bobby’m, swoim chłopakiem.
– To wspaniale – mówisz, biorąc ją w objęcia. – Ale musisz poślubić Dave’a.
Córka uwalnia się z twoich objęć. – Że co, proszę?
– Nie możesz wyjść za Bobby’ego, dziubasku. Musisz poślubić Dave’a.
– Poślubię, kogo chcę – odpowiada z oburzeniem.
– Oczywiście. Wolno ci wybrać, z kim chcesz zawrzeć małżeństwo.
Mruga oczami, zdumiona. – W takim razie wyjdę za Bobby’ego.
Uśmiechasz się z pobłażaniem. – Nie rozumiesz. Wolno ci wybrać, kogo chcesz poślubić, ale wyjdziesz za Dave’a!
– To nie ma sensu. Nie wyjdę za Dave’a!
– Obawiam się, że musisz.
– Doprawdy? A co się stanie, jeśli tego nie zrobię?
Wzdychasz. – No cóż, będę musiał zamknąć cię w twoim pokoju i trzymać tam o chlebie i wodzie do końca życia.
– Co? Mówisz przecież, że mogę wybrać na męża, kogo chcę!
– Oczywiście! Ale musisz wybrać Dave’a!
Córka wybucha płaczem. – W takim razie na czym polega moja wolność, tato?
Czy ta rozmowa nie wydaje ci się nieco dziwna? Wewnętrznie sprzeczna? Niemal niezrozumiała?
Jeżeli tak, właśnie zapoznałeś się z istotą sporu z etatystą.
Wielu libertarian sądzi, że musi przekonać ludzi, że rząd jest niebezpieczny, albo że państwo opiekuńcze szkodzi biednym, albo że wojna z narkotykami niszczy swobody obywatelskie i tak dalej – i jeśli nie da się przekonać innych, że programy rządowe są złem, libertarianie nigdy nie uwolnią się od państwa.
Nic błędniejszego! Nie musisz nikogo przekonywać o szkodliwości rządu, aby udowodnić swoje prawo do życia w wolnym społeczeństwie. Nawet jeżeli wszyscy inni będą nadal żyć w baśniowej krainie „cnotliwego rządu”, ty możesz być wolny.
Ale najpierw musisz ustalić jedną małą rzecz.
Rozważmy przyjemny i niekontrowersyjny temat inwazji na Irak.
Niektórzy myślą, że to coś wspaniałego; niektórzy myślą, że jest to do zniesienia; inni „wspierają żołnierzy, ale nie wojnę”; jeszcze inni mają serdecznie dość całego tego bałaganu.
Możemy żyć wszyscy razem we względnej harmonii, jeżeli spełniony jest jeden warunek.
Ludzie starają się mnie przekonać, że inwazja na Irak jest sprawiedliwa, cudowna, wspaniała, potrzebna, konieczna dla obrony ojczyzny i tak dalej. Zwykle nie pozwalam im się zbytnio zapędzić, przerywam ich argumentację i wtrącam:
– Rozumiem powody, dla których popierasz inwazję – być może masz rację. Mówisz mi, że ta inwazja przyczyni się do ochrony moich swobód i zapewni mi bezpieczeństwo, ale nie zgadzam się z tobą. Uważam, że moje osobiste bezpieczeństwo nie zwiększy się od tego, że rząd mojego kraju zrzuca bomby na całym Bliskim Wschodzie, obsadza personelem bazy wojskowe na całym świecie, finansuje dyktatury, wspiera zamachy stanu i tak dalej. Ale czy nie powiedziałbyś, że fakt, iż możemy się ze sobą nie zgadzać – i z naszym rządem – to jedna ze swobód, które czynią nasz kraj wielkim?
– Jasne – odpowiada nasz rozmówca.
– A czy żylibyśmy w wolnym kraju, gdyby za każdym razem, kiedy nie zgadzam się z tobą, albo z rządem, pakowano mnie do więzienia?
– Oczywiście, że nie.
Wtedy opowiadam przywołaną na wstępie historię o ojcu i córce i mówię:
– Czy dostrzegasz, jak ta historia odnosi się do naszej sytuacji? Nie zgadzam się z wielkością, skalą i sposobem użycia naszego wojska, ale i tak jestem zmuszony je finansować. W ten sposób, tak jak córka, której „wolno” wybrać męża, musi słuchać ojca, tak mi „wolno” sprzeciwiać się rządowym programom, ale i tak jestem zmuszony do ich finansowania.
Jeżeli pakowanie ludzi do więzień za sprzeciw wobec rządu jest charakterystyczne dla dyktatury, to zmuszanie ludzi do płacenia podatków na programy, z którymi się nie zgadzają, także jest dyktaturą; naruszeniem zarówno suwerenności jednostki, jak i swobody zrzeszania się.
Wojsko rzekomo istnieje po to, aby bronić naszych swobód; jesteśmy jednak zmuszeni je finansować, nawet jeśli uważamy, że jego działania zagrażają naszym swobodom i wtedy w oczywisty sposób nasze wolności nie są chronione, ale naruszane.
Jeśli więc zatem kiedykolwiek ktoś powie ci, że popiera inwazję na Irak, wystarczy, że zadasz mu jedno proste pytanie:
– Czy wolno mi nie zgodzić się z tobą?
Jeżeli nie wolno ci się z nim nie zgodzić, nie jesteś wolny, więc twój rozmówca nie może twierdzić, że twoje swobody są chronione. Tak naprawdę rozmowa z nim nie ma sensu.
Jeżeli wolno ci się z nim nie zgodzić co do inwazji, z pewnością masz wtedy prawo jej nie finansować! Jeśli jesteś zmuszony do finansowania jej niezależnie od własnej opinii, w rzeczywistości oznacza to, że nie wolno ci się nie zgadzać. Tak jak nieszczęsna córka z powyższej historyjki, musisz się podporządkować albo iść do więzienia.
Możesz używać tego samego argumentu w odniesieniu do każdego programu rządowego (albo do rządu samego w sobie). Jeżeli ktoś powie ci, że państwo opiekuńcze pomaga biednym, nie musisz przekonywać go, że jest inaczej – wystarczy tylko, że zapytasz: czy wolno mi nie zgodzić się z tobą? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, możesz odmówić płacenia podatków i przeznaczyć oszczędzone w ten sposób pieniądze na cele charytatywne, założyć firmę albo kupić jakieś towary, tworząc miejsca pracy.
To podejście daje poczucie swobody; nie musisz nikogo przekonywać do libertarianizmu ani anarchizmu, aby udowodnić prawo człowieka do wolności. Ty i twoi przyjaciele możecie mieć zupełnie odmienne zdanie na temat wartości programów rządowych – o ile twoi przyjaciele respektują twoje prawo do niezgadzania się z nimi nie tylko w teorii, ale i w praktyce.

[2006]



Stefan Molyneux
Zaproszenie do Wolności
– Jak uwolnić «Wewnętrznego Libertarianina» w każdym z nas

Czy kiedykolwiek przydarzyło ci się coś takiego? Rozmawiasz z kimś o wolności i mówisz coś w rodzaju:
– Rząd nie powinien opiekować się biednymi.
Dostajesz taką odpowiedź:
– Tak? Kto w takim razie opiekowałby się biednymi?
– Ależ to proste – odpowiadasz. – Będzie więcej organizacji charytatywnych i szans na znalezienie pracy; każdego obchodzą biedni, bo każdy zadaje to samo pytanie o ich los, a poza tym rząd i tak wcale im nie pomaga itd. itp.
W miarę jak odpowiadasz, osoba słuchająca twoich mądrych uwag zadaje coraz to nowe sceptyczne pytania, aż w końcu musisz udowadniać sens wszystkiego – od standardu złota do kwestii pozbycia się płacy minimalnej...
Pisałem już, jak tego uniknąć, w artykule Zapomnijmy o argumencie z efektywności, ale chciałbym zaproponować jeszcze inne rozwiązanie problemu, jak bronić wolności w obliczu sceptycyzmu.
Uważam, że Prywatne Agencje Arbitrażowe mogłyby zastąpić rząd w podstawowych dziedzinach jego działalności. Ta idea często spotyka się z zarzutem, że PAA po prostu staną się mini-rządami. Pewien rozmówca wysunął taki argument:
– Ale PAA zmusiłyby mnie do noszenia przy sobie dowodu tożsamości – dokładnie tak jak rząd!
Wszystkie zwyczajowe odpowiedzi miałem już gotowe, ale spróbowałem innego podejścia. Po prostu odpowiedziałem:
– To świetne postawienie problemu! Spróbujmy odpowiedzieć w ten sposób: jeżeli ty jesteś Prywatną Agencją Arbitrażową i chcesz, żebym został twoim klientem, a ja mówię ci, że nienawidzę dowodów tożsamości, jak mógłbyś rozwiązać mój problem?
Nastąpiła przerwa. Umysł zaczął pracować. – No cóż, może nie musiałbyś nosić ze sobą dowodu tożsamości per se... Moglibyśmy użyć odcisków palców, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Albo skanów siatkówki oka. Albo identyfikacji głosowej.
– A gdybym powiedział, że tych rzeczy też nie znoszę? Albo gdyby były za drogie?
– No nie wiem – odpowiedział mój były przeciwnik. – Myślę, że, gdybyś coś kupował, za dowód tożsamości mogłaby posłużyć karta kredytowa. Albo inna karta płatnicza. Hmm. A może musiałbyś zarejestrować wszystko, co kupujesz, żeby dostać gwarancję, żeby...
Przysięgam – mówił jeszcze bez przerwy przez pięć minut, ze zmarszczoną brwią, z zapałem wymyślając wszystkie sposoby, w które PAA unikają zmuszania klientów do noszenia dowodów tożsamości.
Zapomniał tylko o jednym rozwiązaniu. I nie mogłem się oprzeć...
– Ale powiedz mi, dlaczego Prywatne Agencje Arbitrażowe miałyby w ogóle chcieć, żebyś nosił przy sobie dowód tożsamości?
– Bo to by się im bardziej opłacało.
– Jasne, ale jak spowodowaliby, żeby tobie się to opłacało?
– Hmm?
– Skoro oni chcą, żebyś ty nosił przy sobie dowód tożsamości, jak cię do tego skłonią?
Brew mojego rozmówcy znów się zmarszczyła. Ludziom tak trudno myśleć „bezpaństwowo”...
– Zachęcając mnie?
– Pewnie tak. Jak mogliby to zrobić?
Brew zmarszczyła się jeszcze bardziej. – Może tak jak w kawiarenkach, gdzie za pięć zamówionych kaw dają mi za darmo szóstą? Albo tak jak z milami lotniczymi. Albo tak jak z punktami na stacjach benzynowych. Albo jak w sklepach komputerowych – jak płacisz gotówką, to obniżają trochę cenę...
I znowu mówił przez kolejnych kilka minut. Ale nagle przerwał. – Ale co, jeżeli Prywatnym Agencjom Arbitrażowym nie będzie opłacało się dawać mi rabatów za noszenie dowodu tożsamości?
– Pomyślmy: co ten fakt mówiłby nam o dowodach tożsamości?
– Że... że wcale nie mają takiej wielkiej wartości.
I tu go miałem! Zamiast żebym sam okopywał się na stanowisku obrońcy wolności, wspólnie badaliśmy temat, a mój rozmówca podawał dziesiątki rozwiązań.
I to była świetna zabawa!
Opuściłem go, nie stwierdzając jednego oczywistego faktu, chociaż nie było to łatwe! Oczywisty fakt był taki: spójrz, ile kreatywnego myślenia uwalnia się przy braku państwowego przymusu!
Więc kiedy następnym razem będziesz rozmawiał ze sceptykiem o wolności, spróbujcie zamienić się rolami. Możesz być zdziwiony, jak szybko znajdziecie się po tej samej stronie.

[2006]



Stefan Molyneux
Życie bez rządu
– nie tak dalekie, jak się wydaje

Zawsze jestem zdumiony, kiedy ktoś odrzuca możliwość zaistnienia społeczeństwa bezpaństwowego, domagając się, żebym dostarczył dowodu, że takie społeczeństwo kiedykolwiek istniało albo mogłoby kiedykolwiek funkcjonować.
– Ależ mogę ci podać przykład perfekcyjnie działającej pokojowej społeczności nie opartej na przemocy w tej sekundzie – odpowiadam.
– Tak? – sceptycznie spyta mój rozmówca. – Gdzie?
– No cóż, to... ty!
To bardzo proste stwierdzenie zazwyczaj powoduje absolutne zaskoczenie. – O czym ty mówisz?
– No cóż, czy masz żonę? – pytam.
– Tak, ale...
– Czy zmusiłeś ją, żeby za ciebie wyszła?
– O czym ty mówisz?
– Kiedy się oświadczałeś, czy przyłożyłeś jej do skroni pistolet i zagroziłeś, że pociągniesz za spust, jeśli za ciebie nie wyjdzie?
– Nie, ale...
– Masz pracę?
– Tak...
– A kiedy poszedłeś na rozmowę kwalifikacyjną, czy trzymałeś nóż przyłożony do gardła swojego potencjalnego pracodawcy, dopóki nie dostałeś roboty?
– Nie...
– Chodziłeś do szkoły?
– Oczywiście! Ale co...
– A kiedy chciałeś dostać szóstkę, ciężko pracowałeś, czy porywałeś córkę nauczyciela i trzymałeś ją jako zakładniczkę, dopóki nie dostałeś żądanej oceny?
– Nie, ale...
– Okradasz sklepy? Wychodzisz z restauracji bez uregulowania rachunku? Tankujesz na stacji i uciekasz bez płacenia? Jeśli chcesz zorganizować imprezę, gromadzisz gości pod przymusem, grożąc im bronią?
Odpowiedź jest zawsze ta sama. Oczywiście nie! Przez ostatnie dwadzieścia lat, prowadząc tysiące rozmów, ani razu nie spotkałem nikogo, kto systematycznie używałby przemocy. Spotkałem parę osób, które uczestniczyły w barowych bójkach, słyszałem opowieści o kilku nieudanych małżeństwach i widziałem trochę dość paskudnych rodziców, ale ani razu nie spotkałem nikogo, kto regularnie i systematycznie używałby przemocy, aby wymusić na innych posłuszeństwo.
Więc, naturalnie, jestem dość zdezorientowany, kiedy ludzie domagają się ode mnie historycznego dowodu na istnienie społeczeństw bez przemocy. To tak, jakby zdyszany człowiek chciał ode mnie dowodu na istnienie powietrza.
Ty nie używasz przemocy w swoim życiu. Ty nie zmuszasz ludzi do spełniania twoich żądań. Ty nie strzelasz, nie dźgasz nożem, ani nie trujesz ludzi, którzy się z tobą nie zgadzają.
I domyślam się, że nie znasz nikogo, kto by to robił.
Pomyśl nad tym przez chwilę. Pomyśl o najbliższej i dalszej rodzinie, o wszystkich w pracy, o menadżerach, pracownikach i klientach. Pomyśl o mężczyźnie, który pilotuje twój samolot, o kobiecie, która naprawia twój samochód, o nastolatku, który dostarcza twoją gazetę. Pomyśl o tysiącach ludzi, których spotkałeś w całym swoim życiu. Ilu spośród ludzi, których spotkałeś w dorosłym życiu, kiedykolwiek użyło przeciw tobie przemocy?
Założę się, że żaden.
To faktycznie nadzwyczajne, kiedy się nad tym zastanowić. Patrząc na swoje własne życie, widzisz liczącą setki czy tysiące ludzi społeczność złożoną wyłącznie z pacyfistów. Społeczność złożoną z ludzi, którzy rozstrzygają wszystkie spory bez wyciągania noży albo pistoletów.
Oczywiście, odpowiedź brzmi zazwyczaj: ludzie nie używają przemocy, ponieważ państwo ma sądy i policję i tak dalej, a bez państwowej ochrony żylibyśmy w mitycznym stanie natury, kradnąc i zabijając się nawzajem.
To ciekawy zarzut, ale trudno mi brać go bardzo poważnie, bo wszystko, o co muszę w odpowiedzi zapytać, to:
– Czy kiedykolwiek naprawdę próbowaliście skorzystać z państwowego systemu sprawiedliwości?
Oczywiście, nie. Gdyby spróbowali, nie mówiliby tak beztrosko o „cienkiej niebieskiej linii”1, która jest jedynym, co powstrzymuje nas od kanibalizmu. I to nie obawa przed policją powstrzymuje cię od wyrzucania śmieci na trawnik sąsiada, ale raczej naturalna chęć życia w zgodzie z ludźmi wokół ciebie.
Jasne, są ludzie używający przemocy, aby przeprowadzić swoją wolę – ale przed kryminalistami możesz się obronić. Nie możesz się bronić przed państwem.
Czy to podejście udowadnia, że społeczeństwo bezpaństwowe zadziała bezbłędnie? Oczywiście, nie. Mam jednak nadzieję, że pozwoli ci zobaczyć, że w twoim życiu bezpaństwowa, pokojowa społeczność funkcjonuje wspaniale! Nie spodziewam się, że to podejście przekona cię o praktyczności społeczeństwa bez państwa jako takiego, ale w społeczeństwie, w którym ty żyjesz – z pewnością najistotniejszym z twojego punktu widzenia – wyraźnie pokazuje fakt, że brak przemocy to norma, a dobrowolna współpraca to sposób, w jaki większość ludzi faktycznie żyje.
Innymi słowy, jeżeli spojrzymy na nasze własne życie, odsuwając na bok propagandę i strach, staje się jasne, że społeczeństwa bezpaństwowe są nie tylko możliwe w przyszłości, ale działają i mają się dobrze tu i teraz. Aby zobaczyć przyszłość wolności, wystarczy, że spojrzymy w lustro dziś.

[2006]





1 Policji – przyp. tłum.




Teksty zostały pierwotnie opublikowane na autorskiej stronie ich tłumacza, Łukasza Kowalskiego. Projekt logo: Sztukmistrz.

-----------------------------
Wirtualne Wydawnictwo WiWo szuka realnego (papierowego) wydawcy niniejszego tekstu, który byłby gotów wynagrodzić godziwą zapłatą osoby, które przyczyniły się do jego powstania. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy na adres
 wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com
-----------------------------