"Dziś porządnych chłopaków* już nie ma", czyli POWOŁANIE DO NICZEGO?
Niektórzy nie wstępują w stan kapłański, zakonny, ani małżeński. Czy oznacza to, że nie spełniają swojego powołania? Czy istnieje coś takiego jak powołanie do czegoś innego niż wspomniane stany? Powołanie do innych zadań?
Spotkałem się z następującymi opiniami:
«Na przykład – żołnierz. Powołanie wykluczające wstępowanie w którykolwiek ze wspomnianych stanów. Powołanie do zadań innych niż kapłańskie, zakonne, czy małżeńskie.»
Jak zatem tłumaczyć istnienie zakonów rycerskich? I jak traktować tych małżonków (również kobiety!), którzy brali udział w krucjatach?
«Niektórzy twierdzą, że nie wstąpili w związek małżeński, by lepiej spełniać swoje zadania zawodowe. Ale mi się wydaje, że to takie tłumaczenie starych panien, które po prostu nie zatroszczyły się o znalezienie męża / pozwolenie mężczyźnie (potencjalnemu małżonkowi) na to, aby je znalazł».
Gdyby wstąpienie w stan kapłański,
zakonny lub małżeński skutkowało niespełnianiem w pełni zadań podjętych w
ramach pracy, można by to interpretować tak: wskutek pójścia za głosem powołania, Pan Bóg w jakimś zakresie Cię ogranicza. A może przyjąć inną interpretację: Wstępując w któryś ze wspomnianych stanów na pewno
spełnisz zadania "naukowe", "zawodowe" w sposób inny niż gdybyś pozostał poza nimi – jeden Bóg z pewnością wie, czy nie lepszy...
«Nie ma już dziś porządnych dziewczyn i chłopaków; nie ma z kim się żenić i za kogo wychodzić». No, to już jawny fałsz.
_______
* dziewczyn (niepotrzebne skreślić)
Mieczysław Fogg "The Very Last Sunday" ("To ostatnia niedziela" po angielsku)
It’s no time to
look for excuses
This is really
the end
Today came
another richer and better
And with you has
stolen my joy
I have one
request maybe the last one
The first in
many years
Give me this Sunday
Our last Sunday
And then let the
world fall apart
That’s the very
last Sunday
Today we’ll
separate
Today we’ll go
our own ways
For all the
times
That’s the very
last Sunday
So spare me this
Sunday
Look at me with tenderness
For the last
time
You’ll yet have
enough of these Sundays
And what will be
with me – who can say
That’s the very
last Sunday
My dreams I’d
imagined
Happinesss which
I craved so
It’s finished
now
Ask me what I’ll
do and where I’m going
Where should I
go, I know
Today there’s
one answer for me
I know of no
other
This answer’s...
well, never mind
One thing’s
important you must be happy
Don’t worry
‘bout me again
But ‘fore all
this is finished
Before fate
separates us
This one Sunday –
give me
That’s the very
last Sunday
Today we’ll
separate
Today we’ll go
our own ways
For all the
times
That’s the very
last Sunday
So spare me this
Sunday
Look at me with tenderness
For the last
time
You’ll yet have
enough of these Sundays
And what will be
with me – who can say
That’s the very
last Sunday
My dreams I’d
imagined
Happinesss which
I craved so
It’s finished
now
[1935]
Tłum. Mikołaj Zieliński & TŁM
Pocałunki w filmach
Gilbert Keith Chesteron zauważył niegdyś, iż pierwsze zakochanie to za każdym razem coś nowego, choć jako takie znane jest od początku świata; mimo że przydarzyło się już miliardom ludzi, w moim przypadku nie jest "przeżute" - bo własne, osobiste, moje.
A co powiedzieć o milionach sztucznych (?), fałszywych (?), udawanych (?) pocałunków składanych przez aktorów i aktorki na ustach innych aktorek i aktorów? Czy są one "autentyczne" czy "udawane"? Czy w ogóle istnieje "udawany" pocałunek tego rodzaju?
[Groucho Marx przychwycony niegdyś na całowaniu jakiejś kobiety tłumaczył się: "Tylko szeptałem jej do ust"].
Może właśnie dlatego w świecie filmowym tyle nierządu i cudzołóstwa, że - udając że się "udaje" - aktorzy, pozbywszy się naturalnych hamulców (często pewnie za poduszczeniem scenarzystów, reżyserów i producentów), tracą panowanie nad sobą i swoim życiem.
Święty Paweł zaleca, by unikać wszystkiego co ma choćby pozór zła: "Od wszelakiego podobieństwa złego się powściągajcie" (1 Tes 5, 22).
Jeśli jednak nie narażać się na ryzyko grzechu całując na oczach milionów (które obejrzą film) obcą sobie osobę, to jakże tu robić filmy? Czy niestosowność i ryzyko związane z takimi pocałunkami oznacza, że (zapewne) 90% (a może 99%) filmów nie należy oglądać i może szkoda, że powstały - za cenę przynajmniej poważnego narażania się na grzech?
Nie wykluczajmy takiej możliwości. Może właśnie tak jest.
Ewentualnie można by rozważyć, czy odpowiednie byłoby całowanie się na taśmie filmowej z żoną? Małżeństwo aktorów - wszystko gra, jak się zdaje. Ale jednak też nie.
Trzeba bowiem zadać nie tylko pytanie o to, kto ma prawo do całowania drugiego człowieka w usta - ale również o to, kto ma prawo do całowania drugiego człowieka w usta publicznie? Czy ekshibicjonizm (choćby uprawiany przez męża i żonę) jest czymś do przyjęcia?
A może - wbrew stosunkowo rozpowszechnionemu mniemaniu - pewne rzeczy pozostają jednak intymne, nie na sprzedaż?
Kraty mentalne i realne
Rozmowy dotyczące transakcji kupna-sprzedaży mieszkania. Potencjalni nabywcy spodziewają się narodzin dziecka.
- To miejsce ma liczne zalety. Dobre sąsiedztwo, w pobliżu przedszkole i żłobek...
- Niedaleko jest żłobek...
- Przedszkole kilkaset metrów stąd...
Temat przedszkola i żłobka pojawia się jak refren. Naprawdę wielu osobom naprawdę wydaje się, że żłobek i przedszkole to naturalna konieczność. System zdaje się zmuszać oboje rodziców do wychodzenia z domu i pracy najemnej na cudze potrzeby; wmawia im jednocześnie, że taki tryb życia, w którym mamy i taty zazwyczaj w domu nie ma, a dziecko powierza się pieczy obcych, jest najzupełniej normalny.
Otóż nie jest.
Szukaj polskich napisów
Spodenki dla dziecka: na nich napis po angielsku. Śpioszki dla dziecka: na nich napis po niemiecku. Sukienka dla dziecka: na niej napis po francusku.
A może w ogóle bez napisów? Dziecko to nie chodząca reklama. A może - jeśli już - to coś po polsku? Czy ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, ktokolwiek produkuje takie ubranka? Anyone?
A może w ogóle bez napisów? Dziecko to nie chodząca reklama. A może - jeśli już - to coś po polsku? Czy ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, ktokolwiek produkuje takie ubranka? Anyone?
Na własną odpowiedzialność
Na tej samej zasadzie wchodzenie na jezdnię na czerwonym świetle nie powinno być z zasady karane - tylko w przypadku wypadku to sam pieszy ponosiłby odpowiedzialność za odniesione ewentualnie obrażenia.
I może nie byłby to pomysł z gatunku tych najgłupszych...
Moje boje z tradycją: Po całości
Chodzi o ŚPIEWANIE PIEŚNI KOŚCIELNYCH W CAŁOŚCI.
Znamy z nich zwykle tylko kilka pierwszych zwrotek. Zazwyczaj nie zdążamy dośpiewać pieśni do końca, bo akcja liturgiczna musi postępować, a Msza to przecież nie recital.
Z drugiej strony: niedośpiewanie pieśni do końca to coś jakby coś jak ucinanie piosenki przed ostatnią zwrotką albo czytanie kryminału bez ostatnich rozdziałów.
Śpiewanie utworów kościelnych w całości szczególnie ważne wydaje się w przypadku naszych polskich kolęd; ich zasadnicza z teologicznego i kompozycyjnego punktu widzenia tematyka - tematyka Ciała i Krwi Pana Jezusa oraz Jego Ofiary krzyżowej - ujawnia się często w pełni dopiero w końcowych strofach utworów.
A może zastosować takie rozwiązanie, że na przykład
pierwszą część pieśni wykonujemy po wersecie ofertorium, przerywamy, gdy
celebrans ma zacząć prefację, a pieśń podejmujemy od przerwanej zwrotki
na przykład po wersecie communio?
Paserzy
Innymi słowy:
"Z całkowitą premedytacją pomagamy funkcjonariuszom państwowym okradać Ciebie i w dodatku liczymy na to, że nam za to dobrowolnie zapłacisz."
Adekwatna nazwa firmy brzmiałaby "Sługusy Systemu".
Dla kogo korzyść?
Dodatkowy smaczek: obie skrzynki były całkiem puste!
Dość typowy obrazek z czasów współczesnych, w których dominuje mentalność produkcyjna wyrażająca się stwierdzeniem: "najpierw wyprodukować coś w dużej liczbie egzemplarzy, a potem skoncentrować się na tym, jak to opchnąć".
A gdyby tak zastosować na szerszą skalę inny model: "Najpierw zapytać klienta, czego potrzebuje - a potem to wytworzyć - może w jednym, unikalnym, zindywidualizowanym egzemplarzu?".
Jak skutecznie konkurować z systemem: My jesteśmy anarchią
My tego używamy - więc zakaz nas nie dotyczy
Jakże zmieniłby się świat, gdyby każdy człowiek - bez oglądania się na to, co przewidują stanowione przez funkcjonariuszy państwowych przepisy - czynił to, do czego posiada moralne prawo!/?
Czyja historia?
Mawia się, że nigdy nie zdołamy mówić obiektywnie o historii ostatnich dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu, X lat - bo historia miesza się z polityką, właściwie: jest polityką. Ale może takie twierdzenie zachowuje prawdziwość w stosunku do dłuższego okresu? A może jest całkiem fałszywe?
Skąd wiemy, czy to, co przedstawia się nam jako prawdę o czasach minionych, o dawnych stuleciach - szczególnie w odniesieniu do rzekomo cnotliwych "bohaterów" jako to królów, prezydentów, generałów itp. person - nie opiera się o fałszywą legendę jaką tworzyli ich współcześni-poplecznicy?
Może historią prawdziwą jest historia moich własnych rodziców, dziadków, moich przodków... Może zamiast śledzić wyłącznie albo głównie "dokonania" "wielkich tego świata" należałoby uważniej przyjrzeć się temu, co robili MOI BLISCY?
Z prawa naturalnego
Argumentuje się niekiedy sprzeciw wobec (praktykowania) homoseksualizmu powołując się na prawo naturalne. Jednak wśród zwierząt ta dewiacja występuje.
Argument z prawa naturalnego jest chyba jednak nie do podważenia gdy idzie o masochizm. Tego typu zboczenia wśród zwierząt nie spotykamy.
Forever summer vs. Always summer
Sebastian z powieści Evelyna Waugha Brideshead Revisited marzy o tym, "aby zawsze było lato". Jego wyobrażenia na temat owego idyllicznego czasu charakteryzują się może sporą naiwnością. Ale jak je ocenić w kontekście tego, jak "wieczne lato" definiuje współczesny świat - jako jeszcze jeden spacer po jeszcze jednym centrum handlowym, w którym jeszcze raz będziemy nabywać, nabywać, nabywać...?
Przyszłość pustych walut papierowych?
Groteskowa ilustracja zjawiska inflacji: cały pakiet banknotów o nominalnej wartości kilkuset peelenów do nabycia za siedem pięćdziesiąt!
Kupuję to!
Dwadzieścia pięć lat...
...na ulicy Trzeciego Maja
Tablica reklamowa na murze więzienia
Fot. Paweł Schulta
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































