Raport z drogi...



Niedziela Chrystusa Króla, A.D. 2015




Kiedy nie wydarza się nic, co nie byłoby przewidywalne, lub – co zdarza się częściej – nie dzieje się to, czego pragnie każdy żądny wrażeń homo viator – to nawet wówczas należy wspomnieć o tym, choćby tylko z kronikarskiego obowiązku. Nawet gdybyśmy tym samym mieli poddać próbie pilność i uwagę Najwierniejszego z naszych Czytelników.



Taki dzień próby nadszedł właśnie w piątek, 12 dnia czerwca. Tego dnia, a raczej u jego zmierzchu, odbiwszy od morskiego brzegu, skierowałem się pod prąd stanowiącej granicę pomiędzy Bretanią a Normandią rzeki Le Couesnan, na miejsce... kolejnego noclegu.



Wyjeżdżam stąd z mocnym postanowieniem powrotu i przebycia całego już pasa północnego wybrzeża. Nie mówię, że wiem, ale że czuję, i (być może już za dwa lata) chcę dać wyraz temu przeczuciu: przeczuciu, iż Pikardia, Normandia i Bretania warte są większej uwagi niż ta, którą poświęciłem im w tym roku, i nie mniejszej, niż Prowansja, Akwitania czy Langwedocja, które zamierzam odwiedzić w ramach trasy przyszłorocznej. Już teraz odczuwam pragnienie, by tu powrócić.








Tymczasem przede mną proza dnia, każąca stawić czoło bieżącym wyzwaniom. Pierwszym z nich (boleśnie odczuwanym) jest konieczność skrócenia trasy. W praktyce oznacza to, że Poitiers musi poczekać do następnego roku.

Decyzja podjęta w następstwie kaprysów pogody i wysłuchania głosu rozsądku. Ten, wspomagany odgłosami deszczu bębniącego od rana o dachy, nakazał przyjąć nowe okoliczności, a nawet na znak zgody – podać im rękę. Obie ręce.

Więc przez najbliższe godziny, zamiast pielęgnować w duszy smutek, w sposób maksymalny wykorzystuję wszystkie właściwości łazienkowej suszarki, by doprowadzić do stanu miłej używalności przemoczone wczoraj buty i to samo uczynić z potrzebną do dalszej jazdy odzieżą. Również korekta trasy wymaga pewnej ilości czasu i uwagi.



Dystans do przejechania na dziś – 50 kilometrów; nocleg w Saint-Aubin-du-Cormier. Dystans niewielki, ale, zważywszy godzinę wyjazdu (18:30), dostateczny, by całą uwagę i siły skupić wyłącznie na celu.




Po drodze mijam całkiem małą miejscowość, Saint-Rémy-du-Plain. Na mapie ledwie punkcik. I zastanawiam się, co jest prawdziwą miarą takich, jak to, miejsc. I czy w ogóle jest jakaś wspólna miara dla miast z trudem mieszczących w swoich murach cuda architektury, tych, w których wciąż żywa jest pamięć dawnej bądź tylko urojonej świetności, i miasteczka takiego jak Saint-Rémy, które wielkość ma wpisaną jedynie w nazwę?






I patrząc na zwróconą w kierunku budynku merostwa postać doświadczam stanu ducha podobnego temu, którego doznawałem wczoraj, na szczycie Mont-Saint-Michel. Uczucia dumy płynącego z przynależności do (tego samego) Królestwa. Czuję się jak mieszkaniec twierdzy – bezpieczny, niezagrożony. Jak motyl zamknięty w kokonie odwiecznej Prawdy, która za chwilę otworzy mu przestrzenie Wolności.



Wydani na gwałt rzekomo „nieuniknionych praw rozwoju”, które w miejsce kultu Boga umieściły kult człowieka, nawet nie zauważyliśmy, że skutkiem tego straciliśmy więzi łączące nas z Królestwem i daliśmy sobie wmówić, że teraz dopiero „otośmy wolni”!

Czy nie zdarza się nam zapomnieć, że miara, jaką przyłożyło do nas smutne dziedzictwo rewolucji, jest przyciasna i niegodna poddanych Prawdziwego Króla?

Bo zaiste nie miara kartografów, geometrów i logików jest miarą naszej wielkości.



Paweł Schulta

Dzisiaj wszyscy jesteśmy monarchistami

Niedziela Chrystusa Króla, A.D. 2015


Gustav Doré, Triumf chrześcijaństwa nad pogaństwem

System robi nas w balona

Św. Antoniego Marii Clareta, Biskupa i Wyznawcy, A.D. 2015

Fot. MDK

Na czaszy balonu widnieje w panoramie Warszawy rozpoznawalny, niestety, Pałac Kultury”. Wrósł tak silnie w naszą świadomość, że stał się stałym elementem naszej wyobraźni.

Na pocieszenie: Niby skrzyżowanie Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, a Pałacu” nie ma!

Fot. PJ

Adoracja

Fot. Przybysław Niedzielny

Nikt nie jest nielegalny – niektórzy są zbanowani

XXI Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015

Granice anarchii (Fot. Adept)

Anarchia nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Jest sprawiedliwa i jako podstawa ładu społecznego wynika bezpośrednio z przykazań Bożych, w szczególności piątego i siódmego.

Anarchię definiuję jako sposób życia ludzi, którzy za normę postępowania przyjmują aksjomat nieagresji, czyli zakaz inicjowania przemocy fizycznej lub grożenia taką przemocą, jak również zakaz oszustwa na szkodę osoby lub jej własności.

Anarchistyczne rozwiązanie zagadnienia imigracji jest proste. Każdy kawałek ziemi (tak, również każdy kawałek morza, gór; przestrzeń kosmiczną zostawiamy na chwilę na boku, zastanawiamy się nad zasadą – więc, Drodzy Przyjaciele Etatyści, nie mnóżcie, proszę, przez chwilę, kolejnych rzekomych problemów, i posłuchajcie…) ma swojego właściciela lub właścicieli. To oni podejmują decyzję, czy na swoim terytorium mają ochotę gościć daną osobę.
Jeśli ktoś życzy sobie zaprosić do siebie dwa tysiące sunnitów, droga wolna. (To znaczy, by wejść na chwilę w szczegóły, „droga wolna” o tyle, o ile na przykład sąsiedzi gościnnego gościa nie utrudnią mu lub nie uniemożliwią sprowadzenia na swój teren takiej wesołej gromadki – metodami jak najbardziej uprawnionymi i wolnyrynkowymi: zamykamy przed takim transportem naszego prywatne drogi, korytarze powietrzne, muzułmanie mają zakaz poruszania się po naszym jeziorze itd.).
W zasadzie jednak – prosimy uprzejmie! – jeśli osoba podająca się za „prezydenta”, „premiera” czy też „posła” (choć na przykład ja nie udzielałem im żadnego pełnomocnictwa, aby mnie reprezentowali – a Ty, Drogi Czytelniku?) życzy sobie zaprosić do swojej PRYWATNEJ POSIADŁOŚCI wyznawców „proroka”, uprzejmie proszę. Niech tylko łaskawie pamięta o tym, że – gdyby pohańcy, zabawiwszy już rozmową i czym tam jeszcze córki gościnnych gospodarzy, mieli na przykład coś przeciwko krzyżowi na rozstajnych drogach (krzyżowi stojącemu na ziemi należącej do uzbrojonego katolika) i chcieli go na przykład siłą usunąć – właściciel ziemi, na której stoi krzyż ma pełne prawo usunąć intruzów siłą – w razie potrzeby wysyłając ich do Allaha (chyba że martwemu poganinowi zanosi się z jakichś przyczyn na spotkanie z Panem Bogiem).

[Od Red.: przypomina nam się sytuacja, w której znajomy taksówkarz wyrzucił ze swojego auta grupę żydów, którzy głośno sarkali na zawieszony w samochodzie różaniec. Skonfundowanej sytuacją pani z centrali wytłumaczył, że wyproszeni klienci „obrażali jego uczucia religijne”.]

W ten sposób społeczeństwo wolnościowe mogłoby radzić sobie z niechcianymi imigrantami. Nie wiemy, czy poszłoby taką właśnie drogą – ale winniśmy rozwiązaniom anarchicznym przynajmniej dać szansę.
W przeciwnym wypadku pozostaje nam pieklenie się, że „prezydent”, „premier”, czy „poseł” zaprasza kogoś na nie-swój teren; jeśli bowiem przyznajemy „prezydentowi”, „premierowi”, czy „posiołowi” prawo do zakazywania komuś wstępu na teren NASZEJ WŁASNOŚCI, tym samym zgadzamy się na to, aby STOSUJĄC NIESPRAWIEDLIWY PRZYMUS zadysponował naszym obszarem w ten sposób, że nakaże nam zgodzić się na czyjś wstęp na teren NASZEJ WŁASNOŚCI i umieści nam na głowie dwa tysiące muzułmanów na przykład.

Rozwiązania etatystyczne są nieskuteczne, bo oparte na fałszu.
Spróbujmy tego, co prawdziwe i sprawiedliwe, a możemy być skutkami zadziwieni… Przynajmniej spróbujmy.


Zdrowy Wariat

Polityka zawsze była, jest i będzie brudna – taka jest jej natura

 Św. Małgorzaty Marii Alacoque, Dziewicy, A.D. 2015


Niektórzy odrzucają to utarte stwierdzenie jako nieprawdziwe. Ale z faktu, że jakieś powiedzenie jest popularne, nie wynika automatycznie, że jest fałszywe.
Ujrzałem takie hasło: „Jeżeli ludzie uczciwi stronią od polityki, to nie dziwcie się, że rządzą bandyci, kłamcy, oszuści i złodzieje”.
Co za bzdura! To tak, jakby argumentować: „Jeżeli wierni małżonkowie stronią od burdeli, to nie dziwcie się, że rządzą w nich alfonsi i burdelmamy”.
Uczciwy człowiek domaga się na początek minimum – jedynie tego, aby nie zmuszano go do odwiedzania burdelu i pokrywania kosztów jego działalności. Tylko tyle!
Zwolennicy istnienia państwa żądają, aby każdy musiał brać udział w funkcjonowaniu burdelu – i jeszcze udawał, że to, co czyni, jest moralne. Niedoczekanie!
Jak naprawiać ten fałsz? Przede wszystkim warto tworzyć alternatywę wobec działalności funkcjonariuszy państwowych; budować w skorupie starego społeczeństwa zdrowe zalążki nowego; a gdy już dojrzeje, zbić skorupę i tylko ogłosić to, co i tak będzie już faktem: tworzymy społeczeństwo ludzi wolnych i odpowiedzialnych – nie: idealnych; ale dążących do doskonałości.

Zdrowy Wariat

Dopisek KTL w nawiązaniu do mądrych i głupich powiedzeń, o których traktowaliśmy już w tekście pt. Mądrości ludowe i głupoty ludowe:
„Nadzieja jest matką głupich” – nieprawda. Nadzieja jest matką mądrych.
[Liczne wypowiedzi dotyczące zmarłych:] „Istniejemy tylko dopóty, dopóki pozostajemy w ludzkiej pamięci” – nieprawda. Od chwili poczęcia jesteśmy obdarzeni życiem wiecznym, istniejemy już na zawsze.


Para Wodna

Dwa zdjęcia z drogi, dwa obrazki z miejsc "pozakonkursowych", a więc jakby trochę nieważnych. "Galeria na opak"?
Nic z tego!
To obrazy ważne, ale ważne przede wszystkim dlatego, że tak chce ten, który je tu zawiesza, zdjąwszy je uprzednio znad przepaści, w którą spada wszystko, do czego zawczasu nie przywiążemy stosownej miary, intencji pamiętania.
Więc niech zostaną tu, po tej stronie. Niech łopocą jak flaga na wietrze, jak rękawiczki dyndające na sznurku u rękawów dziecięcego płaszczyka, "bo zgubiło już dwie pary tej zimy".
Teraz zaś "okruchy" na chwilę wrócą w miejsca, w których się spotkaliśmy, gdzie byliśmy dla siebie jak ja i Ty.
W miejsca oznaczone nacięciem na korze drzewa, kopcem usypanych gdzieś na uboczu kamyków, śladu, jaki na wodzie zostawia przepływająca łódź...


Nasze spojrzenia spotkały się tylko na ułamek sekundy i za chwilę, nie wymieniając ani jednego słowa, nie okazując najmniejszego choćby gestu, zniknęliśmy sobie z oczu. I nie miało w tamtej chwili znaczenia, że wiedzieliśmy o sobie tylko tyle, że pochodzimy z różnych "plemion", mówimy niezrozumiałym dla siebie językiem, że wzrusza nas inna muzyka czy też, że inaczej zdobywamy względy kobiet. Bo tak naprawdę istotne jest tylko to, czy jesteśmy poddanymi tego samego Króla. Czy służymy temu Jedynemu i Jego Boskim prawom. Jeśli tak, to kiedyś spotkamy się znowu, już w Jego Obozie, nad brzegiem tej bądź innej rzeki, i wspólnie świętować będziemy zwycięstwo...


Został po Was tylko żwir zmieszany z płatkami kwiatów, które stały się dla kamieni jakby nową szatą, weselnym strojem, okrywającym ich obojętną i twardą po wielu "przejściach" naturę. I jeszcze rozedrgane od ciężaru słów małżeńskiej przysięgi powietrze...
I nie ma znaczenia fakt, że to wszystko, co o Was wiem. A ponieważ nie znam też Waszych imion (a nie nadam Wam imion zmyślonych, bo jednak istniejecie naprawdę) dlatego po prostu nazwę Was "Parą znad Loary", bo przecież od dziś jesteście już jednością.

A najdziwniejsze w naszym spotkaniu zdaje mi się to, że mimo tych jakże oczywistych "braków", możemy jednak "bywać" u siebie i okazywać sobie troskę. Bo gdy stoimy u stopni tej samej świątyni i czcimy w niej tego samego Boga, jesteśmy wspólną częścią jednego Drzewa i to Ono staje się miarą nas wszystkich.
To dzięki tej jedności płyną w nas te same co w Pniu i jego gałęziach ożywcze soki.
O, przedziwna wymiano pomiędzy ludźmi!

Paweł Schulta

Czynne bez odwołania

Św. Teresy z Avila, Dziewicy, A.D. 2015

Hodie et semper (rys. Sztukmistrz)

Gdzie tak mają?

Kara śmierci - propozycja





Istnieją jej zwolennicy i przeciwnicy. Przekonujący argument przemawiający za jej zasadnością polega na tym, że - zakładając, iż wszyscy przyjmujemy, że w ramach obrony koniecznej można niesprawiedliwego napastnika nawet zabić - obecność kary głównej w kodeksach karnych pozwala chronić przed mordercami życie potencjalnych ofiar.

Jeśli w prawie nie istnieje kara główna, napastnik ma interes w tym, aby zaatakowanego człowieka skutecznie zamordować; dopóki go nie zabije, napastnikowi grozi, iż ofiara - korzystając z prawa do obrony koniecznej - zada mu śmierć. Jeśli zaatakowanego skutecznie wykończy, znajduje się pod ochroną prawa - śmierć mu już nie grozi.

Jeśli w prawie kara główna istnieje, napastnik ma interes w tym, aby możliwie oszczędzić życie zaatakowanego - bo w każdym przypadku grozi bandycie śmierć; nie premiuje się skutecznego wykończenia ofiary.

Załóżmy, że chcemy uszanować każdy indywidualny pogląd na kwestię kary śmierci. Jak można by to zrobić?
Gdyby każdy zainteresowany zadeklarował (jawnie albo tajnie), jaki los ma spotkać jego ewentualnego zabójcę, mielibyśmy wskazówkę, jaką karę należy (w przypadku dokonania morderstwa) wymierzyć.
Wpisuję na przykład w testament, iż mój potencjalny morderca ma ponieść karę śmierci - a jeśli faktycznie zostanę zamordowany, realizator mojego testamentu dopilnowuje, aby wymierzyć zabójcy sprawiedliwość.
Jestem przeciwnikiem kary śmierci - i zastrzegam, aby mojego potencjalnego mordercy nie karać na gardle; realizator mojego testamentu ma jasną wskazówkę, o jaką karę się nie ubiegać.

Oczywiście, mogą pojawić się liczne zagadnienia szczegółowe - na przykład czy będzie wolno wskazywać jako karę dla potencjalnego mordercy dożywotnie więzienie bez możliwości zwolnienia (postulat wielu przeciwników kary śmierci, którzy podpierają go argumentem o tym, że "ta kara jest gorsza od kary śmierci"; czyli, przynajmniej intencjonalnie, chcą być dla zabójcy bardziej od zwolenników kary śmierci brutalniejsi, bardziej bezwzględni).
Co zrobić w sytuacji, gdy ktoś nie zadeklaruje, co z jego potencjalnym zabójcą czynić, a sam zostanie zamordowany?

Pytania te wciąż oczekują odpowiedzi. Okolicznościami najbardziej sprzyjającymi udzielaniu na nie odpowiedzi będą takie, w którym uszanujemy indywidualne decyzje dotyczące charakteru kary dla naszych potencjalnych morderców.

Rower wykolejony

Św. Kaliksta, Papieża i Męczennika, A.D. 2015


Fot. Jerzy Juhanowicz

Idealista czyli realista?

Św. Edwarda, Króla i Wyznawcy, A.D. 2015

Nie~poprawny idealista – niedokończona i nieidealna praca Sztukmistrza

‘Pasjonat’ to osoba łatwo wpadająca w furię – choć obecnie używa się tego słowa jako synonimu określeń ‘entuzjasta’, ‘miłośnik czegoś’. ‘Spolegliwy’ to w istocie ‘taki, na którym można polegać’, nie zaś: ‘uległy’.
Oskarżają mnie niekiedy o idealizm. Kim jest ‘idealista’? Wydaje się, że osoby określające mnie tym mianem mają idealistę za przeciwieństwo realisty. Sądzą, że idei anarchicznych, opartych na przeświadczeniu o tym, że człowiek jest przez Pana Boga powołany do wolności i odpowiedzialności, nie da się w praktyce realizować. ‘Idealista’ znaczy dla nich tyle co ‘utopista’.
Jeśli rozumieć ‘idealizm’ jako przywiązanie do pewnych (tak, wzniosłych i pięknych) idei – tak, jestem idealistą. Nie przeczy to jednak mojemu poczuciu realizmu.

Lord Sebastian Flyte z Powrotu do Brideshead mówił o tym, że wierzy, że jest katolikiem, ponieważ „Boże Narodzenie, gwiazda betlejemska, trzej królowie, wół i osieł” to „piękna idea”. „Nie można wierzyć w coś dlatego, że to piękna idea” – odpowiada narrator książki, Charles Ryder; „Ależ tak. Ja tak wierzę” – mówi Sebastian.
Krzysztof Meissner, fizyk, powiedział kiedyś na temat odkrywanych praw fizycznych, że, jeśli któreś z nich okazuje się prawdziwe, zazwyczaj jest również piękne. Czy dałoby się zaryzykować stwierdzenie, że WSZYSTKO CO PRAWDZIWE, JEST RÓWNIEŻ PIĘKNE?

Dekalog, wzywający każdego człowieka do realizowania swojego wyjątkowego, zawsze wzniosłego powołania, można określić mianem pięknego, bo jest on prawdziwy; odpowiada na pytanie, w jaki sposób należy postępować, aby dostąpić zbawienia. I jest w jakiś sposób „programem minimum” – to znaczy, by pójść za myślą Chestertona, ponieważ Pan Bóg na dużo więcej rzeczy nam zezwala niż zakazuje, sformułował te zakazane – niejako z „oszczędności”: bo wszystkie inne można robić i za długo zajęłoby Mu wymienianie ich.

Trudno w każdej sytuacji podać drugiemu człowiekowi receptę na to, co jak ma postąpić, jakiego wyboru życiowego dokonać („Zrób tak: ……………….”; „Powinnaś ……………………….”); ale można w oparciu o Boże przykazania powiedzieć o niektórych pomysłach z całkowitą pewnością: „Tego robić nie wolno”.
I na tym opiera się mój idealizm.

Jest to idealizm katolika, który wierzy w to, że przykazania Boże to nie pobożne życzenia, ale piękne wezwanie do realizacji swojego człowieczeństwa w sposób najlepszy i najbogatszy z możliwych. Z Dekalogu wynikają praktyczne wnioski: na przykład zakaz niesprawiedliwego mordowania ujęty w przykazaniu piątym, który dotyczy wszystkich ludzi; nie ma wyjątków powodujących, że np. jakiemuś „prezydentowi” przysługuje prawo wywoływania zbrojnego konfliktu i niesprawiedliwego posyłania ludzi na śmierć albo że jakiejś szajce zwanej dla niepoznaki „parlamentarzystami” wolno uchwalać rzeź niewiniątek, czyli zezwolenie na aborcję (w jakimkolwiek przypadku).

Znam wiele osób, które oburzyłyby się na określenie ich mianem anarchistów. Ale – czy tego chcą czy nie – czy zgadzają się z tym określeniem, czy nie – skoro liczą się z naturą człowieka, dążą do doskonałości, traktują Dekalog jako niewzruszoną wskazówkę, a z tym, co w niesprawiedliwy sposób usiłuje przeszkodzić im w realizacji powołania, dzielnie się zmagają – są anarchistami w praktyce.
Jeśli odważnie i bezkompromisowo pójdziemy dalej tropem rozważań na temat praktycznych konsekwencji wynikających z dziesięciu przykazań, dojdziemy do wniosku, że przejęty swoją wiarą katolik nie tyle „musi być”, ile po prostu JEST ANARCHISTĄ. A zatem kimś, kto wierzy, że „idealne” wskazania zawarte w Dekalogu są fundamentem życiowego realizmu – czyli realizowania zadanego nam przez Pana Boga powołania.
Odpowiadając więc na postawione w tytule pytanie: Kim jestem? I pierwszym, i drugim. A może lepiej: pierwszym, czyli drugim.


Bardzo Zdrowy Wariat

największy papież W PARKU MINIATUR

XX Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015
(Wspomnienie Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny)





PRAWDOPODOBNIE Rekord Guinessa
(dopisek Naczelnego Malkontenta: powinno być: Guinnessa)
Fot. KTL

Real wykastrowany (Barcelona też)

Św. Jana Leonardi, Wyznawcy, A.D. 2015
  

Real bez krzyża
to jak mercedes bez znaczka
(Fot. Terminator)

Jakże oni sami się podkładają!

Jakiś czas temu dwa słynne kluby piłkarskie – Real Madryt i FC Barcelona – wycofały ze swoich herbów motyw krzyża (Barcelona nie wszędzie, jakby kierowana powiedzeniem „Panu Bogu świeczkę, a Mahometowi ogarek”). W trosce o finansowe interesy zespoły starają się „nie drażnić” muzułmanów.

Jak mawia znajomy: życzymy szczęścia w życiu osobistym, społecznym, zawodowym i wiecznym. Aha, i jeszcze tego, aby koniec końców odpowiedzialni za te tchórzliwe decyzje nie obudzili się z ręką w nocniku, a nawet gorzej – z uciętą głową.


Kacper Tomasz Lidzki

Śmierdząca prawda, czyli o tym się nie pisze...

 Bo i po co?
(Fot. Paweł Schulta)

Ostatnimi czasy w Watykanie panuje, jak wiadomo, moda na okazywanie troski o biedaków, "wykluczonych", imigrantów etc. - o katolików już niekoniecznie. Dostępne niegdyś dla wiernych (i niewiernych też) toalety na placu świętego Piotra są zamknięte. Tak w praktyce wygląda ze strony zajmujących obecnie Stolicę Piotrową osób pod kierownictwem Jorge Bergolio troska o pielgrzymów...

My chcemy Boga w sklepie...

N.M.Panny Różańcowej, A.D. 2015


I jeszcze to WYJŚCIE EWAKUACYJNE… (Fot. Taker)


Ciekawe, czy ten sklep otwiera się w niedzielę?

Tanie papierosy Audrey Hepburn

Poniedziałek po XIX Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015

Fot. Adept

Czy Audrey Hepburn jest zadowolona, widząc w jaki sposób wykorzystuje się jej wizerunek?
Czy uwiecznioną kiedyś na zdjęciu podobiznę wolno stosować do celów dowolnych?
Czy „osoba publiczna” godząc się na sfotografowanie w danej sytuacji w jakiś sposób przystaje na to, że później straci pełną kontrolę nad dalszymi losami zdjęcia? Czy jest to może cena sławy, którą trzeba płacić i od której się nie ucieknie?

Gdyby odpowiedzi na to pytanie udzielali ludzie żyjący w warunkach wolnego rynku, mogliby podsunąć różne rozwiązania. Takie na przykład:
1. Pozwoliłeś zrobić sobie zdjęcie; fizyczny nośnik, na którym znajduje się twój konterfekt, należy do właściciela urządzenia, którym cię sfotografowano, ale to ty masz prawo decydować, czy, kiedy, i gdzie zostanie np. opublikowane.
2. Godząc się na utrwalenie swojej podobizny, godzisz się jednocześnie na dowolne wykorzystanie zdjęcia. Może, licząc się z tym, zażądasz z góry olbrzymiego wynagrodzenia za zgodę na zdjęcie ciebie.
3,4,5 itd. Jeszcze inne rozwiązania...

A teraz jeszcze (potencjalnemu) fotografowi ku zastanowieniu:
A czy masz w ogóle prawo robić komuś fotografię bez jego uprzedniej zgody??


F.L.Z.F

Baranek, który wygląda jak koń

XIX Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego, A.D. 2015


Krzyż (rok produkcji 2011) sygnowany na odwrocie przez pewien współczesny zakon – jako żywo przywodzi na myśl dwa fragmenty powieści Bruce'a Marshalla pt. Chwała córki królewskiej:

W zielonym ornacie z barankiem, który z daleka wyglą­dał jak koń, ze złożonymi dłońmi, ksiądz Smith rozpoczął mszę, wyznając Bogu Wszechmocnemu, Najświętszej Maryi Pannie, świętemu Michałowi Archaniołowi, świętym Apo­stołom Piotrowi i Pawłowi, Timowi O’Hooleyowi, Angusowi McNabowi, Patrykowi O’Shea i spracowanej starej posługaczce, klęczącej z tyłu w przeciągu, że zgrze­szył bardzo myślą, mową i uczynkiem przez swoją winę, swoją winę, swoją bardzo wielką winę.

[Elvira] Przywiozła mu także sześć kompletów szat mszalnych we wszystkich przewidzianych przepisami Kościoła Rzymskiego kolorach, nie wyłączając różowego na niedzie­le Laetare i Gaudete. Kanonik [Smith] był jej za to bardzo wdzięczny, bowiem zielony ornat z barankiem, który z da­leka wyglądał jak koń, zaczynał już mocno płowieć.

Tłum. Łukasz Makowski

Właściciel tego domu posiada broń...

Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Dziewicy, A.D. 2015


Fot. Terminator

Akcje – redakcje – reakcje: w nawiązaniu do wpisu pt. Apel do złodzieja/złodziejki

Można do bandytów apelować... Albo można ich straszyć!

ŚCIĄGA– Dobre filmy: Zakichany kundel, czyli „Trzy epoki” Bustera Keatona

Św. Aniołów Stróżów, A.D. 2015


"I always like a dog, so long
as he isn't spelt backwards."
~ Father Brown
in Gilbert Keith Chesterton's
The Oracle of the Dog


Ileż prawdy o czasach dzisiejszych w kontekście stosunku do dzieci pokazał Buster Keaton w roku 1923. Kto wie, może i wtedy sytuacja nie wyglądała tak różowo, jak skłonni bylibyśmy sobie wyobrażać…

Kościelne kalkulacje, czyli iść na Golgotę bez zegarka*

Bł. Jana z Dukli, Wyznawcy, A.D. 2015



Szczęśliwi czasu nie liczą. Dlaczego zatem stawiać zegar (czasem bijący!) w prezbiterium?

Już bardziej uzasadnione jest umieszczenie go w zakrystii, jak na obrazie Władysława Czachórskiego.

Swoją drogą, widniejący nad drzwiami zakrystii napis SILENTIUM może świadczyć o tym, że ciszy nie traktuje się już w tej zakrystii jako stanu normalnego – skoro trzeba o obowiązku jej zachowania przypominać…

KTL
___

* Tytuł wpisu zawdzięczamy Pawłowi.

Dwadzieścia parę lat później, czyli "Metro" wciąż wierzy w wieżę (Bonus: Bliźniaki)

A ja nie... ja w takie wieże nie wierzę

Pierwszy etap budowy:
Fot. Paweł Schulta


Kolejny etap rozwoju "projektu":
Pieter Bruegel


Co było dalej - wiemy.


Lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Nowe szanse, nowe nadzieje. (Tak nam się przynajmniej wtedy wydawało). Pojawia się musical Metro. Lasery. Lasery. Lasery!!!

Zaczyna się muzyką klasyczną - Uwerturą, która - nowa jakość! - już wkrótce przechodzi w łupaninę.

Życie to głupi żart
Choć miewa czasem gest
Marny gest
- te słowa jednej z piosenek można potraktować jako motto i klucz do całości musicalu. Przypominają one do złudzenia dosadniej ujętą myśl przewodnią trupy zwanej Monty Pythonem, obecną w piosence Always Look on the Bright Side of Life: życie jest w sumie nic nie warte; nie ma żadnego życia pozagrobowego; wszyscy i tak pomrzemy i pójdziemy do piachu, więc choć przez chwilę sobie pożartujmy, stwarzając sobie złudzenie pocieszenia w oceanie beznadziei.

Autorki piosenek nie wyrzekają się w nich całkowicie odniesień do wiary, ale wykorzystują motywy religijne do własnych celów, które nie zmieniają całościowej - beznadziejnej i rozpaczliwej - wymowy dzieła. W utworze Uciekali pojawia się Święta Rodzina - "Ojciec Niebieski weźmie nas w obronę". Proszę jak pobożnie. Ale w Wieży Babel Bogu Ojcu rzuca się wyzwanie! I fałszywie twierdzi, że wzniesienie takiej, pożal się Boże, budowli "zawsze jest marzeniem"; "Choć różne słowa, różny kolor skór" - akcenty dosyć nachalnie kosmopolityczne pojawiają się w pełnej krasie w piosence Hasła, gdzie słyszymy o tym, że "murzyn czarny, bo lubi brud", "A Żyd jest zdolny, szkoda że Żyd". Można to być może przypisywać możliwemu przewrażliwieniu ("jeśli zapomnisz o tym, że jesteś antysemitą, żydzi ci o tym przypomną"), ale piosenka ta wpisuje się, niestety, w łżepropagandę, która od początku tzw. "odzyskania wolności w roku '89" usiłuje wmówić nam i światu, że jesteśmy rasistami i antysemitami. A przede wszystkim należałoby przypomnieć twórczyniom piosenki, że murzyn i żyd to nie są główne problemy Polski. Nie były nimi w roku 1989 i nie są nimi dziś.

Być może znów przemawia przeze mnie przewrażliwienie, ale piosenkę In God we trust, w której wokalista-mężczyzna śpiewa:

Ty masz pociąg do innych, niestety
Ja za tobą z tęsknoty choruję
Chociaż jesteś, wstyd powiedzieć – facetem

można potraktować jako wstęp do agresywnej propagandy homoseksualnej propagandy pedalstwa w Polsce. W toku piosenki dowiadujemy się, co prawda, że chodzi o miłość do pieniędzy (wspomniany "facet" to Benjamin Franklin ze studolarowego banknotu), ale półżartobliwe wprowadzenie tematu zboczenia do głównego nurtu sztuki (Metro zagrano w Polsce ponad 1800 razy) następuje.

Litania (do demona złota) - znów jednoznacznie religijne nawiązanie. Czy to, co się w tej piosence wyprawia, to już obrazoburstwo?



"Nie wiemy już sami, gdzie prawda - gdzie fałsz" (z piosenki Hasła)
- to jest właściwe motto Metra, które miało może w zamyśle stanowić apoteozę młodości i nadziei (tak przynajmniej bywa odczytywane), ale stało się w istocie portretem grupy zagubionych ludzi, wśród nich głównego bohatera, który na koniec w durny sposób popełnia samobójstwo.

"Gdzie prawda - gdzie fałsz?". Musical Metro w udzieleniu odpowiedzi na te pytania pomocą nie służy.

Wymowa całości może okazywać się tym niebezpieczniejsza, że piosenki są literacko znakomite. Ale z tego, że łatwo wchodzą do głowy i dobrze się je śpiewa (a w niektórych znajdują się ziarna prawdy), nie wynika, że dzieło jest dobre, BUDUJĄCE.

M.T.
 (był na spektaklu w roku 1991 oraz 2015)


Fot. Paweł Schulta

Święty Michał przebił smoka

Świętego Michała Archanioła, A.D. 2015

Fot. Terminator