Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

Jaka kara? (Kara śmierci dla "nawróconych aborterów")

Jeśli przyjmiemy, że sprawiedliwą karą za mordowanie nienarodzonych ludzi jest śmierć, pojawia się problem tzw. "nawróconych aborterów". Czy - wykluczywczy gładzenie ich w celu zapobieżenia dalszym mordom (zakładamy, że ich nawrócenie jest autentyczne) - należy odstąpić od zabicia ich, mimo iż mają na rękach niewinną krew - tylko dlatego, że spodziewamy się, iż na nikogo już nie podniosą już ręki, a dotychczas udawało mi się ujść karzącej ręki sprawiedliwości?

Jaką decyzję podjęlibyśmy w podobnej sprawie, gdyby chodziło o niesprawiedliwe zabójstwo człowieka już narodzonego?

Pan "doktor" zamordował Jana Kowalskiego, ale deklaruje, że nikogo więcej już nie zabije. "Odpuszczamy"?

„«Płód to tylko zlepek tkanek» – mówi czterdziestosiedmioletni zlepek tkanek”

Fetus



San Luis Obispo, Kalifornia

Podkreślając po raz kolejny, że płód to nic ponad zlepek tkanek, czterdziestosiedmioletni zlepek tkanek przedstawił na spotkaniu Rady Konsultacyjnej Duchowieństwa organizacji Planned Parenthood [1] pogląd, iż płód jest człowiekiem tylko potencjalnie.
– Musimy pamiętać, że dopóki płód nie ma serca, ani mózgu, nie jest człowiekiem – stwierdziła podstarzała masa komórek, której, mimo wieku, również brakuje serca oraz mózgu. Podstarzała masa komórek, będąca niczym więcej niż wynikiem zapłodnienia, dodała, że płód jest niczym więcej niż częścią ciała ciężarnej kobiety, „tak jak wyrostek”.
– Jeśli płód nie zdoła przetrwać bez matki, nie można uważać go za osobny byt – oświadczył zlepek komórek, której pięćdziesięciotrzyletni bezrobotny starszy brat mieszka obecnie w domu swojej matki. Zlepek tkanek zakomunikował też, że Kościół nie może mówić kobiecie, co wolno jej robić ze swoim ciałem, a czego nie – i wyraził żądanie, aby Mistyczne Ciało Chrystusa wyświęcało kobiety i zezwoliło na aborcję.
W chwili publikacji tej wiadomości pozbawiony serca i mózgu zlepek tkanek przygotowuje się do wygłoszenia przed urzędnikami federalnymi przemówienia na temat rozszerzenia obszaru ścisłej ochrony salamandry kalifornijskiej.

_______
PRZYPIS

[1] Planned Parenthood (właśc. Planned Parenthood Federation of America) – amerykańska organizacja promująca antykoncepcję i aborcję. Rada Konsultacyjna Duchowieństwa (ang. Clergy Advisory Board) składa się z przedstawicieli różnych wyznań (m.in. protestantów, żydów i muzułmanów) wspierających cele organizacji.

_______
Tłumaczenie na podstawie:
Fetus Only a Blob of Tissue – Says 47-year-old Blob of Tissue opublikowano na blogu Eye of The Tiber 5 czerwca 2014 r.

Tłum. Łukasz Makowski

Manifestem katolickiej anarchii

Czy to Polska właśnie?
Fot. MDK

najnowsza książka Ewy Polak-Pałkiewicz (podarowana przez Nią naszej Redakcji, za co z serca dziękujemy!) w zamyśle z pewnością nie jest. To dziwi. Autorka obficie cytuje prelekcje paryskie Mickiewicza, z których bez krzty wątpliwości wynika, że ustrojem, normą i żywiołem Polaków jest właśnie rzeczywistość przepojona Wiarą i wynikającym z niej respektem dla wolności i odpowiedzialności każdego człowieka. Słowem: katolicka anarchia.

Jakże bowiem inaczej interpretować na przykład scenę transportu dobrowolnych danin na rzecz manarchy [tak, to nie pomyłka: manarchy] (s. 332)?

Jakże inaczej rozumieć opowieści o Polakach, którzy budowali naszą cywilizację własną ciężką pracą i poświęceniem (niekiedy własnego życia)? Którzy korzystali w tym celu z własnego majątku, nie zaś z cudzych środków odebranych bliźnim pod przymusem?

Jakże inaczej patrzeć na organizatora rekolekcji na odludziu - rekolekcji, na które przyjechały tysiące ludzi? Czy ktoś ich zmuszał do przyjeżdżania? Czy organizator korzystał z tuby propagandowej funkcjonariuszy państwowych? Czy brał zdobyte drogą kradzieży dotacje?

Zaraz, zaraz, te opowieści o wspaniałych Polakach przeplecione są historiami ludzi innego pokroju - być może przyznających się do narodowości polskiej, lecz ducha całkiem niepolskiego, a moralności dalekiej od katolickiej.

Rozprawę z tymi fałszywymi autorytetami zacznijmy od postawienia następującego pytania pomocniczego:

Czy człowiek niezdolny do zaprowadzenia katolickiego ładu we własnej rodzinie ma moralne prawo pretendować do przewodzenia innym ludziom?
PodPytanie pomocnicze: Czyż to nie Tolkien mówił, że na tysiąc osób może jedna ma kwalifikacje właściwe pretendentowi do miana króla - i właśnie ta jedna osoba nie ma najmniejszego zamiaru monarchą zostać? (Tolkien określił się w jednym z listów do swojego syna mianem "filozoficznego anarchisty").

I właściwie tymi pytaniami możemy naszą rozprawę zakończyć.

Polityków mieliśmy (i mamy) – przyznacie – nikczemnie małych

(Nic dziwnego. Polityka jest brudna. Zawsze. Z zasady.)

Powrót pańskiej Polski (pozwolimy sobie postosować też skrót "PoPaPo") anonsuje się jako ciąg dalszy poprzedniej książki Ewy Polak-Pałkiewicz pt. Rycerze wielkiej sprawy. Zapoznany z ową pozycją czytelnik PoPaPo zostaje postawiony w położeniu dość pogmatwanym. O ile w Rycerzach Autorka stroniła od wtrącania w treść snutych opowieści doraźnych nawoływań o charakterze politycznym, o tyle w PoPaPo dosadnie zaznaczają one swoją obecność. Dosadnie do tego stopnia, że sprawiają wrażenie jakby już po napisaniu danego eseju poryw serca nakazał dostawić doń wiernopoddańcze słowa, które - poza  zawartą w nich jawnie błędną oceną sytuacji (o czym za chwilę) - w bardzo negatywny sposób odbijają się na kompozycji tekstu.
Tu następuje moment, w którym zadajemy drugie spośród pytań pomocniczych (uczciwa odpowiedź na pierwsze pozwoliła wyeliminować już z grona pretendentów do władzy pewne kreaturki): Czy człowiek publicznie deklarujący sprzeciw wobec jakiegokolwiek elementu nauczania Kościoła ma moralne prawo pretendować do przewodzenia innym ludziom?
Abstrahując już od tego, że w kwestii ochrony życia ludzi nienarodzonych w Redakcji WiWo zaznacza się wyraźnia sympatia dla działań spod znaku Army of God, a działania polityczne motywowane troską o los bardzo małych dzieci uznajemy za niegodne i nieskuteczne [bo skoro przyznajemy funkcjonariuszom państwowym prawo decydowania o życiu ludzkim (w celu jego ochrony), tym samym przyznajemy im prawo decydowania o życiu ludzkim (w celu jego zniszczenia)]; to jednak dostrzegamy różnicę między człowiekiem, który motywowany szlachetnymi intencjami stara się drogą legislacji państwowej przynajmniej zadeklarować, że NIKT nie będzie w majestacie państwowego prawa mordowany, a między cynicznymi graczami politycznymi, którzy w imię utrzymania się przy władzy uchylają się od działań na rzecz CAŁKOWITEJ I BEZKOMPROMISOWEJ obrony życia każdego człowieka OD ZARAZ, OD TERAZ, JUŻ. "Ile by to nie kosztowało" (by zacytować samą Ewę Polak-Pałkiewicz z budzącego chwilami grozę artykułu pt. Nienarodzeni, ale użyteczni). Bez liczenia się z ewentualnymi przykrymi dla siebie konsekwencjami, ale licząc się za to z odpowiedzialnością przed Panem Bogiem.

Przyjrzyjmy się jeszcze przez chwilę przywołanemu wyżej artykułowi:

Nie jest sztuką oddać władzę i narazić obywateli, współrodaków na utratę państwa lub kolejny rozdział jego systemowego osłabiania i niszczenia, w imię moralnego radykalizmu [podkr. moje - PA], który nikomu nie przyniesie korzyści, bo będzie tylko wykrzyczeniem dobrych intencji. Sztuką jest w imię tej ogromnej odpowiedzialności, którą [imię i nazwisko polityka] dźwiga na swoich barkach, dać przetrwać i rozwinąć się państwu, które jest źródłem dobra doczesnego obywateli.

Można odpowiedzieć na ten wywód krótkim cytatem: "Bo cóż pomoże człowiekowi, jeźliby wszystek świat zyskał, a na duszy swej szkodę podjął? albo co za odmianę da człowiek za duszę swoję?" (Mt 16, 26). A tu nie mówimy nawet o zyskaniu całego świata, a ledwie utrzymaniu się przez chwilę przy władzy w jednym tylko państwie. Żałosne.

Można komentarz do cytowanych wyżej słów Ewy Polak-Pałkiewicz nieco rozbudować:

Jak traktować deklarację o priorytecie utrzymania władzy w zestawieniu z zawartymi na kartach PoPaPo twierdzeniami dotyczącymi tego, że pewne działania, choćby z góry skazane na porażkę (w wymiarze politycznym), należało podejmować bez zbytniego oglądania się na konsekwencje? Po prostu - bo tak trzeba.

Jak Ka. ukraść krowę (władzę), to źle? Jak Ka. ukraść krowę (utrzymać władzę), to dobrze? Nawet za cenę powstrzymania się od jasnej deklaracji w kwestii prawa każdego człowieka do życia. Nawet gdyby owa deklaracja stanowiła "tylko wykrzyczenie dobrych intencji". W ujęciu czysto ludzkim męczenników za Wiarę też można by uznać za "nieskutecznych krzykaczy o dobrych intencjach"...


24 Od Żydów wziąłem po pięć kroć, po czterdzieści plag bez jednéj.
25 Trzykroć byłem bit rózgami, razem był ukamionowan, trzykrociem się z okrętem rozbił, przez dzień i przez noc byłem w głębi morskiéj:
26 W drogach częstokroć, w niebezpieczeństwach rzek, w niebezpieczeństwach rozbójników, w niebezpieczeństwach od rodziny, w niebezpieczeństwach od poganów, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyniéj, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywą bracią.
- pisze święty Paweł (2 Kor 11, 24-26).


Czy Apostoła Narodów powstrzymywała przed "wykrzykiwaniem" prawdy świadomość tego, że spotkają go podobne wyżej wymienionym nieprzyjemności? Że może okazać się "nieskuteczny"?

Pisze dalej Ewa Polak-Pałkiewicz:

Nawet św. Jan Paweł II, uznawany powszechnie za patrona obrony nienarodzonych, nie sprzeciwiał się temu, co nazywa się dziś pogardliwie „kompromisem aborcyjnym”. Mówił, że polityk, w ramach swej odpowiedzialności za państwo, musi osiągać to, co możliwe, jeśli nie jest możliwe osiąganie tego, co pożądane.
W tym fragmencie właściwie należałoby podkreślić grubą czerwoną linią każdy niemal wyraz.

Po pierwsze: trudno uwierzyć, iżby Autorka, znawczyni i sympatyczka katolickiej Tradycji (czyli po prostu zdrowej katolickiej nauki), nie zdawała Sobie sprawy z tego, iż Karol Wojtyła doprawdy nie stanowi wzoru obrońcy integralnie rozumianej Wiary, a odnośnie do przebiegu jego "procesów" "beatyfikacyjnego" oraz "kanonizacyjnego" istnieje szereg uzasadnionych zastrzeżeń. O tym Ewa Polak-Pałkiewicz z pewnością wie. Dlaczego zatem, w innych wypadkach świadoma i usiłująca stać na straży Tradycji, akurat w tej sprawie powołuje się na taki wątpliwej jakości autorytet?

Cóż z tego, że Karol Wojtyła "uznawany [był] powszechnie za patrona obrony nienarodzonych"? O prawie do tego tytułu stanowić mogą czyny, nie zaś vox populi. Skoro Karol Wojtyła "nie sprzeciwiał się temu, co nazywa się dziś pogardliwie [i słusznie! - przyp. PA] <<kompromisem aborcyjnym>>", to obrońca nienarodzonych z niego żaden.
(Zagadnienie jego postawy odnośnie do zabijania nienarodzonych omówiliśmy szerzej w publikacji pt. Evangelium mortis).

Kompromis, kompromis... Dlatego właśnie nienawidzimy państwa i polityki - bo o ich istocie stanowi "sztuka kompromisu". Prawda się nie liczy. Prym wiedzie tak zwany pragmatyzm.
Nieuczciwość polityki polega również na tym, że samozwańcza (a reprezentująca co najwyżej biorących udział w demokratycznych wyborach - dających swoje placet systemowi) grupa podejmuje decyzje, których konsekwencjami obarczani są wszyscy - nie tylko sami uczestnicy elekcji.

[Ewa Polak-Pałkiewicz, pisząc o polityku, którego działalność jest Jej najwyraźniej niemiła, używa sformułowania "nasz przedstawiciel" (s. 335). Dobitnie świadczy to o słuszności spostrzeżenia, iż to wyłącznie uczestnicy demokratycznych wyborów oraz osoby wspierające postępki urzędujących polityków ponoszą odpowiedzialność za cały ten złodziejski system. Tylko bojkotujący wybory oraz polityków mają prawo nań narzekać].

Żeby być przeciwnikiem jednej bandy polityków, nie trzeba być zwolennikiem drugiej bandy rozbójników - można równą nienawiścią nienawidzić działalności wszystkich tych szajek.
Internetowy komentator, odnosząc się do sytuacji, w której rzekomi przeciwnicy polityczni akurat dali publicznie wyraz bliskości między sobą, napisał: "Co to za rewelacja? Politycy znają się od lat jak łyse konie, razem sobie grillują i śmieją się z ciemnego ludu, że wierzy w reżyserowany teatrzyk <<Jesteśmy przeciwnikami, bo tak bardzo się różnimy>>, zaczęty po to, by dać im się spokojnie wymieniać władzą co parę kadencji".

Zjawisko to, choć stosunkowo łatwe do zaobserwowania i zrozumienia, pozostaje powszechnie jakby niedostrzegane. A pojęłoby je nawet dziecko! Na przykład takie, które obejrzałoby animowany film Jak wytresować smoka; reżyser znakomicie przedstawia nam rzeczywistość i naturę polityki - choć ubrane w szaty bajkowe.

Politykami zostają zazwyczaj ludzie, którzy w życiu nie skalali się dniem uczciwej roboty. Regularnie za to zajmowali się knuciem, rozpracowywaniem "przeciwników" i dążeniem do władzy. Do władzy dla władzy. Dla spełnienia własnych ambicji. Dla niegodziwego zysku. Czasem w imię dziecinnego, naiwnego przeświadczenia, że jakąkolwiek sensowną zmianę na lepsze da się przeprowadzić metodą inną niż systematyczna uczciwa praca - troska o to, by ludzie mieli wypisane w sercach i w rozumach Prawo Boże - traktowanie jako pierwszego i najważniejszego zadania dobrej, twórczej, dobrowolnej działalności na polach rodzinnym, parafialnym, sąsiedzkim, lokalnym.

W sumie taki polityk to ma smutne życie: knucie przez kilkadziesiąt lat, żadnej konstruktywnej pracy. Czy zbudował dom, wynalazł jakiś użyteczny przedmiot, przemyślał i opisał w prawdziwy sposób jakąś rzeczywistość? Nie; konsekwentnie knuł i (zdarza się czasami) doknuł się do władzy. Cóż z tego? Ani to moralne, ani pożyteczne, ani miłe. Takie tam podrygi motywowane zasadą "Teraz, kurka, nasi".

(Każdy skądinąd uczciwy człowiek, który zaczyna angażować się w politykę grzeszy naiwnością lub złą wolą. A liczni ludzie tak bardzo chcą wierzyć, że każdorazowi funkcjonariusze państwowi są "nasi", "dobrzy", "troszczą się o nas" - że stają się ślepi na to, co naprawdę stanowi o wielkości Polski).

Kiedy Ewa Polak-Pałkiewicz pisze artykuł o zwanych młodzieżowymi modernistycznych odchodach jako "sukcesie ekipy politycznej sprawującej w naszym kraju władzę", czołobitność sformułowań zawartych choćby w kilku otwierających tekst akapitach jest tak wielka, że ociera się o groteskę.


* W * W * W *


Po PoPaPo krąży widmo fatum.
Choć na stronie 241 Ewa Polak-Pałkiewicz zdaje się twierdzić, że czegoś takiego jak "historyczna konieczność" nie ma, to zdaje się solidaryzować z opinią ze strony 173 ("powstanie to <<mus>>"), a w końcowych akapitach pisze już wprost o "kierunku działań, jaki wyznacza nam historia" (s. 377).

Historia niczego nam nie wyznacza. Powołanie i zadania do wykonania wyznacza nam Pan Bóg, którego wolę odczytujemy również w spotkaniach z ludźmi, w tym, co nam się przydarza - ale to jest inspiracja Osobowa, nie zaś "historyczna".


* W * W * W *


Historyczne gdybania, dotyczące tego jak konkretni ludzie "powinni" postąpić w przeszłości i "co by było, gdyby...?" zdają się nie mieć głębszego poza hobbystycznym sensu.

Nie wiemy z pewnością, "co by było". Możemy tylko snuć przypuszczenia.

Wiemy, "co było". To wiemy na pewno.

Znamy też niezmienne normy moralne. Wiemy, co wolno, a czego - nie. Ewentualne oceny cudzych zachowań możemy opierać o te właśnie normy; nie zaś wygłaszać sądy bazujące na "skuteczności" działań ocenianych osób. Tu znów pojawia się kłopot: polityczni komentatorzy kwestie moralne spychają na dalszy plan; liczy się rezultat wyłącznie w wymiarze doczesnym.


* W * W * W *


W kwestii kryteriów oceny danych ludzi czy epok znajdujemy się (przynajmniej na poziomie deklaracji) na bezpiecznym i wspólnym z Autorką gruncie: Ewa Polak-Pałkiewicz nie zapomina i podkreśla, że rdzeniem historii jest prawda katolicka (s. 211). Zaczynem zaś, dodajmy, i pomocą do osiągnięcia powodzenia (choć nie gwarantem jego osiągnięcia) w świecie doczesnym jest wierność Bogu i nauce Kościoła.


* W * W * W *



Pewne światło na kwestię tego, dlaczego Polacy zostali tak doświadczeni w trakcie II wojny światowej, rzuca obserwacja poczyniona w jednym z wykładów przez x. Grzegorza Śniadocha: [wbrew twierdzeniom Ewy Polak-Pałkiewicz, piszącej o Warszawie roku '39 jako "perle Europy" (s. 207),] miasto owo stało się w okresie tzw. dwudziestolecia "różową stolicą Europy" - punktem zbornym zboczeńców oraz europejskim centrum aborcyjnym - to tu przyjeżdżano z zagranicy, aby mordować poczęte dzieci.

W tym między innymi kontekście nakreślona przez Autorkę (i wyidealizowania do niemożebności) charakterystyka życia politycznego w Polsce lat dwudziestych i trzydziestych (s. 233) zasługuje wyłącznie na miano ponurej pomyłki. Kariera Nikodema Dyzmy to naprawdę nie jest bajka.



* W * W * W *


Czy może być tak, że dane powstanie jest zarówno bohaterstwem, jak i błędem (z teologiczno-taktycznego punktu widzenia; idziemy tu tropem myśli św. Tomasza, który jako jedno z kryteriów oceny, czy należy walczyć, podaje REALNE SZANSE NA ZWYCIĘSTWO; czy rzucamy się w bohaterski wir walki biorąc pod uwagę tę zmienną?)? Czy Autorka zakłada w ogóle taką możliwość?


* W * W * W *


Mimo zaznaczających się z regularnością na kartach książki zgrzytów i poważnej niekonsekwencji, nie sposób odmówić Autorce, że nakreśliła portrety kilku osób godnych prawdziwego szacunku i naśladowania, ludzi obdarzonych prawdziwie polską fantazją, oraz z wdzięcznością odnieść się do tego, że przypomniała i sformułowała pewne ważne prawdy oraz poczyniła istotne spostrzeżenia:

s. 30
cytat ze Stanisława Kostki Starowieyskiego
ogół społeczeństwa to zbiór indywidualnych, pełnowartościowych jednostek, dusz nieśmiertelnych

s. 92
o. Kolbego Niemcy zabili, bo stanowił jasny znak, że można żyć Bogiem samym - bez kropli wody

s. 232
cytat z Feliksa Konecznego dotyczący odrębności etyki katolickiej i klinów, które wbija ona w każdą cywilizację: małżeństwo monogamiczne i dożywotnie; dążenie do zniesienia niewolnictwa; zniesienie zemsty i przekazanie jej sądownictwu publicznemu; niezależność Kościoła od władzy państwowej

s. 259
cytat z Bismarcka: Gdyby żydom dano możliwość emigrowania z poznańskiego w głąb Niemiec, nie skorzystaliby z niej masowo, gdyż beztroska polskiego charakteru w odniesieniu do spraw tego świata uczyniła z Polski eldorado dla żydów

I wreszcie sprawa absolutnie zasadnicza: prelekcje paryskie, czyli Mickiewicz o ustroju dawnej Polski
s. 274
jednostka w Polsce nigdy nie traci swych "praw pierwiastkowych" i "władna jest zawsze ze społeczności wystąpić"
Chrześcijańska wolność. Katolicka anarchia.

Ideał wspólny nie tylko dawnym Polakom, ale wszystkim ludziom wolnym. O czym pięknie świadczy scena z filmu Michaela Manna pt. Ostatni Mohikanin:

Oficer rządowej armii brytyjskiej: Ty nazywasz siebie patriotą i lojalnym poddanym Korony?
Hawkeye: Poza wyjątkami nie nazywam siebie poddanym komukolwiek lub czemukolwiek.
I to właśnie w warunkach takiej wewnętrznej (wpływającej niechybnie na zewnętrzną) swobody człowiek wolny najlepiej prowadzi walkę o duszę swoją i powierzone sobie przez Boga osoby: żonę, męża, dzieci. W dalszej kolejności i podług hierarchii bliskości oraz odpowiedzialności: innych ludzi.
W takich też warunkach najskuteczniej walczy z państwem (które realizację zarysowanych wyżej celów stara się zasadniczo utrudnić). Choćby kosztowało to wiele.

Paweł Antoniewicz
_____
Ewa Polak-Pałkiewicz, Powrót pańskiej Polski, Łomianki 2016


Garść spostrzeżeń o charakterze technicznym:
* czcionka wewnątrz książki nie ułatwia lektury - jest zbyt "szczupła"
* wygląd okładki - ów nieszczęsny atłas rodem z domu nie całkiem prywatnego! (plus umiejscowienie nazwiska Autorki i tytułu w bezpośredniej bliskości bez zachowania odpowiednich odstępów między linijkami oraz błędnie dobrane barwy czcionki) - woła o pomstę do Nieba
* zaznacza się obecność stosunkowo licznych literówek

Gdzie są ojcowie?

















Przyjmowanie języka wroga i przyjmowanie, że "aborcja to sprawa kobiety", zastanawianie się wyłącznie nad "karalnością bądź niekaralnością kobiety" - stawia całe zagadnienie zabijania dzieci nienarodzonych w fałszywym świetle.

A gdzie karalność mężczyzny - ojca dziecka? A gdzie jego odpowiedzialność za poczętego człowieka i jego matkę?

Kacper Tomasz Lidzki


Evangelium mortis

Świętych Młodzianków, Męczenników, A.D. 2015

Encyklika Karola Wojtyły i jej pokłosie

Krzycząca apostazja (rys. Sztukmistrz)


Ileż szkód wyrządza takie postawienie sprawy:

Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych [sic!!! – przyjmujemy język przeciwnika?] aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. Takie przypadki nie są rzadkie. Można bowiem zauważyć, że podczas gdy w niektórych częściach świata nadal prowadzi się kampanie na rzecz wprowadzenia ustaw dopuszczających przerywanie ciąży, popierane nierzadko przez potężne organizacje międzynarodowe, w innych natomiast krajach — zwłaszcza tych, które doświadczyły już gorzkich konsekwencji takiego permisywnego ustawodawstwa — pojawia się coraz więcej oznak ponownego przemyślenia sprawy. W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów.

Karol Wojtyła broni w tym fragmencie tak zwanego mniejszego zła. W myśl filozofii „aby mieć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość” dopuszcza poparcie przez „katolickiego parlamentarzystę” [jak dobrze wiemy, nie ma kogoś takiego – więc sprostujmy: funkcjonariusza państwowego podającego się za katolika – to dopisałem ja, Zdrowy Wariat] zabijania pewnej kategorii ludzi.

Są takie zagadnienia, w których miejsca na dyskusję, dialog i kompromis nie ma; istnieje wyraźna granica: taką granicą jest ludzkie życie.

Dlatego żaden „kompromis aborcyjny” niech nie będzie nawet wspominany między nami.

Karol Wojtyła zdaje się wątpić w Bożą Opatrzność i być wyznawcą fatum; twierdzi bowiem: „jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży” [podkr. moje – KTL]. Zawsze jest to możliwe. Nie wolno rezygnować ze sprawy tak fundamentalnej tylko dlatego, że wymaga być może wielkich wyrzeczeń.

Jak katolik mógłby i powinien reagować na fakt, że w świecie, w Polsce, być może w moim najbliższym otoczeniu wciąż morduje się niewinne dzieci?
Otóż zastanowienie nad rozwiązaniem katolickim, czyli odważnym, rozpoczęlibyśmy od stwierdzenia, że mamy moralne prawo bronić przed niesprawiedliwym napastnikiem siebie lub inną zaatakowaną osobę – posuwając się nawet do zadania napastnikowi śmierci. Przenosząc tę uniwersalną zasadę moralną na grunt naszych rozważań, dochodzimy do wniosku, że mamy moralne prawo bronić dzieci nienarodzonych zadając ich zabójcom lub potencjalnym zabójcom śmierć.

[Jako katolikowi jest mi autentycznie wstyd, że w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdarzały się przypadki zbrojnego oporu przeciw mordercom w białych kitlach, rozmaite organizacje podające się za katolickie POTĘPIAŁY w swoich oświadczeniach tych, którzy nienarodzonych ludzi bronili.
Paul Jennings Hill. Dla mnie – bohater. Szkoda, że nie znaleźli się katolicy, którzy „wyręczyliby” Hilla w tym, co uczynił. To również ze względu na nasze tchórzostwo i bierność za obronę dzieci wziął się w sposób czynny protestant – mąż i ojciec trójki dzieci, które osierocił po tym, jak funkcjonariusze państwowi zamordowali go w „majestacie prawa” za chwalebny czyn, którego dokonał.]

„Nauczanie” Karola Wojtyły prowadzi na manowce. Jej pokłosiem (w skład tej pseudonauki wchodzi także programowy sprzeciw wobec kary śmierci) jest potępianie osób, które czynnie występują w obronie niewinnego człowieka, a jednocześnie przystawanie na to, że ktoś publicznie (na przykład podpisem pod „ustawą”) daje swoje placet zabijaniu nienarodzonych. Jest w tym jakaś szatańska logika, bez dwóch zdań.

Innym, jakże charakterystycznym, pokłosiem pseudofilozofii Karola Wojtyły jest wypowiedź pewnego kardynała:

[Pytanie]: Rząd przyjął projekt ustawy o leczeniu niepłodności, w tym także metodą zapłodnienia in vitro. Projekt został przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia. Jak ksiądz kardynał ocenia ten projekt?

[Kardynał]: Nie oceniam projektu, bo na razie nie wiemy, jakiego kształtu on nabierze. Stale przypominam i jeszcze raz mówię, że z punktu widzenia doktryny Kościoła, moralności, in vitro jest metodą nie do przyjęcia. Bo dotyka podstawowej godności przychodzenia człowieka na świat zgodnie z naturą.
Mamy jednak sytuację, gdzie jest pełne bezprawie i bezkarność w praktykach in vitro. Brak jest uregulowań dotyczących mrożenia, przechowywania, selekcjonowania i niszczenia zarodków. Dlatego na gruncie stanowionego prawa każda próba znaczącego polepszenia istniejącego bezprawia jest przez Kościół dopuszczana.
Katoliccy politycy mają prawo i obowiązek dążyć do tego, by te rozwiązania maksymalnie zbliżone były do nauki Kościoła. Ale przypominam, dla katolika metoda in vitro wiąże się z zaciągnięciem winy moralnej.

Czyli: Kościół sobie – a życie sobie. Nauka i wiara zamknięte w kruchcie, a w „życiu publicznym” przekraczamy granice moralności i idziemy na kompromisy. Zamiast wezwania do czynnego oporu mamy propagandę wspierającą regulowanie metodą głosowania takich spraw, których głosować nie wolno.

Ciekawe, czy i jak Pan Bóg sformułuje kiedyś wobec każdego z nas pytania o wierność nauce Kościoła w wymiarze publicznym. Czy usprawiedliwi kogokolwiek tłumaczenie: „Tak, dałem swój podpis za ustawą, która przewiduje zabijanie jednej kategorii ludzi – ale nie dwóch kategorii. Miej mię za wymówionego”?


Kacper Tomasz Lidzki



Serdecznie przypominamy o zajęciach poświęconych Grze Endera
&
prosimy o poinformowanie nas mailem
(wirtualnewydawnictwowiwo[malpa]gmail.com)
o zamiarze uczestnictwa.
Pomoże to w przygotowaniu materiałów dla Uczestników spotkania.
 
 

Wirtualne Wydawnictwo Wiwo
serdecznie zaprasza Drogich Czytelników i Wszystkich Chętnych
na spotkanie pod tytułem
Czy Ender
mógłby normalnie
 żyć w społeczeństwie?
poświęcone powieści Orsona Scotta Carda pt. Gra Endera.
W zajęciach weźmie udział nasz Autor
Robert Kalinowski.

Zajęcia odbędą się w sobotę 23 stycznia A.D. 2016 w kościele p.w. św. Michała Archanioła przy ulicy Puławskiej 95 w Warszawie.

Spotykamy się o godzinie 14 w salce pod kościołem (drzwi na lewo od głównego wejścia).

Serdecznie prosimy o rozpowszechnianie wiadomości o zajęciach.

Do zobaczenia!
Redakcja

Ślepe kalkulacje

W święto św. Tymoteusza, Biskupa i Męczennika, A.D. 2015

Śladem naszych publikacji: Zdrowie i niebezpieczeństwo publiczne

Portretując grupę niewidomych Bruegel nie miał chyba na myśli biskupów – jednak liczni współcześni hierarchowie stroju duchownego się wyrzekli i łatwo można ich z bohaterami niderlandzkiego malarza pomylić

Jako argument za tym, aby hierarchowie Kościoła oraz podlegli im księża nie podejmowali „zbyt często” tematu zabijania dzieci nienarodzonych, usłyszałem: Jeżeli będziemy w kółko mówić o aborcji, możemy uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego. A w związku z tym – tego już mój rozmówca expressis verbis nie powiedział – zrozumiałe, że biskupi tykają zagadnienia wojny z nienarodzonym dzieckiem dosyć nieregularnie i niemrawo.

Wcześniej w toku rozmowy zgodziliśmy się, że dzięki niestrudzonemu powtarzaniu, iż człowiek nienarodzony to też człowiek, udało się doprowadzić do zmiany myślenia wielu osób. Niektórzy zwolennicy zabijania bardzo małych dzieci wyrzekli się swoich morderczych twierdzeń i uznali prawo każdego człowieka do życia. U innych nastąpiła modyfikacja poglądów – ze stanowiska „to nie jest człowiek, więc można to mordować” przeszli na „to jest człowiek, ale można go mordować”.

Zmiana „świadomości społecznej” na lepsze to niewątpliwy sukces.

Czy wolno nam zatem spocząć na laurach, tolerując sytuację, w której na mocy tzw. kompromisu aborcyjnego morduje się rocznie kilkaset osób (według oficjalnych danych) – tłumacząc się stwierdzeniem, że przecież nie zabija się, na przykład, kilkuset tysięcy?

Czy w imię kalkulacji, której wyników nie możemy być pewni (bo może niestrudzone powracanie do tematu niesprawiedliwego mordowania bardzo małych dzieci doprowadzi, wbrew obawom mego interlokutora, do dalszego ograniczenia lub całkowitego zaniechania tego procederu?), wolno nam zrezygnować z głoszenia prawdy, której pewni jesteśmy?

Czy wolno milczeć, gdy każdego dnia w „majestacie” „prawa” giną ludzie?

Czy biskupi stroniący od regularnego przypominania o niegodziwości aborcji nie zaczęli bardziej liczyć się z ludźmi niż z Bogiem?

Czy „roztropność” już stała się synonimem tchórzostwa?

Kacper Tomasz Lidzki

Zdrowie i niebezpieczeństwo publiczne

W Niedzielę w Oktawie Bożego Narodzenia
(Wspomnienie Świętych Młodzianków, Męczenników)
A.D. 2014

Zdjęcie i opracowanie zdjęcia: Terminator

Wkrótce po uniemożliwieniu Bogdanowi Chazanowi pełnienia funkcji dyrektora szpitala imienia Świętej Rodziny w Warszawie zamordowano tam nienarodzone dziecko. Szatan – przyczyniwszy się do usunięcia lekarza, pod którego kierownictwem placówka medyczna stała na straży nietykalności każdego człowieka – otrzymał coś jeszcze: ofiarę z ludzkiego życia.

Nie wszyscy zatrudnieni w szpitalu współodpowiadają za dokonane tam zabójstwo (a na pewno nie w takim samym stopniu). Niemniej ogromnym smutkiem napawa fakt, że rodzicom i dzieciom trudno już czuć się w jego murach bezpiecznie. Konkretni ludzie, którzy chodzą po korytarzach szpitala, zaglądają do sal, przyjmują w gabinetach, operują i zarządzają szpitalem – mają krew na rękach. Może podczas obchodu zajrzą właśnie do ciebie...

W obecnych czasach wojna światowa z nienarodzonym dzieckiem to konflikt przynoszący najkrwawsze żniwo.

Jako katolik domagam się od biskupa, który ma być pasterzem mojej diecezji, aby nie ustawał w piętnowaniu czynów, jakich dopuszczają się współpracownicy tego, który był zabójcą od początku. Dotyczy to w szczególności osób, które przyczyniają się do morderstw swą działalnością publiczną. Zamiast spotykać się z nimi na obiadach i wspólnie przecinać wstęgi, trzeba z nimi walczyć, krzyczeć na całe gardło i nie ustawać, Wasze Ekscelencje!!! I do tego samego zobowiązać powierzonych swej pieczy kapłanów.


Kacper Tomasz Lidzki