Rząd – zło niekonieczne

Piątek po Środzie Popielcowej, A.D. 2015

Przekonanie, że rząd to zło konieczne,
równa się przekonaniu, że zło jest konieczne

Anarchia nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Jest sprawiedliwa i jako podstawa ładu społecznego wynika bezpośrednio z przykazań Bożych, w szczególności piątego i siódmego.

Anarchię definiuję jako sposób życia ludzi, którzy za normę postępowania przyjmują aksjomat nieagresji, czyli zakaz inicjowania przemocy fizycznej lub grożenia taką przemocą, jak również zakaz oszustwa na szkodę osoby lub jej własności.

Kościół katolicki odrzuca koncepcję mniejszego zła oraz zła koniecznego. Nigdy nie wolno dopuszczać się czynu moralnie złego, nawet gdybyśmy spodziewali się, że może kiedyś jakieś dobro z niego wyniknie.

Stąd wniosek, że katolicy-etatyści wyznają pogląd, iż państwo, rząd, to coś dobrego.

Czy zdołają pomyśleć o tym, że istnieje postawa logiczna do stwierdzenia, iż rząd to zło – i to, zgodnie z nauką Kościoła, zło niekonieczne?

Zdrowy Wariat

Bliźniaki: Nie ma róży bez tuszy

Czwartek po Środzie Popielcowej, A.D. 2015


        Autorzy:            Paweł Schulta                              &     Cyprian
                                                                                                    Norwid

Medytacja na Środę Popielcową

A.D. 2015

Fot. MDK

Mt 6, 16–21
Onego czasu:
Mówił Jezus uczniom swoim:
16 [...] gdy pościcie, nie bądźcie jako obłudnicy smętnymi; albowiem twarzy swoje niszczą, aby się ludziom zdali poszczącymi. Zaprawdę powiadam wam, iż wzięli zapłatę swoję.
17 Ale ty kiedy pościsz, namaż głowę twoję i umyj oblicze swoje,
18 Abyś się nie okazał ludziom, iż pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w skrytości: a Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda tobie.
19 Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, gdzie rdza i mól psuje, i gdzie złodzieje wykopywają i kradną.
20 Ale skarbcie sobie skarby w niebie, gdzie ani rdza, ani mól nie psuje, i gdzie złodzieje nie wykopują, ani kradną.
21 Albowiem gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje.


1. Amen dico vobis, quia receperunt mercedem suam.

Jak wygląda publiczny aspekt mojego wyznawania wiary? Czy jest to część „tradycji”? Czy wstydzę się przyznać, że jestem katolikiem? Jak często dostosowuję rytm mojego życia wewnętrznego do środowiska, w którym się obracam?

2. Tu autem cum jejunas...

Czy zrobiłem konkretne postanowienia na Wielki Post? Czy faktycznie wybrane przeze mnie praktyki zmienią mnie na lepsze, czy jedynie zachowam pewien zwyczaj? Poszczę czy się odchudzam? Jak post wpływa zazwyczaj na moje życie wewnętrzne?

3. Ubi enim est thesaurus tuus, ibi est cor tuum.

Zatem gdzie? Dlaczego nie „zawsze stawiam sobie Pana przed oczy”? Jak często i dlaczego gubię mój główny cel? Czy nie zdarza mi się kochać bardziej liturgii niż Tego, do którego ona się odnosi? Kiedy po raz ostatni musiałem zapłacić cenę za wierność? Co wtedy czułem?


NCWC

Crossover: Między nami anarchistami/Akcje – redakcje – reakcje: Jakub Wozinski o służbie zdrowia raz jeszcze

Wtorek po Niedzieli Pięćdziesiątnicy, A.D. 2015


Ciąg dalszy dyskusji między Jakubem Wozinskim a Łukaszem Makowskim

Panie Łukaszu,

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Skłania mnie ona do zabrania głosu po raz kolejny.

Przede wszystkim, pozwolę sobie nie zgodzić się z twierdzeniem, iż „lekarze nie mają szans na realną konfrontację”. Otóż mają. Tak jak pozostałych państwowych urzędników, absolutnie nikt nie zmusza ich do pracy dla państwa. Żaden pracownik urzędu skarbowego nie rodzi się urzędnikiem skarbowym, żaden poseł nie rodzi się posłem i tak samo żaden lekarz nie rodzi się lekarzem. Każdy z nas może zmieniać zawód: ja zmieniałem już kilkukrotnie. Prawdą jest, że wykonywanie zawodu lekarza wymaga dłuższego przygotowania, lecz gorąco apeluję o pozbycie się przekonania, iż w społeczeństwie istnieją osoby „przeznaczone do wykonywania zawodu lekarza” – to zwykły mit.

Proszę się nie bać: zmieniając swój zawód na inny, lekarze wcale nie przyczyniliby się do żadnej katastrofy. Załóżmy, że pewnego dnia wszyscy obecni polscy lekarze zostają przekonani do libertarianizmu i przenoszą się z dnia na dzień do innych zawodów. Taka sytuacja wcale nie pociągnęłaby za sobą katastrofy, lecz wymusiłaby konkretne zmiany. Państwo musiałoby zapewne zatrudniać lekarzy z innych krajów i, ponosząc przez to wyższe koszty, poważnie zastanowiłoby się nad całkowitym wycofaniem się z rynku zdrowotnego.

Naszymi decyzjami o niepodejmowaniu pewnego rodzaju prac możemy zdziałać o wiele więcej, niż się nam wydaje. Jako przykład niech posłuży nam chociażby los Polski po II wojnie światowej. Polska wyszła z komunizmu właśnie dlatego, że ogromna część społeczeństwa nie poszła z państwem na współpracę: nie donosiła, nie pracowała dla bezpieki. W taki właśnie sposób należy walczyć z obecnością państwa na rynku zdrowia: ogłosić swoją secesję z niego. Przede wszystkim poprzez odmowę prac dla Lewiatana.

Co do „opływania w luksusy”, odnosiłem się do powszechnie znanego życia stanu lekarskiego ponad stan. To właśnie przez horrendalnie wysokie pensje lekarskie zadłuża się kolejne szpitale w Polsce. Oczywiście, znam także osobiście niejednego lekarza, który żyje relatywnie skromnie. Niemniej jednak uśredniając zarobki tej niewątpliwie uprzywilejowanej grupy zawodowej mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że lekarze opływają w luksusy.

Odnoszę także wrażenie, że całkowicie lekceważy Pan prawdziwe konsekwencje istnienia państwowej służby zdrowia. Od kilku dobrych lat głoszę publicznie tezę, iż państwowa kontrola w zakresie służby zdrowia to tak naprawdę jeden wielki system eugeniczno-eutanazyjny. Poprzez ograniczanie lub likwidowanie rynku w zakresie świadczenia usług, produkcji leków, udzielania pozwoleń, opłacania ubezpieczeń zdrowotnych oraz budowy placówek medycznych państwo tak naprawdę przyczynia się do setek, jeśli nie milionów zgonów oraz jeszcze większej liczby zachorowań rocznie. Jak pisał ekonomista Ludwig von Mises, każda interwencja w rynek skutkuje zakłóceniami w najbardziej efektywnej alokacji zasobów. Te błędy w alokacji zasobów, których przyczyną jest państwo, przekładają się na kolejki w szpitalach, gorszą jakość usług, braki kadrowe, przywileje branżowe itd. Państwowa służba zdrowia to wielka machina niosąca śmierć i chorobę – nieco więcej o tym napisałem w swojej najnowszej książce pt. To nie musi być państwowe.

Pyta Pan, czy jest mi obojętne to, kto będzie leczył mnie i moją rodzinę. Oczywiście, że nie jest mi to obojętne. Jednakże obawiam się, że dziś zwyczajnie nie mam wyboru. Od ok. 200 lat państwo sprawuje monopol w zakresie przyznawania licencji na prowadzenie działalności medycznej – w związku z tym każdy lekarz jest dziś, mniej lub bardziej, uwikłany w system. Pan zapewne odnosi się do aborcji i całkowicie Pana rozumiem. Ale czy zgony wszystkich tych, którzy odeszli przedwcześnie w wyniku zaniedbań i niszczenia rynku zdrowia przez państwo są mniej ważne?

Z pozdrowieniami
Jakub Wozinski

Wolny rynek a rozwój moralny

Poniedziałek po Niedzieli Pięćdziesiątnicy, A.D. 2015

Ruskij standart (fot. Terminator)

(Zakładamy, że opisana poniżej sytuacja rozgrywa się w warunkach wolnego rynku).
Pijany gość lokalu żąda wódki. Ma pieniądze. Czy moralne jest obsłużyć go – dać to, czego się domaga? Zdaje się, że wszystko gra. Ale czy rzeczywiście...? Czy dokonujemy dobrowolnej wymiany? Na ile nasz potencjalny kontrahent odpowiada za swoje działania? Jeśli przyszedł z zamiarem upicia się i konsekwentnie go realizuje – czy powinniśmy pomagać mu w realizacji tego planu?
Sam wolny rynek nie gwarantuje rozwiązania wszystkich dylematów moralnych na korzyść dobra. Także w warunkach nieskrępowanej swobody gospodarczej człowiek staje przed potrzebą dokonywania wyborów.

Ksiądz Smith, bohater powieści Bruce’a Marshalla Chwała córy królewskiej, podkreśla, że postępowi technologicznemu w świecie musi towarzyszyć moralny, inaczej z rozwoju człowieka – nici. Podobnie: wolny rynek sam w sobie zbawienia nie gwarantuje; stanowi mocną i sprawiedliwą podstawę, która może pomóc w stawaniu się lepszym – jeśli człowiek skorzysta z szansy.

Jak mądrze korzystać z wolności, którą dysponujemy nawet w dzisiejszych czasach zniewolenia? Czy moralne jest na przykład wyplucie z siebie jakiegoś bohomazu zwanego niekiedy „dziełem sztuki współczesnej” i sprzedanie go za grube pieniądze? „Jak ktoś nie chce, nie musi kupować”. Jako artysta mogę sobie (ze świadomością, że w oczach Bożych to, co wytworzyłem, jest bezwartościowe) tłumaczyć, iż  sprzedając moje „dzieło” zdobywam pieniądze na materiały do tworzenia (prawdziwej) sztuki. Ale handlując dziadostwem staję się współuczestnikiem procesu pod tytułem „sprawianie wrażenia jakby bohomazy zasługiwały na miano sztuki”!


F.L.Z.F

Medytacja na Niedzielę Pięćdziesiątnicy

A.D. 2015


Łk 18, 31–43

Onego czasu:

31 [...] wziął z sobą Jezus dwunaście i rzekł im: Oto wstępujemy do Jeruzalem, a skończy się wszystko, co napisano jest przez proroki o Synie człowieczym.
32 Bo będzie wydan poganom i będzie naigrawan i ubiczowan i uplwan.
33 A ubiczowawszy zabiją go: a dnia trzeciego zmartwychwstanie.
34 A oni tego nic nie zrozumieli, i było to słowo zakryte od nich, i nie zrozumieli, co się mówiło.
35 I stało się, gdy się przybliżał ku Jerychu, ślepy niektóry siedział wedle drogi, żebrząc.
36 A usłyszawszy rzeszą przechodzącą, pytał, co by to było.
37 I powiedzieli mu, iż Jezus Nazareński mimo idzie.
38 I zawołał, mówiąc: Jezusie, synu Dawidów! zmiłuj się nade mną.
39 A którzy szli wprzód, fukali nań, aby milczał. Lecz on tem więcéj wołał: Synu Dawidów! zmiłuj się nade mną.
40 A Jezus stanąwszy, rozkazał go przywieść do siebie. A gdy się przybliżył, pytał go, mówiąc:
41 Co chcesz, abym ci uczynił? A on powiedział: Panie! abych przejrzał.
42 A Jezus mu rzekł: Przejrzyj, wiara twoja ciebie uzdrowiła.
43 I natychmiast przejrzał i szedł za nim, wielbiąc Boga. A lud wszystek widząc, dawał chwałę Bogu.


1. Et qui praeibant, increpabant eum ut taceret.

Jaki wpływ na moją wiarę mają względy ludzkie? Kto w moim otoczeniu podnosi mnie do góry, a kto sprawia, że zbliżam się do dna? Czy potrafię dla wzrostu w Bożej Miłości zrezygnować z niewłaściwego towarzystwa? Czy przypadkiem sam nie osłabiam wiary bliźniego?

2. Quid tibi vis faciam?

Czy potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie? Co by to było? Jak wygląda moja modlitwa prośby? Jakie myśli budzi we mnie świadomość całkowitej zależności od Boga?

3. Et omnis plebs ut vidit, dedit laudem Deo.

Czy dostrzegam Boże Działanie wokół mnie? Czy nie zazdroszczę bliźnim Łaski lub wzrostu duchowego? Czy, gdy odczuwam pustkę, potrafię śmiać się ze śmiejącymi? Jak często wzbudzam w sobie intencję czynienia czegoś na chwałę Bożą?


NCWC

ZZA ŚCIANKI - logo

Wspomnienie NMP w sobotę po Niedzieli Sześćdziesiątnicy, A.D. 2015


Projekt wykonał techniką mieszaną
Sztukmistrz

Apel do złodzieja/złodziejki

Piątek po Niedzieli Sześćdziesiątnicy, A.D. 2015


Z amatorami cudzego mienia próbujemy sobie radzić w różny sposób. Jeden polega na tym, że mieszkamy w przestrzeni raczej otwartej, a mężczyźni mają broń, której w razie potrzeby używają przeciw bandytom. Drugi opiewa na dosłowne zamykanie się w grodzonych osiedlach, za plecami najemnych ochroniarzy i szpikowanie swoich domostw kamerami; jednocześnie mężczyźni pozbawieni są dostępu do broni.

Sfotografowana kartka wisiała na bramie wejściowej miejskiej kamienicy. Przechodziłem koło niej tydzień po zrobieniu zdjęcia. Ktoś zabrał kartkę...

Tekst i zdjęcie:
Terminator

Bliźniaki: Leonardo i Uderzo

Świętych Siedmiu Założycieli Zakonu Serwitów NMP, A.D. 2015




Rysownik obrazków do komiksu Asterix najwyraźniej znał Siedem groteskowych głów autorstwa włoskiego artysty.

Piłka nożna

Świętej Scholastyki, Dziewicy, A.D. 2015

Przyjęcie Gibraltarskiego Związku Piłki Nożnej do UEFA spotkało się z różnym przyjęciem. Jak to? – pytali niektórzy – takie małe, takie zależne – a będzie miało osobną reprezentację?

To może zamiast reprezentacji PZPN w eliminacjach powinny startować drużyny Mazowsza, Małopolski i Kujaw? A może poszczególnych miast? Albo ich dzielnic? Praga Północ kontra Francja dowodzona przez Samira Nasriego, krakowskie Planty przeciw Szwajcarii z kapitanem Gökhanem Inlerem, poznańskie Jeżyce w starciu z reprezentacją Niemiec pod wodzą Mesuta Özila – czemu nie?

A może raczej organizować rozgrywki na skalę lokalną i w takich zawodach brać udział? Zamiast ubiegać się o przynależność do organizacji o zasięgu światowym lub kontynentalnym spróbować zrobić coś na własnym podwórku?

Za plac futbolowego boju może zresztą posłużyć nie tylko podwórko, ale któryś z ponad dwóch tysięcy „orlików”. (Za PRLu padło hasło: „Tysiąc szkół na tysiąclecie”. Za tzw. niepodległej Rzeczpospolitej tzw. minister sportu jawnie mówił o tym, że stawia sobie za cel wybudowanie „2012 boisko na Euro 2012”.) „Orliki” owe to właściwie jedyne co zostało nam po nieszczęsnym Euro. Ukradziono i zmarnotrawiono miliony – to prawda i to skandal; boiska jednak zostały i zamiast się na boiska obrażać, lepiej pójść i zagrać.

Zaleta tego rozwiązania polega również na tym, że wiemy, iż to, co dzieje się na lokalnym placu gry, dzieje się naprawdę.

Wiemy, że w osiemdziesiątym szóstym Maradona strzelił gola ręką. I nawet zakładając, że wszystko inne odbyło się uczciwie – ani my, ani sam Argentyńczyk, nigdy się nie dowiemy, czy zdobyłby mistrzostwo świata w uczciwej walce. Jak byłoby naprawdę?

A co jest naprawdę teraz?

Naprawdę jest to, że sam idę na boisko pokopać piłkę ze znajomymi. I, oczywiście, nie gramy na spalone!

Tekst: Paweł F. Figurski
Zdjęcie: Adept

RUBRYKA KONTRrEWOLUCYJNA – logo

Św. Cyryla Aleksandryjskiego, Biskupa, Wyznawcy i Doktora Kościoła, A.D. 2015


Rysunek Sztukmistrza inspirowany antyrewolucyjnymi wpisami Jerzego Juhanowicza.

Medytacja na Niedzielę Sześćdziesiątnicy

A.D. 2015


Łk 8, 4–15
Onego czasu:
4 [...] gdy się wielka rzesza schodziła, i z miast kwapili się do niego, rzekł przez podobieństwo:
5 Wyszedł który sieje, siać nasienie swoje. A gdy siał, jedno upadło podle drogi i podeptano jest, a ptacy niebiescy pozobali je.
6 A drugie upadło na opokę, a wzszedłszy, uschło, iż nie miało wilgotności.
7 A drugie padło między ciernie: a społem wzszedłszy ciernie, zadusiło je.
8 A drugie padło na ziemię dobrą; a wzszedłszy, uczyniło owoc stokrotny. To mówiąc, wołał: Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha.
9 I pytali go uczniowie jego, coby to za podobieństwo było.
10 Którym on rzekł: Wam dano jest wiedzieć tajemnice królestwa Bożego, a innym przez podobieństwa, aby widząc nie widzieli, a słysząc nie rozumieli.
11 Jest tedy to podobieństwo: Nasienie jest słowo Boże.
12 A którzy podle drogi, ci są, którzy słuchają, potem przychodzi djabeł i wybiera słowo z serca ich, aby uwierzywszy, nie byli zbawieni.
13 Bo którzy na opokę: którzy gdy usłyszą, z weselem przyjmują słowo, a ci korzenia nie mają, którzy do czasu wierzą, a czasu pokusy odstępują.
14 A które padło między ciernie, ci są, którzy usłyszeli, a od troskania i bogactw i rozkoszy żywota odszedłszy, bywają zaduszeni i nie przynoszą owocu.
15 A które na ziemię dobrą, ci są, którzy dobrem a wybornem sercem usłyszawszy, słowo zatrzymywają i owoc przynoszą w cierpliwości.


1. Qui habet aures audiendi, audiat.

Czego tak naprawdę nie chcę usłyszeć albo udaję, że nie słyszę? Czy nie taję w sercu grzechu, którego wstydzę się wyznać? Czy nie oszukuję w czymś samego siebie, aby nie musieć zmieniać mojego życia? Jak długo dam radę kpić z Boga?

2. Interrogabant autem eum discipuli ejus, quae esset haec parabola.

Jak często rozmawiam z Bogiem o moich wątpliwościach? Czy już na wszystko mam gotową odpowiedź, zanim padnie pytanie? Według jakiego klucza wybrałem swojego powiernika, doradcę, kierownika duchowego...? Czy w ogóle miewam wątpliwości?

3. Fructum afferunt in patientia.

W mojej postawie wobec Boga jestem wytrwały czy bierny? Wytrwały czy uparty? Jak reaguję, gdy Pan nie wysłuchuje modlitwy w dogodnym dla mnie czasie? Ile już dobrych dzieł porzuciłem z braku wytrwałości? Ilu nie podjąłem, wiedząc, że cena jest wielka?

NCWC

Obcy wśród nas – parę myśli

Świętej Agaty, Dziewicy i Męczennicy, A.D. 2015


– Skoro ja puszczam takie szmaty... – mówi bez żadnego obcego akcentu jeden kilkunastoletni Koreańczyk do drugiego Koreańczyka. Ciekawy przykład asymilacji.

Język stanowi tak ważny element tożsamości narodowej, że – choć narodowość każdy sobie wybiera (mając z natury rzeczy pewne przesłanki, aby na daną się zdecydować) – nie mogę uczciwie powiedzieć: JESTEM POLAKIEM, jeśli nie potrafię się naszą ojczystą mową posługiwać. A decyzja o nadaniu obywatelstwa nic tu nie zmienia.

Andrzej Michalczuk, ukraiński piłkarz, który przez szereg lat grał w Polsce, stwierdził, że nie ma nic przeciwko temu, że w drużynie występują obcokrajowcy – „ale co za dużo, to niezdrowo”.
Czy z takim samym ogniem w sercu kibicuję zespołowi, którego barwy reprezentują moi krajanie, i jedenastce, w której Polaków ze świecą szukać?

Czy Pan Bóg przeznaczył konkretnym ludom, narodom pewne określone geograficznie miejsce na ziemi? Czy to normalne, że metropolie zamieniają się w tygiel z wielonarodowościową potrawką podlaną sosem multikulti?

Tekst autorstwa F.L.Z.Fa zilustrował Sztukmistrz


O tym, jak Rewolucja zniszczyła etos pracy

Wtorek po Niedzieli Siedemdziesiątnicy, A.D. 2015

W banku (Fot. Autor)

Cierpliwości – cierpliwość jest cechą przedrewolucyjną. Pośpiech, normy, standardy, ankiety, raporty, tabelki, regulaminy i „sprawy na cito”, to wszystko otacza nas i dławi. Czym jest praca? Kto odpowie? Co to jest? Czemu ma służyć?

Praca stała się w naszych czasach narzędziem zniewolenia przez system. System, czyli porządek porewolucyjny. Porządek nienaturalny.

Prawo Parkinsona mówi, że biurokracja danej instytucji rozrasta się tak, iż w pewnym momencie wchłania instytucję jakiej służyła i zaczyna funkcjonować sama dla siebie. Mogę z przykrością potwierdzić działanie owego prawa. Miałem wątpliwą przyjemność zaobserwować tę prawidłowość na własne oczy. W instytucji, w której pracowałem, administracja rozrastała się z roku na rok, aby w końcu niczym filmowy Skynet wyrwać się spod kontroli i wchłonąć całość instytucji, podporządkowując jej funkcjonowanie sobie.

Prawo Parkinsona możemy jednak zaobserwować również w historii ludzkości. Administracją jest w tym przypadku państwo. Państwo, które w pewnym momencie „zerwało się ze smyczy” i przejęło kontrolę nad ludźmi. Był rok 1789, gdy ów potwór po raz pierwszy doszedł do głosu. Do chwili obecnej przejął on kontrolę nad wszystkimi dziedzinami ludzkiego życia, wcielając brutalnie w czyn starą, faszystowską zasadę „wszystko w państwie, nic poza państwem”.

Jedną z ofiar systemu (a jest ich takie mnóstwo, że nie czas i miejsce aby teraz to uszczegółowiać) stała się praca.

Człowiek w świecie zbudowanym przez Rewolucję żyje oderwany od natury, tym samym nerwowo-pośpiesznym tempem zarówno latem jak i zimą. Jesteśmy jedynym gatunkiem na planecie, który w trybie życia nie uwzględnia porządku natury, przyrody. I w imię jakiej to korzyści? Betonowych klatek, plastikowego jedzenia, wszechobecnej tandety, brzydoty i permanentnego kryzysu. Braku więzi rodzinnych, dzieci w żłobkach i przedszkolach. Upokarzającego niewolenia przez urzędników, decydujących o najmniejszym elemencie naszego życia. Ech, gdyby chłop pańszczyźniany z XVIII wieku zobaczył to nasze życie, uciekłby ze strachu. Etos pracy został zniszczony i zastąpiony normami. Praca stała się narzędziem zniewolenia. Jest narzędziem szantażu. To nagroda dla lojalnych. Pozbawienie jej to kara dla krnąbrnych.

Etos pracy został zniszczony przez marksizm, który oderwał pracę od jej celowości. Marksizm wszak uznaje pracę za cnotę samą w sobie i co za tym idzie hołduje zasadzie „praca dla pracy”. Jednakże zanim nadszedł marksizm, etos pracy został naruszony przez dziewiętnastowieczny liberalizm. Praca w rozumieniu liberałów miała bowiem za cel zarobienie pieniędzy. To pieniądz jest według liberałów wyznacznikiem sensu pracy. Trudno się dziwić, przecież w społeczeństwie bezklasowym (jakby powiedzieli marksiści), które nastało wraz z rewolucyjną zasadą wolność–równość–braterstwo, w sytuacji gdy wszyscy są równi, jedynym wyznacznikiem ludzkiej osobowości staje się stan konta.

Dlatego nienawidzę pieniędzy. Są one bowiem narzędziem Rewolucji w zniewalaniu ludzi. Jeżeli nieważne są cnoty, pochodzenie, wyznawane wartości, to pieniądz pozostaje jedynym hegemonem na polu ludzkiej egzystencji. A jeżeli pieniądz jest owym hegemonem, to zdobycie go staje się najwyższym celem ludzkiej działalności. Praca ma sens, jeżeli daje pieniądze.

To, co zmienili marksiści, to fakt, że praca jest wartością samą w sobie, ale zarobek jest dla nich tak samo ważny jak dla liberałów. Liberał jednak chce zarabiać indywidualnie, marksista kolektywnie.

Jeden i drugi jest jednak dzieckiem Rewolucji. Jeden i drugi ma w pogardzie etos pracy. A etos pracy widzimy wtedy, gdy pamiętamy, że pracujemy, bo Pan Bóg chce, abyśmy poprzez pracę się uszlachetniali. Praca daje radość, gdy każdego dnia widzimy jej efekty. Gdy podjęty trud zamienia otaczający nas świat w przychylny nam do życia. Gdy pracujemy, aby coś zbudować, coś zrobić, coś naprawić, coś przygotować i tak dalej. Korzyść finansowa może być tego skutkiem, ale nie jest celem i nigdy być nie powinna. Praca w klasycznym rozumieniu nie jest tym samym co praca zarobkowa, jak to dzisiaj powszechnie przyjęło się uważać. Masz pracę? – oznacza pytanie, czy zarabiasz pieniądze. A przecież pracy się nie ma, pracę się wykonuje.

W świecie przedrewolucyjnym praca była na swoim miejscu. Podejmowany trud owocował postępem materialnym, a człowiek czerpał radość z efektów swej pracy. „Bohatyrowicze, bo po bohatersku ujarzmili otaczającą ich dzicz”. W pocie czoła, jak chciał Pan Bóg. Ludzie robili coś po coś. To nie znaczy, że przed Rewolucją nie było pracy zarobkowej. Oczywiście była. Nie ma w tym nic złego. Do czasu jednak, kiedy praca zarobkowa nie stała się synonimem pracy jako takiej. Do czasu, aż Rewolucja nie zmieniła samego rozumienia pojęcia pracy.

Nikomu nie jest do śmiechu, bo korporacja jest wciąż nienasycona i wciąż niezadowolona. A w końcowym rozrachunku trybik, nic nieznacząca śrubka, jaką jest człowiek w rękach korporacji, w końcowym rozrachunku, bez względu na to, jak bardzo ten trybik będzie się podlizywał, łasił, wdzięczył i wypruwał sobie żyły, aby „podnieść wydajność”, w końcowym rozrachunku ten trybik i tak będzie winien niepowodzeniom. Będzie winien i będzie wyrzucony do śmieci. Na jego miejsce czekają kolejne śrubki. Zawsze w miejsce jakiegoś Jagody znajdzie się jakiś Jeżow, a w miejsce Jeżowa jakiś Beria.

Dzisiaj jęczymy w niewoli korporacji. W ciągłym, obłędnym pośpiechu, wykonując „niebywale ważne rzeczy”, o których za miesiąc nikt już nie będzie pamiętał. Ten szaleńczy pęd zmierza do tego, aby wyłączyć ludziom myślenie. Gdy król osadził w lasach smolarzy, ci całymi latami niekiedy nie wychodzili z głuszy zajmując się powierzonym im zajęciem. Pracowali i byli wolni. Rewolucja zamknęła ludzi w niewoli pędu bezsensownych, nikomu (a już najmniej ludziom) potrzebnych czynności. Całodzienne przenoszenie pism, papierów z pokoju do pokoju, rozgrzewanie do czerwoności drukarek i wysyłanie tysięcy mejli – jedyne, czym to skutkuje, to oderwanie człowieka od rzeczywistości. Wtłoczenie go w tryby kolektywu, zagłuszenie myślenia i sumienia, rozbicie rodziny, normalnych relacji międzyludzkich, narzucenie chamstwa, powszechnego spoufalenia, degradującej kulturowo kolektywizacji.

Ale skąd chamstwo, skąd prostactwo? Ano stąd, że prymityw zawsze pokona człowieka szlachetnego, jeżeli obu postawimy naprzeciw siebie. Rewolucja obaliła naturalne bariery między nimi i wydała człowieka szlachetnego na pastwę dziczy. Dzicz oczywiście wygrała. Bo nie ma zahamowań moralnych, bo nie ma skrupułów, bo się nie wstydzi, bo nie brak jej pewności siebie, bo jej jedynym celem jest „nachapanie się”, bo jest bezczelna, bo jest bezwzględna.

Patrząc na dzisiejszy świat, nie dziwmy się jego stanowi. Zło zawsze towarzyszyło ludziom. Źli ludzie byli zawsze. Ale Rewolucja oddała w ich ręce losy świata. Rewolucja zastąpiła dobry porządek realizowany przez niedoskonałych ludzi złym porządkiem realizowanym przez męty społeczne.

Pieniądz jest w ręku Rewolucji tym, czym kółko do biegania w klatce chomika. Pieniądz, który przecież realnie nie istnieje. W normalnych czasach monetę bił władca. Moneta ta odzwierciedlała realne dobro materialne. Dzisiaj pieniądz to cyfry na monitorach komputerów. Nie ma on żadnej realnej wartości. Pozostała w czasach rewolucyjnych jedynie umowna wartość. Umowna, chociaż nikt się nigdy nie umawiał. Wartość, chociaż nic nie jest warta.

Jerzy Juhanowicz

Gotyk – architektura walcząca

Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny, A.D. 2015


Mówi się, że gotyk przewyższa styl klasyczny dzięki swoistej różnorodności i złożoności, żywej, a zarazem zagadkowej. To prawda, lecz styl orientalny jest równie bogaty i złożony, a jednak wywołuje całkowicie odmienne wrażenia. Nikt, kto oglądał turecki dywan, nie doznał nigdy uczuć takich, jak przy oglądaniu gotyckiej katedry. Nad całą wyborną ornamentyką Arabii i Indii unosi się obecność czegoś sztywnego i bezdusznego, czegoś okaleczonego jak na torturach – i milczącego. Karłowate drzewa i powykręcane węże, ciężkie kielichy kwiatów i garbate ptaki akcentują swoimi wspaniałymi barwami monotonię i serwilizm swoich kształtów. [...]

 


Jaka dusza kryje się w katedralnych kamieniach? Kamienie są rozmaite, lecz nie dają wrażenia rozmaitości. Są poważne, lecz nie dają wrażenia powagi. Są radosne jak farsa, lecz nie dają wrażenia farsy. Co w nich jest takiego, co koi i przenika dreszczem człowieka naszej krwi i kultury, a czego nie ma w egipskich piramidach, ani w hinduskich świątyniach, ani w chińskich pagodach? [...] Otóż, po pierwsze, gotyk żyje, a po drugie – jest w marszu.


To Kościół Wojujący; to jedyna walcząca architektura.


Wszystkie jego wieże to zastygłe w spoczynku groty włóczni. Wszystkie jego kamienie to uśpione kamienie do katapulty.




Mógłbym nieomal usłyszeć, jak łuki sklepienia krzyżują się z metalicznym szczękiem, niczym miecze. [...]

 

A barwne postacie świętych, maszerujące w nieskończoność na szeregach przepysznych okien, mogłyby nieść swe aureole jak pochodnie przez mroczne lądy i dalekie morza.


Cytat z Gilberta Keitha Chestertona zilustrował zdjęciami
Paweł Schulta

Medytacja na Niedzielę Siedemdziesiątnicy

A.D. 2015


Mt 20, 1–16

Onego czasu rzekł Jezus uczniom swoim tę przypowieść:
1 Podobne jest królestwo niebieskie człowiekowi gospodarzowi, który wyszedł bardzo rano najmować robotniki do winnice swojéj.
2 A uczyniwszy umowę z robotnikami z grosza dziennego, posłał je do winnice swojéj.
3 I wyszedłszy około trzeciéj godzinie, ujrzał drugie stojące na rynku próżnujące,
4 I rzekł im: Idźcie i wy do winnice mojéj, a co będzie sprawiedliwa, dam wam.
5 A oni poszli. I zasię wyszedł około szóstéj i dziewiątéj godzinie i także uczynił.
6 A około jedenastéj wyszedł i nalazł drugie stojące i rzekł im: Co tu stoicie cały dzień próżnujący?
7 Rzekli mu: Iż nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnice mojéj.
8 A gdy wieczór przyszedł, rzekł Pan winnice sprawcy swemu: Zawołaj robotników i oddaj im zapłatę, począwszy od ostatnich aż do pierwszych.
9 Gdy tedy przyszli, którzy około jedenastéj godzinie byli przyszli, wzięli po groszu.
10 A przyszedłszy i pierwsi, mniemali, żeby więcéj wziąć mieli; ale wzięli i oni po groszu.
11 A wziąwszy szemrali przeciw gospodarzowi,
12 Mówiąc: Ci ostateczni jednę godzinę robili, a uczyniłeś je równymi nam, którzyśmy nieśli ciężar dnia i upalenia.
13 A on odpowiadając jednemu z nich, rzekł: Przyjacielu! nie czynięć krzywdy: azaś się ze mną za grosz nie zmówił?
14 Weźmij, co twego jest, a idź, chcę téż i temu ostatecznemu dać jako i tobie.
15 Czyli mi się nie godzi uczynić, co chcę? czyli oko twoje złościwe jest, iżem ja jest dobry?
16 Takci ostateczni będą pierwszymi, a pierwsi ostatecznymi; albowiem wiele jest wezwanych, ale mało wybranych.

1. Simile est regnum caelorum homini patri familias, qui exiit primo mane conducere operarios in vineam suam.

Jak wyglądają moje poświęcenia? Jaką cenę jestem w stanie zapłacić za modlitwę, wierność przykazaniom, miłość...? Czy jestem hojny wobec Pana? W dawaniu, w organizowaniu czasu, w rezygnacji z własnych zachcianek? Jakie uczucia mi towarzyszą, gdy sobie czegoś odmawiam dla Królestwa Bożego?

2. Ite et vos in vineam meam, et quod justum fuerit dabo vobis.

Do kogo mam największe zaufanie? Co mi najbardziej utrudnia całkowite zawierzenie Panu? Czy potrafię być słaby i bezradny przed Bogiem, czy raczej wolę się w chwilach słabości skryć? Która Boża Obietnica wydaje mi się najmniej realna?

3. Circa undecimam vero exiit, et inventis alios stantes.

W jaki sposób odpowiadam na Boże wezwania? Czy mój brak reakcji jest przezornością, czy zwykłym lenistwem? Kiedy po raz ostatni uczyniłem coś ochotnie pod wpływem natchnienia modlitewnego? Na ile starczyło mi zapału?


NCWC