Don Kates „Jak zakaz posiadania broni palnej sprzyja masowym morderstwom”

World Forum on the Future of Sport Shooting Activities [Światowe Forum do spraw Przyszłości Strzelectwa Sportowego] to grupa przeciwstawiająca się działaniom ONZ i innych organizacji, usiłujących doprowadzić do zakazu posiadania i konfiskaty całej posiadanej na świecie przez cywilów broni palnej. W maju 2003 r. WFSA zorganizowało w Tower w Londynie sympozjum, na które przygotowałem długi referat. Poniższy tekst to komentarz, który wygłosiłem, opisując moje wnioski:

1) Rzadko udaje się dokonać ludobójstwa w sytuacji, gdy grupa mająca paść jego ofiarą jest uzbrojona – właściwie prawie nigdy nawet się tego nie próbuje.

2) Do niemal wszystkich przypadków dwudziestowiecznego ludobójstwa doszło w państwach, które zakazały posiadania broni.

3) W wielu ludobójstwach udział brali mordercy-cywile, używający siekier, noży i innych narzędzi codziennego użytku.

4) Mordercy byli szkoleni i dowodzeni przez uzbrojonych funkcjonariuszy państwowych, a w tych rzadkich przypadkach, kiedy mordercy-cywile mieli broń palną, dostawali ją od rządu, który po dokonaniu zabójstw zabierał ją z powrotem.

5) Rządy zamordowały w dwudziestowiecznych ludobójstwach 34 razy więcej ofiar niż [„prywatni”] przestępcy.

Terminem „ludobójstwo” określam masowe morderstwo. Nie dokonuję rozróżnienia na morderstwa ze względu na przynależność narodowościową, przekonania polityczne, religijne itd. I nie włączam do rachunku „zwykłych”, cywilnych ofiar wojen. Przyjrzyjmy się dwóm konfliktom zbrojnym między Etiopią a Erytreą. Pierwszy wybuchł, kiedy Erytrea dokonała secesji. Chociaż Etiopia w końcu przegrała, dokonała eksterminacji 300.000 bezbronnych Erytrejczyków, żeby zastraszyć pozostałych. Dziesięć lat później te same kraje stoczyły kolejną wojnę – tak brutalną, że zabito w niej 100.000 żołnierzy. Ale zginęło tylko kilkuset cywilów, bo nie prowadzono celowej polityki eksterminacji.

Ludzie Zachodu popełniają poważny błąd, patrząc na przykład Holokaustu, najlepiej znanego nam masowego morderstwa. Traktujemy ludobójstwo jako incydentalny wynik niemieckiego szaleństwa, do którego nigdy nie mogłoby dojść w naszych krajach. Historyk Robert Control wykazał błędność tego twierdzenia po konsultacji z trzema współczesnymi specjalistami zajmującymi się tematem ludobójstwa. Wszyscy oni zgodzili się, że gdyby w 1900 r. poproszono ekspertów o wskazanie państw, które w przeciągu 50 lat dokonają ludobójstwa, pewne przewidywania by się sprawdziły, a inne nie. Ale żaden ekspert nie przewidziałby, że w przeciągu 50 lat tolerancyjne, cywilizowane państwo niemieckie zabije jakiegokolwiek Żyda, nie mówiąc już o 6 milionach. Lekcja jest prosta: Nikt nie może być pewien, że w przeciągu kilku dziesięcioleci społeczeństwo, w którym żyje, nie zacznie stosować ludobójczej przemocy.

W dwudziestym wieku rządy dokonały masakry 170 milionów nieuzbrojonych cywilów – zazwyczaj z racjonalnych powodów. W latach 1945-2000 doszło do 41 przypadków ludobójstwa, z których każde kosztowało życie przynajmniej 50.000 ludzi w krajach zagrożonych wojną domową albo atakiem partyzantów. Dla ścisłości: wspomniane 41 przypadków ludobójstw nie było jedynymi tego rodzaju przypadkami od 1945 r. – i nie we wszystkich zginęło zaledwie 50.000 ofiar. Wspólny mianownik jest taki, że wszystkich 41 ludobójstw dokonały rządy, liczące na zredukowanie swoich problemów przez dokonanie masowych morderstw na ludziach uważanych za sympatyzujących z krytykami władz.

Pod koniec dwudziestego wieku liczba przypadków ludobójstwa znacznie się zmniejszyła. Dlaczego? Ponieważ kraje [w których nie doszło do przypadków ludobójstwa], patrząc na społeczne i ekonomiczne koszty poprzednich ludobójstw, uznały, że były one po prostu zbyt wysokie. Czasami taniej wyjdzie pójść na kompromis i żyć obok jakiejś mniejszościowej grupy niż ją eksterminować. Z tego samego powodu rzadko atakowano uzbrojone mniejszości. Było oczywiste, że zabijanie ich będzie kosztowało więcej niż pójście na kompromis.

Przyjrzyjmy się ludobójstwom dokonywanym w latach 90. przez Serbów. Otrzymawszy w spadku po rozwiązanej armii Jugosławii większość jej broni, Serbowie zaatakowali Chorwatów. Przestali, kiedy okazało się, że Chorwaci też przejęli trochę broni, a potem dokupili jej jeszcze więcej. W tej sytuacji Serbowie zaatakowali bośniackich muzułmanów, którzy nie mieli żadnej broni i nie mogli jej zdobyć ze względu na embargo ONZ. Zamordowano około 300.000 Bośniaków, zanim w końcu kraje muzułmańskie, nie tak dobroduszne jak ONZ, przemyciły wystarczająco dużo broni, aby Serbowie przestali – bo zaczęli tracić ludzi, zamiast zabijać bezbronne ofiary.

Wyobraźmy sobie teraz, że 300.000 erytrejskich cywilów miałoby broń. Licha armia etiopska nie zdołałaby ich zamordować. Prawdopodobnie nawet by nie próbowała, bo to zachęciłoby cywilów do wstąpienia w szeregi rebeliantów. Podobnie, szwadrony śmierci Idiego Amina – w sile zaledwie 30.000 ludzi – nie zdołałyby zamordować 300.000 Ugandyjczyków, gdyby mieli oni broń. Stutysięczna armia Czerwonych Khmerów nie mogłaby zabić 2,5 miliona Kambodżan, gdyby byli oni uzbrojeni. Holokaust wydarzył się w sytuacji najtrudniejszej z możliwych dla zbrojnego oporu, bo Żydzi stanowili małą grupę, rozproszoną po całym kontynencie, który do ich mordowania odnosił się z obojętnością, albo się na nie godził. Ale nawet w czasie Holokaustu odnotowano wiele przypadków, kiedy pojedynczy Żydzi ocaleli, bo byli uzbrojeni.

Jest bardzo istotne, aby zrozumieć, jak odpowiadają na te wszystkie argumenty przeciwnicy wolnego dostępu do broni palnej. Wcale nie odpowiadają. Po prostu nie zastanawiają się nad tym, że postulowana przez nich konfiskata całej broni posiadanej przez cywilów może ułatwić dokonanie ludobójstwa. Co więcej, w tym niewielkim zakresie, w jakim dopuszczają dyskusję nad pewnymi aspektami ludobójstw, z powagą twierdzą, że dochodzi do nich ze względu na brak rządu i broń w rękach cywilów. To twierdzenie jest absolutnie fałszywe – nie udało mi się znaleźć ani jednego przypadku dwudziestowiecznego ludobójstwa, które by je potwierdzało. Niezwykle rzadko dochodziło do przypadków ludobójstwa z udziałem cywilów, a przy niewielkim współudziale lub zupełnie bez współudziału rządu (były nimi na przykład rzezie między hinduistami a muzułmanami, jakie miały miejsce po uzyskaniu przez Indie niepodległości). Ale we wszystkich tych przypadkach [ludobójstw bez udziału lub z niewielkim udziałem rządu] morderstw dokonywano przy użyciu noży, maczet, kos i innych narzędzi codziennego użytku, a nie broni palnej. O wiele częściej dochodziło do przypadków ludobójstwa dokonywanego przez cywilów, którymi dowodzili i których do zabijania za pomocą takich narzędzi podjudzili funkcjonariusze rządu. A w niektórych przypadkach rządy dawały cywilom broń palną, którą po dokonaniu morderstw zabierały z powrotem. (Nawet w tych przypadkach większości zabójstw dokonywano za pomocą innych narzędzi, a nie broni palnej.) We wszystkich przypadkach obowiązujące w społeczeństwie prawo sprzyjało ludobójstwu przez zakazywanie cywilom posiadania broni palnej.

Chociaż broni palnej można używać w celach napastniczych, służy ona głównie do obrony. To jedyna broń, która pozwala słabym bronić się przed silnymi. Jak mówią aktywiści opowiadający się przeciw wolnemu dostępowi do broni palnej (nie zdając sobie sprawy z implikacji swojej wypowiedzi), broń palna „jest powszechnie używana w konfliktach, w których udział biorą osoby niewykształcone i dzieci – bo łatwo się nią posługiwać przy minimalnym szkoleniu”, jej „rozpowszechnienie wśród grup działających na szczeblu niższym niż państwowy i wśród cywilów daje im siłę ognia równą albo przewyższającą tę, którą dysponuje państwowa policja albo nawet siły zbrojne”, a „jednostka albo mała uzbrojona grupa może stanowić dla społeczeństwa zagrożenie”.

Takie twierdzenia implikują (u tych, którzy mają chęć i są w stanie zastanowić się nad ich implikacjami), że – jeśli grupa mająca paść ofiarą ludobójstwa posiada broń palną – samo to może powstrzymać rząd przed próbą dokonania morderstw. Ten czynnik odstraszający może mieć szczególnie istotne znaczenie dla mieszkańców Trzeciego Świata, którzy nie dysponują zbyt skuteczną armią, lecz jedynie cywilami uzbrojonymi w narzędzia rolnicze i inne. Powtórzmy: spośród wszystkich rodzajów broni tylko broń palna pozwala słabym skutecznie bronić się przed silnymi.

Na koniec chciałbym podkreślić trzy rzeczy. Po pierwsze: dwudziestowieczne ludobójstwa zabrały wielekroć razy więcej istnień ludzkich niż „zwykłe” morderstwa z użyciem broni palnej. Po drugie: nie da się przewidzieć, czy w przeciągu 30 albo 50 lat społeczeństwo, w którym żyjesz, nie zaangażuje się w ludobójstwo. Po trzecie: chociaż autorzy sprzeciwiający się wolnemu dostępowi do broni w bardzo w ograniczonym stopniu zajmują się tematyką ludobójstw, ci, którzy ich dokonują, są bardzo zainteresowani kwestią posiadania broni przez członków grupy wybranej na ofiary. Po przejęciu władzy Czerwoni Khmerzy przeprowadzili na terenie całej Kambodży dokładne rewizje wszystkich domów i chatek w poszukiwaniu broni. Jak relacjonuje jeden ze świadków: „Pukali do drzwi, a ludzi, którzy im otwierali, pytali, czy mają jakąś broń. »Jesteśmy tu, żeby was chronić« – mówili żołnierze – »i nikt już nie potrzebuje mieć broni«. Ludzi, którzy powiedzieli, że nie trzymają żadnej broni, [i tak] zmuszano, żeby się usunęli i pozwolili, aby żołnierze sami jej poszukali...”

Kiedy żołnierze upewnili się, że nikt nie ma broni palnej, zaczynało się mordowanie.

[2003]

Tłum. Łukasz Kowalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz